Jeśli już mam grać w strzelaninę na konsoli, to tylko w taką jak Star Wars Battlefront

Recenzja/Gry 18.11.2015
Jeśli już mam grać w strzelaninę na konsoli, to tylko w taką jak Star Wars Battlefront

Jeśli już mam grać w strzelaninę na konsoli, to tylko w taką jak Star Wars Battlefront

Battlefront to spełnienie mokrych snów fanów Gwiezdnych wojen. Od kiedy tylko uruchomiłem pierwszą betę nowego, multiplayerowego shootera na motywach Star Wars wiedziałem, że ta gra wideo skradnie mi długie godziny z życiorysu, chociaż do tej pory strzelaniny dla wielu graczy, zwłaszcza rozgrywane na padzie, omijałem szerokim łukiem.

Po testach wersji beta spędziłem dwa dni w Sztokholmie, gdzie DICE przygotowało kilkadziesiąt stanowisk z Battlefrontem dla przedstawicieli mediów. Mogliśmy dzięki temu przetestować na spokojnie wszystkie tryby gry, w tym olbrzymie bitwy dla 40 graczy.

Po powrocie do domu zasiadłem przed własną konsolą i od kilku dni, z padem w dłoni, anihiluję rebelianckie szumowiny i imperialnych żołdaków.

star wars battlefront 8

Poznałem mapy i lokalizacje power-upów, sprawdziłem różne bronie i cele poszczególnych trybów gry. Wybrałem już swoje ulubione laserowe giwery i bonusowe karty. Na serwerach spędziłem już ładnych parę godzin i bawię się przy tym lepiej, niż zwiedzając postapokaliptyczny Boston w Falloucie 4.

Pół życia grałem w shootery z wykorzystaniem myszy i klawiatury, i dopiero od nieco ponad roku przerzuciłem się na pada. W rozgrywkach singleplayer to się sprawdza, a dzięki dobrym mechanizmom auto-aim czerpię radochę z gier nawet bez gryzonia w łapie.

W przypadku gier sieciowych rozgrywka z kontrolerem w dłoni to dla mnie katorga, odbierająca całą przyjemność z obcowania z grą wideo.

Celowanie gałkami analogowymi w innych graczy to coś zupełnie innego, niż pojedynek z algorytmami. Z tego względu obawiałem się, że Star Wars Battlefront na konsoli będzie dla mnie rozczarowaniem. Na szczęście DICE udało się zrobić grę, przy której nieźle bawią się też casuale.

star wars battlefront 13

O tym, że gra przeznaczona jest raczej dla fanów Gwiezdnych wojen niż dla graczy-wyjadaczy mówią zresztą sami twórcy. Uwielbiam Star Wars, a jednocześnie mam bardzo mało doświadczenia w strzelaninach z wykorzystaniem pada i… od kilku dni bawię się wybornie.

Minie jednak jeszcze wiele godzin, zanim osiągnę wprawę i poprawię swoje statystyki.

Battlefront jest grą cholernie dynamiczną, szybką, casualową. Respawny są natychmiastowe i w kilka sekund po śmierci naszego awatara wracamy na arenę. Dzięki temu nawet jeśli trafimy na jakiegoś prawdziwego wyjadacza to nie zniechęca to do dalszej rozgrywki.

Czasem jest to deprymujące, bo gra potrafi nas wrzucić prosto między grupę wrogów. Raczej nie ma określonej linii frontu, a obcy gracze nie komunikują się ze sobą i latają po mapie “na pałę”. Pod tym względem większość potyczek nie ma za wiele wspólnego z prawdziwymi bitwami.

star wars battlefront 4

Z tego względu najbardziej przypadł mi do gustu tryb Supremacja.

Małe mapy w Battlefroncie wymagają od gracza oczu dookoła głowy – nie ma bezpiecznych pozycji i nigdy nie wiadomo, kiedy za naszymi plecami nie pojawi się wróg. Polowanie na bohaterów i przejmowanie droidów daje frajdę, ale chaos – zwłaszcza dla początkującego gracza – bywa przytłaczający.

W Supremacji z kolei na kilku ogromnych i de facto podłużnych mapach 20-to osobowe drużyny mają za zadanie przesunąć linię frontu. Jest pięć punktów kontrolnych, a zadniem drużyny jest zdobycie kolejnego i ochrona najbardziej wysuniętej placówki.

Wygrywa ten zespół, który zdobędzie wszystkie lub będzie miał ich więcej po upływie czasu.

Tak jak Supremacja rzuca graczy w jedno miejsce na mapie i nacierają na siebie dwie drużyny, tak najbardziej zbliżony do fabularnego tryb, polegający na atakowaniu przez Rebeliantów imperialnych maszyn kroczących – i wykonywaniu w tym celu różnych zadań – niestety leży bez kooperacji.

star-wars-battlefront-x-wing

Imperialni muszą chronić swoje machiny wojenne, a bojownicy o wolność w tym samym czasie muszą przejąć nadajniki, wysłać bombowce i potem w małym okienku skupić cały ogień na AT-AT-ach. Jeśli drużyna się nie zgra, to nie ma szans w starciu z imperialnym oprawcą.

Liczę teraz na to, że po premierze znajdę grupę znajomych, z którą będę mógł połączyć się w ramach trybu Impreza na konsoli i dzięki temu będziemy mogli przynajmniej swoje wspólne działania skoordynować na tyle, żeby dać popalić wrogom.

W międzyczasie relaksuję się w bardzo prostych, ale dających mnóstwo frajdy potyczkach myśliwców – bo to akurat wychodzi mi teraz najlepiej!

Czytaj również: Fast food wśród sieciowych strzelanin. Star Wars: Battlefront – recenzja Spider’s Web

Dołącz do dyskusji

Advertisement