W internecie najłatwiej się narzeka

Felieton/Social media 07.01.2017
W internecie najłatwiej się narzeka

W internecie najłatwiej się narzeka

W internecie łatwo narzekać. Tak łatwo, że stało się to już niemal obowiązkiem. Gwarancja, że pod podnoszącymi na duchu, pozytywnymi materiałami pojawią się wieczni narzekacze, powinna zostać zapisana w jakichś internetowych zasadach, a internet przemianowany na katalizator gburowatości.

Jeden z tysięcy postów o tym, że ktoś gdzieś w jakimś kraju na wschodzie uratował psa. W komentarzach oczywiście setki nic nieznaczących pochwał i co najmniej jeden człowiek, który doszukuje się dziury w całym. Dlaczego psa nie uratowano wcześniej? Dlaczego dano mu niebezpieczną kość? Dlaczego ratujący pogłaskali go potem po głowie zamiast po tułowiu?

Wideo z dwoma dwuletnimi bliźniakami wspinającymi się na szafkę. Szafka się wywraca, przygniata jednego z chłopców. Drugi próbuje podnieść, przesunąć mebel i w końcu uwalnia brata. Rodzice mieli wątpliwości czy opublikować ten materiał, jednak to zrobili. Ku przestrodze i po prostu dlatego, że starania dwulatka są całkiem niesamowite.

Motyw przewodni w komentarzach? Jacy okropni rodzice, że pozwolili by coś takiego się stało! Powinno im się odebrać dzieci, koniecznie.

Nie mam pojęcia dlaczego ludzie publikują treści prywatne, które potem stają się viralami. Po co narażać się na opinie tysięcy ludzi, którzy nie znają kontekstu, nie znają sytuacji ale i tak wiedzą lepiej i zawsze skrytykują albo nawet obrzucą błotem?

Łatwo byłoby napisać, że internet to ściek pełen trolli i narzekania, zbyt łatwo. Ludzie narzekają, bo to leży w ich naturze.

Narzekanie to jedna z prostszych form znajdowania towarzystwa, tak zwanego zagajania rozmowy. “Ale pogoda do bani” wypowiedziane na przystanku autobusowym jest najprostszym sposobem na znalezienie wspólnego mianownika z nieznajomym. Wszyscy znamy sytuacje, w których grupka milczących nieznajomych nagle zaczyna stawać się wspólnotą, gdy w poczekalni do lekarza ktoś wepchnie się w kolejkę, czy gdy na dworcu rozlegnie się zapowiedź, że spóźniony już pociąg spóźni się jeszcze bardziej.

Narzekanie może być też próbą pokazania wszystkim odbiorcom, że jest się lepszym. “Dzisiaj nie ma już dobrej jakości ciuchów”, “ja bym tego psa uratował lepiej i szybciej” – to zwykłe chwalenie się niby wyższymi standardami, czy zdolnościami. Służy też przerzucaniu odpowiedzialności – “ale dzisiaj korki, drogi oblodzone, a ci kierowcy to w ogóle nie potrafią prowadzić!” – czy przerzucaniu swoich frustracji na inne osoby.

Internet nie jest ściekiem, internet jest katalizatorem zwykłych ludzkich zachowań. Narzekanie w poczekalni niczym nie równa się narzekaniu w sieci, gdzie potencjalnych odbiorców jest tysiące a oburzenie i wywoływanie skrajnych emocji w dodaje wszystkiemu smaczku.

Lubimy biało-czarny świat. Lubimy, gdy coś jest dobre lub złe, perfekcyjne albo bezużyteczne, dobre lub złe. Nie lubimy kontekstów. Nie lubimy odcieni szarości. Nie lubimy, gdy coś może być pozytywne, ale ma jednocześnie wady. Wymaga to większego wysiłku umysłowego, większej empatii.

Jesteśmy też zwierzętami stadnymi i lubimy czuć się częścią większej grupy

Dlatego tak chętnie bierzemy udział w internetowych linczach. Po dobrych intencjach jeździmy walcem, bo znaleźliśmy małą wadę. Każdemu autorowi filmu, na którym pomaga się bezdomnym zarzucimy brak dyskrecji i interesowność. Każdemu kto wrzuci filmik, na którym dzieci zachowują się jak dzieci wypomnimy jak jest złym rodzicem. U każdego, kto się stara, znajdziemy wadę i zamplifikujemy ją do niewyobrażalnych rozmiarów.

Popsujemy wszystkie dobre odczucia, narzekaniem zarazimy innych bo przecież narzekanie infekuje bardziej niż pozytywy. Przysłowie “mowa jest srebrem a milczenie złotem” w internecie nie ma racji bytu!

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement