Świetny na wyjazd, kiepski do domu. Projektor Philips PicoPix 4835 – recenzja Spider’s Web

Recenzja/RTV 10.12.2015
Świetny na wyjazd, kiepski do domu. Projektor Philips PicoPix 4835 – recenzja Spider’s Web

Świetny na wyjazd, kiepski do domu. Projektor Philips PicoPix 4835 – recenzja Spider’s Web

PicoPix 4835 to kolejne podejście Philipsa do stworzenia miniaturowego, ale funkcjonalnego projektora. Tym razem producent zrezygnował z zaawansowanych funkcji multimedialnych i łączności bezprzewodowych na rzecz lepszej jakości obrazu. Tylko czy wyszło to na dobre?

Na Spider’s Web miałem już okazję testować miniaturowy projektor Philipsa. PicoPix 3614 charakteryzował się zaawansowanymi funkcjami multimedialnymi (Android, Wi-Fi, DLNA), ale pod względem jakości obrazu było to urządzenie bardzo przeciętne. Lampa miała bardzo małą moc, a rozdzielczość na poziomie 854 x 480 pikseli pozostawię bez komentarza.

W najnowszym kieszonkowym projektorze Philipsa wszystkie cechy zostały wywrócone o 180 stopni. PicoPix 4835 cierpi na brak łączności bezprzewodowych, ale za to odwdzięcza się znacznie mocniejszą lampą oraz rozdzielczością HD.

Philips PicoPix 4835 w pigułce

PicoPix-011

Nowy projektor Philipsa zachował miniaturowe i niemal kieszonkowe rozmiary charakterystyczne dla serii PicoPix. Wymiary urządzenia to 115 x 115 x 32 mm, a waga to tylko 342 gramy. Rozmiar jednoznacznie wskazuje, że jest to sprzęt mobilny, który można zabierać na wyjazdy i konferencje. Do zestawu jest nawet dołączony pokrowiec do przenoszenia projektora.

O mobilnym charakterze konstrukcji świadczy też wbudowany głośnik (grający niestety bardzo słabo, jego moc to 1 x 3 W) oraz wbudowany akumulator o pojemności 5200 mAh. Pozwala on na obejrzenie do 3 godzin filmu z dala od gniazdka, ale projektor musi być ustawiony w tryb oszczędzania energii Eco, w którym jasność jest sporo niższa.

PicoPix-007

Źródłem światła w PicoPix 4835 są diody RGB LED. Jasność nareszcie stoi na przyzwoitym poziomie, bowiem wynosi 350 lumenów. Rozdzielczość wyświetlanego obrazu to 1280 x 720 pikseli, a przekątna może wynosić od 15 do 150 cali.

Na górnej ściance projektora znajdziemy prosty panel z przyciskami do obsługi, a z tyłu znajdują się wszystkie porty. Tych jest bardzo niewiele. Mamy tu tylko gniazdo jack na słuchawki lub głośniki, wyjście USB, wejście Mini HDMI z MHL oraz gniazdo zasilania. Najbardziej zaskoczyło mnie wyjście USB, dzięki któremu projektor działa jak… powerbank. To jedyny cel tego złącza. U dołu znajduje się wejście na standardowy gwint statywowy.

PicoPix-012

Na bocznej krawędzi znajduje się jeszcze włącznik, który uruchamia urządzenie w trybie projektora lub w trybie powerbanku. Na przeciwległej ściance znajduje się pokrętło ostrości.

Philips PicoPix 4835 w praktyce

Jak na swoje miniaturowe rozmiary, Philips PicoPix 4835 świeci naprawdę dobrze. 350 lumenów to wystarczający poziom do komfortowego oglądania filmów po zmroku. Zimą, kiedy wieczór nastaje bardzo szybko, PicoPix 4835 sprawdzał się doskonale.

Film oglądany na 150 calach daje niemal kinowe wrażenia, które nie mogą równać się z żadnym telewizorem. Do osiągnięcia 150 cali projektor potrzebuje jednak sporo miejsca na rzut, bo aż 5 metrów. Mimo to, nawet obraz rzutowany z ok. 3 metrów jest po prostu ogromny i ma ok. 2 metry długości na dłuższym boku. Dodatkowo rozdzielczość HD (720p) bardzo zwiększa komfort oglądania materiałów.

PicoPix-001

Filmy oglądane na projektorze to naprawdę duża frajda, szczególnie, że obraz można rzutować np. na sufit i oglądać go w ten sposób leżąc na łóżku. Wystarczy najprostszy i najmniejszy statyw, by ustawić PicoPix pod dowolnym kątem. W menu znajdziemy nawet specjalne tryby przeznaczone do wyświetlania obrazu na suficie.

Jeśli jesteśmy przy menu, jest ono bardzo proste. Funkcji jest w nim niewiele, a najbardziej przydatna okazała się korekcja koloru ściany (żółta, różowa, zielona, niebieska), dzięki której obraz oglądany na żółtej ścianie miał o wiele bardziej naturalny balans bieli. W menu znalazły się także opcje „poprawiające” obraz, czyli Smart Settings i IntelliBright. Pierwsze co należy zrobić to je wyłączyć. Niestety, przy ich wdrażaniu ewidentnie coś poszło nie tak. IntelliBright, ze swoim rozjaśnianiem czerni, była szczególnie irytująca.

Menu jest proste, bo i sam projektor nie oferuje zbyt wiele. Nie spodobała mi się mała liczba złączy. Obraz można odtwarzać tylko z kabla, a do tego wejście to Mini HDMI, co czasem jest uciążliwe. Co prawda do zestawu jest dołączony kabel HDMI – Mini HDMI, ale jest on bardzo krótki. Szkoda, że na pokładzie zabrakło jakiejkolwiek łączności bezprzewodowej, albo chociaż wejścia USB, dzięki któremu można byłoby odtwarzać materiały z pendrive’a. W projektorze, który jest promowany jako m.in. sprzęt konferencyjny, brak wejścia USB to nieporozumienie.

PicoPix-002

Jedną z najbardziej zaskakujących funkcji projektora jest tryb… latarki. Po jego uruchomieniu projektor świeci z maksymalną jasnością. Światło jest szalenie jasne i wystarcza np. do oświetlenia ulicy z drugiego piętra bloku.

Podsumowując – dobry na wyjazd, kiepski do domu

Philips PicoPix 4835 byłby świetną propozycją, gdyby nie jego cena. Ponad 2000 zł (w niektórych sklepach nawet 2300 zł) to zdecydowanie za dużo jak na możliwości tego urządzenia. Jak by nie patrzeć, jest to tylko gadżet, a poziom cenowy wkracza już w rejony znacznie bardziej zaawansowanych i znacznie lepszych domowych projektorów.

Jeśli faktycznie potrzebujesz wyjazdowego projektora, Philips PicoPix 4835 sprawdzi się w tej roli świetnie, oferując miniaturowe rozmiary, bardzo przyzwoitą jasność lampy, dobrą rozdzielczość, a do tego wbudowaną baterię i głośnik. Jeśli natomiast szukasz czegoś do domu, są zdecydowanie lepsze opcje.

Dołącz do dyskusji

Advertisement