Fejsbukowiczu, lecz się z patologicznego zbieractwa

Felieton/Social media 09.02.2015
Fejsbukowiczu, lecz się z patologicznego zbieractwa

Fejsbukowiczu, lecz się z patologicznego zbieractwa

Media społecznościowe już dawno ewoluowały z etapu miejsc, gdzie spotykamy znajomych z lat szkolnych, do centrów naszego internetowego życia. Rozliczne badania ukazują, że zdecydowana większość z nas spędza przed komputerem minimum 3-5 godzin dziennie, z czego większość tego czasu właśnie na portalach społecznościowych. Warto się zatem zastanowić, co mówią o nas nasze subskrybcje?

Dzisiejsze standardy różnią się znacząco od lat ubiegłych, jednak nadal jest sporo prawdy w tym, że oceniamy człowieka po wystroju jego mieszkania. Gdy wchodzimy do cudzego lokum, uważnie się rozglądamy, podświadomie wyszukując książek na półkach, obrazów, nowego telewizora, barku z wykwintnymi alkoholami. Jak bardzo byśmy z tym nie walczyli, nasz “efekt aureoli” zadziała, w ciągu pierwszych kilku minut wyrabiając pierwsze zdanie o spotkanym człowieku.

Wyobraźcie sobie teraz, że wpuszczacie kogoś do swoich mediów społecznościowych, jak do domu

Nieważne, czy jest to Facebook, Twitter, YouTube czy rosnący ostatnio w popularność Snapchat. Social Media są hubem, przez który przesiewamy wszystkie, interesujące nas treści w Internecie. Co za tym idzie, mówią one bardzo wiele o tym, kim tak naprawdę jesteśmy.

media-internetowe

Filtrowanie gigantycznego śmietnika, jakim jest Internet, to wielka sztuka. Niezwykle ciężko jest odseparować wartościowy content od zwykłych bzdur, którymi sieć bombarduje nas na co dzień. Jeśli chodzi o bzdury w Internecie, Facebook jest niekwestionowanym królem. Nigdzie indziej nie znajdziecie takiej ilości stron, które dostarczają codzienną dawkę pseudo-śmiesznych obrazków, nigdzie też nie dostaniecie aż tylu zaproszeń do grup, w których dyskutuje się na te pseudo-zabawne tematy. Trochę lepiej wygląda to na Twitterze, gdzie o wiele łatwiej wyłuskać ludzi wartych obserwowania. YouTube potrafi dostarczyć rzeczy tak dziwnych, że człowiek kuli się w sobie i chowa w kąciku, a Snapchata… wolę przemilczeć.

Większość nieświadomych internautów niestety poddaje się temu zalewowi bzdur

Klika “subskrybuj” na każdym kanale, który zaserwował 10-cio godzinny remix z kiwającym głową Gandalfem. Klika “lubię to” przy każdym fanpejdżu, gdzie pojawił się nowy mem. Po krótkim czasie timeline wygląda tak, że nawet najbardziej odporny na internety człowiek uciekłby z krzykiem.

Wykorzystując metaforę wpuszczania nieznajomych do domu – najlepszym porównaniem byłyby odwiedziny w domu osoby z Zespołem Diogenesa, czyli skrajnej odmiany Patologicznego Zbieractwa. Próbując wejść do salonu, trzeba przedrzeć się przez sterty śmieci. Chcąc odstawić kawę na stół, najpierw będzie musiał zrzucić z niego zalegające, zakurzone bibeloty. Zamiast obrazów na ścianach zobaczy obdartą farbę, a zamiast książek na półkach sterty tabloidów.

Jeśli powyższy akapit brzmi znajomo, to znak, że najwyższy czas coś zmienić. Zrobić porządek w tym bałaganie i zacząć wykorzystywać media społecznościowe nieco inaczej.

Jesteś tym, co oglądasz

Nie jest żadną tajemnicą, że człowiek nasiąka tymi treściami, które najczęściej sobie serwuje. Stajemy się specjalistami w dziedzinach, o których najwięcej czytamy, którymi najbardziej się interesujemy. Kim więc staje się człowiek, który karmi się wyłącznie “tą dziwną stroną internetów”…?

Media społecznościowe mają niezwykłą tendencję do ogłupiania swoich użytkowników. Jest to jednak zależne wyłącznie od tego, jak z nich korzystamy.

shutterstock_178305200

W moim przypadku, Facebook już dawno przestał być platformą do kontaktów ze znajomymi sensu stricto. Stał się zastępstwem czytnika RSS. W dzisiejszych czasach każdy duży portal posiada swój fanpage, a polubienie go na FB jest najzwyczajniej w świecie najprostszą formą na jego śledzenie. Do obserwowania ludzi, których działania mnie interesują, wykorzystuję Twittera. Ze wszystkich serwisów społecznościowych ten wpływa najmniej negatywnie na stan mojej psychiki, ponieważ bardziej niż gdziekolwiek indziej dostarczana przez niego treść jest wyłącznie moim wyborem.

YouTube to z kolei jeszcze inna historia – wykorzystywany we właściwy sposób może być nie tylko źródłem fantastycznej rozrywki, ale i edukacji. Rozwijania swoich zainteresowań, poszerzania wiedzy na interesujące nas tematy. Niby są to oczywiste oczywistości, a jednak przeraża mnie, jak wiele osób w dalszym ciągu nie zdaje sobie sprawy z tego, że Social Media to coś więcej niż tylko miejsca kontaktów ze znajomymi. Warto zrozumieć, że naprawdę – można żyć bez zdjęć śmiesznych kotów i suchych żartów. O wiele ciężej żyje się bez wiedzy i umiejętności.

Zważ na język!

Nie wiem dlaczego, ale wielu ludzi ciągle żyje w przedziwnym przekonaniu, że są w Internecie anonimowi, a co za tym idzie – bezkarni. Jeszcze większa rzesza ludzi żyje w przeświadczeniu, że to, co mówią i robią w Internecie nijak nie przekłada się na ich życie. A to nieprawda!

Najprostszym przykładem tego, jak media społecznościowe odbijają się na naszym życiu jest poszukiwanie pracy. Wiecie co robi pracodawca po otrzymaniu od was CV? Sprawdza was na Facebooku. Szuka waszego nazwiska w Google. Im ważniejsze stanowisko, na które aspirujecie, tym uważniej przeczesuje sieć w poszukiwaniu szczegółowych informacji na wasz temat. Jak myślicie, jakie są szanse na zatrudnienie osoby, która na swoich profilach obrzuca innych ludzi błotem, udostępnia tylko bezwartościowe treści i wdaje się w każdą możliwą wojenkę w komentarzach? Osobiście nie wróżę takiej osobie kariery.

Postując na dowolnym portalu trzeba pamiętać, że w Internecie nic i nigdy nie ginie. Każde słowo, które padło z naszych wirtualnych ust odciska piętno na ogólnym obrazie, jak wokół siebie malujemy.

social media facebook twitter ello

Pozory często mylą, ale są najbardziej widoczne

Żyjemy w erze cyfryzacji i mnogości opcji dotyczących konsumowania treści, dlatego pierwsze wrażenia często bywają złudne. Dajmy na to, fakt, że człowiek nie posiada w domu ani jednej książki, wcale nie musi już oznaczać, że mamy do czynienia z wtórnym analfabetą. Przecież gdzieś w domu może leżeć sobie czytnik e-booków, z setkami pozycji. To, że przez tablicę na Facebooku przewija się kawalkada śmiesznych obrazków, wcale nie musi oznaczać, że taka osoba nie konsumuje poważnych treści – przecież może to robić zupełnie innymi kanałami, a media społecznościowe traktować jedynie jako źródło rozrywki.

Musimy jednak pamiętać, że choć nie szata zdobi człowieka, to bardzo wiele o nim mówi. Człowiek ubogi wcale nie musi chodzić w łachmanach, a bogacz w skrojonych ma miarę garniturach, ale pozostaje faktem, że wspomniany wyżej “efekt aureoli”, czyli – bardziej po ludzku – pierwsze wrażenie, właśnie na tym bazuje swoją ocenę. Jeżeli fasada będzie wprowadzała odbiorcę w błąd, może być tak, że nie zechce on zerknąć, co kryje się głębiej.

Social Media to potężne narzędzia

W dodatku dostępne zupełnie za darmo. Tylko od nas zależy treść, jaką będziemy w nich konsumować i tylko od nas zależy, co ta treść będzie o nas świadczyć. Skoro żyjemy w epoce kompletnego spłycenia intelektualnego, warto chyba korzystać z każdych możliwych sposobów, aby owemu spłyceniu nie ulegać, nieprawdaż?

Tym bardziej, gdy wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

 

* Grafiki pochodzą z serwisu Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement