Zanim przyjdzie czas na smartzegarki, dajmy szansę produktom, które mają sens

Felieton/Sprzęt 15.09.2014
Zanim przyjdzie czas na smartzegarki, dajmy szansę produktom, które mają sens

Zanim przyjdzie czas na smartzegarki, dajmy szansę produktom, które mają sens

Debiut smartzegarka od Apple po raz kolejny, co było zresztą do przewidzenia, pociągnął za sobą lawinę komentarzy, porównań do konkurencji i prób uzasadnienia tego, że Apple Watch jest lub nie jest produktem przełomowym. W mediach społecznościowych trwają natomiast niekończące się dyskusje na temat tego, kto pierwszy stworzył inteligentny zegarek. Wiele osób zdaje się jednak nie dostrzegać jednego – na tę chwilę są to produkty bez sensu.

Równie zresztą bez sensu, co licytowanie się o to, która firma jako pierwsza wprowadziła takie urządzenie na rynek i kto od kogo skopiował pomysł. Patrząc nawet wyłącznie na rynek mobilny wyraźnie widać, że często ci, którzy chwalą się prześcignięciem innych, stworzyli w rzeczywistości produkt najsłabszy lub zachwyceni swoim osiągnięciem nie rozwijali go później, dając innym szanse na wyprzedzenie się i pokonanie. Liczy się to, kto stworzył produkt w danej chwili najlepszy.

Problem w tym, że w tej chwili praktycznie wszystkie smartzegarki łączy jedno – są zdecydowanie zbyt smart i za mało smart. Jak to możliwe?

Za dużo i za mało jednocześnie

Niezależnie jak patrzeć i na produkty z systemem Google (czy to pełnym czy w wersji Wear) czy propozycję Apple, mamy do czynienia z kolejnym skomplikowanym, rozbudowanym i zaawansowanym komputerem z masą funkcji, który musimy nosić na naszej ręce. Jeden komputer w kieszeni, drugi na nadgarstku, a niedługo kolejny na głowie.

LG G Watch R

Każdy z nich ma swoje UI, każdy z nich został stworzony w myśl określonej filozofii i żadnego nie można tak naprawdę nazwać prostym. Mało kto po zdjęciu klasycznego zegarka i założeniu nowego – „cyfrowego” będzie w stanie w ciągu kilku minut poznać wszystkie tajemnice jego obsługi. A przecież jest to kolejny mobilny komputer, a nie główny, jak miało to miejsce w przypadku smartfonów.

Częściowo na tym jednak polega stworzenie smart-produktu – na jego maksymalnym uproszczeniu, przy zachowaniu jak największych możliwości.

Do tego, pomimo wyposażenia zegarków w kilka unikalnych funkcji, większość z nich dubluje się tak naprawdę z możliwościami smartfonu, niekoniecznie oferując wygodniejszą obsługę. W skrócie otrzymujemy więc urządzenie wtórne funkcjonalnie, które jedyne co tak naprawdę potrafi dużo lepiej od telefonu, to wibrować i piszczeć jak oszalałe przy każdym powiadomieniu, które możemy odczytać bez sięgania do kieszeni.

Nie zapominajmy o tym, że wystarczy przerwać połączenie pomiędzy telefonem i zegarkiem i nagle ten drugi przestaje zaskakiwać mnogością funkcji, a zaczyna być jedynie zwykłym zegarkiem z cyfrowym wyświetlaczem i dramatycznie krótkim czasem pracy na baterii.

asus zenwatch

Oczywiście może się docelowo okazać, że droga obrana przez Apple czy Google jest słuszna, i jedynie teraz nie widać w pełni całego obrazu. Niektórzy jednak (http://io9.com/this-wearable-lets-us-see-the-future-better-than-the-ap-1633570995) słusznie zwracają uwagę, że może to być ślepy zaułek. Oferta, w ramach której dostajemy zbyt dużo i zbyt mało jednocześnie, przy okazji płacąc relatywnie wysoką kwotę „wejściowego”.

Rynek zegarków też sam w sobie nie jest łatwy i producenci elektroniki mają tego pełną świadomość. 10-15 smartfonów w ofercie to dużo, czasem definitywnie za dużo. 30 zegarków natomiast, to zdecydowanie za mało, żeby każdy mógł wybrać coś dla siebie.

Rozwiązanie hybrydowe?

W zalewie produktów, nie które są niczym innym niż smartfonem noszonym na nadgarstku, który wymaga do prawidłowego działania drugiego smartfonu, tym razem w naszej kieszeni, zdarzają się jednak propozycje rozsądne. Często nie mają wielkich, dotykowych wyświetlaczy i nie da się ich obsłużyć komendami głosowymi, ale zdają się być o wiele lepiej przemyślane niż ich bardziej zaawansowani odpowiednicy.

O czym mowa? Oczywiście o hybrydach klasycznych zegarków z elementami znanymi ze smartwatchy, czyli produktach, dostępnych od dawna, ale które z wielu powodów, nie przyjęły się do tej pory na rynku.

kairos

Najlepszym przykładem byłby oczywiście Kairos, ale poza uruchomieniem w maju tego roku przedsprzedaży niewiele dzieje się w kwestii rozwoju tego produktu i nie wiadomo, czy kiedykolwiek w ogóle trafi na rynek w formie, która zwróciła na siebie uwagę całego świata.

Nie oznacza to jednak, że brakuje odpowiednich i realnych przedstawicieli tego gatunku. Chociażby zaprezentowany niedawno Withings Active, którego cena wyniesie mniej niż 500 dol. Ma on w sobie bardzo wiele ze smartzegarka, wygląda pięknie, pełniąc przy tym bez zarzutu swoją podstawową funkcję – pokazywanie czasu.

Swego czasu w tę kategorię produktów idealnie też wpisywał się zegarek cookoo, choć zdecydowanie trudno było go nazwać pięknym. Realizował swoje smart-funkcje nieco inaczej niż Withings Active, ale czy nie robił tego dobrze, prosto i w stopniu całkowicie wystarczającym?

Withings Active

Takie (lub podobne) zegarki może kupić praktycznie każdy, kto nosi zwykły zegarek. Ich wybór (sądząc m.in. po zapowiedziach Swatcha) będzie się stale powiększał i do tego nie będą kolejnym skomplikowanym komputerem. Mają nadal być proste, jak ich poprzednicy sprzed 10, 20 czy nawet 50 lat. A jednocześnie w  pewnym stopniu osiągną poziom smart.

Poza tym żaden z producentów (w tym Apple) nie dał nam żadnego powodu, żeby kupić „prawdziwy” smartwatch. Nadal jest to produkt wyłącznie dla mocno ograniczonej grupy klientów. Klientów, z których 99% można określić mianem „geeków”.

Dołącz do dyskusji