Teraz każdy może pracować dla Microsoftu. Tyle tylko, że za darmo

News/Technologie 14.05.2015
Teraz każdy może pracować dla Microsoftu. Tyle tylko, że za darmo

Teraz każdy może pracować dla Microsoftu. Tyle tylko, że za darmo

Microsoft od dawna próbuje zrozumieć prawidła rządzące się społecznościami skupionymi wokół open source i ich podobnymi. A teraz postanawia przeprowadzić pewien eksperyment, choć w naszej ocenie może mu on wyjść bokiem.

Nie jest prawdą, że Microsoft nie dba o społeczności skupione wokół jego produktów i usług. Wręcz przeciwnie: gigant z Redmond ma jedne z najprężniej działających communities w branży. TechNet, Microsoft Answers a także te bezpośrednio skupione wokół danych rozwiązań, a także wiele, wiele więcej. Pamiętajmy, że społeczność społeczności nierówna i to słowo kryje w sobie wiele możliwych znaczeń.

To, czego Microsoft nadal nie rozumie i o czym mówi bezpośrednio i z rozbrajającą szczerością, to społeczności skupione wokół wolnego oprogramowania. Gigant z Redmond rozumie, że jego potężni konkurenci znacznie zwiększyli ich znaczenie i że nie wolno tych osób traktować z góry, jako coś w rodzaju kółek zainteresowań. Sam zresztą chce wykorzystać siłę i zaradność społeczności do własnych celów.

Pierwszy eksperyment, Windows Insider okazał się bardzo udany. Windows 10 został udostępniony we wczesnej wersji poglądowej szerokiemu gronu testerów. Właściwie każdy, kto ma odpowiedni sprzęt i jest tym zainteresowany, może pobrać na swój komputer, tablet czy telefon ów system operacyjny bez żadnych opłat. Microsoft namawia, ale tego nie wymaga, byśmy korzystali z dołączonego doń oprogramowania i zapewniali mu informację zwrotną na temat niedoróbek i błędów w systemie, a także skorzystali z platformy UserVoice, by móc wspólnie przedyskutowywać nasze prośby, zgłoszenia i pomysły.

Windows Insider jest nie tylko wielkim sukcesem, ale niewykluczone, że dzięki niemu również i sam Windows 10 będzie hitem. Wszystko dzięki darmowej sile roboczej, jaką Microsoft zaprzągł do pracy. Teraz gigant z Redmond idzie o krok dalej, w znacznie mniej prestiżowym projekcie, ale też nieco bardziej… kontrowersyjnym.

Chcesz daną treść w swoim języku? To sobie ją sam przetłumacz

Microsoft teraz chce wykorzystać moc i siłę „robotnej” społeczności do innych celów. A konkretniej, do tłumaczeń jego własnych materiałów promocyjnych i szkoleniowych. Do tej pory, jeżeli dany rynek był dla Microsoftu mniej istotny, te materiały tłumaczone były maszynowo, poprzez mechanizm Binga. Działa to… jako tako, o czym każdy z nas może się przekonać: jeżeli używacie polskiego języka w Windows, wystarczy że klikniecie na rozszerzony opis dowolnej aktualizacji z Windows Update.

Chętni mogą się zapisać na Microsoft Engagement Portal i… przystąpić do pracy. Materiałów do przetłumaczenia jest mnóstwo: artykuły, witryny internetowe czy klipy wideo wymagające dodania napisów w danym języku. Microsoft oczekuje, że ochotnicy będą zarówno sami tłumaczyć, jak i weryfikować inne tłumaczenia oraz porównywać je z tłumaczeniami maszynowymi.

Ktoś mógłby zapytać, czemu Windows Insider jest taki fajny, a aktualny projekt już budzi kontrowersje? To bardzo zasadne pytanie, na które trudno mi udzielić prostej odpowiedzi. W pierwszym przypadku użytkownicy szlifują produkt, który potem sami będą wykorzystywać. W drugim zaś wspierają Microsoft w jego ewangelizacji i robią to, co sam gigant z Redmond wyraźnie zaznacza, za darmo.

Nasza ocena powyższego jest bardzo subiektywna, ale odnosimy wrażenie, że niezupełnie o to chodzi w aktywizowaniu społeczności. Ta chce pomóc i nie oczekuje wynagrodzenia. Jednak co innego jest pomagać, a co innego być jeszcze tańszą siłą roboczą od Chińczyków.

Dołącz do dyskusji