Jesteśmy dziadami z Facebooka

Felieton/Social media 23.01.2017
Jesteśmy dziadami z Facebooka

Jesteśmy dziadami z Facebooka

Prawdopodobnie ja – i moi rówieśnicy – jesteśmy pokoleniem najmłodszych dziadów z Facebooka. Młodziej jest już Snapchat i Instagram. 

Czwarte moje podejście do Snapchata zakończyło się kolejną, już na tyle spektakularną porażką, że powoli zaczynam podejrzewać, że to nie przegrane bitwy, a przegrana wojna. Niby – bardzo powoli – zaczynam rozumieć “co i jak”, ale cały czas mam bardzo poważne problemy ze zrozumieniem “po co”.

A przecież Facebook ma opcję “Memories”, która dość brutalnie i dobitnie pokazuje mi, jaki głupi byłem te 7-8 lat temu i jak wspaniale, zapewne, odnalazłbym się w realiach współczesnych social mediów wizualnych. Gdy dookoła mnie było ze 100 osób, które i tak nie miały większych zmartwień i problemów, zaś jedyną rozrywką ich życia byłoby oglądać te moje snapy. Zresztą, z wzajemnością.

Dziś życie wygląda inaczej. Nie żyjemy już w jednej wielkiej “komunie”, tylko każdy zajął się swoim życiem. Spotykamy się od czasu do czasu podczas urodzin, ślubów i sylwestrów. Ale prawdę powiedziawszy kompletnie, szczerze i intensywnie mnie już nie obchodzi co u nich wszystkich słychać. Zresztą, z wzajemnością. Powiem więcej – gdyby kogoś przesadnie mocno to interesowało, to diagnozowałbym u niego jakiś poważny problem z dorastaniem.

Może dlatego z wiekiem jeszcze bardziej doceniam Twittera, gdzie zaszyty gdzieś w puszczy i śpiący z żubrami Exen zaczyna mi być intelektualnie bliższy, niż koledzy, z którymi wznosiłem toasty w niejednym miejscu na całym świecie.

Facebook to dziś dla nas, najmłodszych wśród dziadów Facebooka, tablica ogłoszeń – rekrutacja do pracy, pochwalenie się stopniem specjalizacji zawodowej i narodzinami dziecka.

Staliśmy się paździerzem, z którego jeszcze kilka lat temu sami się naśmiewaliśmy, jako z intensywnego wypaczania idei fejsa.

Z nas nie ma się kto naśmiewać, bo wszyscy są na Snapchacie.

Korzystamy z Facebooka od kiedy tylko Grono upadło, a nawet chwilę wcześniej, ale nie dlatego, że był to idealny format na tamten czas. Nie było po prostu niczego innego. Dziś młodzi ludzie mają wybór, mają lepiej dopasowane do swoich potrzeb media i dobrze się tam odnajdują. Oczywiście generalizujemy, bo nie o wiek tylko tu chodzi, jest jeszcze osobowość i skala zainteresowań. To, że jesteś emerytem, wcale nie znaczy, że nie możesz przedłożyć Instagrama nad Facebooka.

Ale to młodzi są dziś największą zagwozdką Zuckerberga, choć wydaje mi się, że na samym końcu on i tak uszczknie sobie suty kawałek tego tortu. Można Facebookiem wzgardzać, można uważać go za cmentarzysko kralkozaurów, można nie spędzać tam za wiele czasu – gdy ma się tych 20 lat – ale na końcu dnia to tam się wejdzie, żeby wymienić plotki o egzaminatorach, wysłać notatki czy życzenia urodzinowe. Dlatego oni jeszcze przyjdą na Facebooka, szalona snapchatowa dzieciarnia z czasem też będzie potrzebowała gdzieś wrzucić swoje paździerzowe zdjęcie z robienia ogórków na zimę i opublikować oburzenie sytuacją w kraju.

Nowe formaty medialne rzeczywiście zaczęły być konkurencyjne względem Facebooka, ale i co taki Facebook ma do zaoferowania dwudziestolatkom, którzy i tak mało wiedzą o świecie, a mają bardzo silną potrzebę akceptacji i ekspresji?

Dorosną, przyjdą. Ty, Marku, musisz tylko usiąść i czekać u brzegu rzeki.

Dołącz do dyskusji

Advertisement