Hybryda w mieście, czyli jak sprawdza się Toyota Prius w czasie wyjazdu po zakupy

Hybryda w mieście, czyli jak sprawdza się Toyota Prius w czasie wyjazdu po zakupy

Hybryda w mieście, czyli jak sprawdza się Toyota Prius w czasie wyjazdu po zakupy

Dwa tygodnie to dość czasu, żeby „obyć się” z samochodem, przyzwyczaić się i zacząć traktować go po prostu jako środek transportu. A skoro właśnie tyle czasu minęło, odkąd trafiła do mnie na testy Toyota Prius, czas chłodnym okiem przyjrzeć się, jakie to auto jest na co dzień. Dziś opowiem wam o tym, jak jeździ się tym samochodem w mieście.

Nie potrafię podsumować pierwszych dwóch tygodni z Priusem inaczej, niż zrobiłem to w „opowieści w 12 GIF-ach” – to po prostu samochód, z którym naprawdę łatwo żyje się na co dzień. Jest praktycznie bezproblemowy i chociaż w żadnym wypadku nie jest ideałem (o czym opowiem wam przy innej okazji) to brak tutaj jakichś drobnych irytacji, które naruszałyby przyjemność codziennego korzystania.

Toyota-Prius-srodek-4

Toyota Prius jest zawsze gotowa do drogi.

Nieustannie rozbraja mnie to, jak niewiele czasu zajmuje mi wejście do samochodu i odjazd z parkingu. Zazwyczaj wygląda to tak: podchodzę do samochodu (kluczyki schowane są w torbie na ramię), łapię za klamkę. Drzwi otwierają się same, ponieważ wszystkie wersje wyposażenia Toyoty Prius mają w standardzie dostęp bezkluczykowy. Rzucam torbę na siedzenie pasażera lub do tyłu, noga na hamulec, wciskam przycisk start. W ciągu sekundy, którą zajmuje mi zapięcie pasów, Prius jest już gotowy, a ja mogę po prostu wrzucić „Drive” i odjechać.

To naprawdę drobiazg i pewnie wielu kierowców nie zrozumie, o co mi chodzi, ale naprawdę – te kilka sekund, których nie musimy tracić na to, aż systemy samochodu zaczną pracować, czy kilka minut, których nie musimy tracić na to, aby silnik/turbina choć trochę się nagrzały przed ruszeniem, robi ogromną różnicę na co dzień.

Prius-GIF-4

Kolejny, bardzo przyjemny aspekt ruszania skądkolwiek Priusem, to cecha właściwa wyłącznie hybrydom i pojazdom z napędem elektrycznym – bezgłośność. Ruszamy bez żadnego hałasu. Stojąc na zewnątrz wprawne ucho być może wysłyszy wśród szumu opon cicho pracujący kompresor klimatyzacji, ale to by było na tyle. Co jest bardzo przyjemne, ale też nieco niebezpieczne – jeśli poruszamy się po parkingu pod np. centrum handlowym, lepiej zachować podwyższoną ostrożność zbliżając się do przechodniów. Nie dziwcie się, że nie chcą zejść z drogi – oni po prostu Priusa nie słyszą.

Toyota-Prius-srodek-25

Równie ważne, co szybkie ruszanie, jest szybkie uzyskanie komfortu termicznego wewnątrz kabiny. Toyota Prius nagrzewa się i schładza błyskawicznie. Co więcej, auto samo wie, które fotele są zajęte i koncentruje klimatyzację wyłącznie wokół nich. Jeśli więc jadę Priusem sam, to nawet na panelu klimatyzacji wyłączona jest druga strefa regulacji temperatury, a pracują tylko nawiewy dookoła fotela kierowcy.

Szkoda, że Prius, przy całej swojej „gadżetowości” nie może być obsługiwany zdalnie z poziomu aplikacji na smartfona, którą moglibyśmy np. ustawić temperaturę przed wejściem do auta. To jednak znacząco podniosłoby koszt auta. Tym niemniej chciałbym, aby taka opcja pojawiła się chociażby w najdroższej wersji Premium.

Toyota-Prius-srodek-1

Jedziemy dalej!

Tym, co bardzo mnie zaskoczyło, a czego powinienem był się mimo wszystko spodziewać, jest ekonomiczność Priusa podczas poruszania się po mieście. Pomimo wcale niemałych gabarytów to auto spala w mieście tyle samo, jeśli nie mniej, co na trasie.

Dzieje się tak z prostego powodu – przez większość czasu w mieście pracuje silnik elektryczny. Nawet kiedy przy rozpędzaniu się uruchomi się silnik spalinowy, to wystarczy nieco odpuścić nogę z gazu, by napęd z powrotem przełączył się w tryb EV i podtrzymywał prędkość silnikiem elektrycznym. Możemy też wymusić specjalnym przyciskiem pracę na samym silniku elektrycznym. O ile mamy naładowane akumulatory, można w ten sposób przejechać nieco ponad 20 kilometrów, z prędkością sięgającą (w praktyce) około 50 km/h. Czyli do miasta jak znalazł.

Prius-GIF-7

W praktyce spalanie w mieście raczej nie przekracza 4,5 litra. Czy to faktycznie tak mało? Posiadacze małolitrażowych, nowoczesnych Diesli pewnie w tej chwili już maniakalnie uderzają w klawiaturę, pisząc komentarze, że ich samochód pali mniej albo tyle samo. I bardzo możliwe. Weźmy jednak pod uwagę gabaryty Priusa – naprawdę bliżej mu do Toyoty Avensis, niż do Toyoty Auris. Tak niskie spalanie, w tak dużym aucie to naprawdę nie lada sztuka.

Wyzwaniem okazuje się parkowanie. Na szczęście z pomocą przychodzi technologia.

Toyota Prius na początku nie sprawia wrażenia dużego auta, ale jednak jest dość spora, zwłaszcza wzdłuż. Do tego z pozycji kierowcy nie widać przodu opadającej maski, a widoczność do tyłu jest mocno ograniczona przez tylny spoiler, łatwo więc optymistycznie założyć, że wciśniemy się w miejsce parkingowe, tylko po to by… potem wciskać się albo na pięćdziesiąt podejść, albo zrezygnować i szukać innego miejsca.

Toyota-Prius-srodek-10

Na szczęście proces parkowania samochodu ułatwiają czujniki parkowania z przodu i z tyłu, oraz kamera cofania. Co bardzo mi się podoba, kamera cofania aktywnie podpowiada nam za pomocą dynamicznie zmieniających krzywiznę linii, gdzie będzie samochód zależnie od poziomu skręcenia kierownicy. Kamera ma też bardzo szeroki kąt, dużo szerszy, niż w wielu innych autach, którymi miałem okazję jeździć, co wynagradza marną widoczność przez tylną szybę.

Toyota Prius wyposażona jest też w dwa (między innymi) aktywne systemy bezpieczeństwa, wchodzące w skład pakietu Toyota Safety Sense, które szczególnie przydają się w zatłoczonych przestrzeniach parkingowych. Pierwszy z nich to automatyczne hamowanie przy niskich prędkościach z detekcją przeszkód i pieszych, które dostępne jest w najwyższej wersji wyposażenia. System ten działa przy prędkościach do około 20 km/h – jeśli przed maskę wybiegnie nam pieszy, Prius wyświetli ostrzeżenie. Jeśli mimo wszystko nie naciśniemy hamulca, samochód zatrzyma się sam.

Toyota-Prius-srodek-8

Drugi i moim zdaniem nieco bardziej przydatny system to detekcja ruchu w poprzek samochodu, zarówno z przodu, jak i z tyłu. Jeśli podczas manewrów po parkingu jakaś zasapana pani Jadzia przebiegnie nam z reklamówkami pełnymi zakupów przed maską lub za bagażnikiem, Toyota Prius ostrzeże kierowcę stosownym sygnałem audio-wizualnym. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy w ciągu ostatnich dwóch tygodni to ostrzeżenie ustrzegło mnie przed gwałtownym hamowaniem, bo akurat jakaś wychodząca z centrum handlowego rodzinka postanowiła totalnie zignorować wyjeżdżający z parkingu samochód.

A skoro o parkowaniu mowa…

Toyota Prius ma na pokładzie system automatycznego parkowania równoległego. Wystarczy włączyć odpowiedni przycisk, ulokowany po lewej stronie kolumny kierowniczej, wrzucić kierunkowskaz i utrzymując niewielką prędkość trzymać się tej części jezdni lub parkingu, przy której chcemy postawić samochód. Prius sam wykryje puste miejsce i pomoże bezkolizyjnie w nim zaparkować, a potem równie bezkolizyjnie opuścić miejsce parkingowe.

Toyota-Prius-srodek-21

Trochę nie rozumiem, dlaczego w tej cenie nie ma też wsparcia dla parkowania prostopadłego, jak ma to miejsce np. w autach grupy VW. Lepsza jednak pomoc przy parkowaniu równoległym, niż żadna pomoc.

Na koniec łyżka dziegciu do tej beczki miodu.

Jak pisałem na początku, w Priusie brak jakichś większych irytacji, które ujmowałyby ogólnej przyjemności z codziennej jazdy po mieście. Nie oznacza to jednak, że jest to auto bez wad. Nie mam temu autu wiele do zarzucenia, ale są trzy aspekty, które mogłyby być lepsze – przede wszystkim, widoczność.

Wspomniałem już, że widoczność do tyłu jest taka sobie. Bo jest. I to nie tyle za sprawą tylnej szyby, przedzielonej spoilerem, a raczej grubaśnych słupków C, które skutecznie ograniczają widoczność w czasie wyjeżdżania z niektórych skrzyżowań.

Toyota-Prius-srodek-14

Dużo bardziej przeszkadza jednak słupek A od strony kierowcy. Niezależnie od tego, jaką zająłbym pozycję za kierownicą, podczas skręcania w lewo, czy to na rondzie, czy na skrzyżowaniu, muszę się wychylać do przodu lub tyłu. W innym wypadku na mojej linii wzroku pojawia się słupek, zasłaniając pole widzenia. Można przywyknąć, ale warto zwrócić na to uwagę, idąc np. na jazdę próbną Priusem.

O drugiej wadzie wspomniałem przed chwilą – brak wspomagania parkowania prostopadłego. Przy gabarytach Priusa powitałbym je chętniej, niż asystenta parkowania równoległego.

Trzecia wada, która rzuca mi się w oczy, to drobiazg – skoro auto otwiera się automatycznie, dlaczego nie może się automatycznie… zamknąć? Kluczyk od Priusa przez 99% czasu spoczywa w kieszeni mojej torby na ramię. Pozostałe 1% to sytuacje, gdy wysiadam z samochodu i muszę sięgnąć po kluczyk, by zamknąć Toyotę. Szkoda, bo w wielu samochodach z bezkluczykowym dostępem drzwi zamykają się same, po odejściu na odległość 10-15 metrów. Prius wydaje tylko sygnał dźwiękowy, przypominając kierowcy o konieczności zamknięcia drzwi.

Prius-GIF-1

A, i jeszcze jedno – hamulec ręczny. Oczywiście hamulec postojowy zaciągany jest elektronicznie, przy czym jest jeden haczyk: Nie dzieje się to idealnie w momencie zgaszenia samochodu, lecz sekundę później. Jeśli więc zaparkujemy na delikatnym choćby wzniesieniu, po wyłączeniu silnika samochód pokona jeszcze te 5-10 centymetrów. Niby nic, ale czasem wystarczy, bo zarysować własne, lub cudze auto.

Jest na to proste remedium – można użyć „nożnego” hamulca postojowego. To jednak rozwiązanie, którego na co dzień miałbym nadzieję używać tylko stawiając samochód pod prawdziwą stromizną, a nie na minimalnie pochyłym parkingu pod blokiem.

Toyota-Prius-srodek-17

Na tym jednak wszelkie uwagi się kończą.

Toyota Prius najnowszej generacji to fantastyczny samochód do miasta i na podmiejskie trasy – ekonomiczny, cichy, wygodny, bardzo pojemny, do tego przyciągający spojrzenia gdziekolwiek by się nie zjawił, dzięki swojej nietuzinkowej stylistyce.

Z tym autem bardzo łatwo się żyje, będę to powtarzał jak mantrę. To taki samochód, o którym po pewnym czasie się zapomina i po prostu korzysta. A przy tym, wbrew pozorom, Prius wcale się nie nudzi.

Przynajmniej ja jestem jeszcze ekstremalnie daleko od bycia znudzonym tym autem.

Czytaj również:

Dołącz do dyskusji