Perły z lamusa: od lat nie zrobiono lepszych gier o skokach narciarskich, niż te produkcje

Artykuł/Gry 26.11.2016
Perły z lamusa: od lat nie zrobiono lepszych gier o skokach narciarskich, niż te produkcje

Perły z lamusa: od lat nie zrobiono lepszych gier o skokach narciarskich, niż te produkcje

Deluxe Ski Jump i Skoki Narciarskie z Dobrej Gry z czasów, kiedy każdy dzieciak chciał skakać i zostać Małyszem – od tamtej pory nie powstały lepsze gry narciarskie.

Deluxe Ski Jump

Najbardziej kultowa gra w skoki narciarskie na świecie. Zadebiutowała w 1999 roku na komputerach osobistych i choć już w momencie premiery raziła pikselami, o które można było wydłubać sobie oczy, to zarazem przyciągała do komputera na długie godziny.

Najpopularniejsza w naszym kraju jest jednak druga część cyklu, w której twórca – Jussi Koskela – dodał m.in. kilka nowych skoczni, dzięki czemu rywalizować mogliśmy na malutkiej K60 (Ukraina), ale i mamuciej K250 (Słowenia).

Małysz na salonach w salach informatycznych.

Dwójka, zwana też po prostu „Małyszem”, podbijała lekcje informatyki w tempie wykładniczym. W naszej szkole organizowali nawet całe maratony zaliczania po kolei pucharów świata na 15 osób przy jednym komputerze (maksymalna liczba obsługiwanych graczy).

O sukcesie tytułu zadecydowała niesłychana prostota kontroli zawodnika myszką i odpowiedniego wyczucia wiatru, który jak zawsze w tej dyscyplinie jest bardzo loteryjny. Nikomu nie przeszkadzała grafika 2D złożona z kwadratów, które bardzo łatwo można było policzyć, kiedy pokłady grywalności były wprost niewyczerpywalne.

Przejście w 3D

Kiedy Wormsy przechodziły w trójwymiar, części graczy nie spodobała się ta rewolucja. Podobnie było z DSJ. Nowe tryby kamery i zmienione zachowanie skoczka sprawiły, że grało się zupełnie inaczej. Widok z boku nie gwarantował już najdłuższych skoków i został zastąpiony przez ten znany z telewizji.

Nikt nie wyśmiewał już DSJ za grafikę, bo jej miejsce zastąpiła fizyka szmacianej laki, której po prawdziwe o wiele bliżej było do piłki z kauczuku. Nie zmieniło się jedno – cały czas gra była niesamowicie uzależniająca.

Powolna ewolucja.

Czwórka nie wywróciła zasad gry do góry nogami. Zmieniło się sterowanie, ale opanowanie nowych reakcji skoczka zajmowało tylko kilkanaście skoków. Tym razem bardzo mocno postawiono na online’owe współzawodnictwo.

Wydaje się jednak, że złote czasy DSJ już dawno za nami. Mimo, że seria cały czas jest rozwijana, to w zawodach uczestniczy już tylko kilka osób.

Skoki Narciarskie 2001 – 2006

Choć gry z tym tytułem tworzone były przez różne studia, to łączyło je jedno – dystrybuowane były wraz z papierową ulotką gazetą Dobra Gra za prawie 20 zł. No i nie miały bardzo niewiele wspólnego z DSJ.

Premiera pierwszej części miała miejsce 4 grudnia 2000 roku i świetnie zgrała się w czasie z sukcesami naszego orla z Wisły – Adama Małysz, który również w grudniu rozpoczął swój marsz po zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni i Pucharze Świata.

Każda z tych gier była swoistym kompendium mini-gier, w którym pozycję dojazdową, czas wybicia, rozłożenie w locie, lądowanie i dojazd do band kontrolowało się za pomocą utrzymywania określonych wskaźników w optymalnej przestrzeni. Często sprawiało to, że podczas oddawania skoku nie patrzyło się nawet na skoczka, a na linię z boku, która trzeba było zachować w idealnym poziomie.

Skoki narciarskie 2004

Każdy z tytułów był też wyposażony w elementy RPG, które w „czwórce” odgrywały chyba największą rolę w całej serii. Rozwijało się siłę wybicie, lot, czy technikę lądowania, przez co nawet obeznany z mechaniką gracz dostawał bęcki w pierwszym sezonie.

No i to niezapomniane menu z przygrywającą w tle trance’ową muzyką…

Skoki narciarskie 2006

Moim zdaniem najlepsza odsłona całego cyklu. Wybranego skoczka prowadziło się przez całą karierę od kadry C i Pucharu Fis, przez Puchar Kontynentalny, po zwycięstwa w Pucharze Świata.

Bardzo ładne filtry nałożone na oprawę graficzną, wyważone elementy RPG i mini-gierki, które nie odrywały uwagi od samych skoków sprawiły, że „szóstka” była kiedyś moim ulubionym gwiazdkowym prezentem.

Później niestety forma Adama Małysza nieco przygasła, więc „małyszomania” przestała się przekładać na zyski wszystkiego związanego z nartami. Skoki narciarskie najczęściej gościły na moim dysku przy okazji gier towarzyszącym Olimpiadom Zimowym, gdzie była to tylko jedna z wielu dyscyplin.

To se ne vrati, ale być może już niedługo, za sprawą Stocha, Kota i Żyły, znów będziemy lądowali telemarkiem przyciskając najpierw lewy, a potem prawy klawisz.

Na razie zostaje nam dmuchanie w telewizor.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji