Największe technologiczne zaskoczenie i rozczarowanie 2015 roku

Największe technologiczne zaskoczenie i rozczarowanie 2015 roku

Największe technologiczne zaskoczenie i rozczarowanie 2015 roku

Jaki był dla rynku tech 2015 rok? Pora go podsumować i wyłonić największe zaskoczenia oraz rozczarowania.

grabiecPiotr Grabiec:

Największe rozczarowanie tego roku to bez dwóch zdań Windows 10 Mobile. Nie chodzi nawet o to, że należę do konkurencyjnego obozu – może i jestem sadownikiem, ale doceniam ogrom pracy, jaki Microsoft włożył w wydanego w lipcu dużego Windowsa.

Continuum i uniwersalne aplikacje to świetne koncepty, dzięki którym w teorii Windows jest o dwa kroki przed iOS i OS X oraz Androidem i Chrome OS. Wszystkie piękne wizje zaprzepaściły jednak kolejne fatalne decyzje firmy z Redmond.

Microsoft miał świetny pomysł na rozruszanie mobilnej platformy, która od pięciu lat nie może uporać się z problemami wieku dziecięcego. Pojawiają się pierwsze uniwersalne aplikacje, które można uruchomić na komputerach, tabletach i smartfonach.

Problem w tym, że smartfonów z Windows 10… nie ma. To znaczy są, ale tylko trzy nowe modele – a oprogramowaniu zainstalowanym na nich w dniu wprowadzenia do sprzedaży można wiele zarzucić. Najtańsza Lumia 550 w obecnej formie to karykatura telefonu.

Windows 10 Mobile na sztandarowych modelach z kolei nie potrafił w dniu premiery zarządzać uruchomionymi procesami co skutkowało drenowaniem baterii. Na domiar złego jak dotąd żadna wydana wcześniej Lumia… nie otrzymała aktualizacji.

Często droczę się z kolegami z redakcji mówiąc, że hasło Microsoftu powinno brzmieć: “za pół roku”. Od lat jesteśmy karmieni wizją świetnego ekosystemu, ale dane było go zobaczyć nielicznym entuzjastom i to tym patrzącym przez różowe okulary.

Windows 10 Mobile jest spóźnionym wcześniakiem. Microsoft obiecywał “jeden system na wszystkie urządzenia”, a nie dość, że wersja smartfonowa debiutowała pół roku po wersji desktopowej, to Microsoft sprzedaje telefony z oprogramowaniem w wersji beta.

Idąc tym tropem dochodzimy do najmilszego zaskoczenia, którym jest właśnie… Windows 10. Microsoft pozostaje w zgodzie ze swoją tradycją – tylko co druga wersja desktopowego systemu operacyjnego jest naprawdę udana i zyskuje szerszą aprobatę.

Nie mam zamiaru korzystać z Windows 10 do pracy, ale to naprawdę fajny system i godny następca “siódemki” i XP-ka. Podoba mi się stylistyka i hybrydowe połączenie interfejsu kafelkowego z pulpitem. Szkoda tylko, że tak nie wyglądał Windows 8…

Najnowszą wersję okienek trapią co prawda problemy, a sam spotykam różne bugi na maszynie, której prawie nie używam. Jestem jednak “na koniec dnia” w stanie wybaczyć to oprogramowaniu, które działa na tysiącach różnych sprzętów.

Trzeba też pamiętać, że Microsoft w ostatnich latach się przeobraził. Windows nie gra pierwszych skrzypiec. Satya Nadella zarabia na chmurze i oprogramowaniu biurowym, a usługi Microsoftu dostępne są na niemal każdej popularnej platformie.

A tak jak nie wierzę już w to, że Windows 10 na rynku mobilnym coś zawojuje, tak Windows 10 to naprawdę udany produkt – niezależnie od tego, czy Microsoft sam wierzy w jego przyszłość, czy też odcina się od niego.

gajewskiMaciej Gajewski:

Największe zaskoczenie mijającego roku? To oczywiste. Są to gogle holograficzne HoloLens, które Microsoft opracowywał w tajemnicy przez ostatnie lata. By dodać smaczku całości: laboratoria, w których HoloLens był opracowywany, znajdowały się tuż pod centrum prasowym w siedzibie Microsoftu. Cóż, najciemniej jest pod latarnią.

HoloLens to jak na razie jedyne urządzenie, które korzysta w pełni z techniki Windows Holographic, dostępnej w Windows 10. Dzięki niej, urządzenia mogą wyświetlać na swoim ekranie elementy rzeczywistości rozszerzonej, które idealnie integrują się z realnym światem, przypominając hologramy rodem z filmów science-fiction. Przełomowym jest fakt, że urządzenia takie, jak HoloLens, doskonale „rozumieją” to, co się wokół nich dzieje. Innymi słowy, jeżeli gramy na HoloLens w Minecrafta w naszym pokoju, to postać w grze może, na przykład, schować się za biurkiem…

HoloLens jest absolutnie niesamowity, choć nie idealny, co mogę potwierdzić po własnoręcznym testowaniu urządzenia. Jego największym problemem jest rozmiar oraz pole widzenia, w którym widzimy hologramy. Jest ono mniejsze, niż nasze własne, przez co na jego skrajach hologramy znikają, niszcząc całą magię doświadczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że to potencjalnie rewolucyjne urządzenie i technika. Powstała w absolutnej tajemnicy, jest imponująca i była szokująca podczas pierwszej jej prezentacji na konferencji, na której nikt niczego podobnego się nie spodziewał.

Największym rozczarowaniem jest z kolei dalsza absencja Binga w naszym kraju w sposób bardziej niż podstawowy. Nie to, bym szczególnie tęsknił za wyszukiwarką Microsoftu – ta ma mocnego konkurenta w postaci wyszukiwarki Google, która zaspokaja wszystkie moje potrzeby w tej kategorii usług. Sęk w tym, że brak rozbudowanego Binga niesie za sobą też inne konsekwencje w postaci braku dostępności usług wykorzystujących platformę Microsoftu jako swój fundament.

Koronnym (ale nie jedynym!) przykładem jest asystenta Cortana, która choć od dawna rozumie język polski, tak nadal jest u nas niedostępna, bo jej bazą wiedzy jest właśnie Bing. Coraz więcej funkcji i usług Windows przechodzi do Cortany, będąc w Polsce niedostępnymi. Jest to szczególnie irytujące za każdym razem, gdy biorę telefon z Androidem do ręki na dłużej i przekonuję się, jak niesamowicie użytecznym narzędziem jest Google Now.

Google potrafi, a Microsoft, niestety, już nie. Szkoda, bo Bing i Cortana to fantastyczne narzędzia. Oczywiście w krajach, w których one realnie działają. W Polsce, mimo składanych mi prywatnymi, nieoficjalnymi kanałami obietnic od pracowników Microsoftu, Bing nadal leży i kwiczy. A wraz z nim sporo innych, całkiem użytecznych narzędzi.

kopankoKarol Kopańko: Twittera problemy z finansami: Twitter jest pod presją. Pod bokiem rosną mu social – mediowi konkurenci, jak Snapchat, a firma pod nowymi sterami cały czas nie zarabia. Użytkowników jest około 320 mln, co oznacza wzrost rok do roku o 11 proc. Wzrost rozczarowujący, bo choć Facebook procentowo urósł w tym samym czasie o 14 proc., to dobił już do poziomu ponad 1,5 mld użytkowników.

W trzecim kwartale 2015 roku Twitter przyniósł 132 mln dol. straty i coraz agresywniej miota się poszukując potencjalnych źródeł zysku. Nowy prezes, Jack Dorsey ma być lekiem na niedomagania Twittera. Pierwsze efekty mają być widoczne już niedługo. To szersze wprowadzenie promowanych tweetów i achronologiczny sposób prezentacji wiadomości.

Do pierwszego nie mam żadnych zastrzeżeń. Obserwując jak świetnie w tej materii radzi sobie Facebook, domyślam się, że skopiowanie jego posunięć nie powinno nastręczać Dorseyowi wielu problemów. Co innego odejście od spięcia Twittera z teraźniejszością. Bardzo ciężko mi wyobrazić sobie fanów komentujących na żywo Grę o Tron czy rozgrywki SuperBowl. Wątpię też aby rynek dobrze przyjął próbę skopiowania Facebooka, który jest absolutnym hegemonem i nie pokazuje żadnych rys na swoim nieskazitelnym wizerunku.

Wątpliwe wydaje się także przejęcie Twittera przez Alphabet. Google jest świetny w projektowaniu usług online, ale portale społecznościowe jakoś mu nie idą. 2016 rok pokaże czy Dorsey będzie w staniu przywrócić wiarę Wall Street w „ćwierkacza”.

Chińskie telefony: Chiny i Azja Południowo-wschodnia stały się montowniami technologii dla Zachodu. Powstają tam nie tylko tanie breloczki, czy głośniki, ale również telefony i kamery. Mimo, że cała światowa czołówka producentów w rzeczywistości sprzedaje towary „made in China”, to stawia się ich w innej lidze niż takie marki rodem z Państwa Środka, jak Elephone czy Doogee.

Wraz z popularyzacją zakupów na „chińskich Allegro” takich jak AliExpress czy GearBest telefony mniej znanych marek zaczęły trafiać także do Polski. Kiedy porówna się ich parametry z podobną półką cenową u Samsunga czy Sony, to biją konkurencję na głowę.

Sam kupiłem niedawno w Chinach Xiaomi Redmi Note 2, a także kamerę sportową tego samego producenta. Telefon jeszcze ani razu mi się nie przyciął i ze względu na lepszą baterię i aparat rozważam przerzucenie się na niego z Nexusa 5. Xiaomi Yi robi zaś równie świetne zdjęcia co GoPro 3, za ułamek jej ceny.

W ciągu minionych 12 miesięcy przez ręce przeszło mi wiele „nieznanych modeli”, które łączył świetny stosunek jakości do ceny. Było dla mnie zaskoczeniem, jak świetne podzespoły można wpakować do telefonu i wystawić za niego stosunkowo niską cenę.
Przewiduję, że w przyszłości „zwykli Polacy” zamiast udawać się do salonu operatora, także będą zaglądali na aukcje „majfrendów z Chin”.

kotkowskiŁukasz Kotkowski:

 Rozczarowanie roku? Mam dwa, bo z obydwoma wiązałem spore nadzieje i zdrowo się przejechałem. Pierwsze to Windows 10 Mobile oraz dwa flagowce, które pokazały się na jego premierę. O samym systemie dużo powiedział już Piotrek, nie będę się więc powtarzał, a co się tyczy Lumii 950/950 xl, to po prostu nijak nie przystają one do flagowców z Androidem z tego roku czy do iPhone’a 6s/6s Plus. Liczyłem, że wraz z premierą nowych Lumii i W10 Mobile dam znów szansę kafelkom, ale… nie ma na to szans. Zostaję z Google’em.

Rozczarowanie nr 2 wędruje do HTC. Pomijam opłakaną sytuację finansową firmy, a patrzę z punktu widzenia kogoś, kto poważnie rozważał zakup jednego z ich flagowców. Najpierw dostaliśmy One’a M9, który był niczym więcej, jak tylko odgrzanym kotletem, w dodatku mniej strawnym od ubiegłorocznego One M8. Potem, ni z tego, ni z owego, pojawił się One A9, o którym szerzej wypowiem się w recenzji za kilka dni. Ten telefon zrobił na mnie świetne pierwsze wrażenie (pomimo łudzącego podobieństwa do iPhone’a 6), ale potem z każdym dniem było tylko gorzej. O ile korzej, przekonacie się w recenzji.

Niesamowicie zaskoczył mnie za to w tym roku Samsung – to firma, której produktów jeszcze do zeszłego roku szczerze i z serca nie znosiłem, bo choć były poprawne, to brakowało im jakiegokolwiek ducha. Touchwiza przemilczę. W tym roku jednak wszystkie modele z linii Galaxy S6 oraz Note 5 okazały się być jednymi z najlepszych, jeśli nie najlepszymi flagowcami z Androidem, łącząc płynne działanie z rewelacyjną jakością wykonania, unikalnym wzornictwem i świetną optyką. Do tego mamy kapitalne słuchawki Level On Pro, które zaskoczyły mnie jeszcze bardziej. Nigdy dotąd bym nie przypuszczał, że to ta firma zrobi słuchawki, które najbardziej przypadną mi do gustu.

Zaskoczenie nr 2 jest dość nieoczywiste, ale podobne w podstawach do Samsunga – jest to… Google. Analogicznie do Koreańczyków, także do wyszukiwarkowego giganta byłem dotychczas nastawiony dość negatywnie, a z jego usług i serwisów (Gmail i YouTube) korzystałem raczej z konieczności. Na przestrzeni tego roku w usługach i produktach Google’a zaszło jednak tak wiele zmian, że dziś stanowią one podstawę mojej pracy i wyparły niemal wszystkie zewnętrzne aplikacje.

To wszystko jednak tylko drobiazgi, prawdę mówiąc. 2015 rok zdaje mi się być okresem nabierania oddechu przed kolejnym, dużym przeskokiem, dlatego z wielkim oczekiwaniem patrzę na to, co przyniesie nam kolejnych 12 miesięcy. Nie spodziewam się rewolucji tam, gdzie w tym roku spotkały mnie największe zaskoczenia i rozczarowania – czyli w technologii mobilnej – ale wszędzie poza nią. W motoryzacji, rozwiązaniach IoT, smart-home, podbojach kosmicznych i nauce spodziewam się zmian znacznie większych niż te, które miały miejsce w 2015. I naprawdę nie mogę się doczekać, żeby się przekonać, jak wiele zmieni się w 2016 roku.

nowakMateusz Nowak:

 Obiecuję, że będzie krótko, bo największym zaskoczeniem dla mnie było to, że w 2015 roku mieliśmy tak wiele rozczarowań. Począwszy od wszystkich smartfonów HTC, przez Apple Watcha i system Windows 10 Mobile, po – w dalszym ciągu (!) – brak obecności w Polsce Netflixa, Amazonu, czy nawet Cortany i nowego Samsunga Galaxy Note 5. Trochę szkoda.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Advertisement