Starość nie radość? Seniorom trudno odnaleźć się w cyfrowym świecie

Felieton/Technologie 04.08.2016
Starość nie radość? Seniorom trudno odnaleźć się w cyfrowym świecie

Starość nie radość? Seniorom trudno odnaleźć się w cyfrowym świecie

Starość nie radość – mówi znane powiedzenie. W czasach cyfrowych nabiera ono dodatkowego znaczenia.

Kraków, dworzec autobusowy przy ulicy Bosackiej. Przed drzwiami do autokaru do innego miasta ustawia się długa kolejka. Większość pasażerów dzierży w dłoniach zadrukowane kartki lub smartfony. – Najpierw ludzie z biletami i rezerwacjami – ogłasza kierowca. Autobus szybko się zapełnia. Zostaje kilka miejsc i kilkunastu oczekujących. Wśród nich para starszych osób. Muszą zostać i polować na kolejny kurs. Nie słyszeli nawet o możliwości zakupu biletu przez Internet. Prawdopodobnie mają mgliste pojęcie, czym jest Internet.

Lublin, jedno z prywatnych centrów medycznych. Rezerwacja online to w tej przychodni standard i wygoda. Pacjent wybiera dzień, godzinę wizyty i gotowe. Pozostali muszą  czekać w ogromnych kolejkach do rejestracji i następnie do lekarza. W ogonku do ogonka spędza się nawet godzinę. Następnie trzeba odstać swoje przed gabinetem. Wśród oczekujących spora liczba starszych ludzi.

Dworzec Poznań Główny. Na peronie oczekuje setki pasażerów. Gdy pociąg relacji Szczecin – Przemyśl wtacza się na stację, wiadomo, że chętnych do odbycia podróży jest więcej, niż miejsc w wagonach. W przedziale wywiązuje się rozmowa. Starsza kobieta mówi, że po bilet do kasy przyszła dobę wcześniej. Już wtedy nie było miejscówek. Siedzi na jeszcze wolnym miejscu, ale przez całą podróż będzie się stresować koniecznością ustąpienia komuś, kto ma je przypisane. W połowie trasy pyta o nie młoda dziewczyna. Gdy widzi staruszkę, pozwala jej pozostać. Nie licząc tej ostatniej, tylko jedna pasażerka ma bilet zakupiony w kasie. Reszta pokazuje konduktorowi wydruk lub ekran smartfona. Bilety nabyli przez Internet.

Jeden z banków w Lublinie. Przy okienkach spora kolejka. Większość stanowią starsi ludzie. Najczęściej przychodzą, by zapłacić rachunki i wypłacić gotówkę. Pracownica banku namawia jedną z nich do wypłat w bankomacie. – To naprawdę proste – mówi. Pani się boi. Nie tylko tego, że sobie nie poradzi, także utraty środków.

Trolejbus linii 158 w Lublinie. Starsza kobieta chce kupić bilet u kierowcy. Ten odsyła ją do automatu na środku pojazdu. Po minucie, dwóch bezradnego wpatrywania się w maszynę zwraca się do studenta, by ten pomógł jej zrealizować transakcję. Kobiecie udaje się skasować bilet po przejechaniu kilku przystanków. Gdyby pojawili się kontrolerzy miałaby problem. Zapłaciłaby 160 zł.

Przykłady można mnożyć. Komunikacja, urzędy, banki. Wszędzie spotkamy ludzi, którzy kapitulują wobec tego co cyfrowe, zautomatyzowane. Oczywiście istnieje różnica między obsługą komputera, komórki, biletomatu czy bankomatu, ale problem w zasadzie sprowadza się do tego samego. Brak kompetencji w jednej dziedzinie wpływa na drugą. W senackim opracowaniu pt. „Wykluczenie cyfrowe w Polsce” z grudnia ubiegłego roku możemy przeczytać, że

„Pojęcie „wykluczenia cyfrowego” nawiązuje do koncepcji „wykluczenia społecznego” rozumianego jako brak dostępu do określonych dóbr niezbędnych do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie”.

Ten sam dokument wymienia dwie przyczyny zjawiska. Jednym są czynniki technologiczne, czyli brak dostępu do sieci, drugim czynniki psychologiczne, przede wszystkim brak kompetencji. 44,8 proc. badanych w 2014 roku przez GUS wskazało „brak umiejętności”, jako przyczynę nieposiadania dostępu do sieci. 59,1 proc. wymieniło „brak potrzeby”. Senackie opracowanie wskazuje w oparciu o badanie CBOS, że w 2015 r. z Internetu korzystało 15 proc. osób w wieku powyżej 65 lat i 39 proc. w przedziale 55-64 lata.

Postęp jest wspaniały, ale trzeba pamiętać też o jego kosztach, konsekwencjach i przede wszystkim o ludziach.

Dlatego czasem wystarczy odrobina empatii, chęci pomocy i cierpliwości. Sam staram się pomagać napotkanym w różnych miejscach osobom, które z powodu braku dostępu do sieci mają różnorakie problemy. Przede wszystkim walkę z wykluczeniem należy jednak zacząć od najbliższych: babki, dziadka, ojca czy matki. Kiedyś barierą – jak się wydawało – nie do pokonania była obsługa telefonu komórkowego.

Napisałem kilka instrukcji krok po kroku dla starszych członków rodziny. Później uczyłem „Internetu”. Dziś radzą sobie dobrze. Nie tylko na pececie, ale też za pomocą urządzeń mobilnych. Znam coraz więcej osób grubo po sześćdziesiątce, które pokonują bariery. Z drugiej strony ciągle spotykam na ulicy takie, które w cyfrowym gąszczu się zagubiły.

Nie zmienia się jedno. Ze sporą fascynacją, pomieszaną z podziwem, patrzę na staruszków, którzy w komunikacji miejskiej przeglądają Internet w smartfonie. Na szczęście to coraz częstszy widok.

Dołącz do dyskusji

Advertisement