Microsoft Band to idealny przykład tego, jak nie robić inteligentnych opasek

Felieton/Sprzęt 09.12.2015
Microsoft Band to idealny przykład tego, jak nie robić inteligentnych opasek

Microsoft Band to idealny przykład tego, jak nie robić inteligentnych opasek

Moda na zdrowy tryb życia spowodowała pojawienie się na rynku wielu gadżetów ubieralnych. Studiując ich specyfikację i możliwości można dojść do wniosku, że jednym z najciekawszych urządzeń tego typu są opaski Microsoft Band. Praktyka pokazuje jednak, że nie warto ich kupować.

Czym powinna cechować się inteligentna opaska? Podczas wybierania tego typu urządzenia uznałem, że ma być wyposażona w duży, czytelny wyświetlacz, podstawowe czujniki zdrowotne oraz moduł GPS służący do dokładnego monitorowania trasy treningu. Warto też, by miała jak najwięcej funkcji zdrowotnych i możliwość wgrywania dodatkowych ćwiczeń. Ze względu na to, że często wymieniamy smartfony, istotne było też, by opaska działała z praktycznie każdym urządzeniem mobilnym na rynku, niezależnie czy działa pod kontrolą systemu Android, iOS czy też Windows.

Okazuje się jednak, że na tej liście zabrakło jednego, bardzo ważnego aspektu.

Mianowicie jest nim jakość wykonania samej opaski. Pominąłem ten aspekt z kilku powodów. Pierwszy to taki, że rozważałem wydanie kilkuset złotych wyłącznie na model renomowanej firmy. Byłem przekonany, że znane na całym świecie przedsiębiorstwo nie zdecyduje się na wydanie kiepskiego pod względem jakościowym urządzenia. O tym, że jest inaczej, przekonałem się po kupnie Microsoft Band.

Microsoft Band

Okazuje się, po trochę ponad pół roku użytkowania opaska wygląda jak futurystyczny zegarek wyprodukowany pod koniec lat 70-tych, który przypadkiem przetrwał do obecnych czasów. Pierwszy problem dotyczył szybki, która zaczęła nienaturalnie szybko się rysować. Temu jednak dało się zaradzić kupując odpowiednią folię i wymieniając ją średnio co trzy miesiące. Niestety po niecałym kwartale pojawił się kolejny, o wiele poważniejszy problem. A mianowicie gniazdo ładowania opaski zaczęło rdzewieć.

Nie byłby to kłopot, gdyby nie kilka czynników. Pierwszy z nich to fakt, że użytkowniczka opaski jest uczulona na nikiel i po pojawieniu się rdzy zaczęła dostawać uczulenia. Drugi to fakt, że mamy do czynienia o akcesorium stworzonym z myślą o sportowcach. Mimo to uległo poważnej degradacji na nadgarstku osoby, która w ogóle nie uprawia sportu, nie chodzi na siłownię, a jej główną aktywnością fizyczną jest bieg na autobus. Uprzedzając pytania: nie, opaska nigdy nie wylądowała w wodzie. Jedyne, co mogło jej zaszkodzić to pot użytkowniczki.

Microsoft Band

I nie jest to zamknięta lista problemów.

Ostatnio w opasce poluzował się też pulsometr i spodziewamy się, że niebawem po prostu wypadnie. Oprócz tego guma znajdująca się na zewnętrznej części opaski wygląda tragicznie, a warstwa tego samego materiału znajdujące się po wewnętrznej stronie zupełnie się zdarła. Mimo że Band był używany w najnormalniejszy sposób pod słońcem, wręcz delikatniej niż powinien być traktowany. Ostatecznie amerykańska opaska kosztująca w dniu premiery niemal 1000 zł wygląda gorzej niż chiński Mi Band, którego cena to zaledwie 50 zł.

Dodam tylko, że mój przypadek nie jest odosobniony, a w sieci znalazłem wiele historii podobnych do mojej. Doświadczenie to nauczyło mnie, że nie warto ufać nawet najbardziej renomowanym sprzedawcom i kupując dowolny sprzęt krótko po jego premierze trzeba się liczyć z jego wadami, zwłaszcza jeśli mówimy o urządzeniu monitorującym nasz stan zdrowia, które mamy na sobie niemal 24 godziny na dobę. Właśnie dlatego w obecnej sytuacji nie wyobrażam sobie kupna drugiej generacji opaski Microsoft Band. Sprzęt ten na grafikach i tabelkach prezentuje się świetnie, ale po doświadczeniach z jego poprzednikiem obawiam się, czy i on nie wytrzyma nawet kilku miesięcy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement