Smartfon prawie idealny. Huawei P8 – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 29.05.2015
Smartfon prawie idealny. Huawei P8 – recenzja Spider’s Web

Smartfon prawie idealny. Huawei P8 – recenzja Spider’s Web

Spośród wszystkich zaprezentowanych do tej pory w tym roku flagowców, jeden w szczególności przykuł moją uwagę. I nie był to produkt HTC, LG czy Samsunga. Moje zainteresowanie wzbudził produkt Huawei, czyli ich najnowszy flagowiec P8. Spędziwszy trochę czasu z tym urządzeniem już wiem, że niezwykle pozytywne pierwsze wrażenie zdołało się utrzymać.

Choć smartfony Huawei na rodzimym, chińskim rynku znajdują się w ścisłej czołówce sprzedaży, w Polsce – nie wiedzieć  czemu – marka nadal kojarzona jest raczej z tanimi urządzeniami, routerami mobilnymi i ogólnie, średnio inspirującymi produktami.

Producent skutecznie jednak odczarowuje ten stereotyp już od jakiegoś czasu. Najpierw światło dzienne ujrzał model P6, który skutecznie zwrócił na siebie uwagę technologicznego światka. Rok później jego następca, P7 przekonywał blogosferę, gdzie prowadzone były szeroko zakrojone działania marketingowe, że telefon z Androidem również może być elegancki.

Potem na targach IFA 2014 zaprezentowano phablet Ascend Mate 7, który zebrał pozytywne recenzje w niemal każdym medium. W końcu Huawei pokazał swoje najnowsze dziecko – P8, porzucając przedrostek “Ascend”, tym samym plasując go w innej, wyższej lidze.

I słusznie.

Mocne 5 za pakowanie

Rzadko się zdarza, żebym mógł powiedzieć cokolwiek więcej o sposobie, w jaki produkt jest zapakowany, ale w przypadku nowego dziecka Huawei nie wypada tego przemilczeć. Chińczycy porównują swój sposób wyjmowania P8 z pudełka, do sięgania po książkę stojącą na półce i… dokładnie tak się czułem, wyciągając cieniutkiego flagowca z jego opakowania.

huawei-p8-18

Co więcej, pudełko jest solidne, wykonane z bardzo przyjemnych w dotyku materiałów, a akcesoria – ładowarka, kabel USB i słuchawki – nie są po prostu luźno wrzucone do środka, lecz mają swoje osobne przegródki, nieco na wzór pakowania iPhone’ów.

Jeszcze mocniejsze 5 za jakość wykonania

Gdy tylko chwycić Huaweia P8 w dłoń, od razu uderza jego jakość wykonania. Choć chiński producent już przy modelu Mate 7 pokazał, że potrafi robić solidnie wykonany sprzęt, tutaj przeszedł sam siebie.

Zgadzam się, że designersko P8 wygląda na nieślubne dziecko Xperii Z3 z iPhonem 5, ale jakością wykonania znacznie bliżej mu do tego drugiego. Aluminiowa obudowa unibody jest bardzo solidna i nie sprawia wrażenia podatnej na jakiekolwiek bendgejty.

Szlifowane krawędzie nieco wbijają się w dłoń, ale nie jest to nieprzyjemne doznanie, a dzięki bardzo cienkiej konstrukcji (6,4 mm) stosunkowo duża powierzchnia urządzenia nie stanowi problemu.
Nauczony doświadczeniem z innych, aluminiowych telefonów, spodziewałem się bardzo śliskiej konstrukcji, lecz zostałem pozytywnie zaskoczony – plecki urządzenia pokryte są powłoką, która zapobiega wyślizgiwaniu się smartfona z rąk.

Można go zatem nosić “nago” bez obaw o upuszczenie, aczkolwiek obawiam się, że obudowa może się łatwo rysować, szczególnie na krawędziach.

Pomimo 5,2″ przekątnej ergonomia P8 jest niemalże wzorowa. Przycisk blokady ląduje dokładnie pod kciukiem, a umieszczone nad nim klawisze głośności nieustannie pozostają w zasięgu. Jedyną wadą z tego punktu widzenia jest… grubość urządzenia.

Tyle się narzeka na wystające moduły aparatów w równie niemożebnie cienkich iPhone’ach i Samsungach, lecz w praktyce ten dodatkowy milimetr pozwala na wygodne podniesienie telefonu leżącego na pleckach. W przypadku zupełnie płaskiego P8 wymaga to pewnej wprawy i zmiany przyzwyczajeń, o ile nie chcemy uszkodzić naszego urządzenia podnosząc je ze stołu.

Wizualnie powtórzę to, co pisałem już podczas prezentacji nowego flagowca chińczyków – P8 jest po prostu śliczny. Nawet w kolorze “szampańskiego złota”, który trafił w moje ręce, smartfon wygląda bardzo elegancko i stylowo.

Złoty kolor jest stonowany, a wykonana z tworzywa sztucznego, skrywająca część anten wstawka w okolicach aparatu nie psuje ogólnego wrażenia.

Psuje je za to odrobinę naklejka z certyfikacją urządzenia. Zdaję sobie sprawę, że te oznaczenia gdzieś musiały się znaleźć, ale są producenci, którzy potrafią je ukryć stosując ledwie widoczną czcionkę na samym urządzeniu.

najbrzydszy-element

Piękny, choć nieco ciemny wyświetlacz

Pod taflą szkła Gorilla Glass 4 znajduje się ekran IPS LCD o przekątnej 5,2″ i rozdzielczości FullHD. Osobiście bardzo się cieszę, że producent pozostał przy 1920 x 1080, bo oprócz zastosowań VR, wyższe rozdzielczości w smartfonach po prostu nie mają sensu.

Panel o zagęszczeniu pikseli na poziomie 424 ppi jest bardzo żywy. Nie jest to oczywiście poziom ekranów AMOLED, ale dzięki temu kolory są bardziej naturalne i nie zmieniają się zależnie od kąta widzenia.

Muszę jednakże przyznać, że domyślne ustawienie temperatury barwowej okazało się nieco za ciepłe; jeden ruch suwaka zlikwidował jednak problem różowawego zabarwienia bieli.

Jedyną wadą wyświetlacza jest jego jasność. W ostrym słońcu nie sposób korzystać z telefonu, a w kwestii automatycznego dostosowywania intensywności podświetlenia telefon również nie sprawdza się najlepiej, zawsze wybierając za ciemne ustawienie do panujących warunków.

Na plus trzeba jednak zaliczyć absolutny brak wycieku podświetlenia i bardzo głębokie (jak na ekran LCD) czernie.

Konsumowanie multimediów to czysta przyjemność

Świetnemu ekranowi towarzyszą bardzo solidne doznania audio. Szczególnie dźwięk w słuchawkach jest bardzo przyjemny dla ucha, dzięki zastosowaniu przez Huawei autorskiego wzmacniacza audio. Lepiej jednak nie słuchać muzyki przez dołączone do zestawu słuchawki, bo te – choć z wyglądu bezczelnie przypominają Apple EarPods – grają poniżej przeciętnej.

Na szczęście P8 potrafi napędzić zarówno słuchawki dokanałowe jak i studyjne, a do tego robi to naprawdę dobrze. Dźwięk jest mocny, klarowny i bardzo głośny.

p8-1

Dość głośny jest też wbudowany głośniczek u dołu obudowy. Choć podwójny grill może sugerować co innego, nie są to dwa głośniki stereo, lecz pojedynczy moduł.

Jak już wspomniałem, gra on naprawdę głośno i bardzo wyraźnie, choć niestety brak mu głębi. Po tygodniu spędzonym z HTC Boomsound różnica jest naprawdę kolosalna, aczkolwiek nie mogę nazwać dźwięku płynącego z głośnika nieprzyjemnym. Sprawdza się też świetnie podczas rozmów w trybie głośnomówiącym.

Tak naprawdę jego największą wadą jest umiejscowienie – głośniczek bardzo łatwo jest zakryć, a jeśli włożymy telefon do kieszeni spodni głośnikiem do dołu, prawdopodobnie nie usłyszymy jak dzwoni.

Aparat z najwyższej półki

O fotograficznych właściwościach P8 najlepiej świadczy fakt, iż znalazł się on w ścisłym tercecie zwycięzców naszego wielkiego porównania foto-smartfonów. Robione nim zdjęcia są naprawdę piękne, rozpiętość tonalna więcej niż zadowalająca, a optyczna stabilizacja obrazu ułatwia fotografowanie w niekorzystnych warunkach oświetleniowych.

Wspierany przez dwubarwny flash główny aparat z matrycą RBGW o rozdzielczości 13 MP i jasności obiektywu f/2.0 nie tylko daje naprawdę świetny obraz. Również prędkość jego działania stawia go w jednej lidze z czołówką mobilnej fotografii. Z poziomu zablokowanego telefonu uruchomienie aparatu trwa zaledwie sekundę, a autofocus jest szybki i dokładny.

Interfejs aparatu będzie wyglądał znajomo dla każdego, kto kiedykolwiek korzystał z iOS.

Maksymalna prostota i ledwie kilka trybów oraz ustawień to wszystko, co tutaj znajdziemy. Wielka szkoda, że producent nie zdecydował się na pełne, manualne nastawy w swoim flagowcu. Mając do dyspozycji sensor o takich możliwościach aż się prosi o więcej kontroli nad jego ustawieniami.

Mamy za to dwie bardzo ciekawe funkcje, które z pewnością docenią miłośnicy fotografii. Pierwsza z nich to malowanie światłem, które w sprawnych rękach pozwala uzyskać naprawdę niesamowite efekty. Druga zaś skierowana jest bardziej do ludzi kręcących wideo – jest to tryb reżyserski, który pozwala w czasie rzeczywistym stworzyć film z wykorzystaniem do trzech smartfonów P8 przy użyciu łączności WiFi.

Przednia kamera o rozdzielczości 8 MP również nie zawodzi, aczkolwiek nie jest tak kompetentna jak główny aparat.

O jakości obydwu sensorów możecie się przekonać oglądając poniższą galerię zdjęć wykonanych przez Marcina Połowianiuka, wykorzystanych w naszym wielkim teście smartfonów:

Niestety Huawei P8 ma pewne problemy jeśli chodzi o nagrywanie wideo. Optyczna stabilizacja sprawia, że obraz jest płynny, nawet gdy trzęsą nam się ręce, lecz pozytywne wrażenia rujnuje korekta ekspozycji. Tutaj aparat zdaje się być wiecznie niezdecydowany, niepotrzebnie korygując ekspozycję przy każdej, najdrobniejszej nawet zmianie ostrości.

Interfejs pełen emocji

Nakładka EMUI 3.1 pokrywająca Androida w wersji 5.0 prezentuje typowo “chińskie” podejście do Zielonego Robota, czyli przede wszystkim kompletną rezygnację z szufladki aplikacji. Na wzór iOS wszystko mamy tutaj na wierzchu, a instalowane aplikacje możemy grupować w foldery.

W przypadku oprogramowania naprawdę nie sposób uniknąć porównań do iSprzętu, gdyż żaden inny smartfon z Androidem nie przypomina aż tak bardzo iPhone’a swoim software’em.

Wizualnie wiele aspektów jest bezczelnie wręcz podobnych do iOS, a funkcje takie jak “pociągnięcie” palca w dół na dowolnym ekranie by wyszukać kontakt lub aplikację jeszcze bardziej to wrażenie potęgują.

Huawei dodał jednak od siebie sporo możliwości dostosowania wyglądu (jak na przykład motywy) i kilka ciekawych funkcji, aby wznieść się ponad to, co oferuje bliźniaczo podobna konkurencja.

Przede wszystkim mamy tutaj Knuckle Sense, czyli opcję korzystania z ekranu używając… knykci.

Ruchem knykcia po ekranie możemy zaznaczyć jego część, a podwójne zapukanie w ekran robi jego zrzut.

Trzeba wspomnieć, że w zagranicznych recenzjach, które ukazały się tuż po prezentacji urządzenia, sporo było komentarzy odnośnie wadliwego działania tej funkcji. Na szczęście wersja, która trafi do sprzedaży nie ma z jej obsługą najmniejszego problemu.

interfejs

Tylko w tym tygodniu EMUI otrzymało aż trzy uaktualnienia, które ostatecznie rozwiązały problemy z dotykiem.

Mam jednak nadzieję, że uaktualnień będzie więcej, gdyż oprogramowanie Huawei cierpi jeszcze na kilka problemów wieku dziecięcego. Najpoważniejszym z nich są powiadomienia, które często przychodzą na urządzenie z dużym opóźnieniem.

Z początku miałem jeszcze większy problem z powiadomieniami, gdyż wiele z nich nie przychodziło w ogóle. Okazało się jednak, iż jest to wynik bardzo agresywnego “ubijania” procesów w tle przez Emotion UI.

Wystarczy dodać aplikacje do listy chronionych po wygaszeniu ekranu i problem braku powiadomień znika.

Nadal przychodzą one jednak dość późno. Zdarzało się, że na P8 powiadomienie trafiało kilka minut po tym, jak otrzymały je inne urządzenia leżące na moim biurku.

Dopracowania wymaga też pasek powiadomień, a konkretnie jego typografia i kolorystyka.

Czcionka jest nieczytelna, głównie za sprawą grafitowego odcienia, który sprawia, że praktycznie nie da się podejrzeć zawartości niektórych powiadomień, na przykład tematu wiadomości Gmaila czy treści SMS-a.

W testowanym przeze mnie egzemplarzu pojawił się również dziwny błąd w aplikacji wiadomości, gdzie czasami pomimo napisania SMS-a z użyciem polskich znaków, treść wysyłana była bez nich.

Liczę jednak, że Huawei szybko naprawi te drobne niedoróbki, bo oprócz nich korzystanie z EMUI 3.1 jest bardzo przyjemne. Zabrzmi to może kliszowo, ale po ustawieniu odpowiedniego motywu i segregacji ikon na pulpitach poczułem się jak w domu.

p8-4

Jestem też zaskoczony jak często korzystałem z trybu “jednoręcznego” w P8. Przeciągnięciem palca po klawiszach ekranowych zmniejszamy rozmiar wyświetlanego obrazu tak, że można bez problemu dosięgnąć kciukiem każdej jego krawędzi.

Chodź zazwyczaj uznaję takie bajery za – no właśnie – bajery, tutaj dość często uciekałem się do tej funkcji.  Pomimo tego, że P8 nie jest jakimś wielkim smartfonem, a dzięki niewielkiej grubości bardzo poręcznym, czasem jednak objęcie kciukiem całego ekranu nie jest zbyt komfortowe.

Zabrakło mi tutaj także funkcji typu double-tap to wake, którą stosuje coraz więcej producentów. Przycisk blokady ekranu jest co prawda w wygodnym miejscu i pracuje z odpowiednim skokiem, lecz miło by było zobaczyć odblokowywanie ekranu podwójnym puknięciem.

Huawei P8 doskonale spisuje się w codziennym użytkowaniu

Celowo zostawiłem kwestię specyfikacji i płynności działania na sam koniec tej recenzji, ponieważ P8 łatwo jest zdyskredytować jako gorszego, z powodu zastosowanego w nim procesora.

Ośmiordzeniowy Hisilicon Kirin 930 być może nie jest w stanie mierzyć się z peletonem w benchmarkach, ale jego 2,0 GHz są więcej niż wystarczające, żeby zapewnić super-płynne działanie urządzenia.

Wspierany przez 3 GB pamięci RAM P8 ani razu nawet się nie zająknął podczas czasu, który z nim spędziłem. Nawet gdy miałem jednocześnie uruchomione dwie wymagające gry, Facebooka, Slacka i kilka innych okien, przełączając się pomiędzy nimi nigdy nie zdarzyło się, żeby P8 łapał jakąkolwiek zadyszkę.

Ciekaw jestem jak będzie się sprawował za kilka miesięcy, lecz sądząc po relacjach użytkowników phabletu Mate 7, można być spokojnym o perspektywiczną prędkość działania nowego flagowca Chińczyków.

Zauważyłem jednak, że problemem czasami bywa wydajność w grach. Jest to jednak zdaje się zależne od optymalizacji konkretnych tytułów, gdyż tak jak na przykład Asphalt 8 potrafił okrutnie przyciąć, tak GTA: San Andreas nawet na wysokich ustawieniach nie notowało spadku klatek.

p8-2

Miłym zaskoczeniem był również fakt, że Huawei P8 nie nagrzewa się aż tak bardzo, jak niektórzy konkurenci w aluminiowych obudowach. Owszem – plecki urządzenia robią się ciepłe, ale nigdy na tyle, żeby było to niekomfortowe, albo tym bardziej powodowało spadek jasności ekranu, jak ma to miejsce w niektórych modelach.

Trzeba jednak uważać z tym instalowaniem gier, gdyż w podstawowym modelu Huawei posiada tylko 16 GB pamięci wbudowanej. Pomimo slotu na kartę micro-SD przestrzeni na aplikacje pozostaje stosunkowo niewiele, bo ostatecznie jest to niespełna 11 GB.

Na szczęście zawsze pozostaje bardziej pojemna – choć droższa – wersja 64 GB, która oprócz tego posiada nieco mocniejszy procesor Kirin 935.

Wiele wspólnego z pozytywnymi wrażeniami z użytkowania Huaweia P8 ma jakość jego anten

Nie bez powodu producent podczas prezentacji przechwalał się możliwościami podwójnego zestawu odbiorników. Huawei P8 sprawuje się naprawdę wyśmienicie. Byłem niezmiernie zaskoczony tym, jak szybko telefon przełącza się pomiędzy zasięgami w roamingu, utrzymując stabilny sygnał nawet w trasie, gdzie inne smartfony gubiły go w ogóle.

Podobnie rzecz ma się z WiFi. Choć na papierze nie wygląda on imponująco, to moduł b/g/n o częstotliwości 2,4 GHz rewelacyjnie trzyma się zasięgu sieci.

Te możliwości potęguje dodatkowo funkcja LINK+, czyli inteligentne przełączanie się pomiędzy sieciami 3G/4G a WiFi, zależnie od tego, która oferuje większą prędkość.

Trzeba jednak mieć na uwadze, że korzystanie z tego trybu znacząco zwiększa zużycie transmisji danych komórkowych.

W parze z jakością sygnału idzie też jakość połączeń głosowych. Po obydwu stronach dźwięk jest donośny, klarowny, a funkcja redukcji szumów spisuje się znakomicie.

Czas pracy na baterii nie wygląda niestety tak różowo

Ogniwo o pojemności 2680 mAh odrobinę mnie zawiodło. Z jednej strony naprawdę nie jest tragicznie – zazwyczaj P8 nie miał problemu z przetrwaniem ze mną blisko 20 godzin, lecz zawsze było to bardzo nierówne doświadczenie.

Dopóki moje wykorzystanie ograniczało się do odbierania powiadomień, przeglądania mediów społecznościowych i normalnego korzystania z telefonu, akumulator zachowywał się dość przyzwoicie, nawet przy prądożernym Facebooku i Chromie.

Wystarczy jednak obejrzeć kilka filmów na YouTube, albo odpalić wymagającą grę i procenty momentalnie lecą w dół.

Mam nadzieję, że również tę kwestię uda się chińskiemu producentowi rozwiązać aktualizacją oprogramowania, bo nawet gdy telefon nieustannie przełącza się między antenami, nie zużywa tyle prądu co w czasie konsumpcji multimediów, a to nie jest normalne zachowanie.

huawei p8 26

Smartfon prawie idealny?

No właśnie – prawie. Sądzę jednak, że jeśli Huawei utrzyma tempo rozwoju, to przyszła generacja może poważnie zagrozić gigantom pokroju Samsunga czy LG. Huawei P8 z jednej strony ma wszystko, by być nazwanym pełnoprawnym flagowcem, a z drugiej strony za mało, by przebić się do ścisłej czołówki.

Wystarczy że wymienię tu braki takich funkcji jak szybkie ładowanie czy nieobecność czytnika linii papilarnych (który, co dziwne, trafił do modelu Mate 7).

P8 jest jednak bardzo ciekawą propozycją dla tych, którzy szukają urządzenia nastawionego nie na suchą specyfikację, a raczej na “user-experience”. Nowy flagowiec od Huawei ma w sobie coś takiego, co sprawia, że chce się go używać, nawet biorąc pod uwagę problemy wieku dziecięcego.

Podczas prezentacji firma bardzo mocno podkreślała, że jest to smartfon dla ludzi kreatywnych i jestem w stanie zrozumieć skąd taki nacisk. Urządzenie jest przepiękne, fenomenalnie leży w dłoni, aparat robi rewelacyjne zdjęcia. Do tej pory w podobny sposób wzbudzał emocje tylko iPhone, do którego znów ośmielę się przyrównać P8.

Pomimo kilku wad mogę nowego Huaweia z czystym sumieniem polecić każdemu, kto szuka wydajnego, genialnie prezentującego się urządzenia, a nie chce wydawać kwot przekraczających trzy tysiące złotych na smartfona.

Huawei P8 da wam potężne odczucie obcowania z produktem klasy premium, zarówno pod kątem jakości wykonania jak i płynności działania, a przy tym – pomimo eleganckiej prostoty designu – wyróżni z tłumu innych, bardziej “mainstreamowych” rozwiązań.

I mówiąc szczerze – po spędzeniu odrobiny czasu z P8 nie mogę się doczekać kolejnych sprzętów z wysokiej półki od chińskiego producenta. Kilka rzeczy jest jeszcze do poprawy, ale już dziś ich smartfony nie mają się czego wstydzić na tle konkurencji.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement