Panie Karmowski, zazdroszczę panu i winszuję metody na hejterów

Felieton/Social media 21.12.2016
Panie Karmowski, zazdroszczę panu i winszuję metody na hejterów

Panie Karmowski, zazdroszczę panu i winszuję metody na hejterów

Każdy, kto eksponuje swoją twórczość w Internecie, narażony jest na bezmyślną nienawiść ze strony anonimowych internautów. Michał Karmowski, kulturysta-YouTuber, postanowił coś z tym zrobić. Elegancja jego metody mnie po prostu urzekła.

Rzadko udaje wam się wyprowadzić mnie z równowagi, ale pomimo tego, że utrzymuję się z pisania od dziewięciu lat, to i tak zdarza się, że któraś szpila trafi w czuły punkt. Do pewnego poziomu chamstwa, niestety, nie da się przyzwyczaić nawet przez dekadę.

Piękno publikowania w Internecie polega, między innymi, na bezpośrednim kontakcie z odbiorcą. Czy to materiały filmowe, czy muzyczne, czy też teksty pisane na blogach czy portalach – autor ma pełen dostęp do Czytelników, a Czytelnicy do autora.

To przydaje się nie tylko do wciągających konwersacji czy wymiany poglądów. Wasze reakcje pozwalają lepiej zrozumieć wasze oczekiwania, a wasza krytyka pozwala się rozwijać i dostrzec słabe punkty, merytoryczne, językowe bądź techniczne, nad którymi autor powinien popracować.

Są jednak i inne komentarze, z którymi pięknie poradził sobie Michał Karmowski.

Michał Karmowski prowadzi kanał na YouTube, w którym promuje sport i kulturystykę. Jak prawie każdy popularny internetowy twórca, spotyka się z lawiną nieuzasadnionej nienawiści. Do samego zjawiska wrócimy za chwilę, bo chciałbym się nieco na jego temat rozpisać. Interesujące jest to, jak ów YouTuber postanowił sobie z tym poradzić.

Zamiast się obrażać, blokować komentarze czy, tak po prostu, olać sprawę, Karmowski postanowił działać. I był bardzo zdeterminowany, choć patrząc na efekty jego starań, było warto. Wykorzystał dostępne środki prawne i odnalazł gówniarza, który lżył na niego i jego rodzinę. I wytoczył mu sprawę karną.

Efekt? Młodociany hejter będzie musiał odpracować 400 godzin jako pomagier w hospicjum. Otrzymał też dodatkową karę od rodziców, a także wystąpił w najnowszym filmiku Karmowskiego. Jako przestroga dla innych. Zobaczcie sami. Może to źle o mnie świadczy, ale z nieukrywaną satysfakcją przyglądałem się minie tego odważniaka, pozbawionego bezpieczeństwa zapewnianego przez pozorną anonimowość

Czym innym jest krytyka, a czym innym hejt.

Jestem bezgranicznie zdziwiony tym, że muszę to pisać, bo to zwykłe truizmy. Przeglądając (i moderując) komentarze na Spider’s Web dochodzę jednak do wniosku, że to, o czym piszę, wcale takie oczywiste nie jest. Raz jeszcze przypomnę czym jest hejt, a czym dobra krytyka. Stałych Czytelników, którzy współtworzą naszą społeczność od lat, z góry przepraszam za przynudzanie. Czuję jednak potrzebę napisania tych kilku akapitów.

Jeżeli popełnię jakiś błąd w tekście, a ty go wychwycisz – będę ci bardzo wdzięczny za ochrzanienie mnie za to. Jeżeli to nie tylko błąd, a cały tekst okaże się, delikatnie rzecz ujmując, niskiej wartości, to choć miłe to nie jest, to wasza informacja zwrotna jest bardzo wskazana.

Czy to literówka, czy oczywisty babol, im szybciej go wskażecie, tym lepiej. Ja, jako autor, muszę wtedy położyć po sobie uszy, przetrwać falę drwin i wziąć to na klatę. Bo wasza krytyka, mniej lub bardziej uszczypliwa, ma sens i zmienia mnie, i Spider’s Web na lepsze.

Nikt z nas nie jest idiotą. Wiemy, że zdarzyły się każdemu z nas fatalne teksty. A już mi na pewno. Mam jednak nadzieję, że tych fajnych jest dużo więcej. Tę ocenę pozostawiam jednak wam.

Jestem łapówkarzem, ciotą, hipokrytą, analfabetą i pośmiewiskiem w branży.

Nie rozumiem za to jadu i nienawiści. Bezpodstawnej, bez żadnego podparcia w merytoryce. Zarzucania mi i reszcie autorów rzeczy, których nie zrobiliśmy, przekręcania naszych słów. Wciskania mi i nam kitu, bezczelnego oczerniania, czy, po prostu, zwykłych inwektyw.

Nie mam żadnego problemu z komentarzem „Gajewski, przecież bzdurę napisałeś, to nie tak działa, a tak i tak, zobacz sobie na AntyWebie, tam to lepiej opisali, doszkol się, słabo się to czyta”.

Komentarz „Gajewski, ty kretynie, szmato chromolona, ile ci pod stołem dają za ten tekst?” leci jednak od razu do kosza. Oczywiście, przy wrzasku „poszkodowanego”, że tu cenzura i zakaz krytykowania czegokolwiek.

Czasem zamiast usuwania tego komentarza, z ciekawości, wdaję się w dyskusję. Staram się dociec dlaczego. Może pod tą nienawiścią coś się kryje? Coś ważnego? Niestety, do tej pory nie udało mi się tego odnaleźć. Za to fascynuje mnie upór hejterów, którzy czasem potrafią poświęcić kilka godzin dziennie (!) na atakowanie mnie i innych Czytelników w komentarzach.

Zawsze mnie zastanawia, co kieruje takimi osobami. Jeżeli nie lubię jakiegoś serwisu, bo uważam jego prowadzących za mało kompetentnych, to nie poświęcam mu mojego czasu. Mam ciekawsze rzeczy do roboty niż nabijać mu statystyki.

Frustrująca jest ta niemoc. Nie pójdę w ślady Karmowskiego, choć mu zazdroszczę.

Jestem przekonany, że Czytelnicy Spider’s Web doskonale zdają sobie sprawę z tego, że Internet anonimowości nie zapewnia i wystarczy czasu i determinacji, by odnaleźć każdego oczerniającego i szkalującego mnie lub kogokolwiek hejtera. Problemem jednak jest czas i determinacja. Oraz fakt, że wojna z Czytelnikami, choć niby w słusznej sprawie, raczej nie przysporzy mi sympatyków.

Musiałbym kilka razy w tygodniu składać nowe zeznania na policji, tropić każdego z hejterów, tracić na to dużo czasu i energii. Hejterzy o tym doskonale wiedzą. Nie ma anonimowości w Sieci? No fakt, nie ma. Tylko co z tego.

Wyjściem z sytuacji nie jest też uniemożliwienie komentowania, wprowadzania możliwości komentowania tylko dla zarejestrowanych Czytelników czy inne podobne. Hejter i tak to obejdzie, bo jest z jakiegoś powodu zdeterminowany. Poszkodowany będzie więc tylko „normalny” członek naszej społeczności.

Dlatego dalej będziemy trwać w tym impasie. Dalej będziemy odsiewać słuszną i oczywistą krytykę od bezmyślnego hejtu. Zazwyczaj beznamiętnie, choć czasem jakaś szpila wyprowadzi z równowagi. Nadal będziemy taplać się w tym szambie, bo nie mam tyle w sobie determinacji, co Karmowski.

Co za okropna strata czasu i energii.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement