Fast food wśród sieciowych strzelanin. Star Wars: Battlefront – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 17.11.2015
Fast food wśród sieciowych strzelanin. Star Wars: Battlefront – recenzja Spider’s Web

Fast food wśród sieciowych strzelanin. Star Wars: Battlefront – recenzja Spider’s Web

Ze szwedzkiego studia DICE przywieźliśmy nie tylko wywiad z producentami Star Wars: Battlefront, ale również pełną wersję gry dla konsoli Xbox One. Z sieciową strzelaniną spędziłem kilka ostatnich dni i tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że ten tytuł jest stworzony dla każdego POZA wiernymi fanami Battlefielda.

Star Wars: Battlefront to najprostsza, najbardziej zręcznościowa, najmniej skomplikowana i najmniej wymagająca gra w dorobku DICE. Nie ostał się tutaj żaden ślad po „hardkorze” Battlefielda 1942 czy otwartości Battlefielda 2. Dostaliśmy połączenie mechaniki rasowego shootera, z filozofią mobilnej gry Free2Play. Wszystko wymieszane w niesamowitej warstwie wizualnej. Bo jeżeli o grafikę chodzi, to Star Wars: Battlefront nie ma sobie równych.

star wars battlefront 13

Pod względem rozgrywki, Star Wars: Battlefront stoi znacznie bliżej casualowego Battlefield: Heroes niżeli poważnego Battlefielda 3.

Zapomnijcie o gigantycznych mapach, na których znajdują się pojemne hangary, z maszynami gotowymi do walki. Zapomnijcie o parkingach pełnych pojazdów z drugiego Battlefielda, o budynkach nadających się do zniszczenia z Bad Company 2, czy płytach do lądowania z czwartego Battlefielda, na których stoją bojowe helikoptery, gotowe do wzniesienia się w powietrze.

W Star Wars: Battlefront doszło do gigantycznego uproszczenia. Wszelkie maszyny bojowe, tak samo jak i potężny arsenał, są zobrazowane w postaci power-upów rozmieszczonych na planszy. Za dawnych czasów trzeba było czekać w kolejce przy hangarze, aby wsiąść do cyklicznie pojawiającego się tam X-Winga. Teraz wystarczy podnieść świecidełko, wykonać kombinację L1 + R1, a gra magicznie przenosi nas nad głowy innych graczy, gdzie od razu znajdujemy się w kokpicie bojowej maszyny.

star wars battlefront 6

Żadnego wsiadania do X-Winga. Żadnego wylatywania z hangaru. Ba, latającymi bestiami nie można nawet wylądować! Nici z pilotowania TIE Fightera, podczas gry znajomy zajmuje się strzelaniem z umieszczonych na pokładzie działek. Zapomnijcie o pilotowaniu sporych rozmiarów transportera, z kilkoma graczami na pokładzie, którzy powierzają ci swoje wirtualne życia. Olbrzymia strata.

Znana z automatów i gier Free2Play filozofia power-upów, skrzynek i kart rozciąga się w Battlefroncie również na wyposażenie i specjalne gadżety.

Świecidełka zebrane w trakcie bitwy zamieniają się nie tylko w TIE Fightery, X-Wingi i maszyny kroczące AT-ST, ale również potężne granaty i pola ochronne. Zamiast rozwijania klasy technika, wystarczy podnieść power-up i już możemy rozłożyć potężne dzieło na stacjonarnym trójnogu. Wszystko zostało maksymalnie uproszczone.

star wars battlefront 5

Nie podoba mi się takie rozwiązanie. Rozumiałem pracowników DICE, którzy mówili, że ich Star Wars: Battlefront będzie czymś innym niż Battlefieldem z modami. Własna tożsamość na rynku sieciowych strzelanin nie musi się jednak równać mnóstwu uproszczeń i skrótów w mechanice.

W nowej grze EA doszło do absurdu – nie możemy wejść do X-Winga, który stoi w hangarze, zaraz obok gracza. Zamiast tego musimy wybiec na środek pola bitwy i zebrać power-up.

Uproszczenie mechaniki przekładają się na uproszczenia rozgrywki. Star Wars: Battlefront to fast-food wśród sieciowych FPS-ów.

Pojawiasz się na przepięknej sieciowej arenie, chwytasz za blaster i biegniesz w kierunku celu/przeciwnika. Zapomnijcie o korzystaniu z zaawansowanych przyrządów optycznych, systemie chowania się za osłonami i rozbudowanych hitboksach. Star Wars: Battlefront to prosta, niczym nieskrępowana zabawa. Pojawiasz się na serwerze, grasz kilkadziesiąt minut i znikasz, wymazując doświadczenie z pamięci.

star wars battlefront 7

To zdecydowanie NIE JEST produkcja dla weteranów komputerowych strzelanin. Najlepiej grać w trybie trzeciej osoby, ze względu na dodatkową widoczność i większą mobilność. Precyzja ostrzału ustępuje jego intensywności. Na bliskich i średnich odległościach zawsze liczy się to, kto pierwszy pociąga za spust, nie to, kto zrobi to celniej. Czyli Han Solo miał jednak rację.

W DICE dołożyli wszelkich starań, aby każdy gracz miał frajdę, niezależnie od poziomu doświadczenia. Prostota mechanizmów, małe zróżnicowanie broni oraz struktura lokacji sprawia, że zawsze uda nam się kogoś ustrzelić i nigdy nie dojdzie do sytuacji, w której elita zyska kilkukrotną przewagę nad pozostałymi graczami. Star Wars: Battlefront zdecydowanie nie jest grą, która trafi na e-sportowe salony. Będzie za to świetną ofertą na spędzenie wielu wolnych godzin przed telewizorem. Nawet, jeżeli nie umiemy grać w FPS-y.

star wars battlefront 10

Star Wars: Battlefront to próba otwarcia się na możliwie największą grupę klientów, kosztem fanów Battlefielda.

Z nową grą DICE poradzi sobie niedzielny gracz, miłośnik konsolowych gier akcji oraz osoba, która nigdy nie grała analogami w strzelaninę. Produkcja jest otwarta na każdego, kogo jak magnes przyciąga logo Gwiezdnych wojen. Szwedzka gra to w równym stopniu sieciowa strzelanina, co pokaz pięknych lokacji znanych z filmów, niesamowitych dźwięków pochodzących z trylogii oraz kultowych postaci, zamrożonych w wokselach.

star wars battlefront 3

Jestem pod gigantycznym wrażeniem tego, jak wspaniały klimat udało się utworzyć producentom w DICE. Przedzieranie się pośród zarośli planety Endor jest tak sugestywne i tak dokładnie odwzorowane, że ma się wrażenie powrotu do filmowej trylogii. Pieczołowitość, z jaką twórcy skopiowali pancerze, bronie i lokacje znane z kinowych dzieł, przeszła moje najśmielsze oczekiwania. RE-WE-LA-CJA.

Star Wars: Battlefront wygląda i brzmi jak rasowe Gwiezdne wojny. Jestem przekonany, że gdyby mój telewizor potrafił generować zapachy, poczułbym mokrą sierść Ewoka i odór spoconego szturmowca w pełnym rynsztunku. Dla fanów tego uniwersum gra DICE będzie niesamowitą gratką. Niestety, weterani Battlefielda mają pełne prawo czuć się niechciani i jestem przekonany, że szybko wrócą do czwartej odsłony ulubionej serii.

star wars battlefront 12

Gra DICE przechodzi do historii jako najładniejsza sieciowa strzelanina, niezależnie od platformy.

Jeszcze nigdy nie brałem udziału w tak powalających wizualnie bitwach. Star Wars: Battlefront jest przepiękny. To bezkonkurencyjna ślicznotka, jeżeli chodzi o sieciowe strzelaniny. Graficzny król, który większość rywali pozostawia daleko w tyle. Zestawiając grę DICE z nowym Call of Duty czy Halo 5, ma się wrażenie, że produkcje dzielą lata świetlne. Dostaliśmy kapitalny pokaz możliwości ulepszonego silnika Frostbite.

star wars battlefront 9

Gra posiada niesamowite widoki. Śmiem sądzić, że ładniejsze, niż w samych filmach. Do tego te wybuchy! Iskry sypiące się na posadzkę, płomienie ognia ulatujące wysoko w powietrze – czegoś takiego wcześniej po prostu nie widziałem. Gdy spojrzycie na pole bitwy, na którym 39 innych graczy strzela do siebie z blasterów, pozostawiając w powietrzu czerwone smugi, będziecie mieli na twarzy uśmiech od ucha do ucha. Sieciowa wojna jeszcze nigdy, naprawdę nigdy nie wyglądała tak okazale.

Co świetne, Star Wars: Battlefront jest przy tym naprawdę dobrze zoptymalizowanym tytułem. Produkcja wygląda okazale na obu konsolach. Ucieszyło mnie to o tyle, że Battlefield 4 na Xboksie One wypalał oczy teksturami w niskiej rozdzielczości. Tym razem DICE stanęło na wysokości zadania, oferując stabilne 60 klatek i powalającą warstwę wideo, niezależnie od platformy.

star wars battlefront 11

Przeciwwagą dla peanów na cześć grafiki na pewno jest zawartość dla jednego gracza.

Cieszy, że w DICE pomyśleli o zabawie na podzielonym ekranie, przed jedną konsolą. Powstrzymywanie kolejnych fal wrogów ramię w ramię ze znajomym wciąga i może być świetnym treningiem przed rozgrywką na wieloosobowych arenach. Nie zmienia to jednak faktu, że cała sekcja poświęcona zabawie offline sprawia wrażenie zrobionej na siłę i w pośpiechu.

star wars battlefront 14

Zdaję sobie sprawę, że Battlefront nigdy nie miał kampanii dla jednego gracza z prawdziwego zdarzenia. Skoro jednak DICE doprowadziło do znacznego uproszczenia i spłycenia zabawy, mogło stworzyć jakieś filmowe, oskryptowane zadośćuczynienie. Tak się nie stało. Od razu zapomnicie, że w grze istnieje jakakolwiek zawartość na samotnego gracza. Nowa gra DICE to w stu procentach sieciowa bestia.

Star Wars: Battlefront nie jest rywalem ani dla Medal of Honor, ani dla Halo, ani dla Call of Duty, ani dla Battlefielda.

To gra, która łączy wszystkich fanów Gwiezdnych wojen. No, a przynajmniej tych na tyle odważnych, aby podjąć się sieciowej rywalizacji. Nowy Battlefront nie jest produkcją tworzoną pod weteranów sieciowych strzelanin, łowców fragów i mistrzów rozbrajania bomb. EA celuje w znacznie szersze grono odbiorców, zwabione popularną marką i nadchodzącym The Force Awakens.

star wars battlefront 8

Niestety, otwarcie się na możliwie jak największą bazę klientów skutkuje uproszczeniem mechanizmów i spłyceniem rozgrywki. Przez to, że Star Wars: Battlefront jest grą dla każdego, weterani sieciowych strzelanin mogą poczuć frustrację i brak miejsca do popisu. Mechanizmy dążą do zaoferowania każdemu graczowi podobnych doświadczeń, spychając promocję tych najlepszych na boczny plan.

Zalety

  • Klimat Gwiezdnych wojen
  • Niesamowita wierność starej trylogii
  • Bezkonkurencyjna warstwa wideo
  • Natychmiastowa rozgrywka w stylu “instant”
  • Olbrzymia przystępność
  • To nie jest Battlefield

Wady

  • Do bólu uproszczone mechanizmy
  • Gdzie moje pojazdy, gdzie moje klasy?
  • Mała różnorodność pancerzy i modeli postaci
  • Areny szybko zaczynają się powtarzać
  • To nie jest Battlefield.

Jako weteran Battlefielda, czuję się pominięty. Jako fan Star Wars, zakochałem się po uszy i nie mogę się oderwać. DICE uchwyciło wszystko, co najlepsze i najbardziej magiczne w Gwiezdnych wojnach, po czym połączyło to i wypaliło na płycie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement