World of Warcraft ma już „zaledwie 5,5 miliona abonentów” – nie znoszę takiego podejścia do tematu

Felieton/Gry 04.11.2015
World of Warcraft ma już „zaledwie 5,5 miliona abonentów” – nie znoszę takiego podejścia do tematu

World of Warcraft ma już „zaledwie 5,5 miliona abonentów” – nie znoszę takiego podejścia do tematu

Rozmawiając o najpopularniejszym abonamentowym MMO świata –  World of Warcraft – nóż otwiera mi się w kieszeni w przypadku wywołania dwóch frazesów – „WoW się kończy” oraz „Gra XYZ zabije WoW-a”.

Rozmawiając o fenomenie World of Warcraft, czy to w redakcji Spider’s Web, czy pośród znajomych zafascynowanych grami wideo, bardzo często dochodzi do moich uszu stara śpiewka o tym, jak to World of Warcraft już ledwo zipie. Baza abonentów spada, grafika nie przystaje do dzisiejszych standardów, a na rynku majaczy solidna konkurencja. Nic, tylko załamywać ręce, bo już za moment, już za momencik popularne MMORPG od Blizzarda przejdzie do historii.

world of warcraft 2

Od lat reaguję alergicznie na taką ignorancję. Wystarczy przecież zatrzymać się na moment, włączyć mózg i zapoznać się z oficjalnymi liczbami.

Na mocy prawa handlowego, Activision Blizzard zostało wczoraj zmuszone do opublikowania kwartalnych wyników finansowych. W wielkim skrócie – Call of Duty ma się znacznie lepiej niż rok temu, Bungie może się pochwalić bazą 25 milionów zarejestrowanych kont w Destiny, z kolei liczba abonentów World of Warcraft spadła z 5,6 do 5,5 miliona. Gigant zapowiedział przy tej okazji, że w kolejnych raportach nie będzie już podawał dokładnej liczby subskrybentów tego MMO.

Co łatwo przewidzieć, wątek wycofywania się rakiem z informowania o wielkości bazy abonenckiej od razu podchwyciła część redakcji. Mogłem zobaczyć nagłówki krzyczące do mnie, że to już koniec World of Warcraft. Trzeba zakasać rękawy, wziąć łopatę i zacząć kopać Blizzardowi grób, bo w tej sytuacji nic już nie pomoże – pacjent jest w stanie agonalnym i pozostaje wołać księdza.

world of warcraft 1

Niesamowite jest to, że dokładnie tę samą retorykę słyszę od dobrych kilku lat. Niezmiennie, ta nie ma żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Przyjrzyjmy się liczbie 5,5 miliona abonentów. Opierając się na oficjalnych stawkach z Battle.netu, miesiąc dostępu do serwerów kosztuje 13 euro. Uprośćmy jednak nasze rachunki, na znaczną niekorzyść Blizzarda. Europejską walutę zamieńmy na amerykańskie dolary i zamiast 13, weźmy 10$. Przy takich założeniach przychód z subskrypcji prezentuje się następująco:

Równe 5,5 miliona graczy generuje przynajmniej 55 000 000 dolarów miesięcznego przychodu. To 55 milionów dolarów, które cyklicznie i regularnie wpadają na konto Blizzarda. Oczywiście przychód z subskrypcji nie jest czystym zyskiem. Utrzymanie ekipy, która stale pracuje nad darmowymi aktualizacjami oraz komercyjnymi dodatkami sporo kosztuje. Zwłaszcza, gdy to ekipa doświadczonych weteranów i specjalistów.

Kosztami jest również mityczne „utrzymanie serwerów”, które bardzo często wskazywane jest jako gwóźdź do trumny WoW-a. Zawsze szeroko się uśmiecham, gdy słyszę ten argument. Dziwnym trafem bez problemu możemy znaleźć MMORPG o większej bazie aktywnych graczy, które są darmowe, natomiast dochód opierają na mikro-transakcjach. One nie bankrutują przez koszty utrzymania serwerów. Jednak z jakiegoś niewiadomego, magicznego powodu, dla World of Warcraft będą to gigantyczne kwoty, które zaduszą świetnie prosperujące studio i jeszcze lepiej prosperującego wydawcę.

world of warcraft 3

Spójrzmy prawdzie w oczy – utrzymanie serwerów przy 55 milionach dolarów miesięcznego przychodu to żaden, absolutnie żaden problem.

To samo tyczy się ekipy, która stale pracuje przy grze. Przy regularnych, systematycznych zastrzykach gotówki rentowność po prostu nie może być zagrożona. W 2013 roku World of Warcraft wygenerował łącznie ponad MILIARD dolarów przychodu. Chociaż nie wiadomo, jaki procent tej sumy stanowi czysty zysk, to o płynność finansową twórcy, wydawcy i zaplecza technicznego raczej nie ma się co obawiać. Skoro dochód generują darmowe tytuły F2P, które również wymagają zatrudnienia stałej obsługi i utrzymania sieciowej infrastruktury, co dopiero World of Warcraft.

Weźmy ponadto pod uwagę, że abonament to nie jedyne źródło dochodu Blizzarda. Przecież każde nowe rozszerzenie to dodatkowe zyski ze sprzedaży pudełka z grą. Wydawca inkasuje także środki z tytułu udzielania licencji na gadżety, zabawki czy odzież. Źródeł przychodu jest naprawdę dużo. Uwierzcie mi – każdy, absolutnie każdy producent abonamentowego MMORPG zabiłby za bazę klientów na poziomie 5 milionów aktywnych subskrybentów.

Mimo tego, co rusz czytam o tym, że za moment, lada chwila pojawi się „zabójca WoW-a”. Iluż takich już było w przeszłości?

The Old Republic. Lords of the Rings Online. Guild Wars 2, The Elder Scrolls Online… Każda z tych gier miała zagrozić produkcji Blizzarda. Każda operuje dzisiaj jako tytuł  Free2Play. Część z wymienionych gier musiała stać się darmowa, aby przeżyć na rynku. Oto prawdziwa siła World of Warcraft. Żaden tytuł MMO nie może pochwalić się równie lojalną i hojną grupą klientów. Nawet Gwiezdne wojny nie są w stanie odciągnąć ich od krainy Azeroth.

world of warcraft 4

Oczywiście tak zwany „WoW killer” wcześniej czy później się pojawi. Tyle tylko, że będzie pochodził od samego Blizzarda. Studio odpowiedzialne za World of Warcraft przesunie koronę MMO z jednego projektu do drugiego. Żaden inny wydawca ani producent nie ma aktualnie siły czy pozycji, żeby zawrócić ten bieg rzeki.

Kiedy więc piszecie, że WoW się kończy, że to już koniec tego MMORPG, proponuję ochłonąć i spojrzeć na liczby. Wziąć pod uwagę, że przed nami wysokobudżetowy film kinowy oraz przynajmniej jeden albo dwa dodatki do gry. Jeżeli World of Warcraft umiera, to uwierzcie mi, każdy producent gier wideo sprzedałby duszę, aby jego produkt konał w podobnym tempie i podobnym stylu.

Dołącz do dyskusji

Advertisement