Czytanie komiksów na tablecie to jak lizanie lodów przez szybkę

Felieton/Sprzęt 23.09.2016
Czytanie komiksów na tablecie to jak lizanie lodów przez szybkę

Czytanie komiksów na tablecie to jak lizanie lodów przez szybkę

Kolejna wizyta w Nowym Jorku przypomniała mi, dlaczego uwielbiam to miasto. Wielu moich bliskich tego nie rozumie, ale uwielbiam ten hałas i zgiełk. Jednym z elementów krajobrazu na Manhattanie, którego brakuje mi po powrocie do Polski, są sklepy z komiksami.

Na pozór komiksy nie mają zbyt wiele wspólnego z technologiami i może was zdziwić, że poruszam ten temat na łamach Spider’s Web, ale nic bardziej mylnego. Dzięki tabletom, rozwojowi internetu i pomocy z Hollywoodu, komiksy przeżywają teraz cyfrowy renesans.

midtown-comics-komiksy-nowy-jork-12

Po zamianie papieru na ekrany tracą przy tym sporo ze swojej magii.

Jest takie powiedzenie, że mężczyźni nigdy tak naprawdę nie dorastają, tylko zmieniają zabawki na droższe. Sam może jeszcze nie mam na skroni siwizny, ale mam już tyle lat, by nie przejmować się komentarzami osób – tych z kijkiem tam, gdzie nie trzeba – krytykujących moje bieganie za Pokemonami lub cotygodniowe ładowanie na tablet nowych obrazkowych historii.

Nie robię tajemnicy z tego, że tak samo, jak ambitne kino, lubię marvelowskie blockbustery, a oprócz tego czasem zamiast czytać porządną literaturę, wolę poświęcić czas na poznawanie kolejnych przygód Spider-Mana, Batmana i Ricka Grimesa z kart komiksów. Szkoda tylko, że nie mam możliwości czytać kolejnych zeszytów w takiej formie, w jakiej bym chciał. Zadowalam się substytutem.

Niezmiernie boli mnie to, że komiksy oglądam przez szybkę.

Chodzi oczywiście o szybkę tabletu. W Polsce rynek komiksowy nie nadąża za cotygodniowymi premierami w Stanach Zjednoczonych. Dostępność nowych zeszytów jest zerowa, a jedynym sensownym sposobem pozyskiwania komiksów – chociaż cholernie kosztownym, jeśli nie chcemy uciekać się do pirackich źródeł – jest ich konsumpcja w formie cyfrowej np. z Comixology. Niestety.

midtown-comics-komiksy-nowy-jork-42

Może to brzmieć jak hipokryzja, gdy mówi o tym orędownik ebooków i zadowolony posiadacz Kindle’a, ale wbrew pozorom nie ma tu sprzeczności. Uwielbiam czytać książki w formie cyfrowej, pasjami słucham audiobooki, ale co komiks, to komiks. To medium oparte nie tylko o treść, ale też o obraz. E-papier jest dla mnie wystarczającą imitacją papieru, ale…

…ekran LCD kolorowych kart komiksu nie zastąpi.

Przy pierwszej wizycie w Nowym Jorku witrynę sklepu Midtown Comics widziałem tylko z oddali, ale przy drugiej wycieczce ostatniego dnia przed wylotem udałem się do placówki tej sieci na Manhattanie. W środku czułem się jakbym znów miał 12 lat i wchodził do ogromnego sklepu z zabawkami, bo takiego miejsca w Polsce po prostu nie uświadczę.

Nie tylko dwupiętrowy lokal, w którym mieścił się sklep był przyozdobiony najróżniejszymi figurkami, naklejkami, plakatami, przypinkami, ale spore wrażenie robiły też półki i stojaki. Obok wydanych ledwo dwa dni wcześniej zeszytów było mnóstwo wydań w twardej oprawie, całe szafy archiwalnych komiksów i stojaki prezentujące wydania specjalnie.

midtown-comics-komiksy-nowy-jork-22

Spędziłem w sklepie godzinę na dyskusjach prowadzonych z samym sobą.

Najchętniej zabrałbym ze sobą cały sklep, ale zadowoliłem się kilkoma zeszytami. Przywiozłem ze sobą (między innymi) pierwszy, ósmy i dziewiąty zeszyt mojej ulubionej serii Old Man Logan, specjalne wydanie Spider-Gwen #1, limitowaną edycję zerówki Civil War II i otwarcie The Star Wars. Niestety, nie sposób było dostać na miejscu pojedynczego zeszytu Preachera.

W większości kupiłem komiksy, które już kiedyś czytałem (chociaż nie mogłem się powstrzymać i zabrałem też aktualne wydania Daredevil, Green Arrow i The Walking Dead) ale to akurat zeszyty, które chciałbym mieć i do których pewnie nie raz jeszcze wrócę. Przyjemność z ich oglądania w formie papierowej jest zupełnie inna, niż gdy wyświetla się je na iPadzie.

W większości komiksów można zresztą znaleźć kod, który pozwala dodać dany zeszyt do swojej biblioteki w Comixology.

Nie dość więc, że mieszkając w Stanach Zjednoczonych można płacić za komiksy relatywnie niewiele – my płacimy nawet więcej, bo rozliczamy się w euro – to jeszcze papierowe wydanie z kodem na wersję cyfrową kosztuje tyle, co… sama wersja cyfrowa.

Zostawiwszy w Midtown Comics więcej pieniędzy, niż nakazuje rozsądek, udałem się na lotnisko i wróciłem do kraju z refleksją, że mimo całego mojego entuzjazmu żywionego wobec cyfrowego świata, to nadal nie wszystko co wirtualne jest lepsze…

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement