Google kontra Microsoft – ta wojna miała się nie skończyć, a jednak nastąpił pokój

News/Sprzęt 01.10.2015
Google kontra Microsoft – ta wojna miała się nie skończyć, a jednak nastąpił pokój

Google kontra Microsoft – ta wojna miała się nie skończyć, a jednak nastąpił pokój

Steve Ballmer miał podobne odczucia wobec Androida, co Steve Jobs. Choć to on zdecydował o tworzeniu rozwiązań Microsoftu na tę platformę, pragnął ją również, jak jego kolega z Apple, zniszczyć i rozbić w drobny mak. To oczywiście się nie udało, ale Microsoft przez lata prowadził otwartą wojnę. Taką, która właśnie się zakończyła.

Jest pewna istotna różnica pomiędzy Stevem Ballmerem a Satyą Nadellą w kontekście konkurencyjnych wobec Windows platform operacyjnych. Obaj panowie przyjmują do wiadomości, że Windows przestał być głównym, podstawowym systemem operacyjnym świata. Obaj panowie uznają, że Microsoft, by móc dalej kwitnąć, musi przestać się izolować od konkurencyjnych systemów i zacząć oferować na nich usługi Microsoftu. Ballmer robił to jednak z konieczności, cały czas szukając metody na przywrócenie Windows na pole jedynego systemu.

Nadella ma inne podejście: akceptuje, że Windows już nigdy (a raczej: w dającej się przewidzieć przyszłości) nie będzie dominującą platformą i wszelkie działania, by do tego doprowadzić, są dla jego firmy stratą czasu.

Microsoft, wespół z Apple, największą niechęcią darzył Androida i trudno się mu dziwić. Google’owi udało się stworzyć model biznesowy, dzięki któremu może oferować za darmo lub za śmieszne pieniądze platformę operacyjną, która na dodatek jest otwarta i elastyczna. To pośrednie zagrożenie dla Apple’a i bezpośrednie dla Microsoftu. Steve Ballmer wytoczył więc ciężkie działa i rzucił się na Androida, a jego generałami byli prawnicy. W myśl zasady „dajcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf” szybko udało się odnaleźć mechanizmy, które są opatentowaną własnością intelektualną Microsoftu. Zachwycony Ballmer postanowił więc udowodnić partnerom Google’a, że Android nie jest w żadnym razie tani czy darmowy.

W myśl umowy licencyjnej na Androida, za system operacyjny w urządzeniu odpowiada producent, a nie twórca urządzenia. W przypadku Windows odpowiedzialność ciąży na Microsofcie. Ballmer brutalnie zademonstrował tę przewagę zgłaszając się do producentów sprzętu i żądając opłat licencyjnych za wykorzystywane w Androidzie i należące do Microsoftu patenty.

Plan się częściowo powiódł: Android nie tylko nie został zniszczony, ale i jest potężny jak nigdy wcześniej, ale producenci sprzętu zaczęli szukać alternatyw. Tizen, Firefox OS czy Windows Phone to tylko niektóre z nich. Na dodatek Google, poza przeróżnymi formami „wyrażania oburzenia” nie zrobił nic, by tych partnerów chronić, a Microsoft zaczął pobierać tak wiele opłat za licencje na Androida (3,4 mld dolarów rocznie), że te okazały się wyższe niż przychody z tytułu sprzedaży licencji na Windows Phone (kiedyś ten system nie był darmowy jak teraz).

Nadella z białą flagą, jego motywy nie są znane

Wojna z Googlem trwała pięć lat i była na tyle zażarta, że ten drugi kupił Motorolę tylko po to, by móc kontrpozwać Microsoft mając własność intelektualną Motoroli w swoim posiadaniu (przegrywając ów kontrpozew, tak na marginesie). Dziś dowiadujemy się, że obie firmy kończą działania prawne względem siebie nawzajem, a wszystkie toczące się sprawy sądowe będą zakończone poprzez zawarcie ugody. W tym te z Motorolą, która została sprzedana firmie Lenovo. Obie firmy ogłosiły też współpracę, która ma na celu niedopuszczenie do takich sytuacji w przyszłości. Warunki finansowe ugody nie zostały ujawnione. Google zapłacił za patenty? Microsoft wycofał zarzuty? Nie wiadomo.

Obie firmy nie tylko nawiążą współpracę w sprawie patentów, ale również wspólnie będą rozwijać niektóre webowe technologie. Należeć do nich będą otwarte kodeki WebM i VP9. Obie firmy ogłosiły też sojusz w walce z europejskimi trollami patentowymi.

Piekło zamarzło.

Linux jest odpowiedzią?

Niezależnie od żywionej do Satyi Nadelli sympatii bądź antypatii, wiara w „dobre serce” szefa Microsoftu (czy szefa jakiejkolwiek korporacji) jest naiwne. Microsoft, czy jego konkurencja, nie podejmuje działań, jeżeli te nie przekładają się bezpośrednio lub pośrednio na jego interes. Czemu więc Microsoft przestaje sabotować Androida i zarabiać na nim z tytułu licencjonowania patentów niemałe pieniądze?

Odpowiedź może kryć się w przechodzeniu Microsoft na model open source i współpraca z linuxowymi środowiskami. Nie tylko coraz więcej mówi się o „otwarciu” kodu Windows i Office, ale również Linux jest dla przenoszącego się do chmury Microsoftu coraz ważniejszą platformą. Nie dlatego, że Windows czy tym bardziej Windows Server to produkty względem Linuxa ułomne. Nadella jak mało kto wierzy w serwerowe okienka, a jego wiara nagradzana jest wieloma sukcesami. Jednak Windows (w tym Windows dla IoT) i Windows Server nie są do wszystkiego i nie obsłużą sprawnie wszystkich dostępnych platform elektronicznych. Microsoft Linuxa potrzebuje.

I go już wykorzystuje, a nawet oferuje. I nie tylko w formie Ubuntu czy innych w chmurze Azure, ale też w Azure Cloud Switch i innych podobnych inicjatywach. Nie jest możliwym owocna współpraca ze środowiskiem open source w momencie, w którym sabotuje się za pomocą prawników najpopularniejszą na świecie dystrybucję Linuxa.

To nie wygląda więc ani na sukces Google’a, ani na porażkę Microsoftu (lub odwrotnie). Działania Microsoftu to najprawdopodobniej zmiana strategii i przewidywanie nieuniknionej przyszłości, w której Windows, Windows Server, SQL Server, Azure i cała reszta będą musiały, z uwagi na migrację całego świata IT do chmury, wzorowo współpracować z Linuxem. A to dla Microsoftu dużo ważniejsze niż kilka miliardów dolarów z licencjonowania systemu, który i tak odnosi sukcesy wbrew interesom firmy Nadelli.

Dołącz do dyskusji

Advertisement