Przemek Pająk vs. Marcin Prokop – Jaka jest przyszłość telewizji w starciu z YouTube?

Artykuł/Technologie 03.12.2014
Przemek Pająk vs. Marcin Prokop – Jaka jest przyszłość telewizji w starciu z YouTube?

Przemek Pająk vs. Marcin Prokop – Jaka jest przyszłość telewizji w starciu z YouTube?

Przemek Pająk: Na to powinni zwrócić uwagę zarządzający telewizjami. Za chwilę nikt nie będzie płakał po telewizorach, prawda Marcin?

Źródło: prezentacja Benedicta Evansa
Źródło: prezentacja Benedicta Evansa

Marcin Prokop: E, nie ma co lamentować. Zmieniają się kanały i sposób dystrybucji, ale ktoś, oprócz Sylwestra Wardęgi, musi jeszcze produkować content.

Ależ tego contentu poza telewizyjnego jest coraz więcej. I coraz wyższej jakości. Poza tym bardzo zmienia się jego typ – na YouTube (konsumowanym coraz częściej na mobile) zupełnie co innego ‘chwyta’ aniżeli w tv.

Dlatego telewizje będą po pierwsze musiały silniej przesunąć się z pozycji nadawców na pozycję producentów i selekcjonerów contentu, a po drugie przekonstruować ofertę programowa. W konkurencji z reszta półamatorskiego rynku będą miały na wielu polach przewagę w dziedzinie technologii i know-how, więc jeśli mądrze ten handicap wykorzystają, to nie widzę powodów do niepokoju. To nie jest tak, że pewnego dnia TVN lub Polsat ogłosi: no dobra, telewizja się skończyła, pakujemy nasze kamerki, zwalniamy ludzi i przestawiamy się na hodowlę pieczarek w naszych studiach.

No oczywiście, nikt nie zakłada przecież, że po tamtej stronie siedzą ludzie, którzy kompletnie nie widzą co się dzieje. Tyle że na tym rynku zmiany następują ultra szybko i lawinowo. Tu wystarczy dosłownie kilka sezonów, by w ogóle wypaść z rynku, którego było się liderem (patrz: Nokia). I najważniejsze – na rynku klasycznego tv, TVN-y mają w gruncie rzeczy niewielką konkurencję, na rynku YT, mobilnego video konkurencję będą mieć przeogromną. Nikt nie da im tu nic ot tak, nawet jeśli to oni mają przewagę know-howu.

Wydaje mi się też, że po okresie zachłyśnięcia nisko-profilowymi produkcjami internetowych amatorów, których appeal w dużej mierze opiera się na etosie “niezależności” (do czasu, aż zechcą zarabiać na product placemencie, a wówczas reklamodawcy zaczną stawiać contentowe wymagania), widzowie zatęsknią za dużymi, epickimi produkcjami typu: pióra w dupie, karły z kokainą na srebrnych tacach, a to już domena ludzi telewizji. Osobiście czekam, która stacja jako pierwsza będzie miała jaja, żeby zrobić show w stylu np. „Mam talent” tylko do internetu.

A ja mam wrażenie, że to będzie szło w odwrotnym kierunku – nowe podmioty, poza machinami z tv, będą wstanie produkować coraz lepszy content. Myślę, że może być podobnie jak z gazetami – niby wydawcy prasowi są w sieci, ale niewielu z nich potrafi dobrze czuć, jak funkcjonuje internet i jaki typ produktu prasowego ma tu branie. To dlatego media typu Business Insider, czy Buzzfeed, które powstały tutaj, w sieci, a nie w prasie, kładą tradycyjnych wydawców na łopatki. Myślę, że bardzo podobnie może być w przypadku rynku contentu wideo.

Powiem tak – mając dość spore doświadczenie z prasą oraz telewizją mam subiektywne wrażenie, że jednak telewizja ma większa umiejętność adaptacji do nowych warunków. Inny mental ludzi, szybkość działania, elastyczność, etc. Rozmawiałem ostatnio prywatnie z Markusem Tellenbachem i to jest człowiek, który kuma nową rzeczywistość, jest świadom konieczności zmian. A w prasie miałem z góry feedback w stylu: no tak, internet, fajnie ale jak na tym zarabiać? Róbmy lepiej swoje, tylko dawajmy większe tytuły i krótsze teksty i będzie dobrze.

Tak czy siak, nadchodzi fascynujący czas dla treści wideo!

Jeszcze referencja do świata muzyki – obniżenie progu wejścia na ten rynek – sprawienie, że w zasadzie każdy może zostać dziś twórcą i dystrybutorem muzyki – rzeczywiście ujawniło sporo talentów ale też zalało rzeczywistość falą bardzo słabego przeciętniactwa, w której najbardziej pożądana usługa staje się dobra selekcja (niestety ani Deezer ani Spotify tego akurat jeszcze nie potrafią). Myślę, że podobnie jest/będzie z rynkiem video, jak w kawałku Marka Bilińskiego: “elektronika nie gra za muzykę”.

Hmmm, jest wręcz przeciwnie – rewolucja na rynku muzycznym doprowadziła do tego, czego obawiam się w kontekście rynku tv – rozbicia monopoli, decydowania przez jednostki w marmurowych gabinetach, co jest cool, a co nie. Najpierw iPod z iTunesem zmienili przyzwyczajenia ludzi – od słuchania albumowego po słuchanie pojedynczych kawałków, teraz streaming na czele ze Spotify zmienia sposób konsumowania muzyki z kawałków na playlisty. A to wszystko zmienia rynek – z jednej strony pozwala zaistnieć tym, którzy nie mieliby szansy, gdyby to szefowie wytwórni decydowali, a z drugiej wymusza na wydawcach zmiany modeli biznesowych.

100% zgoda ale ja mówię o czymś innym – że braku talentu nie da się nadrobić dostępnością technologii. Zwiększając masę dostępnej muzyki o 100%, ilość tej naprawdę interesującej wzrasta o 5%. To moja subiektywna statystyka ale śledzę ten rynek jako pasjonat, więc mam jakieś kompetencje żeby stawiać takie tezy.

Nie, dalej się nie zgodzę – próg wejścia rzeczywiście się znacznie obniżył, ale teraz ‘wydawanie muzyki’ to zupełnie inny rodzaj biznesu. Ale odnosząc się do tego, co piszesz – to już jest chyba zmiana pokoleniowa. Dla Ciebie, dla mnie (też jestem pasjonatem) definicja tego co dobre wcale nie musi być zgodne z tym, co tzw. mainstream będzie uznawał za dobre. Mnie się np. w pale nie mieści, że można dobrym muzykiem obwoływać kogoś, kto nie gra na żadnym instrumencie, a jednak tak robią. Jest wiele wielkich postaci świata muzyki, którzy twierdzą, że muzyka rozrywkowa jako sztuka nigdy nie była w lepszym momencie: rozwoju, dotarcia, możliwości.

Ech, to może poprzestańmy na tym. Ja trzymam kciuki za dobrą telewizję i za dobrą muzykę!

I w tym momencie się w pełni zgodziliśmy!

 

* dyskusja na podstawie dyskusji na Facebooku
** zdjęcie główne: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement