Karol Kopańko / 18.05.2015

Zakochałem się w pięknie Indii! Oto 10 argumentów, aby tam wrócić

34 interakcje Przejdź do dyskusji

Na początek listy film!

Niesamowici ludzie

Przechadzam się warzywnym targiem Kochi i w celu poszerzenia znajomości indyjskich nazw owoców pytam o nie sprzedawcę. Ten jednak nie jest zbyt chętny, aby udzielić mi korepetycji. Zupełnie inaczej nastawiony jest jeden z przechodniów, który nie dość, że dzieli się ze mną swoimi egzotycznymi zakupami, to jeszcze bardzo ciekawie o nich opowiada.

 

Okazuje się, że jest dżinistą, wyznawcą dżinizmu, religii dość podobnej do hinduizmu, która jednak posiada swój zdecydowany rodowód i ciekawe praktyki, zwłaszcza żywieniowe. Mój rozmówca nie zje niczego, w czym mógłby zabić potencjał dawania życia. Nie je mięsa, bo aby je pozyskać trzeba zabić, nie je pomarańczy, bo ma dużo pestek, a z pestek może rozwinąć się życie. Nie dorzuca też pieprzu do potraw, bo jak mówi, “pieprz pobudza żądze”. Niektórzy dżiniści, tak dalece posuwają się w swojej ascezie, ze zmiatają przed sobą drogę, aby nie rozdeptać najmniejszej mrówki, albo noszą materiał przed twarzą, aby nie połknąć muchy.

Tego wszystkiego dowiaduję się od swojego przewodnika, który następnie prowadzi mnie do dżinijskiej świątyni. Tam, punkt 12, każdego dnia od bodaj 30 lat zaczyna się bardzo interesujący rytuał. Otóż pewien starszy człowiek, opiekujący się czystością świątyni zwołuje gołębie na obiad. Te, zwabione znajomym głosem, trzykrotnie okrążają kopułę świątyni, a później całą chmarą zlatują się na dziedziniec. Wygląda to niesamowicie!

Najtańszy kraj na świecie

Mówi się, że Polak w Kijowie, może poczuć się jak Niemiec w Warszawie. Jak w takim razie może poczuć się student w Indiach? Bardzo przyjemnie! Indie bowiem to najtańszy kraj do życia!

Hinduskie ciuszki #naWylocie #Miekko #NaBogato #Swag #indyjskieTkaniny #indiaKK #NewDelhi #india #clothes #outfit

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)


Spodnie za 3 zł to tylko przykład, bo w rzeczywistości ich nie kupiłem, ale wybrałem się do nieco bardziej renomowanego sklepu niż “uliczny sprzedawca”. Kupiłem jednak bilet autobusowy za 10 rupii, podwózkę rikszą na 3,5 km za 30 rupii, pożywne obiady w granicach 30-50 rupii, owocowego shake’a za 30 rupii, 3 bilety pociągowe za 230 rupii, służące mi do dziś buty za 970 rupii i ciepłą, jesienną kurtkę za 1000 rupii.

Kupiłem dziś trzy bilety na Indyjskie Koleje.New Delhi – AgraAgra – JaipurJaipur – New DelhiUda mi się zrobić złoty…

Posted by Karol Kopańko on Sunday, January 11, 2015

Na rynku można wyrwać nawet takie “klasyki” jak buty podwójnych marek – i Apple i Nike. Kto nie chciałby butów, jakie mogły wyjść spod ręki Steve’a Jobsa?

Podróżując przez biedniejsze kraje należy jednak pamiętać, aby nie afiszować się ze swoimi pieniędzmi, machając localsom przed nosem równowartością ich miesięcznych zarobków. Nie tylko jest to nieuprzejme, ale również może narazić na chęć wykorzystania naiwności lub nawet obrabowania.

Po 6 miesiącach w Azji moje stare buty są praktycznie w rozsypce. Dlatego ostatniego dnia postanowiłem się wybrać na…

Posted by Karol Kopańko on Wednesday, January 14, 2015

Bollywood

Indyjskie kino to symbol. Produkuje najwięcej filmów na świecie, które może i w Polsce stają się niekiedy tematem żartów, ale miejscowej ludności pasują jak nic innego. Jeśli w indyjskim domu włączony jest telewizor to można zaryzykować z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że pokazuje bollywoodzkie kino z idealnie zsynchronizowanymi tańcami, prostymi gagami i Shaha Rukha Khana z bujną czarną czupryną.

Pamiętacie jak pisałem, że chciałbym zobaczyć jak w Indiach ogląda się filmy? No to wreszcie przedostatniego dnia mi się…

Posted by Karol Kopańko on Tuesday, January 13, 2015

W Kochi trafiłem nawet na plan zdjęciowy filmu. Wyglądało… bardziej profesjonalnie niż sobie to wyobrażałem. Pełna charakteryzatornia na świeżym powietrzu, charyzmatyczny reżyser i naprawdę śmieszni aktorzy, no i zaplecze, które wybitnie zainteresowane było organoleptycznym sprawdzeniem właściwości mojego aparatu.

Żywa religijność

Choć Hindusi są jednymi z największych konsumentów mleka, to jest ono jak na miejscowe warunki drogie, a na ulicznych wózkach spotkać je można bardzo rzadko. Tym bardziej zdziwiłem się gdy na delhijskiej ulicy natknąłem się na mleczną rozlewnię. Dlaczego jednak wlewano je do torebek, a nie butelek?

Ano po to, aby już za chwilę zanieść je do hinduskiej świątyni i ofiarować w darze. Takie mleko później wlewa się do większych pucharów i wylewa np. na kamienne posągi zwierząt symbolizujące bóstwa. Nie mają zbyt wiele, a i tak znajdują pieniądze, aby ofiarować je na wotum.

Na zdjęciu poniżej przygotowania do obrzędu pudźi.

Indie są głównie hinduistyczne. Im dalej na północ tym więcej muzułmanów. Rozsiane po całym kraju można też spotkać wspólnoty sikhijskie, dżinijskie i chrześcijańskie. Wszystkie je łączy prawdziwa “żywość” wiary. Ludzie nie przychodzą do swojej świątyni z przymusu, a dlatego, że chcą się pomodlić, skupić, pobyć w samotności, albo… wręcz odwrotnie – spotkać z przyjaciółmi.

Hinduistyczne świątynie są miejscem rozmów, handlu, odpoczynku, zabaw i spotkań. W mniejszym stopniu meczety, w których zwłaszcza podczas modlitwy panuje rygor. W żadnej ze świątyń nie spotkałem się z krzywymi spojrzeniami, a ludzie byli bardzo zainteresowani moją obecnością i chętnie wyjaśnili najbardziej zawiłe kwestie religijne.

Na ich temat już teraz powstaje osobny wpis.

Katolickie enklawy

Tak, Indie to również katolicy. Choć jest ich mało i niestety bardzo często ze względu na wiarę są prześladowani, to mają swój stan, gdzie stanowią większość. To właśnie Goa, choć najmniejszy, to najbogatszy, z bogatą kolonialną spuścizną.

Trafiłem tam na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, kiedy na widok publiczny wystawiony były relikwie św. Franciszka Ksawerego, pochodzącego z Indii, który wsławił się działalnością misyjną.

Zebrały się prawdziwe tłumy wiernych z całego świata, można było się wyspowiadać i wziąć udział we mszy świętej. Dla mnie było to jak przenosiny do zupełnie innego świata, z azjatyckich, wielobarwnych i żywych świątyń trafiłem do stoickich, dobrze znanych, wręcz europejskich wnętrz. Poczułem się jak u siebie.

Książki

Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie ulica pełna książek w Delhi. Pieczołowicie porozkładane, jednak obok drugiej, poprzecierane od kurzu i ułożone tematycznie. Gdybym mógł w tym miejscu zatrzymać czas, to jeden 100-metrowy odcinek ulicy przechodziłbym w dobrą godzinę. To pasjonujące bogactwo książek!

Praktycznie każdy gatunek i większość znanych autorów ma tu swoją reprezentację. Clancy, Martin, King, Lem, Orwell, a obok tego panteonu pióra czasopisma i podręczniki – przeważnie do biznesowe, bądź do nauki języków obcych. Polskiego niestety nie uświadczyłem.

DSC09215_Fotor

Szacunek dla słowa drukowanego

Na zimnej posadzce dworca w Delhi siedzi oparty o marmurowy mur bezdomny człowiek. Na sobie ma poplamione, czerwone dresy i zieloną koszulę, na nogach klapki, a głowę owiniętą szalikiem. W dłoniach przewiązanych chustami trzyma… gazetę!

(Obraz przywołuję z pamięci… wszystko przez rozładowaną baterię…)

Czytanie gazety jest porannym rytuałem. Źródłem zdobycia wiedzy dla dyskusji w ciągu dnia, które toczą się zarówno w sklepach, kawiarniach, przy wózkach z jedzeniem, ale i na chodnikach. Do rzadkości nie należy spotkanie bezdomnego, który z kosza na śmieci wyciąga gazetę i cieszy się z niej bardziej niż z kanapki. To dlatego, że mimo szybkiego rozwoju, pozostałe media nie docierają jeszcze do tak szerokiego grona ludzi jak słowo drukowane na papierze, nie wspominając już o tym wyświetlonym na smartfonie.

Dodatkowo, gazeta dodaje jej posiadaczowi powagi i godności, a także jak i inne media pozwala się wyrwać z nudnej codzienności. No i ma wiele zastosowań:

Najlepsze przyprawy na świecie

Zwłaszcza w Delhi i Kochi przyprawy potrafią zagarnąć dla siebie całe ulice. Sprzedawcy usypują z nich efektowne stożki, różniące się między sobą nasyconymi kolorami. Choć mają w zanadrzu również popakowane w paczki i podpisane towary, to największą wartość niesie ze sobą samodzielne zważenie, wsypanie do woreczka kupionych przypraw.

Ich ekspozycja to jeszcze nic – naprawdę liczy się co z tymi przyprawami można zrobić! Bez nich indyjska kuchnia straciła by bezcenny walor, który do głównych składników: ryżu, soczewicy, grochu i fasoli, dodaje różne nutki smakowe.

Kontakt z indyjskim jedzeniem odczytuję u siebie na dwóch płaszczyznach. Pierwszej, bardziej powierzchownej – zobaczyłem…

Posted by Karol Kopańko on Monday, May 11, 2015

Indyjskie jedzenie jednoznacznie kojarzy się z curry, co w języku tamilskim oznacza sos, lub gulasz, przyrządzany przez duszenie mięsa lub warzyw z mieszanką przypraw.

Masala to właśnie ta mieszanka, która może smakować bardzo różnie, dzięki przebogatej kombinacji ziół i przypraw, jakie rodzi indyjska ziemia.

Najciekawsze składniki, które wchodzą w jej skład opisałem poniżej.

Czarcie łajno (Smrodzielec) – indyjska Asafetyda, która kiedyś używana była jako środek uspokajający. Ze względu na cebulowy aromat, jest używana przez osoby, które nie tolerują cebuli. Jest także skuteczna na wzdęcia, więc często dodaje się ją do potraw z roślinami strączkowymi.

Niechęć do cebuli i czosnku w Indiach pojawiła się już w VII wieku, gdyż na ówczesnym dworze królewskim te dwa warzywa były zakazane, a spożywać je można było jedynie poza murami miasta, aby swoim przykrym zapachem nie zabijały delikatnych woni innych przypraw.

Kurkuma (Ostryż) – nadaje mieszankom przypraw żółty kolor, dzięki czemu często obecna jest w curry, ale także jako dodatek do panierki paluszków rybnych, ciasta, margaryny i sera topionego. Złocisty kolor nadaje jej barwnik kurkumina, który stosowany jest również w lecznictwie i “jest prawdopodobnie najpotężniejszym, naturalnym przeciwnowotworowym składnikiem odżywczym, jaki istnieje” (źródło). Dodatkowo kurkuma od XIX wieku stosowana była jako środek przyspieszający gojenie się ran oraz kojący niestrawność żołądka.

DSC00094_Fotor

Chili – na straganach można ją kupić w postaci zielonych, lub czerwonych całych papryczek, wysuszonych, bądź świeżych, a także zmielonych na proszek. Dodawana jest do gotowych potraw, aby zwiększyć ich trwałość, a także rozrobiona z wodą jako sos.

Tamarynd – pierwszy raz owoców Tamaryndowca spróbowałem na surowo w Kambodży co możecie obejrzeć na poniższym filmiku i zdjęciu.

Pulpa, czyli inaczej miazga wykonywana z owoców służy zaś do farbowania odzieży, przebarwiania jedwabiu z błękitu na zieleń i wybielania liści palmowych, z których następnie wyrabia się kosze, przykrywa dach, buduje płoty czy nawet ściany budynków.

Tamarynd jako przyprawa to zaś składników sosów do Pani puri (mącznych placuszków faszerowanych pomidorami, ciecierzycą oraz pokrojonymi w kostkę ziemniakami), a także sosu Worcestershire, który dodaje się do sałatki Cezar i drinku Krwawa Mary.

Dzieciaki proszące o zdjęcia

“Photo please” – słyszałem zawsze, kiedy tylko na wierzchu miałem aparat. Najnowsza zdobycz technologii przyciągała wzrok nawet na planie bollywoodzkiego hitu, kiedy operatorzy testowali mój sprzęt cykając fotki w różnych warunkach oświetleniowych. Najciekawsze były jednak dzieci. Zawsze roześmiane, chętnie pozujące i podbiegające w tempie błyskawicy, aby zobaczyć swoje odbicie na wyświetlaczu.

Święta? Oczywiście, ale najpierw trzeba przecież pograć w siatkówkę, krykieta, pooprowadzać po ogrodzie, pójść na mszę,…

Posted by Karol Kopańko on Thursday, December 25, 2014

Po pewnym czasie aż zaczynało mnie to męczyć, a jeszcze bardziej  baterię…

Dzieciaki w Hampi oszalały na moim punkcie! Bardzo chciały być na taśmie #celebrity #indiaKK

Film zamieszczony przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)

Widoki “nie z tej ziemi”

Plaże Goa

Skaliste ruiny Hampi

Uprawne równiny

Miejska gęstwina ludności

Majestatyczne forty

Malownicze jeziora

Sacrum Ghat

 

Abyście mieli pojęcie jak w Waranasi pali się zwłoki:

Posted by Karol Kopańko on Sunday, April 26, 2015

Na koniec

Czy Indie przyciągnęły mnie na tyle, abym mógł tam zamieszkać?

Ostatniego dnia pobytu w Indiach przeciskałem się przez zatłoczony kramami, wózkami z jedzeniem, samochodami i samymi ludzi hawar – jedno z największych targowisk w Delhi. Obijałem się o Indusów, każdego z ciemnymi włosami, w koszuli i spodniach na kant, przegryzałem razem z nimi samosy i popijałem je czajem z majeńkich plastikowych filiżaneczek. Rozumiałem pojedyncze słowa z ich języka, kiedy zdecydowali się dla wygody porzucić angielski.

I’m coming home! #delhiAirport #indiaKK #india #travel #polishBoy

Film zamieszczony przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)

Wtem w tłumie dostrzegłem drugą białą twarz. Czym prędzej wyciągnąłem aparat, aby niespodziewanego, starszego Pana uwiecznić na fotografii. Wydał mi się tam niespotykanym, niepasującym elementem układanki, że jako “zjawisku” musiałem mu zrobić zdjęcie.

Ten starszy Pan przypomniał mi, że już następnego dnia opuszczę Azję. Wreszcie…

Dziewczynki w korytarzach slumsów HyderabaduDwie brudne sukienki, dwie umorusane buzie, cztery bose stópki. Starsza…

Posted by Karol Kopańko on Wednesday, April 29, 2015

Dołącz do dyskusji

Advertisement