10 najlepszych filmów 2014 roku według Borysa Musielaka

Artykuł/Technologie 31.12.2014
10 najlepszych filmów 2014 roku według Borysa Musielaka

10 najlepszych filmów 2014 roku według Borysa Musielaka

Od redakcji: Rok 2014 kulturalnie i technologicznie był bardzo ciekawy. Dlatego też poprosiliśmy przedstawicieli świata technologii, osoby które czynnie go kształtują, o podsumowanie świata w kulturze. Konwergencja, proszę państwa! Najlepsze filmy 2014 roku prezentuje Borys Musielak:

W moim zestawieniu filmów roku 2015 na szczycie dwa filmy o wampirach, ale nie ma wśród nich słabego ponoć Draculi. Do tego przegląd kinematografii europejskiej, z wyrażnie wyróżniającymi się twórcami z Rosji, których uważam za reżyserów najciekawiej opowiadających o dziesiejszym świecie. “Gwiazdę” i “Durnia” możecie jeszcze przez kilka miesięcy obejrzeć w kinach całej polski w ramach wędrującego festiwalu Sputnik nad Polską.

No to zaczynamy:

10. Polskie gówno (Grzegorz Jankowski, Polska)

Obiektywnie nie jest to film dobry. Złożony naprędce, mimo 7(!) lat produkcji, poszarpany, niepoukładany, z wieloma wątkami i bez jednej konkretnej historii, balansujący pomiędzy dokumentem, parodią dokumentu, musicalem, parodią musicalu i jakimś wyznaniem ideowym (wątek z Brylewskim). Mimo wszystko, jest wiele dobrych scen, jest humor, jest klimat i jest Tymon Tymański, którego bardzo cenię. Gdyby nakręcił to Smarzowski, zamiast tylko doradzać artystycznie, to mogłoby to być nawet wybitne dzieło. Ale i tak warto, bo tak nietypowy film nie powstaje w polskim kinie często.

9. Party Girl (Marie Amachoukeli, Francja)

Przekonująca historia wiecznej dziewczyny, która mimo, że tego nie chce, rani ludzi. Uwaga na boku: nocne kluby we Francji są zdecydowanie bardziej lajtowe niż w naszej części Europy. Tegoroczna nagroda Prix d’ensemble w konkursie Un certain regard

8. Brud (Jon S. Baird, Szkocja)

To jeden z nielicznych filmów, którym udaje się przejść bez szwanku z porąbanej komedii do (równie porąbanego) dramatu. Komedia wesoła (choć jadąca po bandzie), dramat smutny, całość bardzo na plus. Bonusowo jedna z lepszych rozpoczynających scen jaką widziałem w kinie.

7. Dureń (Jurij Bykow, Rosja)

Historia o tym jak korupcja i wzajemne krycie pogrąża w ruinie małe rosyjskie miasteczko. I o tym jak wszyscy mają to w dupie, łącznie z mieszkańcami. To najsłabszy z trzech Bykowów (to mój ulubiony żyjący reżyser rosyjski), co nie znaczy że zły. Surowe zdjęcia nie grały mi tu za dobrze z “dolanowską” wręcz ścieżką dźwiękową. Nie czułem też tak intensywnych emocji jak przy “Żyć”, czy przy “Majorze”. Ale historia opowiedziana bardzo sprawnie, niejednowymiarowo. W Polsce byłby to pewnie film roku.

6. Plemię (Mirosław Słaboszpicki, Ukraina)

Nie usłyszycie to ani jednego dialogu, choć rozmowy między bohaterami toczą się nieustannie Cały film jest bowiem w języku migowym, a twórcy zdecydowali się nie załączać napisów z tłumaczeniem. Ten zabieg pozwala skupić się na emocjach, one są niesamowicie intensywne. Brutalny, nieprzyjemy i jednocześnie piękny obraz zapomnianego internatu gdzieś na ukraińskim zadupiu.

5. Wielkie piękno (Paolo Sorrentinom Włochy)

Ten film jest jak jego tytuł – czysta forma, wielkie piękno. Wrócę jeszcze do niego nieraz, choć bardziej dla obrazów i muzyki niż dla filozofującej treści.

4. Grand Budapest Hotel (Wes Anderson, USA)

Pozytywnie staroświecki. Lubię jak kino opowiada mi takie właśnie historie.

3. Gwiazda (Anna Melikian, Rosja)

Bardzo przewrotna opowieść. Świetna żonglerka gatunkami. Radość tworzenia. Znacznie większa dojrzałość twórcza niż przy eksperymentalnej wizualnie “Rusałce”. Anna Melikian wie jak robić dobrze przejmujące, niebanalne, a zarazem ciepłe kino. Jeśli obejrzycie w tym roku jeden film z Rosji, polecam Gwiazdę.

2. Tylko kochankowie przeżyją (Jim Jarmusch, USA)

Jarmusch (mój ulubiony reżyser) i wampiry. To nie mogło się udać. A w dziwny sposób udało się. Nienachalny dowcip i świetnie uchwycony bezsens istnienia. Dla mnie amerykański film roku.

1. Co robimy w ukryciu (Jemaine Clement, Taika Waititi, Nowa Zelandia)

Kolejny film reżysera kultowego serialu “Flight of the Conchords” dostarczył. Cokolwiek by napisać o “Co robimy w ukryciu” i tak nie odda to jego geniuszu. Dość powiedzieć, że to najlepsza nowozelandzka komedia o wampirach jaką obejrzycie w swoim życiu. OK, to nie brzmi jakoś specjalnie przekonująco. Ale to pewnie również po prostu najlepsza komedia o wampirach jaką obejrzycie, a przy dobrych wiatrach może i najlepsza komedia w ogóle. A podobno po śmierci jest jeszcze śmieszniejsza. Koniecznie!

93B52tSVehdEqrrA97UyKhaMNqZLH8XeBUc_ynSSqZI,8m3jBRFonAIvftedYyX9qbw1OHwhEw7rYnB_ZcHbOWI,VrF-w6svTbMeuR_BAW6IeThkwcwl6NvKHaf3KPcRBorys Musielak: Twórca firmy Filmaster.tv, z którą stara się zmieniać telewizję w bardziej spersonalizowaną i użyteczną. Filmy ogląda głównie na festiwalach takich jak Nowe Horyzonty we Wrocławiu czy warszawski WFF. Nałogowo ćwierka jako @michuk.

Dołącz do dyskusji