To nie jest kolejny Underground. Need for Speed – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 03.11.2015
To nie jest kolejny Underground. Need for Speed – recenzja Spider’s Web

To nie jest kolejny Underground. Need for Speed – recenzja Spider’s Web

Premierowy zwiastun Need for Speeda pokazuje nocne ujęcia miasta Ventura Bay, z kapitalnym kawałkiem Coolio – Gangsta’s Paradise w tle. Materiał reklamowy dowodzi, że sztab marketingowców w Electronic Arts doskonale wiedział, czego potrzebowali fani serii. Mimo tego, dowiózł nam zupełnie inny produkt.

Need for Speed z 2015 roku NIE JEST kolejną odsłoną Undergrounda.

Podobieństwa są tylko dwa. Po pierwsze – nielegalne wyścigi trwają pod osłoną nocy. Po drugie – narracja jest prowadzona za pomocą świetnych filmów z żywymi aktorami. To by było jednak na tyle. Cała reszta to już autorskie rozwiązania studia Ghost Games, które najczęściej nijak mają się do klasyków ulicznego podgatunku z 2003 i 2004 roku.

Need for Speed™_20151103013903

Nie oznacza to jeszcze, że nowy Need for Speed jest grą złą. Produkcja EA zderza się jednak z olbrzymimi oczekiwaniami nieco starszych fanów serii. Dla niektórych, samochód po takiej krasie może być już nie do uruchomienia. Sam czuję się nieco rozczarowany i oszukany, chociaż nie mam żadnych wątpliwości, że Ghost Games dowiozło na linię startu produkcję znacznie lepszą od filmowego, hollywoodzkiego Rivals.

Wielki nieobecny – gdzie mój tłusty bit i syty rap? Gdzie moje Get Low i Raiders on the Storm?

We wstępie wspomniałem o utworze Gangsta’s Paradise w wykonaniu Coolio. Charakterystycznego kawałka zabrakło w samej grze, podobnie jak dobrego rapu oraz mocnego rocka. Ścieżkę dźwiękową zdominowała elektronika, z rytmicznymi, ale spokojnymi utworami. Nie ma tego pazura i tego ognia, który pamiętamy z pierwszego Undergrounda. Przypominacie sobie Get Low przygrywające w menu gry? Takich soczystych kawałków bardzo brakuje tytułowi z 2015 roku.

Need for Speed™_20151103143832

Można zapytać, dlaczego listę rozczarowań rozpoczyna muzyka, zamiast grafiki, modelu jazdy czy jakości torów. Odpowiedź jest bardzo prosta – ponieważ ścieżka dźwiękowa w wielu odsłonach serii budowała tożsamość samej gry. Wprowadzała gracza w odpowiedni nastrój i pompowała w jego żyły uliczny klimat.

W Need for Speedzie z 2015 roku w ogóle tego nie ma. Spokojniejszy dram’n’bass, rock wymieszany z popem, monotonna muzyka elektroniczna – nie usłyszycie absolutnie niczego, za co zapamiętacie ścieżkę dźwiękową. Ta pasuje do rozgrywki i kilkukrotnie bujałem się w jej rytm, ale to jednak nie to samo, co muzyczne petardy z 2003 i 2004 roku.

Wielki nieobecny – gdzie moje dragi, gdzie moje neony

Ugrzecznionej muzycznej formule towarzyszą cięcia na ulicznym stylu. Zapomnijcie o jarzących się podwoziach, które rzucały poświatę na mokry asfalt. Chociaż możliwości tuningu jest naprawdę dużo, ten nigdy nie wchodzi w balansujący na granicy efektowności i obciachu poziom tribalów, neonów, pluszowych kostek na szybę i farbowanych nitro.

Z jednej strony to dobrze, że producenci gry uratowali samochody przed naszym złym gustem. Z drugiej – im więcej możliwości, tym lepiej dla samej gry. Naprawdę liczyłem na to, że będę mógł zamienić samochód w bożonarodzeniową choinkę. Pal licho aktualne trendy. Po tygodniach z Forzą Motorsport, Forzą Horizon i Project CARS miałem nadzieję, że w końcu wrócę do miejskiej wiochy Undergrounda. Nic z tego.

Nieco wykastrowane zostały również tryby gry. Dla mnie największym nieobecnym jest drag. Uwielbiałem wyścigi, w których gracze musieli ręcznie zmieniać biegi i jechać pod prąd, wybierając pasy i używając nitro w odpowiednim momencie. W grze Need for Speed jest za to wszechobecny drift, podany na wszystkie możliwe sposoby. Drift pojedynczy, drift drużynowy, drift połączony z wyścigiem, drift punktowy… ślizganie się po asfalcie bardzo szybko zaczęło wychodzić mi bokiem.

Wielki nieobecny – skróty, boczne alejki i ryzykowne odcinki.

Kolejnym rozczarowującym elementem jest wykonanie samych tras. Te zawsze stanowią część większego, otwartego środowiska gry, po którym swobodnie się poruszamy. Niestety, w Need for Speedzie zabrakło alternatywnych ścieżek i ścieżynek do celu, na które mogliby się zdecydować bardziej odważni uliczni kierowcy.

Need for Speed™_20151103010121

Pamiętam, jak w pierwszym Undergroundzie można było wybierać ciasne skróty między bardzo wąsko zabudowanymi blokami mieszkalnymi. Jak mogliśmy zdecydować się na niebezpieczny skok po rampie, który może zaoszczędzić pół sekundy do przeciwnika. Podobne skróty pojawiły się w świetnym Most Wanted czy Hot Pursuit. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie poradzono sobie z tym elementem w grze z 2015 roku. Takie zaniedbanie doprowadza do tego, że trasy wyścigów stają się po prostu nudne.

Przeszedłem główny wątek fabularny i dalej nie wiem, co sądzić o modelu jazdy.

Need for Speed z 2015 roku nie ma niczego wspólnego z symulatorem. Nie będzie to oczywiście żadnym zaskoczeniem. Pojazdy posiadają niesamowitą przyczepność i wpadnięcie w niekontrolowany poślizg graniczy z cudem. Samochody cierpią na zdecydowaną nadsterowność i posiadają nieprawdopodobny wręcz kąt skrętu. Zamiast bać się o zderzenie z zewnętrzną krawędzią zakrętu, starałem się, żeby nie uderzyć w tę wewnętrzną. Nie przypominam sobie czegoś takiego w żadnej innej grze wyścigowej.

Need for Speed™_20151103143143

Producenci w niesamowity sposób odrealnili pedał hamulca. Ten jest jak specjalny tryb bezpieczeństwa, dzięki któremu wszystko, absolutnie wszystko jest możliwe. Wjazd w aleję pod kątem 90 stopni, przy prędkości 250 kilometrów na godzinę? Nie ma żadnego problemu. Na metr (nie więcej!) przed wejściem w zakręt wystarczy musnąć lewy trigger. Voilà! Już możemy jechać dalej, idealnie miesząc się między budynkami. Olbrzymie rozczarowanie.

Model jazdy w Need for Speedzie sprowadza się do gloryfikacji szybkości. Klocki, układ hamulcowy, opony – to wszystko nieistotne detale. Skoro możemy w jednej sekundzie zredukować KAŻDĄ prędkość, dbanie o przyczepność przestaje mieć sens. Pedał hamulca to jak magiczna różdżka. Jak specjalny tryb jazdy, dzięki któremu możemy wydostać się z absolutnie każdych tarapatów.

Need for Speed oszukuje – łatwo tutaj każdego dogonić, ale trudno przegonić.

Moim największym zarzutem wobec twórców jest jawne oszukiwanie podczas wyścigów. Sterowani komputerowo przeciwnicy nie posiadają własnych parametrów, a jedynie dostosowują się do jazdy gracza. Jeżeli będziesz pierwszy, oponenci zamieniają się we wzorowych kierowców, a silniki ich maszyn dostają niezrozumiałego kopa. Rywale siedzą ci na ogonie do samego końca, nie popełniają żadnych błędów i idealnie wchodzą w zakręty.

Need for Speed™_20151103011306

Jeżeli jednak jesteś ostatni, grupa konkurentów redukuje prędkość i grzecznie czeka, aż ją dogonisz. Dokładnie to samo dzieje się na kilkaset metrów przed metą. Rywale nagle zwalniają, abyś mógł w filmowym stylu przegonić ich na moment przed przekroczeniem końcowej linii. W teorii takie manipulowanie rozgrywką ma budować większe emocje i napięcie. W teorii.

Halo, Ghost Games, tak się dzisiaj już po prostu nie robi.

Najlepsze gry wyścigowe od zawsze bronią się sztuczną inteligencją na tyle dobrze napisaną, że nie trzeba stosować opisanych wyżej, prostackich sztuczek. Komputerowi rywale powinni popełniać typowo ludzkie błędy, z kolei to gracz musi dostosować się do poziomu wyścigu, nie wyścig do niego. Jestem bardzo rozczarowany, że w Ghost Games zdecydowali inaczej.

Za sprawą sztucznych mechanizmów regulowania wyścigów, Need for Speed nigdy nie wydaje się naturalny. Nigdy nie możemy stwierdzić, czy jesteśmy naprawdę dobrzy. Wszystko jest sterowane odgórnie, łącznie z prędkością i bezkolizyjnością naszych oponentów. Polecam zobaczyć, jak sztuczną inteligencję rozbudowali twórcy Forzy, a potem wrócić do stołu kreślarskiego.

Need for Speed™_20151103013523

Pomimo tych wszystkich wad i rozczarowań, jakimś cudem Need for Speed wciąż jest lepszy od poprzednich odsłon serii.

Duża w tym zasługa kapitalnych filmów z żywymi aktorami, dzięki którym chce się dalej grać. Chociaż masa elementów rozczarowuje, mamy przynajmniej jasno określone poczucie celu i wiemy, w którym kierunku podążamy. Kampania to bez dwóch zdań najsolidniejszy element Need for Speeda. Zwłaszcza, że do napisów końcowych prowadzi kilka ścieżek, z kolei w ręce gracza zostaje oddana dosyć duża doza swobody.

Nie sposób nie napisać również o bardzo dobrej warstwie wideo. Co zabawne, świetne wrażenie robią nie modele pojazdów, a otoczenie. Skąpane w świetle ulicznych latarni miasto wygląda rewelacyjnie. Momentami wydaje się, że suniemy po prawdziwej aglomeracji. Realistyczne wrażenie psują jednak przeciętne modele pojazdów. W tym obszarze nie spodziewajcie się żadnych rewolucji.

Zalety

  • Piękne miasto
  • Filmy z prawdziwymi aktorami
  • Swoboda w prowadzeniu kampanii

Wady

  • To nie jest godny spadkobierca Undergrounda
  • Komputerowi rywale oszukują
  • Hamulec magicznym rozwiązaniem na każdy problem
  • Kosmetyczny system zniszczeń
  • Za dużo driftu, brakuje dragów
  • Muzyka nie wgniata w fotel
  • Gdzie moje neony?!

Need for Speed zdecydowanie nie jest grą, na jaką liczyliśmy. Produkcja dostarcza znacznie więcej frajdy niż Rivals. To jednak nie wystarczy, aby mówić o godnym powrocie serii.

Dołącz do dyskusji

Advertisement