Były bloger naTemat wytacza działa przeciw… naTemat. Na szali nie tylko reputacja portalu, ale także ewentualne zarzuty korupcyjne

Artykuł/Technologie 04.12.2015
Były bloger naTemat wytacza działa przeciw… naTemat. Na szali nie tylko reputacja portalu, ale także ewentualne zarzuty korupcyjne

Były bloger naTemat wytacza działa przeciw… naTemat. Na szali nie tylko reputacja portalu, ale także ewentualne zarzuty korupcyjne

Gazeta Finansowa opublikowała materiał, w którym zarzuca serwisowi naTemat, który należy do Tomasza Lisa, a jest prowadzony przez Tomasza Machałę, ukrywanie mobbingu w Narodowym Centrum Kultury. Według GF naTemat cofnął publikację wpisu pt.: “Nazywał je “ladies”. Zarzuty o mobbing w Narodowym Centrum Kultury” oraz przystąpił do akcji, która miała ratować wizerunek NCK. Za te działania do dziennikarzy Tomasza Lisa miało trafić ponad 120 tys. zł.

Gazeta Finansowa strzela z armaty do naTemat

Połowa tej kwoty miała trafić w ręce naTemat dzięki wykupieniu przez NCK w medium Tomasza Lisa dwóch debat.

Narodowe Centrum Kultury wynajęło za 61,5 tys. zł firmę, do której należy portal naTemat.pl Tomasza Lisa do przeprowadzenia dwóch debat. Tomasz Machała został ich prowadzącym – informuje Gazeta Finansowa.

Reszta pieniędzy została przekazana na podstawie trzech umów z dziennikarzami serwisu naTemat, którzy po ich otrzymaniu mieli przystąpić do wybielania wizerunku Narodowego Centrum Kultury.

(..) z trójką dziennikarzy naTemat.pl Narodowe Centrum Kultury zawarło trzy umowy opiewające na łączną kwotę ponad 60 tys. zł. W zamian na portalu zaczęły pojawiać się artykułu przedstawiające instytucję w pozytywnym świetle – informuje GF.

Wkrótce po tym, Mariusz Gierszewski – autor publikacji, która atakowała NCK i która została zdjęta z naTemat – zakończył współpracę z redakcją.

I to w zasadzie wszystkie informacje, jakie w internetowym wydaniu podała Gazeta Finansowa. Czytelników chcących zapoznać się ze szczegółami tej sprawy zachęcono do kupienia następnego wydania Gazety Finansowej. Kupiliśmy je, ale o tym co w nim znaleźliśmy za chwilę. Najpierw przeanalizujmy w porządku chronologicznym reakcję naczelnego naTemat i byłego autora naTemat.

Odpowiedział Tomasz Machała

Nie czekając na pełną publikację, głos postanowił zabrać Tomasz Machała, redaktor naczelny naTemat, który na Twitterze udostępnił za pomocą Dokumentów Google “Odpowiedzi na pytania”.

Machała wyjaśnia, że “w Narodowym Centrum Kultury nie stwierdzono przypadków mobbingu”. I zauważa, że materiał opublikowany na łamach Gazety Finansowej przez Grzegorza Jakubowskiego “jest oszczerczy i nadaje się na pozew prawny”.

Owszem, panie A C-P oraz MG (nazwiska znane redakcji) zarzucały mobbing w NCK. Powiadomiły prokuraturę, ta nie znalazła dowodów i umorzyła sprawę. Panie, z tego co jest nam wiadomo, nie wniosły do sądu żadnego pozwu przeciwko NCK. NCK tymczasem pozwało obie panie o pomówienie. Proces trwa – wyjaśnia Tomasz Machała.

Redaktor naczelny naTemat informuje również, że publikacja Mariusza Gierszewskiego pt.: “Nazywał je “ladies”. Zarzuty o mobbing w Narodowym Centrum Kultury” nie została usunięta z systemu naTemat.

Po dogłębnym przeanalizowaniu sprawy przez zespół prawny naTemat zdecydowaliśmy się zawiesić tekst w brudnopisie do czasu wyjaśnienia sprawy przed sądem. Widzę go obecnie w systemie z datą 2014-07-16 i godziną publikacji 13:59:22 – dodaje Machała.

W rzeczywistości materiał został zdjęty, a to, że wisi on gdzieś w brudnopisie systemu CMS, na którym pracuje redakcja naTemat, niewiele znaczy. Materiał był, a teraz go nie ma. Nie pozostał opublikowanym, chociażby ze stosownym komentarzem.

Osoby chcące go przeczytać mogą to jednak zrobić. Materiał wisi w witrynie web.archive.org (to takie automatyczne archiwum stron internetowych) i jest dostępny tutaj.

Tomasz Machała poinformował jednak, że “w momencie, w którym sąd prawomocnie stwierdzi, że w NCK istniał mobbing, artykuł zostanie ponownie opublikowany”.

Trzeba przyznać, że takie działania nie są normalną praktyką w świecie mediów. Dziennikarze i serwisy internetowe zwykle nie publikują materiałów, o których słuszności są w pełni przekonani, żeby za chwilę je zdejmować tylko dlatego, że sprawa zaczęła śmierdzieć. W takich sytuacjach zwykle aktualizuje się publikację, zmienia jej treść, dodaje nowe fragmenty, tak, żeby materiał był aktualny i zgodny z prawdą.

Tomasz Machała wyjaśnia, że w materiale opublikowanym na łamach naTemat było kilka błędów, na dowód czego wymienia całkiem długą listę.

W wyniku wewnętrznego postępowania odkryliśmy, że w artykule Mariusza Gierszewskiego błędnych było kilka informacji.

a. autor nie skonfrontował zarzutów rozmówczyń z NCK
b. wg polskiego prawa istnienie praktyk mobbingowych stwierdza sąd
c. jedna z pań nie otrzymała nagany
d. Dział Rozwoju Kultury nie został rozwiązany w trybie pilnym
e. w NCK istnieje instytucja męża zaufania
f. w Centrum odbył się wewnętrzny audyt oraz kontrola Ministerstwa Kultury. Te postępowania nie wykazały nieprawidłowości.

Zgromadzone przez Mariusza Gierszewskiego materiały nie przeszły skrupulatnej kontroli po publikacji.

Dziwnym jest, że w przypadku oskarżeń o mobbing skrupulatnej kontroli materiału dokonuje się dopiero po jego publikacji. Ponownie mamy do czynienia z sytuacją oderwaną od rzeczywistości i godzącą w dziennikarskie standardy.

W dalszej części swojego komentarza, redaktor naczelny naTemat tłumaczy, że odejście z redakcji Mariusza Gierszewskiego było jego osobistą decyzją.

Tomasz Machała odbija również piłeczkę z zarzutami przyjmowania pieniędzy od Narodowego Centrum Kultury tłumacząc, że… nie tylko w naTemat NCK zostawiało pieniądze. Mocny argument to to nie jest.

Narodowe Centrum Kultury z tego co jest mi wiadomo współpracuje od lat z licznymi mediami. Są wśród nich największe polskie wydawnictwa, oraz te mniejsze branżowe. Właściwym źródłem informacji jest NCK, ale wg mojej wiedzy granty NCK dla mediów znacząco przewyższają finansowo ten dla naTemat – dodaje Machała.

Naczelny naTemat zapewnia o braku jakiejkolwiek umowy z Narodowym Centrum Kultury, która miałaby regulować “pisanie tekstów o pozytywnym przekazie wobec NCK”. Wyjaśnia również, że dział “Kultura”, który powstał w serwisie naTemat “nie był poświęcony NCK, a kulturze”.

Jednak z GF dowiadujemy się, że NCK nie podpisało umowy z Glob360 – właścicielem naTemat, ale bezpośrednio z blogerami. Tutaj trzeba zauważyć, że to bardzo niebezpieczna i rzadko spotykana w świecie mediów praktyka. Takie oficjalne (lub nie) “podkupywanie” konkretnych autorów niesie ze sobą spore ryzyko korupcyjne, dlatego w wielu mediach jest nieakceptowane. Według Gazety Finansowej NCK podpisało umowy z dziennikarzami, gdyż wyraziło wolę, aby “autorami były osoby posiadające wiedzę i doświadczenie w przygotowywaniu tego typu materiałów”.

W działalności NCK praktyką jest zawieranie umów na tworzenie utworów z ich twórcami, a nie instytucjami czy też podmiotami gospodarczymi, chyba że sami twórcy podpisali z takimi podmiotami umowy na wyłączność – mówi GF rzecznik NCK.

Dziwne praktyki.

Na koniec Machała wyciąga na światło dzienne fakt, że Grzegorz Jakubowski, autor publikacji w Gazecie Finansowej, był blogerem naTemat, który został usunięty z redakcji, “ponieważ jego teksty nie spełniały jakościowych standardów, liczącej ponad 700 osób blogosfery naTemat”.

Tomasz Machała poinformował również, że nie zapadła jeszcze decyzja dotycząca ewentualnego wytoczenia procesu wydawcy Gazety Finansowej i zasugerował, że z “KRS spółki wydającej gazetę wynika, że firma może nie mieć środków na odszkodowanie, skoro zalega wobec ZUS”.

(Drugi) Były autor naTemat zabiera głos

W tej sprawie mamy dwóch byłych autorów naTemat. Pierwszy to Grzegorz Jakubowski – były bloger naTemat, autor świeżej publikacji w Gazecie Finansowej. Drugi to Mariusz Gierszewski – były dziennikarz naTemat (zatrudniony w newsroomie), autor publikacji o mobbingu w NCK, która została zdjęta z naTemat.

I to właśnie Mariusz Gierszewski postanowił na gorąco skomentować sprawę i odnieść się do słów Tomasza Machały. Zrobił to również za pomocą Dokumentów Google.

W swojej wypowiedzi Gierszewski zwraca się do redaktora naczelnego naTemat, ze zdziwieniem przyjmując informację o tym, że “odbyło się jakieś wewnętrzne postępowanie dotyczące jego artykułu”.

Musiał to być sąd kapturowy, skoro nie zaproszono mnie abym mógł bronić swojego tekstu, a wyrok wydano bez zaglądania w zgromadzone przeze mnie obszerne materiały. Jak pamiętam segregator z dokumentami dotyczącymi tej sprawy, stojący obok mojego miejsca pracy, nie budził Twojego zainteresowania kiedy pracowaliśmy jeszcze razem – komentuje Mariusz Gierszewski.

Gierszewski słusznie zauważa również, że skrupulatna kontrola tekstu dopiero po jego publikacji jest dziwnym zachowaniem.

Tak wytrawny redaktor jak Ty, chyba nie zapomina, że rolą redaktora naczelnego jest skrupulatne rozłożenie zebranego przez dziennikarza materiału na czynniki pierwsze jeszcze PRZED publikacją? Bo chyba je skontrolowałeś skoro podjąłeś decyzję o usunięciu materiału – pyta retorycznie Gierszewski.

Na koniec były dziennikarz naTemat informuje, że jest otwarty na rozmowę z Tomaszem Machałą i cały czas ma segregator oraz dokumenty związane ze sprawą mobbingu w Narodowym Centrum Kultury, których naczelny naTemat nie chciał wcześniej oglądać.

Sprawdzamy pełne wydanie Gazety Finansowej

W aktualnym wydaniu Gazety Finansowej znalazło się kilka smaczków, ale nie da się ukryć, że opublikowane jeszcze wczoraj wypowiedzi Tomasza Machały i Mariusza Gierszewskiego w dużej mierze uprzedziły publikację GF. Nie zdziwiłbym się, gdyby opublikowane wczoraj przez obu panów komentarze bazowały w dużej części na informacjach, które udostępniali wcześniej Grzegorzowi Jakubowskiemu,  autorowi publikacji w Gazecie Finansowej.

Jakubowski przypomniał sprawę pracownic NCK, które miały być mobbingowane przez zwierzchników. Sytuacja nie wygląda ciekawie, bo jeśli wierzyć podanym faktom, kobiety te były psychicznymi wrakami.

Redaktor Gazety Finansowej przytacza szereg rozmów z NCK i z Tomaszem Machałą, ale nie wnoszą one nowych informacji. No, może poza konkretami związanymi z kwotami, jakie z konta NCK płynęły do rąk właścicieli naTemat i dziennikarzy naTemat. Po pierwsze mamy kwotę 61,5 tys. zł, którą firma Glob360 – właściciel naTemat – otrzymała za zorganizowanie dwóch debat. Debaty poprowadził Machała, który jednak nie pamięta, czy dostał za to jakieś pieniądze.

Wydaje mi się, że nie otrzymałem żadnego wynagrodzenia z tytułu prowadzenia jakiejkolwiek debaty – mówi Tomasz Machała w rozmowie z GF.

Dziwią nieprecyzyjne deklaracje naczelnego naTemat, gdyż takie dane można łatwo sprawdzić w księgowości Glob360.

Według Gazety Finansowej firma, którą zarządza Machała płatność otrzymała, co potwierdza Narodowe Centrum Kultury.

W tej sprawie są jeszcze trzy inne płatności, również na łączną kwotę około 60 tys. zł. Co ciekawe, otrzymała je nie firma Glob360, ale trzech dziennikarzy naTemat: Tomasz Molga, Wojciech Engelking oraz Agata Kosma. Według GF, umowy z autorami podpisano na kwoty odpowiednio: 20,5 tys. zł, 19,8 tys. zł oraz 19,8 tys. zł.

Jak podaje Gazeta Finansowa, umowy te podpisano na “stworzenie działu kulturalnego w ramach portalu naTemat”.  To się gryzie trochę z wczorajszą wypowiedzią Tomasza Machały, który w odpowiedzi na taki zarzut powiedział, że ten dział “nie był poświęcony NCK a kulturze”. Jednak według GF, od czasu podpisania tych umów na naTemat pojawiały się publikacje, które w pozytywnym świetle przedstawiały pracę instytucji.

W kwestii tych umów ciekawa jest jeszcze jedna sprawa związana z datami zdjęcia wspomnianej publikacji z serwisu “naTemat”. Grzegorzowi Jakubowskiemu udało się dotrzeć do korespondencji naczelnego naTemat z NCK, w której Tomasz Machała poinformował o usunięciu publikacji oraz skasowaniu archiwów tak, aby materiał zniknął również z wyników wyszukiwania. Przypominam, że jest stale dostępny tutaj.

Warto zwrócić jednak uwagę na daty. Narodowe Centrum Kultury napisało do naTemat dwie prośby o skasowanie publikacji: pierwszą 18 lipca 2014 roku, a drugą 5 sierpnia 2014 roku. Tomasz Machała odpisał NCK 8 października 2014 roku, ale – uwaga – NCK przyjęło u siebie tę odpowiedź (data na pieczątce) dopiero 20 marca 2015 roku, czyli dokładnie 2 tygodnie po podpisaniu z trzema dziennikarzami naTemat umów na około 60 tys. zł.

Czy naTemat odpowie?

Publikacja przez GF obszerniejszego materiału dotyczącego rzuciła na sprawę trochę nowego światła. Niewykluczone, że i teraz odpowie Tomasz Machała z naTemat.

Tylko, czy tym razem unikniemy tłumaczenia w stylu: nie skasowaliśmy wpisu z systemu, przecież widzę go w brudnopisie, albo wyjaśnień, że wpisy grubego kalibru (a takie są publikacje z oskarżeniami o mobbing) przechodzą skrupulatną kontrolę dopiero po ich publikacji?

Przecież takimi stwierdzeniami naczelny naTemat dziurawi parasol, pod którym próbuje się schronić.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement