Canon, to są twoje nowości foto? Nie zdziwię się, gdy klienci wybiorą stare modele

Felieton/Foto 10.03.2016
Canon, to są twoje nowości foto? Nie zdziwię się, gdy klienci wybiorą stare modele

Canon, to są twoje nowości foto? Nie zdziwię się, gdy klienci wybiorą stare modele

Możemy zachwycać się pełnymi klatkami i nowoczesnymi, zaawansowanymi bezlusterkowcami, ale z tymi urządzeniami jest trochę jak z drogimi autami. Wiele osób marzy o Porsche, ale kiedy przyjdzie co do czego, dylemat rozgrywa się między Oplem a Volkswagenem. Paradoksalnie, nowy EOS 1300D w ofercie Canona, zamiast utrudnić wybór aparatu, znacznie go ułatwia.

Jeśli pasjonat fotografii dojrzeje do momentu, w którym chciałby kupić dedykowany aparat, najpewniej kupi model tani. U większości osób przejawia się ta sama, asekuracyjna postawa pt. „nie chcę wydawać zbyt dużo pieniędzy, bo być może fotografowanie mi się nie spodoba”. To całkiem zrozumiałe.

To dlatego fora internetowe są zalewane pytaniami „co wybrać?”. Dylematy rozgrywają się między nowszym modelem z niższej półki, a starszym modelem z wyższej. Na marginesie, odpowiedź na to pytanie jest tylko jedna: tańszy aparat z lepszym obiektywem.

Canon EOS 1300D

Mogłoby się wydawać, że świat foto pędzi. I faktycznie, postęp w kwestii obrazowania jest potężny, ale tylko na najniższej półce (wśród smartfonów), oraz w topowych urządzeniach, które przełamują kolejne wartości używalnych czułości ISO. Jeśli chodzi o średnią półkę, nikt nie rozpozna czy zdjęcie powstało w lustrzance AD 2016, czy w sprzęcie dwuletnim albo trzyletnim.

Nowa premiera Canona utwierdza mnie w przekonaniu, że nie warto ślepo podążać za nowościami w świecie foto

Canon właśnie zaprezentował nową lustrzankę EOS 1300D, czyli najtańszy model w swojej ofercie. Bez obaw, „stara” lustrzanka 1200D wcale nie przestała w tym momencie robić zdjęć.

Canon EOS 1300D

Co nowego w Canonie EOS 1300D? Czytam informację prasową, wertuję tabelki ze specyfikacją, szukam informacji… i wtem, jest! Funkcja Wi-Fi. I NFC. Zwiększyła się rozdzielczość ekranu (choć nadal nie jest on dotykowy), a dodatkowo doszło też kilka nowych trybów kreatywnych (fotografowanie potraw!). Na tym nowości się kończą.

Mamy tę samą matrycę, pracującą na tych samych czułościach (APS-C, 18 MP, ISO 100-6400/12800), ten sam układ AF (9 punktów z centralnym krzyżowym), tę samą migawkę. Gdzieś w środku kryje się jeszcze jedna nowość, bowiem Canon udoskonalił procesor obrazu. Nie jest to już DIGIC 4, a 4+, tyle że niewiele z tego wynika. Nie wzrosła szybkość zdjęć seryjnych (3 kl./s), ani nie pojawiły się nowe tryby nagrywania (1080/30p). Być może aparat działa nieco szybciej, ale tego nie jesteśmy w stanie sprawdzić bez testów.

No i mamy odpowiedź, co warto kupić.

Jak widać, przez rok w najniższej półce Canona zmieniło się tylko to, że aparat korzysta z sieci Wi-Fi. To oczywiście bardzo dobra wiadomość, bo łączność bezprzewodowa powinna już być absolutnym standardem w aparatach. Wi-Fi i NFC pomagają nie tylko w udostępnianiu zdjęć, ale i w obsłudze aparatu, bowiem smartfon staje się inteligentnym pilotem z podglądem obrazu.

Canon EOS 1300D

Koniec końców w fotografii chodzi jednak o jakość zdjęć, a tutaj stoimy w miejscu. Czy warto kupić Canona 1300D? Ze specyfikacji wynika, że absolutnie nie, bowiem jego cena ma być wyższa niż poprzednika. EOS 1300D w zestawie z obiektywem 18-55mm pojawi się w sklepach w kwietniu w cenie 550 dol. Tymczasem jego poprzednik, EOS 1200D, kosztuje 1300 zł w zestawie z tym samym obiektywem i 1200 zł bez obiektywu.

Podkreślę raz jeszcze: nie oznacza to, że zakup aparatu nie ma sensu. Wręcz przeciwnie. Po prostu zamiast ślepo podążać za nowościami, lepiej kupić coś sprzed roku, albo dwóch. Jeśli jesteśmy już przy Canonie, zdecydowanie lepszą jakość od EOS-a 1300D z 18-55mm da chociażby EOS 1200D z klasycznym obiektywem 50 mm f/1.8. Taki zestaw kosztuje 1500-1600 zł, czyli tyle, co nowoczesny smartfon ze średniej półki cenowej.

Zamiast co roku wymieniać smartfona na nowszego (bo ma lepszy aparat!), można raz zrezygnować z nowości i kupić wspomnianą wyżej lustrzankę. A później zrobić koleżankom kilka portretów. Gwarantuję, że będzie to jakość, jakiej nie osiągnie żaden smartfon jeszcze przez bardzo długi czas, a może nawet nigdy.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement