Pachnie jak czosnek, smakuje jak cebula zmieszana ze spleśniałym serem, ale w Singapurze się o niego zabijają

Artykuł/Singapur 23.09.2014
Pachnie jak czosnek, smakuje jak cebula zmieszana ze spleśniałym serem, ale w Singapurze się o niego zabijają

Pachnie jak czosnek, smakuje jak cebula zmieszana ze spleśniałym serem, ale w Singapurze się o niego zabijają

Durian – śmierdzi, smakuje jak mieszanina czosnku, cebuli i spleśniałego sera, ale mimo to całkiem mi smakował… choć niektórzy na jego widok odwracają głowę i przechodzą na drugą stronę ulicy. Durian obdarzony jest społecznym stygmatem, ale czy na taki zasłużył? Skoro można go kupić na prawie każdej ulicy, to handlarski interes musi się kręcić – pytanie tylko, czy ludzie lecą do niego jak muchy do lepa, kończąc swoją przygodę po jednym kęsie?

Proszę wstać! Sąd idzie! – Otwieram rozprawę przeciwko Durianowi.

Na początek kilka słów wprowadzenia o oskarżonym. Owoc ten można spotkać w praktycznie całej Azji Południowo-Wschodniej. I tylko tam – po zerwaniu z drzewa i otworzeniu skorupy szybko się psuje i nikt nie próbuje przewozić go na inne kontynenty, bo nie ma na to czasu.

Najmocniej poczujemy go w naszej kieszeni w Singapurze, gdzie cena za szczególnie okazały kokon może sięgnąć nawet 50 dol. Taniej jest na południe w Indonezji i na północ w Malezji i Indochinach. Tam zapłacimy po przeliczeniu tyle, co w Polsce za jabłka.

Durian to paradoks.

Z jednej strony nie można go wnosić do miejsc publicznych, autobusów, metra, samolotów, nawet na uczelnię, jednak z drugiej nie sposób przejść spokojnie ulicą, aby nie zostać zaczepionym przez sprzedawcę. Do zmroku musi on sprzedać cały towar, bo później się zepsuje i będzie stratny. Owoce można spotkać wystawione na charakterystycznych niemal pionowych kratkach, które przypominają mi nieco polskie rusztowania pod wspinaczkę winogron. Dzięki wystającym kolcom duriany trzymają się na miejscu i nie spadają pod nogi przechodniom. Owoce można spotkać także w supermarketach, gdzie na widoku gości zawija się je w plastikowe torebki, co ma nieco powstrzymać fermentację.

5124222005_df4bfbcee9_o

Proszę teraz o odczytanie aktu oskarżenia.

– Wysoki sądzie, szanowna ławo przysięgłych, zgromadzeni widzowie. Jaki durian jest, każdy widzi. Zacznijmy od jego niezachęcającej powierzchowności. Choć nie należy oceniać książek po okładce, to nie spotkałem się jeszcze z obwolutywą, która zabija!

Wyobraźmy sobie, że spacerujemy przejrzystym szlakiem przez dżunglę, za plecami słyszymy szum oceanu, a przed sobą widzimy zielony koszmar ogrodnika. Patrzymy pod nogi, nie w górę – w końcu nie chcemy potknąć się o jakiś kijek, który w mgnieniu sekundy może zamienić anakondę, ściskającą nas za gardło.
Błąd!

DSC00828

Nie widzimy, że z góry zwisa nad nami miecz Damoklesa – Durian.

Drzewa dorastają do samego nieba, co oznacza, że spadające owoce mają wystarczająco dużo czasu, aby wykorzystując przyspieszenie ziemskie osiągnąć prędkość niespełna kosmiczną. Czy muszę wyjaśniać jakie konsekwencje niesie to dla w razie bliskiego spotkania rozpędzonych kolców z naszą głową?

Nie traćmy odwagi, najgorsze bowiem jeszcze przed nami:

Najważniejsze jest przecież niewidoczne dla oczu.

Rozpocznijmy przepoławianie duriana, aby ujawnić jego śmierdzący sekret. Czy lubicie zabrać ze sobą jabłko do kina, aby przekąsić je wraz z popcornem lub colą. Ja tak. Wyobraźcie sobie co by się stało gdybym chciał to samo zrobić z durianem. Znam tylko jeden film, do którego to ta mieszanina fermentującego przez tydzień czosnku i spleśniałego sera mogłaby pasować. To Ludzka stonoga – w kinach wydzielających zapachy durian był jak znalazł.

Wiem, że może być to trudne i niektórzy z Was woleliby opuścić salę, ale pozostało nam jeszcze wbicie gwoździa tej trumnie i zasypanie jej czarnym, wulkanicznym piachem po wieki. Smak.

DSC00830

Jeśli ktoś lubi przeżuwać lepiący się budyń, wymieszany z wydzieliną nosową konia i zeszłoroczna cebulą, to proszę bardzo. Ja jednak w trosce o własne życie podziękuję za te przygody, godne żelaznego żołądka Beara Gryllsa i spocznę już na swoim miejscu, będąc pewnym wygranej.

– Dziękuję bardzo za ten niewątpliwie pouczający wywód. Czy obrona ma coś do powiedzenia czy może jest w stanie przyjąć przegraną z pokorą i nie pogrążać jeszcze bardziej biednego duriana, dając mu spocząć w pokoju? A jednak podejmuje Pan wyzwanie?

– Łącząc należne wyrazy szacunku chciałbym wyrazić powątpiewanie czy oskarżenie miało kiedykolwiek przyjemność kosztowania tego niezwykłego owocu, jakim niewątpliwie Durian jest. Nie na darmo w całej Azji darzy się go ogromną estymą i nazywa królem owoców tudzież najdoskonalszym efektem florystycznej ewolucji.

Czy to ze względu na żółtą barwę kojarzoną ze szlachectwem, bogaty kwiat smakowo-zapachowy czy też wspaniałe kolce – zgodzimy się wszyscy, że mamy do do czynienia z owocem nietuzinkowym.

6745794557_80b16aa0b0_o

Niegdyś jego właściwości wykorzystywane były do wzmacniania sił męskości, a obie płci stosowały go jako afrodyzjak. Jakim cudem Durian mógłby zostać wykreślony z historii ludzkości? Takie coś nie przyszłoby mi nigdy do głowy. Jak sobie wtedy wyobrazić azjatycką kuchnię, która pełna jest przetworów z duriana – ciast, lodów, zup, a nawet win?

Mój przedmówca wspomniał o zapachu… Rzeczywiście, może nie każdemu może się on podobać, ale ponoć o gustach się nie dyskutuje, co niestety jest fikcją.

Durian należy do tego gatunku owoców, które się smakuje, a nie je. Małymi gryzami, kęs za kęsem, trafiając idealnie w kubki wyczulone na słodycz, miód naszego życia.

Duriana nie da się jeść dużo, wtedy jest zwyczajnie nudny. Zamiast tego należy sobie przyjemność jego kosztowania dawkować.

– Ciężki durian do zgryzienia.

Tagi: ,

Dołącz do dyskusji

Advertisement