Toyota ma skuteczny sposób, żeby niedoświadczony kierowca przeżył każdy wypadek

Toyota ma skuteczny sposób, żeby niedoświadczony kierowca przeżył każdy wypadek

Toyota ma skuteczny sposób, żeby niedoświadczony kierowca przeżył każdy wypadek

Znajomość przepisów, pokonywanie łuku, ruszanie pod górkę, poruszanie się po mieście czy od niedawna – eko jazda. Tego właśnie jest w stanie nauczyć nas kurs na prawo jazdy i to sprawdzi egzamin teoretyczny i praktyczny. Kto jednak nauczy młodych kierowców, jak zachowywać się w krytycznych sytuacjach i jak potencjalnie niebezpieczne jest wszystko, co może nas w trakcie jazdy rozproszyć?

Istnieją wprawdzie odpowiednie kursy dodatkowe, ale i na nich raczej nikt nie pozwoli nam celowo spowodować wypadku, tylko po to, żeby przekonać się jak groźne jest np. pisanie SMS w trakcie jazdy, czy odwracanie się do pasażerów tylnego rzędu. Po pierwsze, destrukcja co najmniej kilku aut dziennie nie opłacałaby się nikomu, a po drugie istnieje ryzyko, że nawet w trakcie takiej kontrolowanej stłuczki coś może pójść nie tak.

W takich wypadkach można skorzystać z symulatorów, ale te z kolei albo są bardzo kosztowne i nie zawsze dostępne, albo nie są w stanie w przekonujący sposób oddać realiów wypadku. Nie zwracają także szczególnej uwagi na to, gdzie patrzymy w trakcie symulacji, a ewentualny wypadek oznacza po prostu wyświetlenie odpowiedniej informacji i zakończenia “rozgrywki”.

Toyota, o czym poinformował m.in. serwis Mobile Syrup, postanowiła więc stworzyć nieco mniej typowy symulator, którego zadaniem jest właśnie pokazanie niebezpieczeństwa płynącego z wszechobecnych rozpraszaczy. Teoretycznie prosta podróż z dwójką wirtualnych znajomych, jakich każdy z kierowców pokonuje w swoim życiu setki czy tysiące, może się przerodzić w koszmar przez chwilę nieuwagi. Dokładnie tak samo, jak w prawdziwym życiu.

Bezpieczny wypadek

Zestaw składający się ze specjalnie przygotowanego samochodu Toyoty i gogli Oculus Rift w trakcie symulacji nie porusza się ani odrobinę. Można jednak w pełni poczuć się jak w prawdziwym pojeździe (bo przecież faktycznie w nim siedzimy), obsługiwać go tak, jakbyśmy naprawdę jechali, a wrażenia wynikające z używania Oculusa tylko potęgują końcowy efekt. Nawet pomimo tego, że oprawa graficzna całej symulacji, przynajmniej na materiałach demonstracyjnych, wydaje się być co najmniej umiarkowanie piękna, nie mówiąc już o modelach osób czy pojazdów.

Realistyczne jest jednak zachowanie się naszego pojazdu i pojazdów w naszej okolicy, pasażerów, a także wszystkie odgłosy, jakie towarzyszą jeździe. Regularne zmiany radia przez osobę zajmującą przedni fotel pasażera, muzyka, informacje podawane nam przez osobę siedzącą z tyłu, szum ulicy, klaksony i tym podobne. Słowem – tak jak na co dzień, a do tego podane w formie przestrzennej, co w połączeniu ze swobodą użytkowania Rifta i płynnym śledzeniem ruchów naszej głowy daje obiecujące efekty.

Symulacja prowadzona jest przy tym w dość standardowy sposób, choć z jedną małą różnicą. System zwraca szczególną uwagę na sytuacje, kiedy nie patrzymy się na jezdnię, co w przypadku korzystania z Oculusa jest dość łatwe do sprawdzenia. Zerkanie na to, co robią pasażerowie, próba odczytania wiadomości tekstowej – to wszystko jest rejestrowane i w pewnym momencie – znów, jak w normalnym życiu – jesteśmy za to karani.

W jaki sposób? Oczywiście zderzeniem z innym pojazdem. Wirtualnym, ale jednak bez wątpienia robiącym wrażenie, zwłaszcza jeśli kierowca biorący udział w symulacji uzmysłowi sobie, na jak niewiele czasu tak naprawdę odwrócił wzrok od drogi. Przecież tylko zerkną na telefon, pasażera czy radio. Tyle jednak czasem wystarczy.

Konsekwencji oczywiście nie ma żadnych, a całkowicie nieuszkodzony kierowca po prostu zdejmuje gogle i wychodzi z samochodu-symulatora. Toyota ma jednak nadzieję, że następnym razem, w prawdziwym ruchu, przypomni on sobie to, co stało się na takim pokazie i, miejmy nadzieję, zdecyduje, że ten SMS może jednak chwilę poczekać na odebranie. Niepokojące jest jedynie to, że niektórym trzeba takie rzeczy tłumaczyć i pokazywać w tak dosłowny sposób. Dobrze, że nowe technologie dają do tego odpowiednie narzędzia, które być może pojawią się za jakiś czas na całym świecie.

VR tam, gdzie nie chciałbyś się znaleźć

Przyszłość VR i sektory, w których jego zastosowanie będzie lepsze od dotychczasowych rozwiązań, nie są jeszcze ustalone i większość z tego, co obecnie obserwujemy, można uznać jedynie za pierwsze próby i przymiarki do dalszych działań. Zdecydowanie jednak w niektórych przypadkach widać ogromny potencjał, i to potencjał, którego nie powinno się marnować.

oculus rift 4

Wszędzie tam, gdzie niemożliwe, nieopłacalne, niebezpieczne lub bardzo trudne w realizacji jest zapewnienie użytkownikowi bezpośredniego kontaktu z odpowiednimi narzędziami czy udziału w określonym wydarzeniu, Oculus, lub podobne produkty, odnajdzie się doskonale. Bez dziesiątek połączonych monitorów, czy wielkich, kosztownych ekranów. Symulator opierający swoją wizualną część właśnie na Rifcie, może być często kilkukrotnie mniejszy, niż jego bardziej klasyczny odpowiednik. Nie wspominając już o cenie.

Początkowo postrzegany więc przez wielu głównie jako atrakcyjne rozwiązanie dla graczy, Rift może stać się o wiele potężniejszym narzędziem. Już teraz wykorzystywany przez duże firmy (np. Forda, przy projektowaniu wnętrz nowych modeli), lub do demonstracji produktów, z czasem prawdopodobnie będzie jedynie zyskiwał na popularności. Lista branż, które mogą skorzystać z tego typu gogli, jest bez wątpienia ogromna. Oculus Rift, czy też jego odpowiedniki innych producentów (o ile powstaną i przebiją się), mogą niedługo stać się całkowicie normalnym widokiem i produktem, z którego korzystamy często, bez żadnych problemów.

Czasem tylko po to, aby przenieść się w miejsca, w których absolutnie nie chcielibyśmy się znaleźć.

Dołącz do dyskusji