Jesteśmy w Londynie, gdzie Huawei pokazał swój najlepszy smartfon. Ascend P8 – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 15.04.2015
Jesteśmy w Londynie, gdzie Huawei pokazał swój najlepszy smartfon. Ascend P8 – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Jesteśmy w Londynie, gdzie Huawei pokazał swój najlepszy smartfon. Ascend P8 – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Huawei nie zamierza bawić się w półśrodki, przynajmniej jeśli chodzi o opisywanie swojego najnowszego modelu smartfona – Ascenda P8. To najlepszy telefon, jaki kiedykolwiek stworzyliśmy – mówią, i raczej nie rozmijają się z prawdą.

Odłóżmy jednak na chwilę na bok wszystkie te marketingowe zabiegi, wszystkie zapewnienia o wyjątkowości, unikalności, byciu najlepszym na rynku, kreatywności, pasji i podobnych. To po prostu telefon, więc zajmijmy się nim samym, nie pompowaną wokół niego otoczką.

huawei p8 1

Szybko bowiem okazuje się, że – przynajmniej jeśli chodzi o pierwsze wrażenia – smartfon doskonale broni się sam. Dość mieszane wrażenia może wprawdzie sprawiać opakowanie wykonane z tworzywa sztucznego, które błyskawicznie zbiera odciski palców i wygląda umiarkowanie estetycznie, ale już sposób umieszczenia w nim telefonu jest bez wątpienia oryginalny.

Odrzucamy więc na boki pomysłowy karton (razem z dziwnym pudełeczkiem, oznaczonym trzema wykrzyknikami i… pustym w środku), a także ładowarkę z trybem szybkiego ładowania i chwytamy P8 w dłoń.

huawei p8 8

Właściwie od razu mamy świadomość, że obcujemy z czymś naprawdę porządnym, z wysokiej półki cenowej. Cała jednobryłowa konstrukcja, dostępna w sumie w czterech wariantach kolorystycznych (po dwie na każdą odmianę cenową), z wyjątkiem frontu pokrytego Gorilla Glass, wykonana jest z przyjemnego w dotyku metalu.

Nie ma więc mowy o nawet najmniejszych szczelinach czy niedoskonałościach.

Cała obudowa, wszystkie wstawki, przyciski i otwory wykonane są niemal perfekcyjnie, a efektowne ścięcia ramki tylko podkreślają charakter telefonu.

huawei p8 20

Jedyne wątpliwości odnośnie obudowy, które można mieć już na samym początku, to czas, przez jaki właśnie te ścięcia będą wyglądały tak gładko, jak wyglądają od razu po wyjęciu z pudełka.

Mówiąc wprost, w przypadku mojego egzemplarza, który jeszcze zbyt wiele w życiu nie doświadczył, już teraz zdradzają tendencję do zmiany w… szczotkowane aluminium.

Sam rozkład przycisków i złącz trudno jest określić inaczej niż standardowy. Na delikatnie zakrzywionych bocznych krawędziach umieszczono przyjemnie klikające klawisze regulacji głośności oraz wygodny i łatwo wyczuwalny przycisk zasilania, zlokalizowany tak, że bez problemu dosięgniemy go kciukiem przy dowolnym chwycie.

huawei p8 23

Ta sama krawędź kryje również dwa złącza ukryte w dość standardowych tackach. Dość standardowych, bowiem o ile jedna z nich jest zwykłym “pojemnikiem” na kartę nanoSIM, o tyle druga może przyjąć albo kartę SIM, albo kartę pamięci o pojemności do 128 GB. Możemy więc wybrać, co jest dla nas najważniejsze.

Dół to z kolei miejsce dla dwóch maskownic głośników – co ciekawe, w żaden sposób nie przypominających tych z iPhone’a, a także wejście microUSB. Na górze, jak łatwo się domyślić, trafiło złącze słuchawkowe i dodatkowy mikrofon.

huawei p8 26

Świetne wrażenie nie mija gdy spojrzymy na front telefonu. Wielki ekran wypełnia zdecydowaną większość tego fragmentu urządzenia, a boczne ramki (pomijając czarne ramki samego wyświetlacza) praktycznie nie istnieją. Być może częściowo jest to zasługa zaokrąglonych krawędzi, ale i tak robi to świetne wrażenie.

Niespecjalnie wielkie są też ramki na dole i na górze, choć trzeba przyznać, że o ile górna ramka wypełniona standardowymi dodatkami wygląda całkiem dobrze, o tyle całkowicie pusta powierzchnia na dole już trochę gorzej. Aż chciałoby się, żeby umieszczono tam przyciski systemowe Androida (5.0), które w wybranym przez Huawei rozwiązaniu zasłaniają po prostu fragment cennego ekranu.

huawei p8 6

A naprawdę szkoda tracić go na tak mało efektowne elementy. Pomimo bowiem tego, że przy 5,2″ oferuje nam rozdzielczość “zaledwie” FullHD, prezentuje się naprawdę bardzo atrakcyjnie. Obowiązkowe bardzo dobre kąty widzenia, dobra jasność maksymalna (aczkolwiek do ideału sporo jej brakuje), przyjemne dla oka odwzorowanie kolorów (w tym i białego), to z całą pewnością elementy, za które będzie można P8 chwalić.

Ba, przy przeglądaniu niektórych fabrycznie zainstalowanych materiałów wrażenia są naprawdę niesamowite. Czy to kwestia zbombardowania mózgu marketingowymi hasłami dotyczącymi doskonałości ekranu i jego wyższości nad konkurencją, czy po prostu sam w sobie jest dobry – nieistotne. Ważne jest to, że szanse na rozczarowanie się tym wyświetlaczem są praktycznie zerowe, nawet jeśli nie można pochwalić się 2K.

huawei p8 25

Jest jednak jedna rzecz, która robi być może jeszcze większe wrażenie niż sam wyświetlacz czy jakość wykonania. To sposób, w jaki P8 pasuje do ręki.

Tak, to wielki telefon, większy niż np. moje dopuszczalne normy, ale mimo to nie sprawia wrażenia aż tak gigantycznego.

Po części jest to zasługa odpowiedniego wyprofilowania krawędzi (o wyprofilowaniu tyłu nie ma mowy – jest całkowicie płaski), po części bardzo niewielkiej masy, po części braku ramek, a do tego wszystkiego dochodzi bardzo przyjemne wyważenie i wykończenie aluminiowej obudowy, mające zapobiegać ślizganiu się telefonu.

huawei p8 12

Nie zaryzykuję oczywiście i tym razem stwierdzenia, że jest to telefon dla każdego, bo nawet gdyby zostawić sam ekran, to i tak byłoby to urządzenie spore, ale i tak warto go sprawdzić – obcinanie ramek i doskonalenie się producentów w wyważaniu i profilowaniu sprzętów prowadzi często do naprawdę ciekawych efektów.

O samej wydajności i systemie po tak krótkiej przygodzie trudno jest mówić. W tej pierwszej kwestii trudno jest na razie powiedzieć coś złego, ale i gdyby dało się – byłoby naprawdę kiepsko. Pozostaje sprawdzić, czy P8 za kilka tygodni będzie taką samą błyskawicą jak w momencie wyjęcia z pudełka.

huawei p8 5

Co do samej nakładki producenta, cóż, tutaj wszystko poza funkcjonalnością i wydajnością jest kwestią gustu. Z całą pewnością estetycznie nieco dojrzała od czasu, kiedy miałem z nią ostatnio do czynienia, ale i tak jestem wdzięczny, że istnieje możliwość łatwej zmiany domyślnej kolorystyki.

Ważniejsze jest jednak to, co oprócz tego producent dodał od siebie. A tego jest naprawdę sporo (nawet pomijając rzeczy, których nie da się na szybko sprawdzić).

Z całą pewnością jedną z pierwszych rzeczy, którymi bawić się będą nowi właściciele jest opcja głosowego odnajdywania telefonu. Wystarczy powiedzieć nasze ustalone wcześniej hasło, a następnie zapytać “gdzie jesteś?” (niestety jedno i drugie w języku angielskim), aby telefon zaczął… grać, migać i mówić, że jest tutaj. Brzmi jak gadżet, ale – ku mojemu wielkiemu zdziwieniu – przeważnie działa i faktycznie pomaga, choć oczywiście jeszcze nie udało mi się P8 nieświadomie zgubić.

huawei p8 13

Są też mniej oryginalne dodatki, takie jak tryb obsługi jedną ręką (pomniejszanie ekranu), dodatki znane już wcześniej, jak Touchplus, wiszący (czy raczej pływający) wielofunkcyjny przycisk, obsługa “inteligentnych” etui czy zestawów słuchawkowych, ale nie zabrakło i innych, nieco bardziej nietypowych

Huawei podczas konferencji zapowiedziało, że wraz z P8 dokonuje największej rewolucji od czasu ekranu multitouch, jednak to, co zaprezentowało chwilę potem wzbudziło dość mieszane odczucia. Nowym sposobem obsługi wyświetlacza jest bowiem obsługiwane go nie palcem, a… zgiętym palcem.

Chińska firma w pewien sposób postanowiła wynagrodzić posiadaczom Ascenda P8 fakt, że nie posiadają oni rysika, którym mogliby w wygodny sposób wykonywać zrzuty ekranu czy oznaczać treści, które chcą sobie zapisać w takiej postaci. W rezultacie, zamiast męczyć się z kombinacjami przycisków, wystarczy dwa razy stuknąć zgiętym palcem w wyświetlacz, aby zapisać zrzut ekranu.

Tak, ekran reaguje na pukanie go knykciami.

huawei p8 11

W podobny sposób, zagiętym palcem obrysowując wybrane treści, zapisujemy w pamięci urządzenia zrzut ekranu tej części wyświetlacza. W obydwu przypadkach efekty naszych zgiętopalczastych wysiłków możemy oczywiście od razu edytować i/lub udostępniać.

I choć jest to zdecydowanie ciekawe rozwiązanie, to trudno powiedzieć, żeby było to coś naprawdę rewolucyjnego (tym bardziej, że inni producenci już dawno wymyślili jak “bezklikowo” robić zrzuty ekranu). Tym bardziej, że dość niewielkie jest pole manewru, jeśli chodzi o dalsze zastosowania “zgiętego palca”. Zdecydowanie fajny gadżet, ale do wspomnianej rewolucji zdecydowanie dalej, niż bliżej.

huawei p8 24

Oczywiście pozostaje jeszcze cała masa elementów, wliczając w to m.in. aparat, które koniecznie trzeba sprawdzić przed wydaniem ostatecznego werdyktu. To jednak tylko pierwsze wrażenia, a na “całe dobro” przyjdzie czas w pełnej recenzji.

Jeśli jednak, nawet po tak krótkim czasie użytkowania, odrzeć P8 ze wszystkich marketingowych haseł, które często brzmią śmiesznie, lub powtarzane wielokrotnie stają się męczące, to mamy do czynienia z naprawdę bardzo dobrym (na pierwszy rzut oka) i jednocześnie uczciwie wycenionym urządzeniem.

Bez dwóch zdań jest to najlepsze, co do tej pory pokazało Huawei.

Tylko czy jest lepsze od wszystkiego, co w tej samej lub podobnej cenie zaoferuje konkurencja?

Dołącz do dyskusji

Advertisement