Polscy prawodawcy chcą drugiej Wielkiej Brytanii. Niestety, tylko pod względem blokady stron porno

Felieton/Technologie 04.12.2014
Polscy prawodawcy chcą drugiej Wielkiej Brytanii. Niestety, tylko pod względem blokady stron porno

Polscy prawodawcy chcą drugiej Wielkiej Brytanii. Niestety, tylko pod względem blokady stron porno

Kiedyś wydawało mi się, że internet sprawi, iż pozbędziemy się części uprzedzeń i purytańskich zachowań. Dzisiaj wiem, że to nieprawda. Internet nie zmienił nic, a może nawet odwrotnie. Ekspozycja na bogactwo informacji, idei i odmiennych zachowań ma strasznie dziwne skutki, co widać po zakazie nagrywania określonych typów pornografii w Wielkiej Brytanii.

Zapytacie pewnie co ma wspólnego zakaz nagrywania pornografii z konkretnymi zachowaniami do internetu? W Wielkiej Brytanii od jakiegoś czasu trwa wojna z pornografią. W 2006 roku zakazano posiadania pornografii z przemocą, kilka dni temu stworzono listę, która zakazuje nagrywania określonych rzeczy, w tym klapsów, słownych obelg czy kobiecego wytrysku. Oprócz oczywistego seksizmu (tak, to seksizm – męski wytrysk jest w porządku, kobiecy, w wielu przypadkach naturalna reakcja, już nie) nowe prawo budzi wiele innych kontrowersji. Oglądanie materiałów z zagranicy i tak będzie dozwolone, a jak przekonuje PornHub Brytyjczycy oglądają więcej wideo z zakazanych do nagrywania kategorii, niż reszta świata.

uk_banned_content_pornhub_searches_2

Prawodawcy tłumaczą, że nowe zakazy mają chronić obywateli oraz dzieci. Jak? Do końca nie wiadomo, bo dopóki pornografia będzie dozwolona, dopóty będą pojawiały się w niej osoby świadome i mniej świadome konsekwencji i zakazanie kilku aktywności tego nie zmieni. Nawet zakazanie nagrywania nie sprawi, że nagle w Wielkiej Brytanii przestanie być tworzone porno – zejdzie tylko do podziemia.

Jednak nowe zakazy to tylko wierzchołek góry lodowej walki z pornografią.

W ostatnich dwóch latach David Cameron inicjował i wspierał próby wprowadzenia filtrów antypornograficznych, które w końcu weszły w życie. Dostawcy usług domyślnie zakładają filtry mając dużą dowolność blokowania treści, a użytkownik, jeśli życzy sobie dostępu do obscenicznych treści, może poprosić dostawcę o odblokowanie.

Oficjalnie chodzi o dzieci, oczywiście. Politycy o lobbyści tłumaczą ban na pornografię troską o najmłodszych, którzy przez niedobry internet narażeni są na ekspozycję na okropne, seksualne treści.

Problem w tym, że na przykład pod kategorię obscenicznych treści podpadają także strony dotyczące nielegalnego modyfikowania elektronicznych urządzeń i dystrybucji oprogramowania i treści. Mało istotne, że nie są to ani obsceniczne, ani pornograficzne treści – ISP dostali ogromne pole do blokowania treści na własną rękę. Co to “ekstremizm”, kategoria treści blokowanych przez filtry? Może pod mnią podpaść przecież wiele treści, również tych antyrządowych.

W imię walki z porno Wielka Brytania tworzy całkiem niezłe mechanizmy cenzury. Nie jest to “Great Firewall of China”, za to daje spore możliwości.

Przecież ISP śledzą który klient odblokowuje jakie treści. Dane te są przechowywane, tak więc walka z pornografią robi się jednocześnie ogromną bazą danych o nawykach użytkowników i tym, kto życzy sobie jakich treści.

Wszystko w imię dobra dzieci.

Co dziwne, Brytyjczycy nie zaprotestowali specjalnie mocno przeciw tym działaniom, może dlatego że są pełnie niuansów i niejasności. Tak samo, jak nie zaprotestują przeciw zakazowi nagrywania pornografii i konkretnej specyfice.

To piękny przykład, jak wykorzystuje się pornografię – treści, które ogląda prawdopodobnie większość internautów – do własnych celów.

Zamiast edukowania rodziców, jak kontrolować dostęp do treści przez własne dzieci, zamiast pozwalać dorosłym osobom, które zgadzają się na konkretne aktywności seksualne i nagrywanie tego oraz dystrybucję, blokuje się wszystko po kolei.

Kiedyś wydawało mi się, że internet spowoduje rozluźnienie obyczajowe, tak jak niegdyś rewolucja seksualna. Bo przecież skoro większość z internautów ogląda pornografię i wszyscy o tym wiedzą , to możnaby wnioskować, że zaakceptujemy fakt, iż seksualność nie jest taka zła. Tymczasem okazuje się, że jest całkiem inaczej, a wraz ze wzrostem dostępności do pornografii rośnie także opór przeciwko niej.

Czy muszę dodawać, że polscy prawodawcy też próbują tworzyć podwaliny pod blokowanie treści w sieci? Czy użyją do tego kontrowersyjnej pornografii, hazadru czy jeszcze innego powodu, nie ma znaczenia. Każdy powód jest dobry, by blokować niewygodne rzeczy.

*Zdjęcie główne: Shutterstock.

Dołącz do dyskusji