Konwergencja, czyli jak połączyć usługi jednego dostawcy, by na tym oszczędzić

Akcja partnerska/Media 07.02.2017
Konwergencja, czyli jak połączyć usługi jednego dostawcy, by na tym oszczędzić

Konwergencja, czyli jak połączyć usługi jednego dostawcy, by na tym oszczędzić

Usiądźcie wygodnie i odpowiedzcie mi szczerze: kiedy w ostatnim roku użyliście w zdaniu słowa „konwergencja”? Nie patrzcie na mnie! Ja też zrobiłem to właśnie prawdopodobnie po raz pierwszy w swoim życiu. 

Ta konwersja, znaczy kongregacja, znaczy konwergencja jest prosta jak dwa dodać dwa równa się cztery, natomiast w całej prasie biznesowo-technologicznej opisywana jest takim językiem, jak gdyby co najmniej wymagała użycia Bozonu Higgsa. Ale na szczęście macie mnie, a ja mówię jak jest.

Konwergencja = łączenie usług jednego dostawcy, by czerpać z nich więcej korzyści, niż z każdej osobno. Ja wam, drodzy operatorzy, tę definicję daję w prezencie i możecie z niej teraz korzystać do woli.

Łączenie usług. Na przykład u jednego operatora telekomunikacyjnego, ale nie tylko. Popatrzmy na przykład na firmę. Każde porządne przedsiębiorstwo potrzebuje prawnika (w tym także doradcy podatkowego) i księgowego. A jednak bardzo często rozbija to na trzy zupełnie odrębne podmioty. A gdyby tak zlecić to jednej korporacji, a niech oni już sami między sobą przerzucają nasze druczki? O ile lepiej wyglądałaby sprawność zarządzania, a pewnie udałoby się jeszcze zoptymalizować to i owo, prawda? Niestety zwykle takie rozwiązania zarezerwowane są dla dużych i zamożnych podmiotów, ale nie każda konwergencja kosztuje, w większości przypadków to po prostu oszczędność. Pomówmy jednak o wariantach bardziej “konsumenckich”.

Przede wszystkim jednak wszyscy chyba już od pewnego czasu korzystamy z konwergencji przy okazji usług o charakterze telekomunikacyjno-multimedialnym. Ja w każdym razie robię tak u mojego operatora, u którego mam równocześnie internet, telewizję i dorzucił mi za jakieś grosze także telefon stacjonarny. Choć przyznaję, że cały czas zastanawiam się, czy decyzja była słuszna, bo mój telefon stacjonarny służy głownie sprzedawcom garnków i bezpłatnych badań słuchu. A miał tylko służyć na wypadek klęski żywiołowej…

No, ale też nie będę oszukiwał, że gdybym sobie to wszystko zorganizował u trzech różnych operatorów to wyszłoby – po pierwsze – znacznie drożej (nawet gdybym nie brał tego telefonu stacjonarnego). Po drugie – musiałbym płacić trzy osobne faktury, a wierzcie mi, płacenie kolejnych faktur wgapiając się w te druczki, to ostatnia rzecz na jaką mam ochotę.

A zatem dziś poznałem słowo „konwergencja”, z którego używania zresztą zalecam się wycofać, bo to tak jakby klasyczny piąteczek definiować mianem „autoetylizacji”, ale samo zagadnienie jest mi znane od lat i z przyjemnością z niego korzystam.

Zresztą nie tylko ja – pod koniec września ubiegłego roku już ponad 837 tys. klientów Orange Polska, korzystało z konwergentnych pakietów usług. Łączna liczba usług, z których korzystali ci klienci, przekroczyła 3,3 mln, co oznacza, że średnio każdy korzysta z ponad czterech usług. Zresztą, jedną z takich chyba najbardziej znanych i udanych historii konwergencji jest „romans” operatora sieci Plus z dostawcą Cyfrowego Polsatu. 1 milion 160 tysięcy klientów miał w 2016 roku ten właśnie popularny mariaż. W konwergencję bawią się też banki, które starają się oferować coraz bardziej różnorodne, czasem aż nie pasujące do ich profilu usługi.

A wracając do telekomunikacji – trudno jest się dziwić takiemu wynikowi „pomarańczowych”, skoro Orange oferuje wszystko: internet, internet mobilny, telefony stacjonarne, komórkowe, telewizję, mają też usługi bankowe, a nawet czas temu jakiś postanowili powalczyć na rynku dostawców energii. Bogactwo!

Operator utrzymuje, że dla niego – co zrozumiałe – sprzedawanie tylu różnych usług w pakietach jest jak najbardziej korzystne. Choćby dlatego, że tytułem rewanżu jesteście bardziej lojalni i nie odchodzicie tak łatwo do konkurencji. Są też wtedy w stanie zaoferować lepszą cenę, i to wydaje się zrozumiałe.

Konwergentne definicje można rozciągać jeszcze bardziej – choćby na pakiety rodzinne i biznesowe u operatora, bo coraz częściej mamy w jednej firmie więcej, niż sam numer.

Moja ocena tej sytuacji jest następująca. „Konwergencja” jest generalnie bardzo w porządku i osobiście polecam poświęcić trochę czasu, by zorientować się jakie realne zniżki może nam zaoferować operator, jeśli weźmiemy u niego pakiet różnych usług. A to dopiero początek, bo konwergencja zaczyna już wykraczać poza schemat “więcej usług to niższa cena”.

Dołącz do dyskusji