Konwergencja, czyli jak połączyć usługi jednego dostawcy, by na tym oszczędzić

Konwergencja, czyli jak połączyć usługi jednego dostawcy, by na tym oszczędzić

Konwergencja, czyli jak połączyć usługi jednego dostawcy, by na tym oszczędzić

Usiądźcie wygodnie i odpowiedzcie mi szczerze: kiedy w ostatnim roku użyliście w zdaniu słowa „konwergencja”? Nie patrzcie na mnie! Ja też zrobiłem to właśnie prawdopodobnie po raz pierwszy w swoim życiu. 

Ta konwersja, znaczy kongregacja, znaczy konwergencja jest prosta jak dwa dodać dwa równa się cztery, natomiast w całej prasie biznesowo-technologicznej opisywana jest takim językiem, jak gdyby co najmniej wymagała użycia Bozonu Higgsa. Ale na szczęście macie mnie, a ja mówię jak jest.

Konwergencja = łączenie usług jednego dostawcy, by czerpać z nich więcej korzyści, niż z każdej osobno. Ja wam, drodzy operatorzy, tę definicję daję w prezencie i możecie z niej teraz korzystać do woli.

Łączenie usług. Na przykład u jednego operatora telekomunikacyjnego, ale nie tylko. Popatrzmy na przykład na firmę. Każde porządne przedsiębiorstwo potrzebuje prawnika (w tym także doradcy podatkowego) i księgowego. A jednak bardzo często rozbija to na trzy zupełnie odrębne podmioty. A gdyby tak zlecić to jednej korporacji, a niech oni już sami między sobą przerzucają nasze druczki? O ile lepiej wyglądałaby sprawność zarządzania, a pewnie udałoby się jeszcze zoptymalizować to i owo, prawda? Niestety zwykle takie rozwiązania zarezerwowane są dla dużych i zamożnych podmiotów, ale nie każda konwergencja kosztuje, w większości przypadków to po prostu oszczędność. Pomówmy jednak o wariantach bardziej “konsumenckich”.

Przede wszystkim jednak wszyscy chyba już od pewnego czasu korzystamy z konwergencji przy okazji usług o charakterze telekomunikacyjno-multimedialnym. Ja w każdym razie robię tak u mojego operatora, u którego mam równocześnie internet, telewizję i dorzucił mi za jakieś grosze także telefon stacjonarny. Choć przyznaję, że cały czas zastanawiam się, czy decyzja była słuszna, bo mój telefon stacjonarny służy głownie sprzedawcom garnków i bezpłatnych badań słuchu. A miał tylko służyć na wypadek klęski żywiołowej…

No, ale też nie będę oszukiwał, że gdybym sobie to wszystko zorganizował u trzech różnych operatorów to wyszłoby – po pierwsze – znacznie drożej (nawet gdybym nie brał tego telefonu stacjonarnego). Po drugie – musiałbym płacić trzy osobne faktury, a wierzcie mi, płacenie kolejnych faktur wgapiając się w te druczki, to ostatnia rzecz na jaką mam ochotę.

A zatem dziś poznałem słowo „konwergencja”, z którego używania zresztą zalecam się wycofać, bo to tak jakby klasyczny piąteczek definiować mianem „autoetylizacji”, ale samo zagadnienie jest mi znane od lat i z przyjemnością z niego korzystam.

Zresztą nie tylko ja – pod koniec września ubiegłego roku już ponad 837 tys. klientów Orange Polska, korzystało z konwergentnych pakietów usług. Łączna liczba usług, z których korzystali ci klienci, przekroczyła 3,3 mln, co oznacza, że średnio każdy korzysta z ponad czterech usług. Zresztą, jedną z takich chyba najbardziej znanych i udanych historii konwergencji jest „romans” operatora sieci Plus z dostawcą Cyfrowego Polsatu. 1 milion 160 tysięcy klientów miał w 2016 roku ten właśnie popularny mariaż. W konwergencję bawią się też banki, które starają się oferować coraz bardziej różnorodne, czasem aż nie pasujące do ich profilu usługi.

A wracając do telekomunikacji – trudno jest się dziwić takiemu wynikowi „pomarańczowych”, skoro Orange oferuje wszystko: internet, internet mobilny, telefony stacjonarne, komórkowe, telewizję, mają też usługi bankowe, a nawet czas temu jakiś postanowili powalczyć na rynku dostawców energii. Bogactwo!

Operator utrzymuje, że dla niego – co zrozumiałe – sprzedawanie tylu różnych usług w pakietach jest jak najbardziej korzystne. Choćby dlatego, że tytułem rewanżu jesteście bardziej lojalni i nie odchodzicie tak łatwo do konkurencji. Są też wtedy w stanie zaoferować lepszą cenę, i to wydaje się zrozumiałe.

Konwergentne definicje można rozciągać jeszcze bardziej – choćby na pakiety rodzinne i biznesowe u operatora, bo coraz częściej mamy w jednej firmie więcej, niż sam numer.

Moja ocena tej sytuacji jest następująca. „Konwergencja” jest generalnie bardzo w porządku i osobiście polecam poświęcić trochę czasu, by zorientować się jakie realne zniżki może nam zaoferować operator, jeśli weźmiemy u niego pakiet różnych usług. A to dopiero początek, bo konwergencja zaczyna już wykraczać poza schemat “więcej usług to niższa cena”.

Dołącz do dyskusji