Philips PicoPix 3614, czyli projektor z Androidem, który… zmieści się w kieszeni – recenzja Spider’s Web

Recenzja/RTV 07.03.2015
Philips PicoPix 3614, czyli projektor z Androidem, który… zmieści się w kieszeni – recenzja Spider’s Web

Philips PicoPix 3614, czyli projektor z Androidem, który… zmieści się w kieszeni – recenzja Spider’s Web

Jeśli lubisz oglądać filmy i seriale, ale irytuje cię mały ekran telewizora – być może czas zastanowić się nad projektorem. Takie urządzenie może być małe, przyjazne i banalnie proste w obsłudze. Czy kieszonkowe wymiary, obsługa Wi-Fi, system Android i wbudowana bateria to przepis na sukces projektora Philips PicoPix 3614? Zapraszam do recenzji.

Mobilny maluch

Projektor PicoPix 3614 to prawdziwe maleństwo. Wystarczy rzut oka na tę konstrukcję, by stwierdzić, że nie jest to high-endowe urządzenie dla fanów kina, którzy szukają najlepszych możliwych wrażeń. Wręcz przeciwnie, PicoPix 3614 to urządzenie, które ma po prostu sprawiać radochę użytkownikowi. To gadżet, który na wielu płaszczyznach jest kompromisowy, ale wcale tego nie ukrywa.

Philips-picopis-3614 (7 of 17)

Producent wręcz zachęca do traktowania sprzętu jako typowe urządzenie mobilne, które można zabrać na każdy wyjazd. Projektor waży niewiele, a zmieści się właściwie do każdej torby z laptopem. Wymiary projektora to 10,5 x 10,5 x 3,2 cm, a waga to 284 gramy. Do pudełka jest nawet dołączony mały futerał na projektor.

Projektor ma wbudowaną, niewymienną baterię o pojemności 1800 mAh, co przekłada się na możliwość obejrzenia około 1,5 godziny materiału bez prądu, a więc w sam raz na krótki film lub 2 odcinki serialu. Trzeba jednak zaznaczyć, że na zasilaniu bateryjnym jasność obrazu generowanego przez lampę będzie zdecydowanie słabsza. Na baterii projektor wyciska 70 lumenów, a przy zasilaniu sieciowym jasność to 140 lumenów. To widać, więc w praktyce zasilacz jest raczej koniecznością.

Na wyjeździe przyda się także wbudowany głośnik. Nie jest on najlepszej klasy. Jego jakość to coś pomiędzy standardowym głośnikiem laptopa, a telewizora. Mimo wszystko, jego obecność cieszy w mobilnym sprzęcie.

Obudowa i porty

Obudowa projektora jest w całości wykonana z plastiku, jednak tworzywo jest wysokiej jakości. Całość jest sztywna i dobrze spasowana. Boczne ścianki mają ażurową konstrukcję pełną otworków, co ma zapewne na celu odprowadzanie ciepła z lampy. Aby chłodzenie było wydajniejsze, wewnątrz urządzenia znajduje się wiatraczek, który nie jest głośny, ale jednak jest słyszalny podczas seansów.

Philips-picopis-3614 (3 of 17)

Obiektyw lampy z przodu ma głęboko osadzoną soczewkę, dzięki czemu maleje ryzyko jej uszkodzenia, czy chociażby pobrudzenia.

Mimo malutkich rozmiarów projektora, na obudowie znalazło się sporo portów i dodatków. Zacznijmy od górnej ścianki urządzenia. Znajduje się na niej touchpad z zestawem dotykowych przycisków oraz pokrętło do regulacji ostrości obrazu (niestety PicoPix 3614 nie potrafi sam ustawić ostrości).

Philips-picopis-3614 (4 of 17)

Touchpad sprawia, że do obsługi urządzenia nie są potrzebne żadne dodatkowe akcesoria, a więc jest to przydatny dodatek w mobilnym sprzęcie. Niestety powierzchnia dotykowej płytki jest malutka, a responsywność nie stoi na wysokim poziomie. Touchpad obsługuje natomiast wszystkie popularne gesty. Tuż nad płytką znajdują się przyciski do obsługi Androida, czyli „home”, menu i powrót.

Philips-picopis-3614 (5 of 17)

Dużo więcej dzieje się na tylnej ściance. Zaczynając od lewej, znajdziemy tam: złącze zasilacza, złącze USB do wymiany danych z komputerem, slot kart SD, złącze mini HDMI do podłączenia odtwarzacza (w zestawie znajduje się też kabel HDMI – mini HDMI) i gniazdo słuchawek lub zewnętrznych głośników.

Na prawej ściance znajduje się złącze A/V odtwarzacza, włącznik i dioda wskazująca stan baterii. Na lewej ściance znalazło się pełnowymiarowe złącze USB, do którego można podłączyć np. pendrive, mysz, klawiaturę, czy tuner DVB-T.

Philips-picopis-3614 (6 of 17)

Z kolei u dołu znajdziemy standardowy gwint statywowy i specjalne złącze, umożliwiające podłączenie stacji dokującej Philips Pico. Jest to dodatkowe akcesorium, które zawiera własne głośniki, własną baterię przedłużającą czas pracy i złącze DVB-T, do którego można bezpośrednio podłączyć antenę. W samym projektorze zabrakło mi na spodzie jakiejś odchylanej nóżki, która umożliwiłaby dostosowanie kąta odtwarzania bez statywu. Taki dodatek byłby bardzo przydatny w mobilnym sprzęcie.

Pilot i aplikacja mobilna

W zestawie z projektorem otrzymujemy także pilot. To malutkie i bardzo proste akcesorium, które potrafi jednak znacznie ułatwić pracę, gdyż sam touchpad jest bardzo niewygodny w obsłudze.

Na pilocie znajdziemy włącznik, podstawowe przyciski Androida („home”, menu i powrót) i przycisk wyszukiwania. W centralnej części znajdują się przyciski do nawigowania po menu (lewo, prawo, góra, dół) i przycisk OK. Mamy oczywiście także przyciski odtwarzania – play, pauza, wstecz, dalej i przyciski głośności. Ostatnia grupa przycisków służy do obsługi kanałów telewizji DVB-T.

Do obsługi projektora możemy także wykorzystać smartfon z zainstalowaną aplikacją Projector RC Philipsa. Aplikacja potrafi wyświetlić trackpad i klawiaturę, a także daje dostęp do podstawowych ustawień projektora. Z poziomu aplikacji możemy również wybierać materiały do odtworzenia – zarówno z projektora, podłączonych do niego dysków, jak i urządzeń DLNA.

Odtwarzanie materiałów i praca systemu

Obsługa projektora Philips PicoPix 3614 może powodować rozdwojenie jaźni. Mamy tu bowiem dwa systemy. Pierwszy to skrojony na miarę, prosty w obsłudze natywny system opierający się o duże ikony. Drugi to Android w wersji… 2.3.1. Tutaj rodzi się problem, bo główny system jest szybki, ale ma mniej możliwości od Androida. Z kolei tak archaiczna wersja zielonego robocika oznacza w praktyce ciągłą walkę. System jest wolny, brzydki i słabo dopasowany do urządzenia, jakim jest projektor.

W praktyce podstawowy system PicoPix ma czasem problemy z niektórymi formatami plików, a zwłaszcza z napisami. Wówczas trzeba skorzystać z Androida, który nie ma takich ograniczeń. Pojawia się tu problem, bowiem Android… nie ma dostępu do sklepu Google Play ani żadnych usług Google. Instalowanie aplikacji to więc czysta łopatologia. Aplikacje trzeba dostarczać w formie ściągniętych plików .apk na pendrive’ie lub karcie pamięci. Taka obsługa to jedna wielka męczarnia. Na szczęście po zainstalowaniu dobrego odtwarzacza z pakietem kodeków, można cieszyć się oglądaniem filmów. Jeśli myślisz o mobilnych grach na dużym ekranie, muszę cię rozczarować – procesor urządzenia ma tylko jeden rdzeń o szybkości 1 GHz, a pamięć RAM to 300 MB. Można więc odpalić proste tytuły, ale na nic większego liczyć nie można.

Poza tym Android ma fabrycznie zainstalowaną aplikację YouTube, przeglądarkę (skrajnie niewygodną) i kilka innych aplikacji. Oczywiście możliwości Androida są spore i wszystko zależy od aplikacji, jakie zainstalujemy. Mogą to być serwisy VOD, czy np. Spotify. Z kolei podstawowy system poza filmami pozwala odtwarzać także zdjęcia, muzykę i telewizję, o ile podłączymy dekoder DVB-T.

A jak dostarczyć do urządzenia materiały? Jest na to wiele sposobów. Po pierwsze, pliki można wgrać do pamięci wewnętrznej projektora, ale ma ona pojemność tylko 4 GB, przy czym użytkownik ma do dyspozycji zaledwie 2,6 GB. Po drugie, można podłączyć zewnętrzny nośnik – kartę SD, dysk zewnętrzny, czy pamięć USB. Po trzecie, materiały można odtwarzać „z kabla”, czyli przez HDMI. W końcu po czwarte – bezprzewodowo, za pośrednictwem sieci Wi-Fi. Do projektora można podłączyć urządzenia sieci domowej zgodne ze standardem DLNA.

Jakość obrazu

Projektor pozwala wyświetlić obraz o maksymalnej przekątnej 120 cali (305 cm). Ja oglądałem materiały na suficie i na ścianie. W pierwszym przypadku ustawienie projektora na podłodze pozwala na uzyskanie obrazu, którego dłuższy bok ma 120 cm (w mieszkaniu o standardowej wysokości). Z kolei obraz oglądany na ścianie miał szerokość ok. 2,30 m, a oglądałem go z odległości ok. 3,5 m.

Niestety w obu przypadkach daje się we znaki rozdzielczość obrazu. Nie dajcie się zwieźć pozorom – choć na obudowie projektora znajdziemy oznaczenie Full HD, to znaczy ono tyle, że projektor jest w stanie odtworzyć materiały o takiej jakości z pamięci. Tyle tylko, że rozdzielczość projektora wynosi 854 x 480 pikseli, a więc bardzo niewiele. Współczynnik kontrastu wynosi natomiast 1000:1.

Philips-picopis-3614 (2 of 17)

Czy tak mała rozdzielczość w praktyce przeszkadza? I tak i nie. Z jednej strony mamy wręcz kinowe doznania, które nie mogą się równać z żadnym telewizorem. Z drugiej, obraz jest delikatnie miękki. Nie widać żadnej „pikselozy”, a właśnie miękkość. Przy filmach, gdzie obraz jest w ruchu, właściwie to nie przeszkadza. Sytuacja wygląda gorzej w przypadku tekstu, np. przy napisach.

Mam problem z jednoznaczną oceną rozdzielczości. Z jednej strony obraz ma się nijak do materiału Blu-ray odtworzonego na dobrym telewizorze. Z drugiej, trzeba pamiętać o cenie projektora i o półce, do której należy. Kupując PixoPix 3614 trzeba zdawać sobie sprawę, że nie jest tu urządzenie high-endowe, tylko gadżet, który ma sprawiać frajdę.

Philips-picopis-3614 (1 of 17)

Jasność lampy projektora nie jest zbyt duża, dlatego w praktyce do komfortowego oglądania filmu w pomieszczeniu musi panować całkowita ciemność. Nawet niewielkie źródło światła sprawia, że obraz jest bardzo mało kontrastowy i wyprany z kolorów. O oglądaniu filmów w dzień, nawet przy zasłoniętych roletach, można zapomnieć. No chyba, że macie w oknach rolety antywłamaniowe całkowicie blokujące dostęp światła.

Przy okazji warto wspomnieć, że Philips PicoPix 3614 pozwala na odtwarzanie obrazu nawet na kolorowych ścianach. W menu możemy wprowadzić korekcję kolory ściany – do wyboru jest kolor zielony, niebieski, żółty i różowy. Funkcja faktycznie znacznie poprawia odwzorowanie kolorów, ale najlepsze efekty i tak uzyskiwane są na białej powierzchni.

Podsumowując

Kieszonkowy projektor Philips PicoPix 3614 na pewno nie jest przeznaczony dla osób, które najwyższą jakość obrazu stawiają na pierwszym miejscu. Nie jest to też urządzenie, które zastąpi na co dzień telewizor. PicoPix 3614 to gadżet, który świetnie sprawdzi się do wieczornego oglądania filmów i seriali ze swoją drugą połówką lub w grupie znajomych. Duża powierzchnia obrazu to całkowicie inne doznania niż w przypadku telewizora.

Dodatkowo projektor jest bardzo mały i lekki, a więc można go traktować jako sprzęt mobilny, który można zabrać w podróż. Na uwagę zasługuje łączność z siecią Wi-Fi oraz dużo portów, dzięki którym można oglądać materiały właściwie z dowolnego źródła – laptopa, smartfona, pamięci USB, czy dysku zewnętrznego.

Philips-picopis-3614 (8 of 17)

Urządzenie ma jednak liczne wady. Największą z nich jest lagujący i przestarzały system Android, który na dodatek nie ma dostępu do sklepu Google Play. Co prawda projektor ma również drugi system operacyjny (znacznie szybszy i wygodniejszy w obsłudze), ale nie zapewnia on wsparcia dla wszystkich typów plików. Minusem jest też na pewno niska rozdzielczość.

Mimo wszystko oglądanie filmów na wielkim ekranie na ścianie lub na suficie to naprawdę świetna zabawa. Czy urządzenie jest warte polecenia? Zdecydowanie tak, choć nie w obecnej cenie, która wynosi 1700 zł. Gdyby projektor kosztował ok. 1000, góra 1200 zł, byłby znacznie ciekawszą propozycją, której można byłoby wybaczyć więcej kompromisów.

Zalety

  • Kieszonkowe rozmiary i mała waga,
  • Wbudowana bateria,
  • Prostota obsługi,
  • Dołączony pilot i możliwość sterowania z aplikacji mobilnej,
  • Wi-Fi i DLNA,
  • Sporo portów pozwalających na oglądanie materiałów praktycznie z dowolnego źródła.

Wady

  • Niska rozdzielczość,
  • Zbyt mała moc lampy na zasilaniu bateryjnym,
  • Brak wbudowanej, odchylanej nóżki,
  • Archaiczna wersja Androida bez dostępu do sklepu Google Play.

Dołącz do dyskusji