Kruger&Matz FitOne, czyli ile warta jest tania opaska fitness – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 07.04.2015
Kruger&Matz FitOne, czyli ile warta jest tania opaska fitness – recenzja Spider’s Web

Kruger&Matz FitOne, czyli ile warta jest tania opaska fitness – recenzja Spider’s Web

Z całą pewnością spora część zwolenników drogich, „markowych” opasek argumentuje swój wybór tym, że kiedy chodzi o zdrowie, nie warto oszczędzać. I owszem, w przypadku sprzętów faktycznie medycznych, może to być prawdą. Ale czy sprawdza się również wtedy, kiedy chodzi o proste urządzenia do liczenia kroków?

Chcąc rozpocząć swoją przygodę z monitorowaniem aktywności, a co za tym idzie – poprawą naszego trybu życia, dość łatwo zniechęcić się przeglądając opaski, które najczęściej poleca się w Internecie. Fitbit – od około 500 zł, Jawbone – 600 zł i więcej, Garmin, MIO czy spółka również nie odstają pod tym względem.

W tym samym worku znajdują się jednak również produkty, które dla niektórych mogą wydawać się… zbyt tanie, aby mogły w ogóle działać. Takie jak np. zaprezentowany niedawno przez firmę Kruger&Matz FitOne.

Cena? 129 zł. Przekonajmy się, czy nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto.

Zestaw

Osoby liczące na bogaty zestaw będą raczej rozczarowane. W komplecie znajdziemy jedynie moduł główny urządzenia w postaci całkiem sporej „pastylki”, prosty, gumowy pasek z odpowiednim mocowaniem na FitOne’a oraz… baterię i przyrząd do otwierania obudowy w celu wymiany tejże.

kruger matz fitone 4

Nie zabrakło też mocno skróconej instrukcji, mówiącej głównie w jaki sposób zamontować baterię (CR2032) tak, aby nie uszkodzić sprzętu. Prawdopodobnie jednak i tak, zanim zdecydujecie się jej poszukać, złożycie całość odwrotnie, co – na szczęście, wbrew ostrzeżeniom – przynajmniej w moim przypadku nie skończyło się katastrofą.

Można powiedzieć, że to raczej skromny zestaw, ale trzeba pamiętać o jednym. Po pierwsze zapłaciliśmy raptem 100 zł z hakiem, a po drugie niewiele więcej oferują nam producenci sprzętów droższych o kilkaset złotych.

Wygląd i budowa

Pierwsze co rzuca się w oczy to to, że moduł centralny FitOne nie należy do najmniejszych. W porównaniu chociażby do Fitbita Flex jest wręcz ogromny i spokojnie można go porównywać rozmiarami do niejednego damskiego zegarka.

kruger matz fitone 6

Nie oznacza to jednak, że jest obiektywnie duży i trudno nosić go na ręce. Wręcz przeciwnie – wykończony metalowymi wstawkami (choć większość materiałów stanowią tworzywa sztuczne) przyrząd, z charakterystycznym wycięciem na pasek, dzięki bardzo niewielkiej masie nosi się z łatwością i niemal nie odczuwa jego obecności. I to bez względu na to, czy biegniemy, idziemy czy śpimy.

Niemal, bo trudno jest powiedzieć, że w ogóle zapominamy o tym, że chodzimy z „trackerem”. Co jakiś czas mamy po prostu wrażenie, jakbyśmy mieli założony na rękę niewielki, bardzo lekki zegarek. Nic strasznego, aczkolwiek zostaje tu spore pole do poprawek.

Chociażby dolna część FitOne’a, z którą bezpośredni kontakt ma nasza skóra, dość wolno się nagrzewa i szybko schładza, przez co noszenie go w zimne dni potrafi być momentami mniej komfortowe, niż można byłoby tego oczekiwać. To samo zresztą tyczy się bocznych, metalowych krawędzi.

Jak więc widać, metal jest może i dobry w smartfonach, tabletach czy laptopach, ale w tego typu sprzętach – nie zawsze. Flex w porównaniu do FitOne’a przypominał o swojej obecności o wiele rzadziej.

kruger matz fitone 5

Czy spora powierzchnia FO została do czegokolwiek wykorzystana? Niekoniecznie. Jedynym aktywnym elementem jest mikroskopijna, choć całkiem dobrze widoczna dioda LED. Na niewiele nam się jednak przyda – jedynym jej zadaniem jest informowanie nas o tym, że dwukrotne puknięcie w pokrywę aktywowało wbudowany moduł Bluetooth i możemy sparować opaskę z telefonem.

Dioda miga też wprawdzie na kolor czerwony/pomarańczowy, ale nie sposób określić co to oznacza. W instrukcji nie zająknięto się o tym ani słowem, do wyczerpanej baterii zupełnie nie pasuje, więc może chodzi o brak aktywności? Kto wie?

Poza tą diodą, sporym logo K&M oraz wgłębieniem, pozwalającym dostać się do miejsca na baterię nie ma tu nic. Żadnej dodatkowej diody, żadnych dodatkowych komend wydawanych puknięciami, żadnych wibracji w jakichkolwiek przypadkach.

kruger matz fitone 7

FitOne nie poinformuje nas więc o tym, że przekroczyliśmy dzisiejsze minimum kroków, nie przypomni o konieczności ruszenia tyłka czy nie powiadomi o połączeniu przychodzącym. Mierzy kroki (i monitoruje sen) i to tyle.

Trzeba przy tym wspomnieć, że choć sprzęt ma służyć do monitorowania naszej aktywności przez cały dzień, to lepiej nie iść z nim na basen. Deklarowana przez producenta wodoodporność powinna nam wystarczyć podczas kąpieli, deszczu czy gdy spocimy się w trakcie biegania, ale na głęboką wodę lepiej się z nim nie zapuszczać.

Pasek i wygoda użytkowania

W zestawie znajduje się tylko i aż jeden pasek. Tylko, bo jeśli go zgubimy lub zniszczymy, będziemy musieli nabyć nowy. Aż, bo oferuje na tyle duży zakres regulacji, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie i nie ma konieczności sprawdzania różnych pasków w poszukiwaniu swojego rozmiaru.

I choć początkowo tworzywo sztuczne nie wydaje się być specjalnie „premium”, a miejsce na FitOne’a otoczone jest tak cienkimi ramkami, że wygląda tak, jakby całość miała się zaraz zerwać, to wszystko… działa i to nawet przy intensywnym użytkowaniu.

kruger matz fitone 9

Montaż jest oczywiście banalnie prosty i nie wymaga żadnych specjalnych zabiegów, podobnie jak zapięcie całości na ręce. Obawiałem się wprawdzie, czy taki komplet wytrzyma względnie intensywny bieg na kilka kilometrów, ale okazało się, że poradzić sobie bez szwanku. A i ja dość szybko zapomniałem, że biegnę nie z jednym zegarkiem biegowym, a z zegarkiem i dodatkową opaską.

kruger matz fitone 8

Ci, którzy obawiają się, że mogą FO zgubić podczas normalnego użytkowania, nie powinni się więc martwić. Chyba że z czasem guma wyrobi się na tyle, że pastylka będzie z niej wypadać, ale cóż – nie takie sprzęty udawało się już ludziom zgubić w jeszcze bardziej banalne sposoby.

Synchronizacja i aplikacja

Jako że opaska nie jest w stanie wyświetlić nam absolutnie niczego, konieczne jest korzystanie z dodatkowej, dedykowanej aplikacji dostępnej dla iOS i Androida.

I tutaj zaczyna się pierwszy problem. Synchronizacja nie tylko nie następuje automatycznie, ale i wymaga od nas oprócz naciśnięcia odpowiedniej ikony w aplikacji, również dwukrotnego puknięcia w FO. Nie jest to wprawdzie aż tak absurdalny proces jak synchronizacja pierwszych dwóch generacji Jawbone Up, ale i tak w porównaniu do Fitbita Flex czy podobnych brzmi trochę… nadmiarowo.

Oczywiście wytłumaczeniem tego jest cena oraz sposób zasilania FitOne’a. Jako że nie da się ładować włożonej do niego baterii, takie marnotrawienie zapasu energii na podtrzymywanie łączności Bluetooth byłoby szaleństwem. Nie zmienia to jednak faktu, że kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund zajmie nam sprawdzenie aktualnego wyniku.

Potem jest już jednak lepiej. Bezpłatna aplikacja nie tylko nie wygląda źle (choć do oferty Fitbita czy Jawbone jej daleko), ale pod względem funkcjonalności nie można jej wiele zarzucić.

Nie tylko bowiem pokazuje nam łączną liczbę kroków danego dnia czy snu, ale – co odrobinę mnie zaskoczyło – jest w stanie również wykryć zarówno „zwykłe” kroki, większą aktywność czy bardziej intensywne ćwiczenia.

Po pierwszym biegu z FO spodziewałem się prostego wykresy kroków, a tu niespodzianka – dojście do ustalonego przeze mnie startu zostało określone jako zwykłe kroki, a dalsza część jako ćwiczenia. Wszystko to zostało przy tym elegancko przestawione na ekranie głównym w osobnych polach, ułożonych chronologicznie.

Nie ma więc problemu z otrzymywaniem jednego, „sklejonego” pakietu danych z całego dnia. Wszystko jest elegancko oddzielone od siebie.

Moje zdziwienie było tym większe, że nie potrafił tego zrobić bez dodatkowych zabiegów mój Flex, kosztujący mnie prawie 4 razy tyle co FitOne.

Dalej również jest zaskakująco dobrze. Możemy prześledzić liczbę kroków dla każdej minuty ćwiczeń (czy też zwykłego chodzenia), prześledzić czas aktywności, dystans, tempo (choć podawane w metrach na minutę), intensywność oraz liczbę spalonych kalorii (choć ta pochodzi prawdopodobnie z kosmosu i jest absolutnie oderwana od rzeczywistości). Samodzielnie możemy też np. zmienić rodzaj aktywności i jej intensywność, w ten sposób korygując uzyskane dane i jednocześnie uzyskując lepszy zapis naszych starań.

Nie ma większych problemów ze zmodyfikowaniem zakładanego przez nas dziennego celu. To samo zresztą tyczy się historii naszego snu, choć tutaj – z oczywistych powodów – niewiele możemy zrobić.

Warto tylko pamiętać o jednym – aby zgrywać nasze dane co najmniej raz na tydzień. W przeciwnym wypadku zostaną one nadpisane przez nowe dane w opasce. W telefonie oczywiście zostają na dłużej.

Szkoda tylko, że wszystko trzeba robić z poziomu telefonu i nie ma tu nawet najprostszej strony internetowej. O jakiejkolwiek dalszej synchronizacji, np. z Endomondo, też możemy zapomnieć, choć opcja chwalenia się wynikami przed znajomymi oczywiście jest.

Czy to działa?

Odpowiedź jest prosta – tak, działa, choć trudno też powiedzieć, że jest to produkt całkowicie pozbawiony wad.

Po pierwsze, jeśli jesteście w tak kiepskiej sytuacji „aktywnościowej”, że chcielibyście, aby do dziennej sumy kroków liczyło się każde odejście od komputera, zawiedziecie się. FitOne zaczyna liczyć nasze kroki dopiero po wykonaniu co najmniej 15 i nie zamierza dodawać tej „rezerwy”, gdy uzna, że faktycznie się ruszyliśmy.

kruger matz fitone 11

I z jednej strony to dobrze, a z drugiej źle. Źle, bo wyniki są względnie nieprecyzyjne, a dobrze, bo po prostu musimy się ruszać więcej, aby zrealizować założony przez nas limit. Czyli, w ogólnym rozliczeniu, tylko dobrze.

Odpada więc sprint przy myciu zębów czy trucht przy pisaniu komentarza w Internecie. Jak dalej z precyzją?

Przy spokojnym i nieco szybkim marszu nie jest źle, ba, można nawet powiedzieć, że jest dobrze. Wbudowany akcelerometr w połączeniu z „magicznymi algorytmami” spisuje się przyzwoicie, nie dając się specjalnie oszukać. Również i dystans przeważnie wydaje się być zbliżony do realnego, zliczanego zegarkiem sportowym z GPS. Różnice wprawdzie czasem sięgają nawet kilkuset metrów przy dłuższych spacerach (choć to raczej w ekstremalnych przypadkach), ale przecież nie chodzi o to, żeby te wyniki były perfekcyjne.

kruger matz fitone 12

Przy zadaniu trudniejszym, czyli monitorowaniu biegania, gdzie byłem przekonany, że FO zupełnie sobie nie poradzi, zostałem bardzo przyjemnie rozczarowany. Dystans według zegarka Garmina wyniósł 5,9 km, natomiast FitOne podał 6,3 km.

Rozbieżność teoretycznie spora, ale trzeba pamiętać o jednym – to nie jest sprzęt do monitorowania biegu na jakimkolwiek profesjonalnym poziomie. To raczej wskazówka nt. tego, jak daleko przebiegliśmy. I tutaj tę rozbieżność można uznać za akceptowalną. Szczególnie biorąc pod uwagę cenę porządnych zegarków z GPS i fakt, o ile wygodniejszy jest FO na ręce od telefonu w kieszeni czy dedykowanym etui.

Na początek w sam raz.

Monitorowanie snu

W tej kwestii trudno napisać zbyt dużo. FitOne monitoruje sen i wydaje się, że robi to względnie precyzyjnie, nawet jeśli w łóżku znajduje się druga osoba (co daje dużą przewagę nad podobnymi aplikacjami na telefon). Wszystkie dane są dostępne na standardowych wykresach, z możliwością edycji parametrów czy ustalania dowolnych „celów”.

kruger matz fitone 13

Bez alarmu wibracyjnego czy dokładniejszych narzędzi do analizy naszego snu, trudno mi jednak znaleźć jakiekolwiek realne zastosowanie dla tej funkcji. Jeśli ktoś śpi źle lub krótko, to raczej o tym wie i program czy opaska raczej ma niewielkie szanse mu w tym pomóc.

Jeśli jednak ktoś ma pomysł jak wykorzystać taki wykres, droga wolna. Tym bardziej, że informacji jest całkiem sporo – łączny czas spędzony w łóżku, procent osiągniętego celu, czas potrzebny na zaśnięcie, czas przebudzeń i ich liczba, a także czas lekkiego i głębokiego snu.

kruger matz fitone 14

Tym, za co należy dodatkowo pochwalić FitOne jest fakt, że nie trzeba w żaden magiczny sposób wprowadzać go w „stan snu” i dość dokładnie zdaje się określać początek i koniec naszego spania.

Sporo, jak na tak tanie urządzenie.

Bateria

Muszę przyznać, że otwierając opakowanie wpadłem w niemałe osłupienie. Przyzwyczajony do sprzętów z wbudowanym akumulatorem nie mogłem uwierzyć, że tutaj producent przesyła nam… zwykłą, płaską baterię, którą należy samemu zamontować. Żadnego ładowania – po prostu kiedy się skończy, musisz kupić nową.

Zalety są co najmniej trzy. Po pierwsze taka bateryjka kosztuje grosze i można ją dostać prawie wszędzie, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby wymienić ją w prawie dowolnej chwili (obudowę można otworzyć nawet śrubokrętem). Nie musimy szukać gniazdka, ani targać ze sobą niestandardowej ładowarki.

kruger matz fitone 10

Do tego FitOne działa długo, nawet bardzo długo. Dotarła do mnie mniej więcej dwa tygodnie temu i dalej działa, więc nie trzeba takich wymian dokonywać zbyt często (o ile oczywiście nie będziemy w kółko aktywować Bluetootha).

Niestety ma też i oczywiste wady. Załóżmy chociażby sytuację, kiedy wyjeżdżamy w góry, żeby odpocząć na chwilę od świata, wstajemy pewnego pięknego dnia, a opaska… umarła. Tracić czas na jazdę do sklepu (oczywiście zapomnieliśmy zapasowej baterii)? Oczywiście, że nie.

Podsumowanie

Nie będę ukrywał, że początkowo nie byłem zbyt pozytywnie nastawiony do opaski FitOne. Nie jest ani specjalnie mała, ani specjalnie piękna, aplikacja też nie grzeszy urodą, a gumowy pasek (choć w Fitbicie też taki był) jakoś nie zapewniał mojej skórze niezapomnianych doznań.

Po dłuższym czasie użytkowania okazało się jednak, że pierwsze wrażenia potrafią być bardzo mylne. FO robi to, co właściwie powinna robić każda, nawet dużo droższa opaska fitness z funkcją monitorowania snu (którą może niepotrzebnie, ale jednak skutecznie, lekceważę).

kruger matz fitone 3

Podawane przez produkt Kruger&Matz wyniki nie są idealnie precyzyjne, ale są bliskie prawdzie. Konieczność postawienia przynajmniej 15 kroków nie przeszkadza, a raczej dodatkowo motywuje (choć też nie można uznać takiego ograniczenia technicznego za faktyczną zaletę). Do tego aplikacja sprawdza się całkiem dobrze, a i całość nie sprawia wrażenia, jakby miała się za chwilę rozpaść.

I choć z całą pewnością nie jest to sprzęt idealny, to warto sobie zadać pytanie, czy przy takiej cenie nie warto przypadkiem dać mu szansy, jeżeli chcemy sprawić, aby nasze życie było odrobinę bardziej aktywne. O ile oczywiście potrzebujemy opaski.

Zalety:

  • Bardzo niska cena
  • Brak konieczności sprowadzania sprzętu z dalekich krain
  • Niewielka masa urządzenia
  • Dość solidny pasek z szeroką możliwością regulacji
  • Robi to, co powinna robić opaska
  • Przyzwoita precyzja
  • Aplikacja z całkiem sporym wachlarzem możliwości
  • Współpraca z Androidem i iOS

Wady:

  • Duża „koperta”
  • Gumowy pasek może być niezbyt przyjemny w dotyku (ale można się przyzwyczaić)
  • Bateria bez możliwości doładowywania
  • Karkołomny sposób aktywacji synchronizacji

Dołącz do dyskusji

Advertisement