Blu-ray 4K? Przecież to brzmi jak kaseta 4K – mówi nam Borys Musielak, twórca Filmastera

Artykuł/Biznes 08.04.2015
Blu-ray 4K? Przecież to brzmi jak kaseta 4K – mówi nam Borys Musielak, twórca Filmastera

Blu-ray 4K? Przecież to brzmi jak kaseta 4K – mówi nam Borys Musielak, twórca Filmastera

Borys Musielak to przedsiębiorca, wielki popularyzator polskich startupów na świecie, ale przede wszystkim, kinoman. Jest twórcą serwisu Filmaster.pl i systemu rekomendacji Filmaster.tv. Postanowiłem zapytać go o gust filmowy typowego widza, o pogoń za technologiami i o to, czy w przyszłości będziemy jeszcze chodzić do kina.

Borys Musielak jest założycielem firmy Filmaster. Wszystko zaczęło się od serwisu dla fanów kina Filmaster.pl, podsuwającego użytkownikom rekomendacje filmów, które warto obejrzeć. System był na tyle sprawny, że szybko wyewoluował w rozwiązanie biznesowe. Obecnie Fimaster specjalizuje się w usługach personalizacji oraz analityce. Firma oferuje gotowe rozwiązania, które można wdrożyć m.in. w sieciach kin, telewizji, serwisach VOD czy w studiach filmowych i produkcyjnych.

Borys jest również współtwórcą warszawskiego Reaktora, czyli centrum co-workingowego dla innowacyjnych startupów. Promocja startupów jest dużą częścią działalności Borysa. Jest on mentorem w Founder Institute Warsaw oraz w licznych imprezach typu Startup Weekend.

Fot. Kris Seklecki
Fot. Kris Seklecki

Na stronie FIlmaster.pl Borys Musielak pisze o sobie:

„Fan kina Jarmuscha, Bunuela, Coppoli, Lumeta i ogólnie wszystkiego, co nieostentacyjne i z klimatem.”

Z Borysem rozmawiałem o jego projektach, o technologiach i o przyszłości kina.

Marcin Połowianiuk, Spider’s Web: Jaki film ostatnio oglądałeś?

Borys Musielak, Filmaster: Ostatnio „Mandarynki”.

A kto polecił ci ten film?

Filmaster! (śmiech) Oczywiście, że Filmaster. To film, który był wyświetlany na Warszawskim Festiwalu Filmowym i miał bardzo dobre opinie na Filmasterze. W końcu udało mi się go obejrzeć kiedy leciałem do San Francisco, na laptopie. Bardzo dobry gruziński film antywojenny. Bardzo polecam.

Jak w krótkich słowach opisałbyś swoje projekty Filmaster.pl i Filmaster.tv?

Tak się nie da. Było już za dużo pivotów, by to w krótkich słowach opisać. Projekty ideowo bardzo ewoluowały. Zaczęło się od Filmastera, czyli serwisu dla fanów kina, które było moją największą pasją. Zrobiłem ten serwis trochę dla siebie, ale jak się później okazało, także dla innych osób. Nigdy nie udało się zrobić z Filmastera mainstreamowego portalu, chociaż nawet podświadomie nigdy tego nie chciałem. Wtedy zrobiłby się z niego drugi Filmweb.

Ilu użytkowników ma teraz Filmaster.pl?

Zależy jak liczyć. Konta ma ok. 100 tys. osób, wpada do serwisu ok. ćwierć miliona, przy czym generują oni kilka milionów odsłon. Także nie są to liczby, z których można wyżyć.

Dlatego pojawił się Filmaster.tv?

Tak. To historia lekko przypadkowa, ale może po prostu tak miało się wydarzyć. Jeden z użytkowników Filmastera, jeszcze w anglojęzycznej wersji, zaczął pracować w firmie Vue Entertainment w Wielkiej Brytanii (ta firma niedawno przejęła Multikino). Był tam stażystą od marketingu. Bardzo podobał mu się Filmaster i polecił go swojemu szefowi. Szef zaczął korzystać z serwisu i najbardziej spodobały mu się rekomendacje. W końcu stwierdził – czemu by ich nie wykorzystać w sieci kin Vue Entertainment?

Kina wbrew pozorom niewiele wiedzą o swoim kliencie. Wiedzą oczywiście jakie filmy się najlepiej sprzedają, ale nie mają informacji o konkretnych osobach. Pojawił się pomysł, żeby zacząć zbierać te informacje, tak aby kino mogło być przewodnikiem po filmach. Wydaje się to naturalne, ale nikt wcześniej tego nie robił. Nie wiem czy dostajesz jakieś maile od kin – ja zapisałem się na wszystkie newslettery sieci kin i wszystkie wysyłają taki sam spam. To po prostu lista nowości, bez żadnego dopasowania do widza. Pomyśleliśmy, żeby użyć algorytmów Filmastera do personalizowania wiadomości i wysyłania do widza informacji o tych filmach, na które faktycznie mógłby się wybrać.

Zgadaliśmy się z Markiem de Quervainem, szefem marketingu Vue Entertainment. Zgadaliśmy się z nim na tyle, że rzucił swoją firmę, zainwestował w Filmastera, został naszym wspólnikiem i zaczął nas intensywnie promować. Mark prowadził wiele paneli na największych konferencjach kinowych, gdzie pojawiali się dyrektorzy marketingu wszystkich kin na świecie, np. w Las Vegas na Cinemacon, czy w Barcelonie na CineEurope. Dzięki temu mocno nas wprowadził w świat sieci kin i dystrybutorów.

Ilu klientów ma teraz Filmaster.tv?

Kilkunastu. Klienci pochodzą głównie z branży kinowej. Mieliśmy także kilka wdrożeń w serwisach VOD i telewizji. Wydaje mi się, że to są miejsca, gdzie możemy zarobić najwięcej i najwięcej zmienić, jeśli chodzi o podejście do technologii. Mamy też kilku klientów wśród startupów – z nimi najłatwiej jest się dogadać. Mamy teraz także klientów z wielkiej Brytanii, którzy tworzą serwis muzyczny. Nasze algorytmy działają także dla muzyki.

Skoro algorytmy są uniwersalne, czy nie planujesz wejścia na nowe rynki?

Rozmawiam z różnymi potencjalnymi klientami. Uderzam do przemysłu rozrywkowego, którym są filmy, muzyka i gry. Te algorytmy działają tu bardzo podobne. Zrobiliśmy również eksperymentalny projekt e-commerce’owy, który optymalizuje sklep. Ciągle szukamy miejsc rozwoju i skalowalnego modelu biznesowego.

A może rekomendacje reklam? Czy perspektywa stworzenia konkurenta dla AdSense jest kusząca? I czy jest w ogóle wykonalna?

Myśleliśmy o tym… a wręcz pracujemy nad tym. Aczkolwiek nikomu jeszcze o tym nie mówiłem (śmiech). Reklamy, a szczególnie reklamy telewizyjne, to duży rynek, do którego technologia jeszcze za bardzo nie dotarła. Większość rzeczy jest tu robionych ręcznie i intuicyjnie. Nie jest łatwo zautomatyzować reklamę w telewizji. Dużo łatwiej jest wykorzystać do tego celu second screen. Tutaj możemy zrobić dużo ciekawsze rzeczy i nad takimi rozwiązaniami pracujemy. Docelowo cała reklama telewizyjna ma być „z-AdSense’owana”. Trochę się boję, że cały ten rynek przejmie Google i Apple, ale dla startupów też jest tu dużo miejsca.

Jak klienci oceniają wasz system?

Bardzo pozytywnie. W przypadku rekomendacji da się sprawdzić jak wydajnie działa system. Można to przetestować algorytmicznie i pokazać, o ile lepszy wynik uzyskuje system z rekomendacjami, niż taki bez nich. Klient może to policzyć i zobaczyć, ile dodatkowo zarobi dzięki skorzystaniu z takiego systemu.

Czy nie było tak, że Filmaster.pl powstał tylko po to, by badać gusta kinomanów i na ich podstawie budować skuteczne algorytmy do rekomendacji w Filmaster.tv?

Pewnie gdybym był wielkim przedsiębiorcą myślącym przyszłościowo, tak właśnie powinno być, ale niestety tak nie było. (śmiech) Filmaster.pl robiłem dla funu. Przez pierwsze dwa lata nie była to nawet firma, a mój dodatkowy projekt, który robiłem po godzinach pracy w banku w Londynie. W pewnym momencie udało się wywalczyć dofinansowanie z Unii, pojawili się inwestorzy i właśnie wtedy, w 2010 roku, ruszyliśmy.

Filmaster

Czy jest coś takiego, jak przeciętny, uśredniony, gust filmowy?

Tak, jest coś takiego. Wystarczy wejść na dowolny ranking serwisu filmowego i zobaczyć, które filmy są najpopularniejsze i podobają się właściwie wszystkim.

A czy nie jest tak, że wasze algorytmy sprawdzają się tylko na takim przeciętnym widzu, a nie zadziałają na koneserze niszowego kina?

Algorytm analizuje to, co dana osoba lubi. Widzowi, który w ogóle nie ogląda mainstreamowego kina, będzie polecać kino festiwalowe, czy stare filmy artystyczne. Dla odmiany, osobie, która chodzi do kina tylko na blockbustery, nie ma specjalnego sensu by często polecać inne filmy. Staramy się jednak robić wyjątki – np. dla osób, które oglądają tylko westerny i sensacje, jak np. mój tata. (śmiech) Co jakiś czas można im polecić film, który podoba się innym widzom o podobnym guście. Takie osoby może nawet nie wiedzą, że film z nurtu artystycznego może im się spodobać. Algorytmy wychwytują takie korelacje.

Gdyby było tak jak mówisz, wszyscy dostawaliby takie same rekomendacje, a przecież każdy dostaje zupełnie inne. Cała idea polega na tym, że są one osobiste. Powinny pokazywać zarówno rzeczy, które na pewno ci się spodobają, ale czasem również rzeczy, które rozszerzają twój gust.

Czy czujesz odpowiedzialność za kształtowanie gustu widza poprzez rekomendacje?

Mógłbym ją czuć, gdybym stworzył serwis z setkami milionów użytkowników. Tutaj jest to jednak cały czas niszowa usługa. Trudno tu mówić o odpowiedzialności za widza. Staram się dawać usługę, która jest najsensowniejsza. Tak, żeby zarówno użytkownicy Filmaster.pl jak i nasi klienci (oraz ich klienci) byli zadowoleni. Cały nasz biznes opiera się na tym, że to musi działać dobrze.

samsung-smart-tv-smarthub-1

Porozmawiajmy o technologiach. Czy masz w domu Smart TV?

Nie mam w domu, ale mam w pracy.

Dwa lata temu w rozmowie z Ewą Lalik mówiłeś, że Smart TV jest jak Symbian – młodziutkie, niedopracowane, raczkujące. Jak oceniasz Smart TV dziś?

Niestety idzie to w jakimś dziwnym kierunku. Są przykłady Smart TV, które są chętnie używane. To przede wszystkim Roku i Apple TV, popularne głównie w Stanach, ale także Chromecast. Nie jest to do końca Smart TV, ale jest takim pośrednikiem.

Nie spotkałem osoby, która zachwala swój Smart TV. Nawet samo określenie „Smart TV” nie za bardzo się przyjęło. Ludzie mówią po prostu „telewizor” i nie oczekują od niego niczego więcej, niż oglądania telewizji. Tutaj marketingowo coś nie zadziałało.

Są tego dwa powody. Pierwszy to taki, że twórcy telewizorów są niekompetentni jeśli chodzi o user experience, a drugi powód jest taki, że jest za mało treści. Nawet jeśli jest ich dużo, to nie są one łatwo dostępne. Twórcy Smart TV koncentrują się na sprzedaży trzyliterowych skrótów, które dla użytkownika są bez znaczenia. Dla klienta jedyna istotna rzecz to przekątna ekranu.

Tak uważasz? Coraz częściej widzimy nowe technologie, takie jak Quantum Dot, OLED, HDR, 4K…

… i myślisz, że ktoś je rozumie i wie, co to jest? Myślisz, że ktoś rozumie, czym jest 4K? Myślę że świadomość w ciągu ostatnich lat urosła może z połowy do całego procenta. Obserwując jak zachowuje się rynek, w ogóle nie widzę zainteresowania nowymi technologiami. Ludzie nie kupują częściej telewizorów z uwagi na technologie. Nie kupują wystarczająco częściej, by ten biznes był opłacalny. Nawet tworzenie telewizorów nie jest obecnie opłacalne.

Jedynym wyjściem jest stworzenie wygodnego interfejsu, który pozwoli widzom w łatwy sposób odkrywać treści. To jest jedyne, co ludzie chcą robić na telewizorze. Przerzucanie dwustu kanałów jest po prostu absurdalne w dzisiejszych czasach, kiedy znamy interfejs Youtube’a czy Netflixa.

Jak według Ciebie wygląda nośnik przyszłości? Czy płyta Blu-ray 4K, która ma wyjść w tym roku, ma jakiś sens?

Już sam Blu-ray nie był sukcesem, więc nie wiem, dlaczego Blu-ray 4K miałby nim być. W tym momencie to jest jakaś desperacja. To dla mnie brzmi trochę jak kaseta 4K (śmiech). Coraz mniej ludzi ma Blu-raye i w ogóle kojarzy, czym one są. W większości serwisów filmowych mówi się nadal „premiery kinowe” i „premiery DVD”. Ludzie nie przyjęli nawet nazwy Blu-ray. Kupują Blu-raya i mówią na to DVD. Całkowity fail. Streaming jest na tyle dojrzały, że technologia płyt nie ma przyszłości.

A co z totalnymi nowinkami, takimi jak hełmy wirtualnej rzeczywistości?

Myślę, że Oculus i tego typu technologia ma ogromnie duży potencjał, jeśli chodzi o rynek rozrywkowy. Celowo mówię „rozrywkowy”, a nie „filmowy”, bo świat filmu i gier będzie coraz bardziej zbliżał się do siebie. Już teraz pojawiają się filmy inspirowane grami, i odwrotnie, ale w niedalekiej przyszłości to może być jedno. Mogą powstawać „gro-filmy”, które będą konsumowane tylko na takich urządzeniach. Czuję intuicyjnie, że będzie się tam działo. Facebook zresztą też to czuje. (śmiech) I Google i Microsoft również. Coś w tym musi być.

Ta technologia wymusza jednak pewną alienację. Nie można założyć z dziewczyną wspólnego hełmu i razem oglądać film. To przeżycie dla jednego widza.

To niekoniecznie problem. Takie przeżycie może być bardzo „social”, tylko w trochę inny sposób. Może będziemy mieli hełmy na głowie, ale interakcja będzie możliwa. I to nie tylko z osobą siedzącą obok, ale z całym światem.

Wydaje mi się jednak, że tradycyjne kino nie umrze, tak jak nie umarło radio, czy teatr. Wirtualna rzeczywistość będzie tylko dodatkiem. Typowo artystyczne kino, wbrew pozorom, przetrwa najdłużej. Zauważ – nowinkowe blockbustery sprzed 50 lat są dziś śmieszne. A kino artystyczne z tego samego okresu jest cały czas wysokiej jakości i nie straciło na aktualności. Te nowinki mogą przejąć część widowni blockbusterów, a jednocześnie cały czas będzie miejsce na obejrzenie komedii romantycznej z dziewczyną na kanapie, bez żadnych okularów.

Czyli kino przetrwa próbę czasu?

Jestem tego pewien.

A telewizja?

Jedyny właściwie powód, dla którego ludzie oglądają jeszcze telewizję, to sport na żywo. I może jeszcze różne programy live, które nie są dostępne nigdzie indziej, lub są dostępne w słabej jakości.

netflix w polsce

Wiele osób czeka na Netflixa w Polsce, ale nie wszyscy zdają sobie sprawę, że europejska biblioteka filmów i seriali mocno odbiega objętością od biblioteki w Stanach. Czy jest jakaś rada na geofencing?

Po pierwsze, VOD musi się opłacać przemysłowi, czyli producentom i dystrybutorom treści. Jeśli będą oni mogli zarobić na streamingu równie dużo, co na telewizji, kinie, czy nawet DVD, to wtedy system zacznie działać. Po drugie, sami nie ułatwiamy im specjalnie zadnia.

Dlaczego?

Europa ma czterdzieści-kilka państw. Każde z nich ma swojego ZAiKS-a, każde z nich ma swój system rozliczania praw autorskich, a więc taki Netflix jest trochę… biedny. Musi dogadać się z każdym z tych systemów oddzielnie, a czasem to się po prostu nie opłaca. A na starcie nie opłaca się prawie nigdy. Na start jest jeden duży rynek amerykański, bo tam wdrożenie jest łatwe, a system jest przyjazny przedsiębiorcom.

Czy geofencing nie ogranicza was przy tworzeniu algorytmów? W końcu widz może natrafić na ścianę nie do przeskoczenia – przynajmniej w legalny sposób.

My tak czy inaczej polecamy treści, które są dostępne w bibliotece naszego klienta per kraj. Nigdy nie polecimy czegoś, czego użytkownik obejrzeć nie może. Chyba, że nie może z powodu posiadania niższej wersji abonamentu usługi. Takie rekomendacje oczywiście dajemy i jest to część promocyjna. Chodzi o zainteresowanie widza wyższymi pakietami.

Problem geofencingu istnieje w bardzo ogólnych systemach rekomendacji, takich jak np. Filmaster.pl. Może się okazać – i często się okazuje – że część polecanych filmów nie jest obecnie dostępna w sposób legalny w Polsce. A nawet jeśli są legalnie dostępne, to trzeba też pomyśleć o wygodzie. Teoretycznie możemy oglądać „House of Cards” w Polsce, ale jeśli serial jest nadawany raz na tydzień w jakimś niszowym kanale telewizyjnym, to dla większości ludzi jest to równoznaczne z brakiem dostępności. Jeśli materiały nie są w łatwy sposób dostępne w telewizji, to są w łatwy sposób dostępne na Popcorn Time’ie. I to jest źródło, które ludzie wybiorą, nie mając żadnych wyrzutów sumienia. Konkurencja z Popcorn Timem jest więc trudna i sam Netflix powiedział, że nie jest dla nich konkurencją HBO, czy Hulu, tylko właśnie Popcorn Time.

A sam częściej oglądasz filmy w kinie, czy w domu, np. poprzez serwisy VOD?

Jestem jednak dość oldschoolowy i kino jest dla mnie podstawowym miejscem, gdzie chcę oglądać filmy. Od czasu kiedy mam dziecko, nie zawsze mi się to udaje. Aczkolwiek i tak przynajmniej dwa razy w roku biorę tydzień wolnego i robię sobie maratony po kilka filmów dziennie, np. na festiwalach. Jeśli porównam teraz czas spędzony oglądając filmy w domu, na projektorze (bo tak je oglądam), versus kino lub inne miejsca, gdzie oglądam filmy, to projektor wygrywa. W domu mogę obejrzeć film w sposób niezaplanowany, a wyjście do kina to niestety większa wyprawa wymagająca organizacji. Aczkolwiek kiedy tylko mogę, wybieram kino.

Czego życzyłbyś branży na przestrzeni najbliższych 5-10 lat?

Życzyłbym, by zwróciła się twarzą do widza, bo w tym momencie stoi troszkę… tyłem. Wynika to z wielu czynników, w tym historycznych uwarunkowań i sposobów, w jaki rynek się ukształtował. Niestety w tym momencie główni dowodzący tej branży, czyli w Stanach Zjednoczonych organizacje typu MPAA i RIAA, nie myślą specjalnie o widzu, a głównie o tym, jak ułatwić życie dystrybutorom i dostawcom treści.

A jeśli chodzi o Filmastera? Gdzie będzie za 5-10 lat?

Oj, za 5-10 lat na pewno go nie będzie. Albo będzie przejęty, albo zniknie… to tak długa perspektywa, że trudno mi powiedzieć. Teraz jestem skoncentrowany na tym projekcie, ale robię też inne rzeczy. Stworzyłem niedawno fundację Startup Poland, cały czas rozwijam Reaktora jako takie środowisko startupów. Dużo swojej energii poświęcam promocji polskich startupów na świecie. Jestem jednak przedsiębiorcą, jest dla mnie oczywiste, że kiedy skończy się jeden projekt, będę robi kolejny. Najlepiej z tymi samy ludźmi, bo pracuje mi się z nimi świetnie.

W takim razie tego ci życzę i dziękuję za rozmowę.

*Część grafik: Shutterstock.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement