#WeThePeople – Lech Wałęsa oficjalnie debiutuje na Twitterze!

Felieton/Social media 09.06.2016
#WeThePeople – Lech Wałęsa oficjalnie debiutuje na Twitterze!

#WeThePeople – Lech Wałęsa oficjalnie debiutuje na Twitterze!

Wspominałem o tym od lat, choć Lech Wałęsa wolał w tym czasie bawić się na egzotycznym Blipie i mirkować wesoło z Wykopowiczami. Ale w końcu jest, pierwszy demokratycznie wybrany Prezydent III Rzeczypospolitej zawitał na Twittera. 

Jeśli chodzi o polski rynek, Lech Wałęsa jest marką, która drastycznie potrzebuje zarządzania kryzysowego. Niedawno okazało się bowiem, że postać Lecha Wałęsy prawdopodobnie nie była tak nieskazitelna, jak wielu z nas zwykło dotąd uważać. Ale też daleki jestem od wydawania radykalnych ocen, zaś nasza narodowa dusza uwielbia przecież bohaterów, a co znalazło oddźwięk w literaturze, którzy ostatecznie rehabilitują się i ratują Polskę (Andrzej Kmicic) czy przynajmniej lokalną społeczność (Ksiądz Robak).

Jeśli chodzi o rynek globalny, Lech Wałęsa jest jak Robert Lewandowski.

A może nawet bardziej, w końcu ci paskudni ignoranci z Ameryki Północnej nadal jeszcze do końca nie czują idei – jak to oni mówią – soccera. Lech Wałęsa, absolutny ambasador Polski, postać rozpoznawalna na całym świecie, gigantyczny autorytet uważany obok Muru Berlińskiego za jeden z głównych symboli upadku zbrodniczego systemu, jakim był i pozostaje nadal uśpiony w postulatach charyzmatycznych brodaczy komunizm.

Za granicą każdy polityk, aktor i sportowiec marzy o tym, żeby sobie pstryknąć zdjęcie z Lechem Wałęsą. A w Polsce… Cóż, pomijając już uprzedmiotowienie Lecha Wałęsy w grze politycznej po stronie jednej z partii, wszyscy mamy internet i widzimy, jak to wygląda od pewnego czasu w mediach społecznościowych. Pewien mój redakcyjny kolega nie jest przesadnym zwolennikiem Jana Pawła II ze względu na ignorowanie kwestii pedofilii w kościele. Zapomina jednak, że Jan Paweł II był politykiem epoki raeganowskiej i thatcherowskiej, zaś jego podstawowym zadaniem geopolitycznym było zniszczenie żelaznej kurtyny. Ocenianie go przez pryzmat problemów, które stały się przedmiotem dyskusji w XXI wieku ma tyle samo sensu co obarczanie Jagiellonów zaniedbywaniem polskiego arsenału nuklearnego.

W ten nurt, przynajmniej w teorii – rozstrzygnięcie zostawmy historykom – wpisywał się również Lech Wałęsa. W odróżnieniu od wielkich swojej epoki nadal energiczny i rześki, przeżył niemal wszystkich, którzy na przełomie tamtych czasów w światowej polityce rozdawali karty. I tym samym każdego dnia musi toczyć ciężki bój o odnalezienie swojego miejsca w tym nowym, ultramedialnym świecie.

Lech Wałęsa jest niewątpliwym ambasadorem swojego kraju. Niestety pierwszy tweet, w którym ewidentnie wspierany jest przez jakąś agencję lub profesjonalistów marketingowych, wpisuje go w trwający obecnie wewnętrzny konflikt zwolenników i przeciwników dobrej zmiany. Jakkolwiek jestem w stanie zrozumieć bronienie przez byłego prezydenta wartości konstytucyjnych, tak mam nadzieję, że Twitter Lecha Wałęsy nie stanie się narzędziem politycznej agitacji.

Zwłaszcza, że Lech Wałęsa – powtarzam to od lat – ma wszelkie papiery na to, by stać się najpopularniejszą postacią Twittera w Polsce, zostawiając w tle Donalda Tuska i Roberta Lewandowskiego. Dobrze, nawet cudownie, że w tej misji pomagają mu eksperci. Natomiast warto zastanowić się, jak wykorzystać tę postać i jej medialny potencjał w celu realizacji polskich interesów, niezależnie od naszych prywatnych sympatii i antypatii.  Chciałbym, żeby Lech Wałęsa mówił na Twitterze po angielsku. I żeby przy wsparciu ekspertów mówił o rzeczach ważnych dla Polski i dla regionu.

To rzadka okazja, by głos znad Wisły był słyszalny nawet w Pekinie i Waszyngtonie. Warto tego nie zmarnować na wojnę z PiS-em i zdjęcia w hawajskich koszulach.

Dołącz do dyskusji

Advertisement