Bez aplikacji Link Bubble i TapPath nie wyobrażam już sobie korzystania z Androida

Felieton/Technologie 09.07.2015
Bez aplikacji Link Bubble i TapPath nie wyobrażam już sobie korzystania z Androida

Bez aplikacji Link Bubble i TapPath nie wyobrażam już sobie korzystania z Androida

Czego by nie mówić o systemie Android, jego zdecydowanie największą zaletą jest możliwość korzystania z zewnętrznych rozwiązań i niemal dowolnych modyfikacji, jakich mogą dokonać na nim deweloperzy. Takich rozwiązań w Sklepie Play dostępnych jest naprawdę mnóstwo, ale osobiście nie wyobrażam już sobie korzystania z telefonu bez dwóch z nich.

Żeby dać właściwy wydźwięk temu artykułowi, muszę podkreślić, że zasadniczo… niezbyt lubię się z Androidem. Przez lata byłem szczęśliwym użytkownikiem Windows Phone (z którego nadal korzystam jako drugiego urządzenia), ale rosnące potrzeby prywatne i zawodowe sprawiły, że mobilne okienka przestały mi wystarczać do codziennej pracy, której naprawdę lwią część wykonuję na smartfonie.

Zdecydowałem się więc na – wydawałoby się – najbardziej logiczny wybór, dla osoby przesiadającej się z innego ekosystemu do świata Androida. Kupiłem Nexusa 5 i rzuciłem się w świat zielonego robota, który okazał się… dokładnie tak niedopracowany, nieintuicyjny i zwyczajnie irytujący, jak się tego spodziewałem.

Z biegiem czasu zacząłem jednak korzystać z dobrodziejstw owego “dostosowywania urządzenia do swoich potrzeb”. Można zapytać – co zajęło mi tyle czasu? Na co zawsze odpowiadam, że czasu mi zwyczajnie brakuje. Przez moje ręce przewija się mnóstwo urządzeń i zazwyczaj po prostu nie mam czasu, żeby bawić się w launchery, paczki ikon, dodatkowe narzędzia, czy takie pierdoły jak wgrywanie ROM-ów.

Tutaj Windows Phone i iPhone wygrywają bezapelacyjnie – wyciągasz urządzenie z pudełka, przywracasz kopię zapasową i już. Działa. Koniec.

Na przestrzeni ostatniego roku moje podejście do Androida nieco się zmieniło, szczególnie że dość często zmieniam urządzenia. Stwierdziłem, że skoro prosto z pudełka te telefony nie na wiele się nadają (dla mnie, oczywiście), to niestety – muszę wyszukać jakieś narzędzia, dzięki którym będę się choć odrobinę mniej męczył z tym systemem.

I wtedy odkryłem Link Bubble

O tej niezwykłej przeglądarce dowiedziałem się po raz pierwszy czytając na Spider’s Web artykuł Piotrka Grabca, ale z początku sama idea do mnie nie przemówiła. Być może miało to coś wspólnego z facebookowymi chatheads, których serdecznie nie znoszę (o których wspomnę jeszcze kawałek dalej), ale nie widziałem większego sensu w jej użyciu.

Dopiero kilka miesięcy później, gdy w międzyczasie zacząłem stopniowo coraz więcej używać smartfona w pracy, doceniłem koncepcję pływających bąbelków.

Idea Link Bubble polega na tym, żeby po kliknięciu w link wewnątrz innej aplikacji (np. Facebooka, czy Twittera) nie otworzyło się od razu okno przeglądarki, wytrącając nas z rytmu tego, co w danej chwili robimy. Dla mnie był to zawsze ogromny problem – kiedy przewijam timeline na Twitterze, to naprawdę nie chcę zostać “wyrzuconym” do Chrome, a później musieć z powrotem przenosić się do Twittera. Przykładowo.

link bubble

Dzięki Link Bubble, po kliknięciu w URL zostanie on otworzony w pływającym na krawędzi ekranu bąbelku, a ja mogę w niego wejść kiedy się załaduje, albo kiedy uznam to za stosowne.

Paradoksalnie, największą wygodą z mojego punktu widzenia jest prostota połączenia Link Bubble z Pocketem, czyli moją ulubioną usługą “read it later”. Wystarczy, że otwarty bąbelek przesunę w lewy, górny róg ekranu, a link zostanie dodany do Pocketa i automatycznie zamknięty. Przesunięcie w prawy, górny róg przeniesie do menu udostępniania, a ściągnięcie bąbelka na dół spowoduje jego zamknięcie.

To naprawdę drobne udogodnienie, które – dla mnie – zmienia wszystko. I dobrze wiem, że jeśli faktycznie zdecyduję się na zastąpienie Androida, jako głównego urządzenia, iPhonem, to będzie mi niesamowicie brakować tej prostej funkcjonalności. Tym bardziej, że deweloper Chris Lacy przewidział również, że nie każdy link chcemy otwierać w postaci bąbelka. Czasem chcemy przeczytać coś w innej przeglądarce, lub od razu udostępnić.

Dlatego idealnym kompanem Link Bubble jest TapPath

Do wydania 2,99 zł na TapPath przekonywałem się dość długo. Pierwszy raz chciałem to zrobić zaraz po obejrzeniu tego wideo:

Wtedy jednak uznałem, że to wyrzucone w błoto pieniądze. Dziś uważam zupełnie inaczej, bo i potrzeby mam inne. TapPath idealnie współpracuje z Link Bubble i doskonale wpisuje się w moje wymagania.

To niezwykle proste narzędzie. Konfigurujemy trzy rodzaje “tapnięć” – jeden, dwa, lub trzykrotne. W moim przypadku jedno puknięcie w link otwiera go w Link Bubble, dwukrotne w Chrome Beta, a trzykrotne otwiera okno udostępniania lub program URL Shortener, z którego udostępniam od razu skrócony link.

Jest to niby drobiazg, ale tak bardzo wpisał się w mój workflow na smartfonie, że po prostu nie wyobrażam sobie już pracy bez niego. Za każdym razem gdy korzystam z urządzenia, na którym nie ma tych rozwiązań, łapię się na tym, że odruchowo czekam na otworzenie się bąbelka z linkiem, albo inną reakcję na kilkukrotne tapnięcie w ekran.

tappath

Są to wszystko oczywiste oczywistości dla niektórych, lecz jeśli ktoś nie zna tych rozwiązań, to gorąco polecam spróbować i skorzystać. Cena może się wydawać spora – 12 zł za przeglądarkę, 2,99 zł za TapPath. W praktyce jednak dałbym za nie nawet dwa razy tyle, bo tak bardzo zmieniły mój sposób interakcji z telefonem.

Jedyna uwaga, jaką mam do Link Bubble, to problem z działaniem, gdy jednocześnie otwarte są chatheadsy. Nie wiem po której stronie leży wina (zapewne po stronie Facebooka…), ale przeglądarka z bąbelkami lubi się zawiesić (dosłownie, bąbelek nie znika z ekranu), gdy równocześnie rozmawiamy z kimś poprzez bąbelek Messengera.

Deweloper Chris Lacy zaskarbił sobie moje zaufanie. Spróbuję więc jeszcze jednego narzędzia

Dotychczas konsekwentnie unikałem launcherów na Androida. Owszem, raz czy dwa z ciekawości wgrałem sobie na Nexusa ten czy tamten, ale jak dotąd absolutnie nie widziałem potrzeby instalowania nakładek na ekran główny.

Jako takiej potrzeby w dalszym ciągu nie czuję, ale skoro już dwie aplikacje Lacy’ego są moimi absolutnymi “must-have’ami” na Androida, to postanowiłem dać szansę i trzeciej – Action Launcher, szczególnie z tego względu, że najnowsza wersja w Material Design prezentuje się naprawdę ślicznie, a do tego wyjątkowo funkcjonalnie.

O tym ostatnim przekonam się w ciągu najbliższych tygodni, testując to rozwiązanie na Huaweiu P8, w którym co prawda bardzo lubię systemową nakładkę EMUI, ale szczerze mówiąc… trochę mi się już opatrzyła.

Kto wie, może po zmianie ekranu głównego w końcu uda mi się Androida szczerze polubić, bo jak dotąd traktowałem go raczej z typowym, chłodnym podejściem, jakim darzy się narzędzia pracy.

Aplikacje Link Bubble, TapPath oraz Action Launcher można pobrać ze Sklepu Play.

Dołącz do dyskusji

Advertisement