Słowem roku została… jedna z emotikonek. Ale to nie Oxford Dictionaries ją wybrało, a my

Artykuł/Technologie 17.11.2015
Słowem roku została… jedna z emotikonek. Ale to nie Oxford Dictionaries ją wybrało, a my

Słowem roku została… jedna z emotikonek. Ale to nie Oxford Dictionaries ją wybrało, a my

Oxfordzka nagroda „Word of the Year” (WOTY) zazwyczaj przyciągała uwagę wyłącznie środowisk naukowych, lingwistycznych, ewentualnie zażartych nerdów. W tym roku jednak z piorunującą szybkością świat obiega informacja, iż Oxford Dictionaries wybrało jako słowo roku… emotikonę. Nie jest to jednak poprawny opis, bo tak naprawdę to nie Oxford wybrał emotkę. To myśmy ją wybrali.

Żeby zrozumieć skąd emotikona „Face with tears of joy” (po polsku: #Płakę) w ogóle wzięła się w zestawieniu, trzeba przyjrzeć się temu, w jaki sposób dokonuje się wyboru słowa roku.

tears-of-joy-emoji

Słowo na dziś – korpus językowy

Oxford Dictionaries to nie tylko potężna machina produkująca wielojęzyczne słowniki, czy też największy na świecie słownik języka angielskiego dostępny online. To także zyskująca ponad 150 milionów nowych wpisów miesięcznie baza danych, zwana korpusem językowym, która jest punktem odniesienia dla lingwistów całego świata.

W swym założeniu korpus językowy to po prostu mechanizm Big Data, kolekcjonujący – podobnie jak wyszukiwarki internetowe – informacje o używanych przez nas słowach. Nieustannie skanujący sieć w poszukiwaniu tekstów, artykułów i katalogujący znajdowane w nich słowa na podstawie przynależności gramatycznej, strukturalnej, klasyfikując je według częstotliwości oraz sposobu użycia. Dla przeciętnego użytkownika taka baza danych jest… cóż, bezużyteczna. Dla lingwistów to jednak nieoceniona skarbnica wiedzy.

Nic więc dziwnego, że mając na podorędziu największą na świecie bazę danych tego typu oraz potężny, nieustannie rozbudowywany słownik języka angielskiego, Oxford dysponuje wszelkimi narzędziami, aby nazwać słowo „Słowem Roku”.

Jak wybierane jest “Słowo Roku” Oxford Dictionaries?

Pierwszą instancją, z której czerpie się „kandydatów” do tego miana jest oczywiście opisany powyżej korpus językowy, przy czym warto też zaznaczyć, że jest on prowadzony odrębnie dla brytyjskiej i amerykańskiej części języka. Następnie po wytypowaniu słów, które pojawiały się w danym roku najczęściej w tekstach, artykułach i treściach w Sieci, Oxfordzkie gremium wybiera jedno słowo, które miało największy wpływ nie tylko językowy, ale też kulturowy i – subiektywnym zdaniem jury – najlepiej oddaje ducha danego roku.

Tak prezentuje się tabela „słów roku” na przestrzeni ostatnich lat:

wote-przegląd

Jak łatwo zauważyć, słowa te nigdy nie biorą się tam z przypadku i zawsze odzwierciedlają ducha czasów. Gdy zapanowała moda na Sudoku, najczęściej szukanym słowem było oczywiście… „Sudoku”. Gdy pojawiły się pierwsze głosy wzywające do walki z globalnym ociepleniem, w zestawieniu zwyciężył „carbon footprint”. Gdy dwa lata temu cywilizacja skręciła w mocno narcystyczną stronę, zwyciężyło słowo „selfie”. I tak dalej. Kluczem do zrozumienia idei WOTY jest właśnie ten aspekt – nie tylko częstotliwości użycia, ale przede wszystkim kulturowy.

W jaki sposób doszło do wybrania emotikony na “Słowo Roku”?

Odpowiedź na to pytanie jest zarazem o wiele prostsza jak i o wiele bardziej złożona, niż można się było spodziewać. Bo przecież nie jest tak, że nagle w 2015 roku emotikony wzięły się z powietrza. Powód jest dość prosty – dotychczas korpus językowy Oxford Dictionaries nie katalogował emotikon i nie posiadał również narzędzia, aby katalogować słowa używane w najbardziej aktywnych obszarach naszej Sieciowej interakcji – na smartfonach, a w szczególności w aplikacjach społecznościowych i komunikatorach, gdzie najczęściej używamy emotikon.

Co zmieniło się w tym roku? Na szczęście słownik oxfordzki nie zaczął jeszcze katalogować emotikon (choć słowo „emoji” widnieje w bazie słownika od grudnia 2013, a w powszechnym użyciu znajduje się od 1997 roku).

tears-of-joy-emoji

W tym roku Oxford Dictionaries rozpoczęło współpracę z… twórcami klawiatury Swift Key. A ta, jak nam wiadomo, sama w sobie tworzy własne bazy danych celem podpowiedzi przy pisaniu, pamiętając nie tylko to, co sami w niej napisaliśmy, ale też (za przyzwoleniem użytkownika) zyskując dostęp do innych miejsc, gdzie często kreślimy słowa, takich jak sieci społecznościowe właśnie, czy e-maile.

Statystyki uzbierane podczas współpracy Oxford Dictionaries ze Swift Key ukazały, iż zwycięska emotikona w 2015 roku stanowiła ponad 20% wszystkich użytych emotek w Wielkiej Brytanii, a 14% w Stanach Zjednoczonych. To ogromny wzrost w stosunku do zeszłorocznych 4% i 9%, co dobrze ilustruje poniższy diagram:

emoji-frequency

Gremium Oxfordu zadecydowało, iż to właśnie emotikona „Face with tears of joy” zasługuje na miano słowa roku, choć trzeba przyznać, że walczyła z silnymi „przeciwnikami”, takimi jak „ad blocker”, czy „refugee”.

Przyznanie korony „Słowa Roku” nie oznacza jednak, iż tegoroczne słowo roku trafi do oxfordzkiego słownika. Jak mówią organizatorzy konkursu, wiele zwycięskich słów wcale do niego nie trafia, gdyż stanowią tylko krótkoterminowe odzwierciedlenie zjawiska społecznego i po prostu używane są w danym roku w innym kontekście, niż wskazuje na to ich typowa, słownikowa definicja. Najlepszym tego przykładem jest słowo „they”, wysoko na liście w 2015 roku, które nie oznacza kontekstowo po prostu „ich/oni”, lecz osoby o nieokreślonej płci.

shortlist-WOTY-2015

Na stronie Word of the Year internauci mogą sami zagłosować na słowo, które ich zdaniem najbardziej zasługuje na koronę „Słowa Roku” 2015. Jak na razie emotikona również w tym rankingu znajduje się najwyżej, choć goni ją słowo „refugee”, co biorąc pod uwagę nastroje społeczne ostatnich miesięcy, jest zrozumiałe.

Decyzja Oxford Dictionaries to także najlepszy dowód na to, w jakim kierunku posuwa się nasza komunikacja. Jakby nie patrzeć… emotikona, technicznie rzecz ujmując nie jest słowem per se, jednak stała się najmniejszą jednostką komunikacji pisemnej. Tak jak obserwujemy stopniowe przesunięcie w konsumpcji treści, od słowa pisanego do treści audio-wizualnych, tak i w kwestiach językowych stawiamy na wizualizację myśli, zamiast ich opisywania, oraz na maksymalnie prosty przekaz. Emotikony, choć można je interpretować na różne sposoby, stanowią bardzo uniwersalny sposób przekazu. Dostrzegają to nawet instytucje naukowe, bo jak inaczej nazwać fakt, że Oxford English Dictionary przygotowuje film, pokazujący dosłowne znaczenie emotek w codziennym życiu?

To także dobitne podkreślenie trendu przesunięcia ciężaru przeglądania Sieci z komputerów osobistych na urządzenia mobilne. Właśnie na klawiaturach naszych smartfonów najczęściej korzystamy z emoji, bo jest to zwyczajnie najprostsze. Ba, powstają już nawet klawiatury w całości oparte o emotikony, nie wspominając o tym, iż każda sieć społecznościowa poszerza swój zbiór interakcji o całe zbiory emotek, jak choćby Messenger, Facebook czy Twitter.

Niby jest to naturalny proces ewolucji języka, ale mam co do tego zjawiska mieszane uczucia. W końcu kto by się spodziewał, kilka tysięcy lat temu, gdy powstawało pismo, że ludzkość zatoczy pełne koło i powróci do… piktogramów. Tym razem na elektronicznych, nie glinianych tabliczkach.

* Grafiki: Oxford English Dictionaries

Dołącz do dyskusji

Advertisement