Do używania słabszych sprzętów trzeba po prostu dojrzeć. Ja już dojrzałem

Felieton/Sprzęt 19.12.2016
Do używania słabszych sprzętów trzeba po prostu dojrzeć. Ja już dojrzałem

Do używania słabszych sprzętów trzeba po prostu dojrzeć. Ja już dojrzałem

Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym, że będę wymieniał wydajne urządzenia na sprzęty o mniejszych możliwościach. Mimo wszystko zdecydowałem się na taki krok i absolutnie nie żałuję. Do tego trzeba po prostu dojrzeć.

W jednym ze swoich ostatnich tekstów Przemek Pająk pisał o ludziach, którzy oceniają sprzęt wyłącznie pod kątem specyfikacji sprzętowej. Są w stanie ocenić dwa modele, analizując ich dane techniczne. Nie interesuje ich to, z jakiego materiału smartfon jest wykonany. Mają gdzieś, jakie faktycznie robi zdjęcia. Olewają lepszą obsługę serwisową. Liczy się jedno: specyfikacja, a konkretnie jej szczególne elementy. Zastosowany model procesora, ilość pamięci operacyjnej, względnie rozdzielczość wyświetlacza oraz ilość pamięci flash.

Dla Janusza Technologii znaczenie mają tylko te parametry.

Uważacie, że to zbyt pogardliwe określenie? Być może, ale używam go z premedytacją. W końcu nie tak dawno i mnie można było nim opisać. Byłem jak niektórzy komentatorzy na Spider’s Web, którzy namawiają wszystkich na kupno chińskiego smartfonu. W końcu ma lepszą specyfikację. Nie ma gwarancji? To nic, telefony się przecież nie psują. Konfiguracja? Bardzo prosta, wystarczy odblokować bootloader, znaleźć odpowiedniego ROM-a, wgrać go i regularnie aktualizować. Banalnie proste, każdy to przecież potrafi.

Dziś dziwią mnie osoby, które zwykłemu zjadaczowi bitów polecają komputery do gier. Nie rozumiem, jak można porównywać lekki laptop z niskonapięciowym procesorem do potężnego laptopa o pokaźnych gabarytach. Równie dobrze można porównać piekarnik z mikrofalówką. Niby oba sprzęty służą do przygotowywania potraw, ale tak naprawdę pełnią zupełnie inne funkcje. Potem jednak przypominam sobie, jak sam dekadę temu nie rozumiałem osób kupujących laptopy i z całych sił przekonywałem ich, że stacjonarne komputer (koniecznie składaki!) są o wiele lepsze, bo wydajniejsze i tańsze.

Dorosłe życie i ciągły deficyt czasu zdecydowanie zweryfikowały moje podejście do technologii. Mam stacjonarny komputer, ale praktycznie go nie włączam. Do pisania używam Chromebooka wyposażonego w słaby procesor ARM. Z kolei gram na konsoli PlayStation 4. Oba sprzęty oferują mniejsze możliwości niż porzucony przeze mnie pecet, a ich parametry nie powalają. Jednak są od niego zdecydowanie mniej problemowe. Nie trzeba ich konfigurować, w najmniej oczekiwanych momentach nie ubija ich aktualizacja systemu operacyjnego lub sterowników. One po prostu działają i spełniają swoje zadanie.

Teraz zdecydowałem się na kolejny podobny krok.

Praktycznie od premiery używałem LG G5, sztandarowego modelu LG. Na papierze trudno było się do niego przyczepić. Świetny ekran, najlepszy aktualnie dostępny procesor, duża ilość pamięci, dwa aparaty, no i możliwość rozbudowy za pomocą modułów. Smartfon palce lizać. Okazało się jednak, że smartfon ten ma kilka innych wad, a mianowicie krótki czas pracy na akumulatorze i bardzo złą jakość wykonania modułu. Nie były to duże problemy, jednak nie ukrywam, irytowały mnie.

Mimo wszystko korzystałem z tego smartfonu, bo w gruncie rzeczy nadal był bardzo dobrym urządzeniem. Jednak po drodze dostałem na testy kosztujący około 1000 zł smartfon Huawei P9 Lite i… zauważyłem, że jest w zupełności wystarczający, mógłbym go swobodnie używać każdego dnia. Potem zacząłem testować urządzenia nieco droższe, ale nadal nie pochodzące z najwyższej półki. Ponownie zarówno Huawei nova, Asus ZenFone 3 jak też Huawei nova Plus, pod względem wydajności były dla mnie absolutnie wystarczające. Ich jakość wykonania okazała się bezbłędna, ale prawdziwa funkcja zabójca tych sprzętów to czas pracy bez ładowania wynoszący grubo ponad dzień, a często nawet dwa pełne dni.

Miałem do wyboru potężne urządzenie, którego pełni możliwości nie jestem w stanie wykorzystać, które ledwo wytrzymuje jeden dzień pracy. Z drugiej strony mogłem wybrać w zupełności wystarczający, świetnie wykonany, ale nie tak prestiżowy sprzęt, który jest zauważalnie tańszy i działa niemal dwa razy dłużej bez ładowania. Dla mnie ten wybór okazał się prosty i gdybym miał teraz wydać pieniądze na smartfon, raczej zdecydowałbym się sprzęt ze średniej półki. Tak samo jak ponownie kupiłbym konsolę do gier i lekki komputer do pisania.

Zapewne, gdyby o dekadę młodszy Dawid dowiedziałby się o tym, po prostu by to wyśmiał. Dokładnie tak jak ja teraz wyśmiewam własne decyzje zakupowe sprzed 10 lat.

Dołącz do dyskusji

Advertisement