W komentarzach groził mi “spotkaniem” i “użyciem noża”. Odpuściłem i zrobiłem błąd, którego nie powtórzę

Felieton/Media 08.11.2016
W komentarzach groził mi “spotkaniem” i “użyciem noża”. Odpuściłem i zrobiłem błąd, którego nie powtórzę

W komentarzach groził mi “spotkaniem” i “użyciem noża”. Odpuściłem i zrobiłem błąd, którego nie powtórzę

“Znając Ciebie podejrzewam, że oszukujesz i ściągasz z chomikuj.pl” – napisał jeden z komentatorów pod moim tekstem o ebookach. Być może był to żart. Może nie zrozumiałem ironii. Tak czy siak nie zgadzam się na takie oskarżenia w sieci. Nie mam zupełnie poczucia humoru, gdy ktoś nazywa mnie złodziejem i oszustem w komentarzach.

W porównaniu z Onetem czy serwisem Gazeta.pl dyskusję pod wpisami na Spider’s Web można uznać zasadniczo za mieszczącą się w granicach kultury. Owszem, zdarzają się komentarze, które przypominają wylew szamba, ale zasady są proste i komentujący wiedzą, że nie ma zgody na skrajne chamstwo, a takie komentarze po prostu kasujemy.

Standardem w polskim internecie jest to, że narzędzia takie jak usunięcie komentarza czy ban dla recydywisty, który np. po raz kolejny rzuca mięsem w adwersarza, bywają nazywane cenzurą. Ileż razy czytałem odwołania do ulicy Mysiej, gdzie znajdował się w PRL Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Jak łatwo ludziom, którzy mają mgliste pojęcie o tym, czym była cenzura, porównywać usunięcie swoich mądrości z działaniem instytucji, która była w istocie narzędziem państwa totalitarnego. Dzieje się tak, bo Internauci często utożsamiają wolność słowa z totalną anarchią i myślą, że mogą dosłownie wszystko.

Najbardziej żałosny jest w tym wszystkim fakt chowania się za tajemniczymi nickami i wpisywanie w formularzu komentarza nieistniejących adresów e-mail. Są nawet tacy, którzy tak dbają o wolność wypisywania, co im się żywnie podoba, że korzystają np. z Tora, by za każdym razem podczas komentowania mieć inny adres IP. Przypuszczam, że mają przy tym sporą satysfakcję i poczucie, że ominęli system.

Wróćmy jednak do sytuacji opisywanej na początku. Ktoś pisze po pierwsze, że mnie zna. Po drugie sugeruje, że jestem złodziejem. Jakie ma przesłanki? Żadnych. Prawdopodobnie uznał, że ma prawo publicznie mnie oskarżyć o kradzież, bo w sieci można wszystko. Ewentualnie później, gdy zauważy, że jego komentarz usunięto, zarzuci mi brak dystansu. Niestety, drogi komentatorze. Za długo pracuję w Internecie i za dużo widziałem, by zgadzać się na takie zachowania.

Kilka lat temu pewien internauta zagroził mi w komentarzu spotkaniem na dzielnicy i użyciem noża.

Wszystko to pod materiałem, który dobrze się odsłaniał. Popełniłem wówczas błąd. Nie złożyłem zawiadomienia do prokuratury. Błąd tym większy, że komentator był wyjątkowo butny i arogancki, i pozwalał sobie na wiele także w innych miejscach i w stosunku do innych ludzi. Dziś w takiej sytuacji nie zawahałbym się nawet minuty. Bo wbrew temu, co wydaje się wielu, Internet nie jest miejscem, gdzie wolno wszystko.

Mniej więcej w połowie roku w sieci rozeszła się wieść, że Adam Darski, znany pod pseudonimem Nergal, frontman zespołu Behemoth, poszedł o krok dalej w swej walce z hejterami. Co zrobił? Upublicznił dane Internauty, który przesyłał mu na Messengerze wyzwiska i pogróżki, i ujawnił jego miejsce pracy. Jeszcze wcześniej podobnie postąpił Filip Chajzer. To oczywiście skrajne sytuacje, a celebryci mają ułatwione zadanie, bo posiadają w mediach społecznościowych bardzo liczne grono odbiorców. Taki sposób działania ma po prostu walor edukacyjny i zmusi następnych do pomyślenia zanim napiszą swoje trzy grosze. Jest jeszcze jedna możliwość: taki ktoś zejdzie do podziemia, ukryje się za nickami, zmienionymi adresami IP, ale stanie się w gruncie rzeczy mniej groźny, bo ukrywając się za serwerami w Luksemburgu, będzie jak wyliniały drapieżnik ze spiłowanymi zębami.

Po co wam o tym wszystkim piszę? Po to, by uświadomić, że warto zastanowić się dwa razy zanim napisze się kalumnię i oskarżenie czy zwyzywa się autora tekstu albo komentarza. Nie mam zupełnie poczucia humoru w sytuacjach, gdy ktoś publicznie nazywa mnie złodziejem, kłamcą, albo imputuje mi inne nieprawdziwe rzeczy. Takie komentarze po prostu kasuję. A w skrajnych przypadkach (tym razem) nie zawaham się skorzystać z dostępnych instrumentów prawnych.

Dołącz do dyskusji

Advertisement