Najlepszy portret internetowego trolla

Artykuł/Technologie 11.02.2016
Najlepszy portret internetowego trolla

Najlepszy portret internetowego trolla

Nie mogę oderwać się od tego wideo, obejrzałam je już z 10 razy. “W nonsensie siła”, jak to pisał Vonnegut. Oto troll internetowy w dziwnej masce opowiada o swoim trollingu. Siedzi na fotelu i mówi co robi w Internecie i co sprawia mu przyjemność. Nie ma – nie ma – lepszego portretu trolla.

Na początku wyjaśnijmy coś sobie, żeby nie było niedomówień. Tak, mam w sobie coś z trolla i nawet robiłam to, co robił troll z filmiku. Zdarzyło mi się zamieszczać na Instagramie zdjęcia martwych zwierząt i ohydnych rzeczy. Nie jako wymyślona persona, tylko jako ja i w odpowiedzi na ten cukierkowy, sztuczny świat, który kreujemy w zdjęciach i wpisach przedstawiających tylko pozytywne rzeczy i estetycznie niemal niemożliwe do osiągnięcia.

Nie doszłam jednak w swoich działaniach do takiego momentu, jak nasz bohater. Bo trollowy bohater Internetu jest smutnym człowiekiem, który nie do końca rozumie swoje frustracje.

Troll mówi, że nie interesuje go trollowanie w stylu “ja z reddita“ w komentarzach. Wiadomo, jest ponad to – jest inteligentniejszy i nie będzie marnował swojego życia na taką dziecinadę. Mówi za to o czymś lepszym: “Miałem Instagrama i nienawidziłem patrzeć na niego, ponieważ znajomi wrzucali zdjęcia w stylu “popatrz na moich znajomych, na mój niezły samochód, na fajne jedzenie, na które mnie stać”. Chciałem więc wrzucać coś negatywnego, ale w stylu tego chwalenia się, jakie uprawiają ludzie”.

Rozumiem trolla doskonale. Wkurza mnie to, że ludzie kreują swoją nieistniejącą rzeczywistość i próbują poczuć się lepiej przez aprobatę innych cyfrowych ludzi.

Jednak trolla wkurza coś troszkę innego – uwierzył, że inni “mają lepiej” i jest zły, że sam tak nie ma, że nie stać go na obiad w modnej knajpie czy dobry samochód. Przekonał sam siebie, że zasługuje na to samo co oni i nawet na więcej. Teraz zjada go wściekłość. Zamiast coś z tym zrobić siedzi przed kompem i marnuje życie tworząc fałszywe konta i próbując popsuć humor innym. Gratulacje.

Potem troll opowiada o tym, jak tworzy fanpejdże podając się za znane osoby – Toma Waitsa czy Timoty’ego Daltona. Czasem zapomina haseł do swoich własnych stron (nie wiem czy mam w tym miejscu współczuć?) i cieszy się, że ludzie myślą, iż jest gwiazdą i cieszą się, że rozmawiają z idolem.

To też rozumiem. To próba poczucia się lepszym – hej, patrzcie, oszukałem ich, a debile wierzą że jestem Waitsem.

W swoich własnych słowach powinien znaleźć wskazówkę. Podobno zwiedzeni na manowce ludzie czasem dziwią się, że gwiazdor pisze do nich i zastanawiają się, czy nie ma nic innego do roboty. Tu tkwi wskazówka – nie ma nic innego do roboty, więc siedzi i pisze do obcych ludzi w sieci. Trollu, chyba nie słuchasz sam siebie.

Potem bohater Internetu przyznaje się, że to już obsesja i uzależnienie, że stracił dziewczynę przez to wszystko. Sam przyznaje, że to niemoralne.

To fascynujące wideo, bo od oprawy po treść pokazuje dokładnie to, o czym mówię i to, o czym wiemy od dawna. Zwróćcie uwagę na gestykulację trolla, na to kiedy podnosi mu się głos, kiedy słychać w nim zadowolenie i lekki śmiech. Momentami prawie przechodzą mnie ciarki, bo tak właśnie widzę wszystkich trolli – zadowolonych z zatruwania życia innym ludzi, którzy są po prostu sfrustrowani. Ludzi, którzy zazdroszczą, którzy nie do końca wiedzą, co zrobić ze sobą i jak poradzić sobie z poczuciem niższości pomieszanym z poczuciem wyższości. Którzy z schadenfreude i udowadniania sobie, że inni są głupsi stworzyli sposób na przeżycie.

Smutne to. Smutne i symptomatyczne.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji