Chciałbym, żeby Netflix wiedział o mnie więcej. Ale on nie chce mnie słuchać

News 16.12.2016
Chciałbym, żeby Netflix wiedział o mnie więcej. Ale on nie chce mnie słuchać

Chciałbym, żeby Netflix wiedział o mnie więcej. Ale on nie chce mnie słuchać

Netflix chwali się tym, że na podstawie zbieranych przez lata danych trafnie ocenia gust użytkowników. Mi w tym wszystkim brakuje jednak takiego jednego małego przycisku, który pozwoliłby mi karmić tę machinę big data danymi, których usługa nie jest w stanie zebrać samodzielnie.

Serwisy serwujące użytkownikom dobra kultury online w jakiejkolwiek formie są skarbnicą wiedzy na temat gustu swoich klientów. Pozwala im to nie tylko ulepszać swoją ofertę, ale też budować silnik rekomendacji podpowiadający kolejne treści, jakie mogą się użytkownikowi spodobać.

Amerykanie pod tym względem mogą być już rozpieszczeni.

Na zagranicznych rynkach od lat można korzystać z usług sklepów internetowych i dostawców cyfrowych treści. Jak ktoś ogląda wideo z Netfliksa i kupuje książki z Amazonu od dekady, to te serwisy wiedzą praktycznie wszystko o jego guście. Korelując to z preferencjami innych klientów można zbudować model poleceń, który będzie trafny.

Gorzej jest z nowymi i okazjonalnymi użytkownikami. W przypadku osób, które dopiero co zarejestrowały nowe konto, serwisy tego typu nie mają dostępu do danych historycznych. Uderzyło mnie to w momencie, gdy Netflix polecił mi obejrzenie serialu Breaking Bad – zapewne dlatego, że w ostatnim czasie oglądałem Better Call Saul, czyli spin-off polecanej produkcji.

Tutaj brawo dla Netfliksa – w tym podstawowym zakresie mój gust przewidział.

Ten konkretny przykład akurat nie był specjalnie trudny, ale nie o to chodzi. Problem w tym, że polecany przez Netflix serial widziałem wieki temu. Nie mam żadnej możliwości, żeby poinformować serwis, że to polecenie jest trafne, ale serial już znam i nie mam ochoty na kolejny seans. Netflix nie ma przycisku “już to widziałem”. Owszem, można produkcje oceniać, ale to wymaga większej liczby kliknięć i zastanowienia się.

Brak przycisku “już to widziałem” sprawia, że algorytmy Netfliksa mogą odebrać złą informację zwrotną. System zapisze sobie, że ten konkretny serial mi nie się nie spodobał już po samym opisie, a to może już negatywnie wpłynąć na jakość przyszłych poleceń. Przemnażając to przez ogół użytkowników, którym polecane są treści, które już widzieli, całe big data Netfliksa zbiera wiele fałszywych rekordów.

Problem w tym, że zarówno Amazon, jak i Netflix nie mają dostępu do mojej pełnej listy zakupów i pochłoniętych w przeszłości produkcji.

Owszem, kupuję książki w Amazonie, ale to nie jedyne źródło literatury z jakiego korzystam. To samo z Netfliksem – nie tylko nie jest moim jedynym źródłem seriali, a w dodatku obejrzałem setki odcinków zanim założyłem tam konto. Z ogromną chęcią przekazałbym Amazonowi i Netfliksowi dane o tym, co już konsumowałem w przeszłości, ale nie mam jak.

W przypadku Amazonu jest to o tyle ciekawe, że firma Jeffa Bezosa wykupiła Goodreads – nawiększy serwis social media dla fanów książkowych. Niestety, nadal w propozycjach zakupów dostaję książki z cyklu Star Wars, które już dawno czytałem. Amazon teoretycznie o tym wie, ale nie korzysta z tej informacji i marnuje boks polecający na produkt, którego i tak nie kupię.

Twórcy Netfliksa też nie wykorzystują wszystkich danych, jakie chcę im dać.

Netflix wiele by zyskał, gdyby poweruserom pozwolił na połączenie konta z np. Trakt.tv. Nawet ten głupi przycisk “widziałem to” by sporo zmienił. Przedstawiciele firmy, gdy poruszam ten temat, odbijają piłeczkę – nie chcą komplikować interfejsu usługi bardziej, niż to konieczne i chwalą się, że ich algorytmy i tak teraz działają bardzo dobrze.

Są jednak problemy natury technicznej, których rozwiązania nie umiem zaproponować. Cały system rekomendacji robi się kulawy, gdy dwie osoby oglądają serial jednocześnie – wtedy informacja o obejrzeniu danej produkcji zapisywana jest tylko na jednym koncie. Jak to rozdzielić, jak to zapisać? Czy aby napewno wśród użytkowników Netfliksa przeważają single, które nie korzystają z innych usług, a te błędy w rejestracji są pomijalne?

Możliwe, że w ujęciu ogólnym te dane nie są niezbędne. Już dziś Netflix badając swoich użytkowników dobrze wie, które odcinki seriali są dla nich najbardziej wciągające, a po której porzucają serial. Wie też, co po danej produkcji chcą dalej oglądać (statystycznie) użytkownicy. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że nie zbierają danych tyle, ile by mogli.

A w tym przypadku to mi zależy na tym, by usługodawca serwował mi jak najlepsze treści, więc tymi danymi chętnie bym się podzielił – niestety nie mam jak…

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement