Piotr Lipiński: NIENAWIDZĘ INSTRUKCJI, czyli zmierzch epoki TIP-ów

Felieton/Technologie 25.01.2015
Piotr Lipiński: NIENAWIDZĘ INSTRUKCJI, czyli zmierzch epoki TIP-ów

Piotr Lipiński: NIENAWIDZĘ INSTRUKCJI, czyli zmierzch epoki TIP-ów

Kiedy w Internecie znalazła się pierwsza instrukcja obsługi, świat zmienił się na lepsze. Miejmy nadzieję, że bezpowrotnie. Bo to bardzo istotne z punktu widzenia Narodowego Funduszu Zdrowia.

PDF-y z instrukcjami obsługi, wiszące w sieci, to jedno z największych osiągnięć ludzkości. Ułatwiły życie jak samoloty i pralki automatyczne. Powiedziałbym nawet – warto było wymyślić cały ten Internet tylko po to, aby łatwo dawało się znaleźć dowolną instrukcje obsługi.

Generalnie rzecz biorąc pałam wielką nienawiścią do manuali. Zwykle są w lekturze równie wciągające jak noworoczne orędzie prezydenta. Ciekaw jestem, czy na świat już przyszła choćby jedna osoba, która lubi czytać instrukcje obsługi. Kiedy to się zdarzy, CNN i TVN24 zapewne wyświetlą „pasek” z adnotacją: ważne.

Książek nie należy oceniać po okładkach. W zupełności zgadzam się z tą opinią. Bo książki trzeba oceniać po pierwszych trzech zdaniach. Jeśli te są słabe, reszta może być tylko jeszcze gorsza.

W instrukcjach pierwsze trzy zdania z reguły są niezbyt interesujące: „Gratulujemy wyboru naszego sprzętu. Spełni Państwa oczekiwania znacznie lepiej niż ten chłam produkowany przez konkurencję. Dział marketingu już się cieszy na świąteczne bonusy”.

Zawsze przechowywałem instrukcje tak, żeby łatwo je znaleźć. Niestety każdy elegancki sposób i tak kończył się w ten sam sposób: instrukcja przepadała bezpowrotnie w najbliższej czarnej dziurze.

instrukcja-oblugi-manual-pdf-13

Moja nienawiść do instrukcji obsługi jest nienawiścią w pełni odwzajemnioną. Owe obrzydliwe manuale po prostu złośliwie kryją się po przeróżnych szufladach albo w innych kątach. W wyszukiwaniu schowków są biegłe jak absolwent szkoły w Starych Kiejkutach.

W życiu każdego człowieka zawsze przychodzi ten moment, gdy gubi instrukcję obsługi. W zależności od jednostki trwa to godzinę od zakupu, dwa dni, trzy miesiące albo cztery lata.

W każdym razie w końcu instrukcja ginie. I dokładnie w tym samym momencie staje się niezbędna.

Związek pomiędzy awarią urządzenia a zaginięciem instrukcji jest równie nieuchronny jak podatki z punktu widzenia obywatela i dziura budżetowa z fotela ministra finansów.

Całkiem niedawno wpadłem w panikę, bo mój dość skomplikowany zegarek zaczął pokazywać jakieś głupoty. Chronometr jest na tyle stary, że pamięta czasy świetności Nokii. Gdybym więc wiedział, gdzie znajduje się do niego instrukcja obsługi, zapewne potrafiłbym też odpowiedzieć na wszystkie najtrudniejsze pytania stawiane przez współczesną astronomię, chemię, a nawet górników. Na szczęście zwykli ludzie obecnie nie muszą kłopotać się nazbyt trudnymi zadaniami. Instrukcję obsługi znajdują po prostu na stronie producenta.

Ostatnio potrzebowałem zrestartować telewizor. Niestety, od czasów, kiedy telewizory daje się łatwo wieszać na ścianach, potrafią one również się zawiesić. Dłuższą chwilę szukałem fizycznego wyłącznika, ale nigdzie nie mogłem go namacać. W końcu po prostu wyjąłem wtyczkę z kontaktu. Bardzo jednak cieszyła mnie cały czas świadomość, że w razie czego bez problemu sięgnąłbym do instrukcji w Internecie. Bo w zamierzchłych czasach, gdy telewizję oglądało się przy lampach naftowych, umierałbym ze strachu, że papierowa na pewno mi zginęła.

instrukcja-oblugi-manual-pdf-12

Tu dochodzimy do zagadnienia związanego z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Uważam, że powinny zostać przeprowadzane badania, które by wykazały spadek nerwic oraz wrzodów na żołądku, od kiedy w Internecie pojawiły się instrukcje obsługi.

Świat analogowy wymiera jak papierowe książki telefoniczne. W najmniejszym nawet stopniu nie tęsknię za papierowymi instrukcjami. Bywają wydrukowane tak małym drukiem, jak wszelkie zastrzeżenia w umowach ubezpieczenia. PDF-y z Internetu w zupełności mi wystarczają. Jak będzie mi się z wiekiem psuł wzrok, to będę kupował coraz większe monitory. Kiedy przejdę na emeryturę, niestety na większe monitory nie będzie mnie już stać. Ale na szczęście instrukcji też już nie będę potrzebował, bo w ogóle na nic mnie nie będzie stać.

Pamiętam jednak jeszcze wcale nieodległe czasy, kiedy polscy dystrybutorzy sprzętu wszelakiego nie udostępniali na swoich stronach polskojęzycznych instrukcji. Służyło to utrudnianiu życia tym, którzy przywozili sprzęty z mitycznego Zachodu. Mój telewizor firmy Sony kosztował w Polsce dwa razy więcej niż w Niemczech. Pewnie dlatego, że ciężej go było dowieźć do Polski. O czym sam się przekonałem, bo go ze szwagrem ledwo wtaszczyłem na trzecie piętro.

Bez wątpienia telewizory – w przeciwieństwie do ludzi – w ostatnich latach znacząco schudły.

Brak polskojęzycznych instrukcji na stronach internetowych (pomijając fakt, że samych stron było wówczas tyle, co Polaków w kosmosie) stanowił element walki rodzimych dystrybutorów ze złowrogim TIP-em. Czyli – jak rozwijano ten skrót – Tanim Importem Prywatnym. Albo człowiekiem, który zajmował się międzynarodowym handlem Tanio i Pewnie.

TIP był osobnikiem, który przed resztą Polaków, w awangardzie, wkroczył do Unii Europejskiej. Stał się wizjonerem świata bez granic. A przynajmniej takiego, w którym nie obowiązują żadne cła.

instrukcja-oblugi-manual-pdf-14

TIP wyruszał do Niemiec, kupował kilka telewizorów i ładował do swojego dostawczaka. Potem przekraczał granicę w tak cudowny sposób, jakbyśmy od dawna już byli w Unii Europejskiej. Czyli najzwyczajniej w świecie nie płacił żadnego cła. Można przypuszczać, że zadowoleni byli wszyscy, z wyjątkiem ministra finansów i polskiego Sony.

Nie myślcie jednak, że był to niecny człowiek, którym rządziła tylko żądza zysku. Co prawda nie pomnażał polskiego dochodu narodowego, ale działał pozytywistycznie u podstaw i zwiększał dochody celników.

Dzięki niemu poprawiły się warunki lokalowe niejednej przygranicznej rodziny. Na podobnej zasadzie, jak kiedyś zapytano kandydata do policji, dlaczego chce pracować akurat w „drogówce”. – Bo słyszałem, że tam można dorobić – odpowiedział. Niestety, czasy się zmieniły. Od wprowadzenia fotoradarów policjanci drogowi rzadziej sprawdzają się w swej wyuczonej roli, czyli stojaków do radarów. Być może z czasem nowoczesna technika w ogóle ich wyeliminuje. Metalowe podpory przecież wystarczy tylko co jakiś czas pomalować.

Prawdopodobnie z powodu popularyzacji języka angielskiego w Polsce nasi zacni dystrybutorzy sprzętu musieli obniżyć ceny. Społeczeństwu mniej niż kiedyś zależy na polskojęzycznych manualach, więc dystrybutorzy zaczęli je łaskawie publikować na swoich stronach. Niekiedy wzbogacając o bardzo twórcze tłumaczenie.

Ale z różnicami w cenach na świecie wciąż się spotkamy. Choćby z tańszą elektroniką – albo jeansami – w Stanach Zjednoczonych. Jak dla mnie jest to jedna z niezbadanych tajemnic wszechświata. Z pewnością zajęliby się nią wybitni amerykańscy astrofizycy, gdyby tylko mieszkali w Europie. Bo z amerykańskich uczelni ten fenomen jest zbyt słabo widoczny.

Dziś żyję jak panisko – PDF-owe instrukcje na wszelki wypadek trzymam w aplikacji iBooks (bo jednak w ten Internet to ja jeszcze nie całkiem wierzę). Grzecznie czekają na swój czas.

I wierzę, że Internet, mimo przeróżnych podatków i ceł, będzie też z czasem coraz bardziej zacierał różnice cen nawet między kontynentami.

Piotr Lipiński – reporter, fotograf, filmowiec. Pisze na zmianę o historii i nowoczesnych technologiach. Autor kilku książek, między innymi „Bolesław Niejasny” i „Raport Rzepeckiego”. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Na przełaj”, „Polityce”. Wielokrotnie wyróżniany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i nominowany do nagród „Press”. Laureat nagrody Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich za dokument „Co się stało z polskim Billem Gatesem”. Bloguje na PiotrLipinski.pl. Żartuje na Twitterze @PiotrLipinski. Nowa książka „Geniusz i świnie” – o Jacku Karpińskim, wybitnym informatyku, który w latach PRL hodował świnie – w wersji papierowej oraz ebookowej.

*Zdjęcia pochodzą z Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

Advertisement