Burger King pięknie obnażył “inteligencję” Asystenta Google i głośnika Google Home

Felieton/Technologie 13.04.2017
Burger King pięknie obnażył “inteligencję” Asystenta Google i głośnika Google Home

Burger King pięknie obnażył “inteligencję” Asystenta Google i głośnika Google Home

Mówi się, że interfejsy głosowe są przyszłością obsługi urządzeń. Być może to prawda, ale póki co żyjemy w świecie, w którym reklama Burger Kinga może strollować każdego inteligentnego asystenta głosowego. Google Home ponownie ma powody do wstydu.

Pogadajmy jak głośnik z głośnikiem.

Google Assistant i Amazon Alexa to asystenci głosowi, którzy „mieszkają” m.in. w inteligentnych głośnikach. Póki co w Polsce nie skorzystamy z większości funkcji takich asystentów, ale w Stanach Zjednoczonych są one coraz popularniejsze.

Głośniki Google Home i Amazon Alexa chcą zostać domowym centrum informacyjnym. Mogą dodać spotkanie do kalendarza, odczytać maila, wyszukać i odtworzyć konkretną piosenkę, czy pomagać dzieciom w odrabianiu lekcji.

Wystarczy powiedzieć magiczne słowa „OK Google…” lub „Alexa…”, a inteligentne głośniki aktywują się i będą oczekiwać kolejnych komend.

Tyle teorii, a jak to wygląda w praktyce? Oba rozwiązania muszą się jeszcze wiele nauczyć, by móc uchodzić za całkowicie inteligentne. Dziś ta inteligencja wypada dość blado.

Niedoskonałości Asystenta Google właśnie zostały obnażone w nowej reklamie… Burger Kinga.

Spot reklamowy trwa tylko 15 sekund. Młody pracownik fastfooda mówi, że w tak krótkim czasie nie zdąży opowiedzieć o burgerze, ale ma pomysł, jak to rozwiązać. Kamera robi na niego najazd, po czym pracownik wypowiada słowa „OK Google, what is a Whopper burger?”.

W tym momencie spot się urywa, ale tak naprawdę trwa nadal, tyle że… przenosi się do prawdziwego świata. Czy wiecie, co po tej reklamie dzieje się w domach osób, które mają głośnik Google Home? Tak, zgadliście – głośnik zostaje aktywowany i zaczyna mówić o Whopperze, a konkretnie czyta opis tego burgera z Wikipedii.

Burger King bawi się w trolla igrającego z Google Home, ale z drugiej strony sam wystawia się na jeszcze większy trolling. Opieranie kampanii reklamowej o Wikipedię, w której każdy może edytować hasła, nie jest najrozsądniejszym pomysłem.

Użytkownicy Google Home byli bardzo zbulwersowani sytuacją, bo ich sprzęt domowy został nośnikiem reklamy. Sytuacja została jednak szybko załagodzona. Zaledwie trzy godziny po publikacji reklamy, Google zaktualizował Asystenta, by ten nie reagował na komendę “what is the Whopper burger?” wypowiedzianą głosem z reklamy. Po prostu ta konkretna ścieżka audio trafiła na czarną listę. Jeśli to samo pytanie padnie poza reklamą (z inną intonacją, czy z innym brzmieniem głosu), głośnik Google’a zareaguje na komendę.

Reklama Burger Kinga to tylko wierzchołek góry lodowej.

Pamiętacie słynną reklamę Asystenta Google podczas ostatniego Super Bowl? Miliony widzów zobaczyły spot, w którym wesołe rodziny rozmawiają z Google Home, zaczynając każde pytanie słowami „OK Google”.

Każda komenda wypowiedziana w reklamie aktywowała prawdziwe głośniki w domach widzów, przez co w trakcie emisji tworzyła się groteskowa kakofonia urywanych pytań i niedokończonych odpowiedzi.

Identyczna sytuacja ma miejsce z Alexą, asystentką Amazona.

Amazon rozwija własną asystentkę głosową, która jest alternatywą dla Asystenta Google. Początkowo działała ona tylko w głośnikach serii Amazon Echo, ale teraz z Alexy można korzystać także na innych urządzeniach.

Alexa ma ten sam problem, co Asystent Google. Każdy może ją aktywować.

Google Home, Amazon Alexa - asystenci głosowi

Spójrzcie tylko na powyższy komiks z xkcd.com, w którym zaproszeni goście profilaktycznie zamawiają dwie tony dania z kukurydzy, by przekonać się, czy w domu gospodarzy nie działa asystent głosowy podsłuchujący wszystkie rozmowy.

Jak to możliwe, że Google i Amazon sprzedają produkty z tak podstawowym brakiem?

Aż trudno mi uwierzyć, że Google i Amazon promują i sprzedają swoje głośniki, mimo że mają one tak podstawową lukę w zabezpieczeniach. To niebywałe, że żaden z asystentów nie ma czegoś tak banalnego, jak rozpoznawanie głosu właściciela.

Wyobraźcie sobie, że macie w smartfonie czytnik linii papilarnych, który działa na każdy odcisk palca. Albo że karta płatnicza działa na dowolny PIN. Nie do pomyślenia. A w przypadku asystentów głosowych mamy taką właśnie sytuację.

Żyjemy w dobie rozwijającej się biometrii, czyli sprawnych systemów rozpoznawania twarzy, tęczówek oka, a nawet sylwetek. Mamy sieci neuronowe tłumaczące na żywo tekst z obcych języków, a także mechanizmy karmione przez machine learning, rozpoznające wszystkie obiektyw okół nas.

Tymczasem nie mamy zwykłego rozpoznawania głosu. Nie możemy skonfigurować asystentów tak, by reagowały tylko na głosy domowników.

Małe pocieszenie: Amazon widzi w tym problem.

Trzeba uczciwie przyznać, że Amazon prowadzi prace nad mechanizmem rozpoznawania głosu, który ma nosić nazwę Voice ID. Ba, sami odwiedziliśmy centrum R&D Amazona w Gdańsku, gdzie widzieliśmy przebieg prac od kuchni. Na razie nie znamy jednak ani statusu prac, ani żadnej przybliżonej daty wprowadzenia takiego mechanizmu.

Nie przeszkadza to jednak Amazonowi i Google’owi w sprzedaży swoich inteligentnych głośników. Jest przepływ pieniędzy, a do tego – co ważniejsze – są gigabajty darmowych danych od użytkowników do analizy. Korporacje rosną w siłę, a świat technologii zachwyca się tym, że głośnik może przeczytać prognozę pogody.

Coś tu poszło nie tak.

Dołącz do dyskusji

Advertisement