Rezolucja Parlamentu Europejskiego sugerująca podział Google’a to krok w dobrą stronę

Felieton/Technologie 27.11.2014
Rezolucja Parlamentu Europejskiego sugerująca podział Google’a to krok w dobrą stronę

Rezolucja Parlamentu Europejskiego sugerująca podział Google’a to krok w dobrą stronę

Ciężko jednoznacznie skomentować decyzję Parlamentu Europejskiego sugerujacą wydzielenie z Google i innych koncernów dwóch podmiotów, tak by ten odpowiedzialny za wyszukiwarkę działał niezależnie od innych usług. Jednak trzeba pamiętać, że Google od lat nie jest już startupem, tylko jedną z najpotężniejszych korporacji na świecie, a na rynku wielu usług internetowych ma pozycję monopolisty. Podziwianie Google’a za nowoczesne podejście do internetowego biznesu i trzeźwe spojrzenie na rynek trzeba oddzielić.

Dobrze, że regulatorzy z Unii Europejskiej podejmują takie decyzje, nawet jeśli motywowane są one nie do końca przejrzystymi przesłankami. Andreas Schwab, inicjator rezolucji, pracuje dla kancelarii prawnej, która reprezentowała interesy wydawców w sprawach przeciw Google, dlatego pojawiają się komentarze, że rezolucja może być częścią gry polityczno-gospodarczej. Poza tym legislatury Unii Europejskiej od dawna są polem gier międzynarodowych koncernów, takich jak chociażby Microsoft, który lobbuje przeciw konkurencji.

Schwab dla Tech.eu:

Gdy na rynku pojawia się dominacja, musimy działać, by przywrócić warunki dla konkurencji. Zgadzam się, że internet zostałby uśmiercony zbyt dużą ilością legislacji, ale konsument musi mieć neutralne wyniki wyszukiwania.

Neutralne wyniki wyszukiwania mają być stymulowane oddzieleniem od nich innych komercyjnych usług Google’a, takich jak porównywarki cenowe czy Oferty.

Rezolucja tłumaczona jest tym, że Google z 90% udziałem w rynku wyszukiwarek w Europie i szerokim portfolio usług, które trzymają użytkowników przy Google’u, nie daje miejsca na konkurencję.

unia europejska google

Głosy przeciwne rezolucji tłumaczą, że Google to jedna firma, że legislacje zabijają konkurencyjność, że to oczywiste, że Google chce korzystać z własnego dorobku i na nim zarabiać i że widocznie usługi konkurencji nie są na tyle dobre, by zawalczyć i zdobyć użytkowników.

– Użytkownicy wyszukiwarek nie wiedzą, dlaczego w pierwszej kolejności proponowane są im takie a nie inne usługi. Niezależnie od tego, czy chodzi o zakup kuchenki, mebli, czy ubrań – na początku listy wyników wyszukiwania pojawiają się linki do usług oferowanych przez Google’a. Polscy przedsiębiorcy skarżą się, że w wynikach wyszukiwania ich firmy są nieobecne lub mało widoczne, co przekłada się na realne straty. Dlatego chcielibyśmy, aby Komisja Europejska zastanowiła się, czy nie należy oddzielić wyszukiwania informacji od świadczenia usług – wyjaśnia nam Róża Thun. – To jest trochę tak jak z energią. Producent energii nie może mieć sieci przesyłowych, bo wtedy może blokować dostęp konkurencji i zawyżać ceny dla konsumenta – dodaje. – wyborcza.pl

Jednocześnie Google spotyka się z naciskami i krytyką Unii Europejskiej za obchodzenie prawa do bycia zapomnianym. Google usuwa linki, które spełniają wymagania prawa do bycia zapomianym i zostały zgłoszone, ale tylko z europejskich wersji wyszukiwarki (tych z europejskimi domenami). Wystarczy przełączyć się na Google.com, by zobaczyć ukryte wyniki. Google broni się twierdząc, że przełącza się około 5% użytkowników, z których większość jest akurat za granicą.

Nawet jeśli motywacja regulatorów Unii Europejskiej nie jest powodowana wyłącznie dbaniem o użytkowników, i tak cieszę się, że Parlament Europejski chce podzielić Google’a – a co za tym idzie też wyszukiwarki innych koncernów, które w portfolio mają mnóstwo innych komercyjnych usług – i chociaż próbuje sprawić, że wyniki wyszukiwania będą bardziej niezależne i neutralne. Słowem bardziej przejrzyste.

Sytuacja, w której produkt jednej korporacji wyznaczył standardy i stał się na tyle istotny, że nawet sama czynność wyszukiwania dziś określana jest jako “google’owanie”, jest niepokojąca.

W ostatniej dekadzie wyszukiwanie stało się kluczowym elementem korzystania z sieci i dostępu do informacji wszelakiej i chyba nie przesadzę mówiąc, że wyszukiwanie jest dziś trzonem, na którym opiera się przytłaczająca część istnienia internetu. W tym czasie Google urósł z małego startupu do globalnej, międzynarodowej korporacji przynoszącej miliardy dolarów zysku, z co najmniej kilkoma produktami dominującymi swoje kategorie. Ad Sense, wyszukiwarka, wideo w sieci, mobilny system operacyjny, przeglądarka internetowa i inne usługi, łącznie z tymi typowo komercyjnymi jak Offers, w wielu miejscach (niekoniecznie w Polsce, bo nie zawsze są u nas dostępne) wyznaczają standardy, a Google patrzy w przyszłość chcąc zapewnić sobie wieloletnią przewagę w innowacjach.

google pingwin panda pirate

Tylko, że Google może sobie na to pozwolić, bo zajmuje już pozycję dominanta. Tak jak w przypadku nieszczęsnej Tepsy, rozdzielonej tak, by części odpowiedzialne za infrastrukturę i za usługi konsumenckie działały osobno, jak i w przypadku Google’a dominacja rynku wpływa negatywnie na konkurencyjność pochodzącą ze strony innych podmiotów.

Mniejsze podmioty nie mają szans na przebicie się na rynku wyszukiwarek, jednocześnie centralizacja usług w rękach Google’a zagraża ochronie prywatności użytkowników.

Dużym problemem jest to, że internetowi giganci działają na międzynarodowym rynku na skalę dotychczas w historii niespotykaną, lawirując pomiędzy lokalnymi systemami prawnymi, oferując dostęp do swoich usług na całym świecie nawet bez konieczności fizycznej obecności w danym kraju.

Lokalni regulatorzy probują radzić sobie z tym problemem, ale miedzynarodowy rynek usług cyfrowych jest wciąż w powijakach i wydaje się, że legislatorzy nie potrafią za nim nadążyć. Zwłaszcza, gdy większość światowych graczy zrodziła się i działa ze Stanów Zjednoczonych, w których presja korporacji na wolny rynek i twierdzenia, że tylko wolny rynek zapewnia warunki do innowacji jest coraz większa.

Jednak takie myślenie w dłuższej perspektywie może być dla nas – użytkowników – zgubne.

Jeśli stawką bitew z Google’em i innymi korporacjami jest nawet spowolnienie innowacji na rzecz neutralności i przejrzystości, to ja to kupuję. Może da nam to czas na zrozumienie, na czym polega trzon usług wielkich korporacji.

Problem w tym, że nie wierzę, że regulacje spowolnią innowacyjność. Nie w momencie, gdy giganci robią wszystko, by wykończyć konkurencję. Jak w sprawie nielegalnej zmowy o niezatrudnianiu pracowników konkurencji, co sprawiło, że pracownicy Google’a czy Apple’a zmuszani byli do pracy w jednej korporacji i tracili szansę na wyższe wynagrodzenie. Nie wierzę, że firmy, które posuwają się do takich działań, które muszą zaspokajać inwestorów zyskami tu i teraz, które próbują opanowywać jak największe części rynków, by okopywać się na swoich pozycjach, wykańczać mniejszą konkurencję a potem korzystać z dominacji do monetyzowania wsystkiego, co się da, naprawdę dbają o innowacyjność i dobro konsumentów.

Biznes to biznes. Ma zarabiać. Rezolucja Parlamentu Europejskiego nie odmawia tego prawa Google’owi.

Dostrzega za to, że Google ma niebezpiecznie mocną, monopolistyczną wręcz pozycję, która na dłuższą metę wpływa negatywnie na przejrzystość, jakość usług i wybór, który ma użytkownik. Sytuacja, w której jeden podmiot może dyktować warunki dziesiątkom innych firm działających w różnych branżach i dziedzinach jest niebezpieczna. Problem w tym, że wyszukiwarki to nie jedyne miejsce, w którym Google ma bliską monopolu przewagę nad konkurencją.

Nie kupuję bajek o tym, że nie mająca bezpośredniej mocy prawnej rezolucja to złe rozwiązanie. Wręcz odwrotnie – cieszę się, że Unia Europejskia nie patrzy na Google’a tak, jak chciałby tego koncern. Jako na prężną, czyniącą samo dobro firmę. Trzeba pamiętać, że Google tak samo jak Microsoft, Amazon czy Facebook ma jeden cel, który nie jest do końca zbieżny z oczekiwaniami konsumentów.

*Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement