Martwi i przeraża sposób w jaki środowiska lewicowe cenzurują współczesny internet

Felieton/Media 23.07.2016
Martwi i przeraża sposób w jaki środowiska lewicowe cenzurują współczesny internet

Martwi i przeraża sposób w jaki środowiska lewicowe cenzurują współczesny internet

Michał Gostkiewicz w rozmowie z Konradem Piaseckim na łamach Gazeta.pl powiedział takie oto słowa: Kiepsko jest być dziś liberałem. Prawica uważa takiego za lewaka, lewica – za prawaka. Rozumiem ten ból jak mało kto, bo tak naprawdę nie mam swojego reprezentanta na polskiej scenie politycznej i czasem z zazdrością spoglądam na kłótnie moich znajomych, tych prawdziwych i twitterowych, gdy zaciekle i bezkrytycznie mogą bronić klubów politycznych, którym kibicują. A ja, cóż, zawsze w kontrze, to do jednych, to do drugich.

Chciałbym wywiesić jakiś ideologiczny szalik i wygodnie grać z grupką kolegów do jednej bramki. Ale zwyczajnie nie udaje mi się skompletować jedenastki. Najpierw załamuje ręce na widok politycznej hucpy uprawianej przez PiS przy obsadzaniu stanowisk, potem żartuję sobie z władz Warszawy, by godzinę później wreszcie wytknąć – w mojej ocenie zasłużenie – że Gazeta.pl od dłuższego czasu uprawia prewencyjną cenzurę na łamach swojego portalu. Ktoś mi nawet kiedyś napisał, żebym się zdecydował, po której jestem stronie. A tak się nie da, świat nie jest czarno-biały, choć powoli coraz trudniej mi jest znajdować autorytety, który przypominałyby o tym opinii publicznej.

Gazeta.pl i wybiórcze blokowanie komentarzy

Widzicie, ja generalnie Gazeta.pl lubię. Uważam, że jest w stanie zaoferować stosunkowo najwyższy poziom (wybranych) publikacji spośród wielkiej czwórki polskich portali, a także podać je w atrakcyjnej formie. Natomiast nie mam też złudzeń, że spośród wspomnianej wielkiej czwórki jest to medium chyba w największym stopniu przesiąknięte ideologią: w tym wypadku lewicową, postępową, radykalnie liberalną w kwestiach światopoglądowych. To już bardzo często nie jest szukanie złotego środka, tylko zwyczajnie alternatywny świat dla mediów narodowych z drugiej strony barykady.

Gazeta.pl od dłuższego czasu chowa możliwość publikowania komentarzy w przypadku dyskusji o potrzebie przyjmowania uchodźców czy zamachów terrorystycznych powiązanych z muzułmanami i ja jestem w stanie to zrozumieć – ludzie momentami potrafią wypisywać w komentarzach rzeczy, których nie powstydziliby się nawet najgorsi XX-wieczni zwyrodnialcy.

Pamiętam jednak genezę tego typu praktyk portalu. Wydaje mi się, że ciężkim szokiem było, że czytelnicy na co dzień chętnie (i często niestety zasłużenie) wyzywający posłów i ministrów PiS od skrajnie niekompetentnych czy nawet obrażający Prezydenta Andrzeja Dudę, nagle stanęli w nieoczekiwanej kontrze do linii portalu, głośno sprzeciwiając się pomocy uchodźcom czy obwiniając społeczność muzułmańską za akty terroru w Europie. Ponieważ niektóre komentarze wymykały się spod kontroli, rzeczywiście byłbym w stanie zrozumieć i poprzeć decyzję o ich całkowitym wyłączeniu, choć traciło przez to prawo głosu także wiele osób, które miały do powiedzenia mądre czy interesujące refleksje.

Rzecz w tym, że tę swoją cenzurę prewencyjną Gazeta.pl stosuje wybiórczo. Wprawdzie zawsze włącza ją, kiedy akurat jakiś frustrat postanowi otworzyć ogień na ulicach Niemiec albo Francji, ale… niech to tylko będzie artykuł o pedofilii w Kościele. O nie, wtedy zgodnie z antyklerykalną linią w komentarzach czytelnicy mają używanie jak trzeba i niestety nawet osobom nieprzesadnie głęboko wierzącym robi się momentami słabo na widok niektórych wypowiedzi. Dziwi mnie i mój niepokój wzbudza ta właśnie wybiórczość. A przecież, jak podaje Wikipedia, opierając się na literaturze – Znana też jest definicja cenzury jako świadomego wprowadzania w błąd poprzez selektywny dobór zazwyczaj masowo rozpowszechnianych informacji. Czy selektywny dobór głosu ludu w komentarzach nie jest formą cenzury? Czy hurtowe wyłączanie komentarzy z powodu kilku nieodpowiednich wypowiedzi nie jest przykładem tak potępianej przecież w dyskusji o uchodźcach odpowiedzialności zbiorowej?

Fundacje walczące z hejtem

Środowiska lewicowe działają też coraz aktywniej za pośrednictwem powoływanych przez siebie fundacji, takich jak Otwarta Rzeczpospolita czy HejtStop. Głęboko wierzę, iż instytucje te mogą odgrywać pozytywną rolę w społeczeństwie, jednakże mam pewne obawy czy aby ich filarami założycielskimi jest troska o kulturę dyskusji, czy jednak pewnego rodzaju ograniczający swobodę wypowiedzi, a nawet satyry, fanatyzm. Przeprowadzaliśmy w Bezprawniku analizę legalną niektórych akcji podejmowanych przez HejtStop, które w konsekwencji zawsze wydawały nam się działaniem na wyrost. Zniesławienie czy naruszenie dóbr osobistych to zagadnienia, wokół których regularnie poruszam się w swojej działalności zawodowej, niejako ochrona dobrego imienia moich klientów jest mi pojęciem bardzo bliskim od strony zawodowej, znam je dobrze od strony teoretycznej i praktycznej. Gdybyśmy reagowali z podobną intensywnością i wyczuleniem co tego typu fundacje… generalnie klienci marnujący czas i środki szybko popukaliby się w czoło i poszukali sobie nowego prawnika.

Czytam właśnie, że tym razem fundacja Otwarta Rzeczpospolita postawiła sobie za cel swojej walki witrynę o nazwie Nonsensopedia. Znam, lubię, bawi mnie ten typ poczucia humoru, oparty w dużej mierze na przerysowaniu i stereotypach. Nawet jeśli coś balansuje na granicy dobrego smaku, to nigdy imiennie. Niedawno fundacja złożyła zawiadomienie w związku z możliwością popełnienia przestępstwa poprzez dyskryminację na tle rasowym przez nonsensopedyczną podstronę opisującą hasło Murzyn, która wprawdzie nie prezentowała górnolotnego poczucia humoru (Jak cytuje strona fundacji – “Co murzyn ma białego? Murzyn ma białego słuchać”), ale też nie odbiegała niczym od książeczek z dowcipami ilustrowanymi rysunkami Sadurskiego, które można było dostać w każdym kiosku jeszcze kilka lat temu. Zresztą, któryś z dowcipów to przytoczony wprost cytat z serialu 13 Posterunek, a jego powtórki zdaje się nadal są emitowane w telewizji. Podobnie jak komedii Chłopaki Nie Płaczą, gdzie również nie brakuje linijek, które dziś wydawałyby się nie do pomyślenia.

Na marginesie, miałem kiedyś okazję chwilę porozmawiać z jednym z przedstawicieli fundacji tego typu. Z jednej strony bardzo poruszyło mnie, jak w wzruszeniem mówił o atakowaniu Romów przez internautów z pewnego forum dyskusyjnego, a z drugiej autentyczna nienawiść i obrzydzenie do nich wypływające z jego słów i emocji, przeobrażająca się w furię pasja, jakaś taka emocjonalna agresja w tamtym momencie wydała mi się o wiele bardziej przerażająca niż żartownisie z sieci. To nie są zwykli “szeryfowie” drogowi, choć mechanizm działania jest podobny – często sami obracają się przeciwko prawu, by wymierzać indywidualnie pojmowaną przez siebie sprawiedliwość.

Co gorsza, organizacje tego typu same strzelają sobie w stopy. Zamiast edukować, zasypywać podziały albo ostatecznie wskazywać na konsekwencje prawne wypowiedzi wymykających się poza granice dobrego smaku, oni w agresywnym teledysku przebierają skrajnie kontrowersyjnego Jarosława Kuźniara za świnię z pejsami. Mam wrażenie zresztą, że prywatnie bardzo lubiany przeze mnie dziennikarz trochę żałował późniejszego udziału w tej kampanii, gdzie dał się wmanewrować w grę osób, które w ogóle nie rozumieją struktury hejtu, ani tego jak z nim walczyć.

Nie jestem pewien czy ta opinia jest adekwatna akurat do HejtStop lub Otwartej Rzeczpospolitej, ale odnoszę wrażenie, że powoli środowiska lewicowe za pośrednictwem górnolotnych zarzutów i rzekomej troski o los społeczeństwa, z pewną dozą niezdrowego fanatyzmu zaczynają używać prawa jako narzędzia walki z każdym, kto nie podziela tej wciąż bardzo radykalnej wizji świata. Bo jak, jeśli nie radykalną, nazwać wizję świata bez – nawet kiepskiego – poczucia humoru? Naprawdę będziemy teraz strzelać do satyryków? Czy zmieścimy połowę hollywoodzkich stand-uperów na Rakowieckiej jeśli pewnego dnia ze swoim programem zawitają do Polski?

I wtedy wchodzi Facebook – cały na tęczowo

Nawet jeśli subskrybujesz na łamach Facebooka swój ulubiony fanpage “Dziennik młodego narodowca” i jeszcze ci go nie zamknęli – nie wierz złudzeniom. Mark Zuckerberg jest osobą o poglądach dość radykalnie lewicowych. I niestety czas temu jakiś rozlało się mleko, a w świat od byłych pracowników serwisu poszła informacja, że Facebook dobierał niektóre treści w sposób taki, by jednak nieco lepiej eksponowane były złote myśli Demokratów, niż Republikanów. Podczas, gdy wszyscy wierzymy, że za tego typu działanie odpowiadają jednak bazujące na losowości algorytmy, wyobraźcie sobie jak wielką moc miałby Facebook, gdyby jednak – zgodnie z pogłoskami – mógł filtrować treści w określony sposób. Moc wybierania i obalania rządów, a może nawet ustrojów. Przedstawiciele serwisu tym zarzutom jednak z całą stanowczością zaprzeczają.

Z jednej strony i Facebook, i Gazeta.pl są podmiotami prywatnymi, a tym samym w granicach profesjonalnego świadczenia usług drogą elektroniczną mają prawo do prowadzenia swoich stron w taki sposób, jak im się podoba. Nie zmienia to jednak faktu, że w obliczu projektowanej przez nich narracji – a to miejsca, które połączy wszystkich i medium na miarę XXI wieku, a to z kolei filaru polskiej wolności, sukcesu ostatniego 25-lecia i zadeklarowanego obrońcy demokracji – pewne zachowania można by było uznać za przejaw hipokryzji.

Bardzo chciałem żeby to był wpis o mediach i możliwie mocno stronił od polityki. Ale mimo wszystko, przez ostatnich kilkadziesiąt lat lewica światopoglądowa wypracowała sobie miano tej fajniejszej opcji politycznej. To na niej oparła się (targana dziś swoimi problemami, częściowo pewnie w konsekwencji) zachodnia Europa, być może to jej zawdzięczamy tak długi okres względnego pokoju, rozwój technologii, nauki czy medycyny. Wydawało się, że to lewicy dalekie jest konserwatywne tabu i to właśnie z tym nurtem płynie większa wolność wypowiedzi. Ale też nie sposób oprzeć się wrażeniu, że z początkiem XXI wieku lewica światopoglądowa trochę się radykalizuje, faszyzuje, a opisane powyżej przykłady są tylko punktem zaczepnym pewnego szerszego zjawiska. Podczas, gdy prawicowi ideologowie właśnie pokazują całemu światu, jak nie robić telewizji publicznej, lewica także najchętniej zakneblowałaby każdego, kto nie myśli tak, jak oni. Obecnie nie ma żadnej realnej siły politycznej, ale posiada swoich prominentnych reprezentantów w mediach czy aktywnie walczy właśnie za sprawą rozmaitych ruchów i fundacji.

Oczywiście siedzę w tym wszystkim zbyt długo, by nie spodziewać się tego jakie reakcje wzbudzi powyższy artykuł: będzie kilka “Panie Jakubie, wreszcie ktoś powiedział jak jest”, kilkanaście “zawsze cię miałem za idiotę, ale dziś przeszedłeś samego siebie”, rykoszetem oberwie się też trochę Przemkowi Pająkowi na Facebooku (on ma łatwiej, bo ja się tu uzewnętrzniam, a on powie, że robimy to dla klików), a pewna partia polityczna tak się zagotuje, że z rozpędu upaństwowi Twittera i rozda go w kawałkach dzieciakom, którym po studiach nie chciało się iść do pracy poniżej ich serialowych aspiracji.

Ale, jak już wspomniałem we wstępie, jestem liberałem. Dla mnie nadrzędną wartością nie jest Bóg, rodzina, ojczyzna, zakład pracy czy gospodarstwo rolne. Jest nią wolność, także słowa i bardzo nie lubię, kiedy ktoś w imię wyłącznie swoich fanaberii, nie posiadając ku temu żadnych racjonalnych przesłanek obiektywnych, stara się ją ograniczać.

c55
*Autor tekstu ustawił tę grafikę jako tytułową, ale wtedy tytuł zasłaniał napisy, więc wydawca postanowił zamieścić ją na końcu wpisu. Kubuś, zmieniłem też justowanie w tym tekście, ale pamiętaj, że między nami nadal jest OK i kocham Cię jak brata. Mat

Dołącz do dyskusji

Advertisement