Nowa zabawa: odróżnij od siebie telefony HTC

Felieton/Sprzęt 27.08.2014
Nowa zabawa: odróżnij od siebie telefony HTC

Nowa zabawa: odróżnij od siebie telefony HTC

Dobry projekt obudowy i odpowiednio dobrane parametry mogą zdziałać cuda. Przekonało się o tym HTC przy okazji modelu One M8, któremu udało się przynajmniej częściowo wyciągnąć firmę z zapaści. Chcąc jednak przekuć sukces jednego modelu, w sukces całego portfolio, korporacja z Tajwanu zaczyna się posuwać niebezpiecznie daleko. 

Jeszcze do niedawna, jeśli brać pod uwagę smartfony z Androidem, HTC miało dwie główne, wyraźnie różniące się od siebie wyglądem linie. One, dla oczekujących “więcej” i Desire, dla osób z nieco mniej zasobnymi portfelami. Odróżnienie modelu z jednej serii od modelu z drugiej nie nastręczało zbyt wielu problemów.

Oczywiście wewnątrz poszczególnych rodzin pojawiały się wariacje łudząco podobne do siebie, tak jak np. w przypadku HTC One X i jego większych odpowiedników, jak np. “nadmuchanego” One XL. Pomylenie jednak One X z One S było jednak trudne, a z One V niemal niemożliwe. Nie mówiąc już o pomyleniu go z modelami Desire. Seria One od dnia premiery wskazywała ogólny kierunek stylistyczny, ale niekoniecznie obowiązkowy wygląd wszystkich nowych telefonów.

htc e8

Potwierdzały to zresztą wydawane już po premierze One urządzenia z serii Desire. X, V, C czy ich pomniejsze odmiany, czerpiąc nieco z projektu One X, zachowywały jednak swoją unikalność i odrębny styl. Udało to się jeszcze modelom P, Q, L czy nawet 200, 300, 500 oraz 501 i 601, które trafiły na rynek po premierze HTC One M7. Upodabniały się do niego wprawdzie m.in. górnych fragmentem frontu obudowy, ale mimo wszystko można było poczuć, że są to inne modele.

Obecnie jednak wszystko wskazuje na to, że HTC zamierza (co może być słusznym posunięciem biznesowym) korzystać z popularności One tak, jak to tylko możliwe. Do sprzedaży trafiło już Desire 700, Desire 816, 610, plastikowy odpowiednik M8 – E8, a dziś dołączył do niego Desire 510.

htc desire 510

W samej 510 nie ma absolutnie nic złego. Patrząc na parametry (ekran 4,7″ 854 x 480, 64-bitowy procesor Snapdragon 410, 1 GB RAM, dwa aparaty, w tym główny 5 Mpix, akumulator 2100 mAh, Android 4.4, 8 GB pamięci) zapowiada się kolejny przyzwoity i przede wszystkim atrakcyjny z wyglądu telefon w przystępnej cenie. Dodanie do tego obsługi LTE i zapowiedź, że będzie to najtańszy w ofercie HTC smartfon obsługujący taką technologię łączności sprawia, że prawdopodobnie znajdzie wielu nabywców. W czym więc problem?

W tym, że jest to kolejny (i pewnie nie ostatni) telefon, który z daleka wygląda niemal dokładnie tak samo jak wzór z serii One i bliźniaczo podobnie do innych, wymienionych wcześniej urządzeń. Jedyne, co może go tak naprawdę od nich odróżnić na pierwszy rzut oka, to brak głośnika na dolnej części obudowy, ale to już raczej mało istotny detal. Nie ma już wyraźnego rozgraniczenia pomiędzy liniami One, a Desire. Nie ma już w tej drugiej rodzinie mocnego zawodnika, na którym mogłyby wzorować się słabsze smartfony.

Pozostaje w takim razie pytanie, dlaczego HTC nie zrezygnuje w ogóle z nazewnictwa “Desire”, pozostawiając sobie tylko jedną serię – One, albo przynajmniej nie włączy do niej wzorowanych na M7/M8 modeli? O ryzyku “rozwodnienia” marki czy obniżenia jej prestiżu trudno w tym momencie mówić – w końcu właśnie to jest robione już teraz i paradoksalnie tylko najsłabsze modele Desire wyróżniają się jakoś z tego trendu. Przynajmniej chwilowo.

desire 610

Być może taka strategia kopiowania samego siebie wyjdzie HTC na dobre na krótką metę. W końcu skoro wszyscy chcą “prawdziwe” HTC One, ale nie wszyscy mogą sobie na niego pozwolić, nie pozostaje nic innego, jak zapewnić im dostęp do niego w atrakcyjniejszej cenie.

Przy takiej strategii HTC może jednak wpaść w pułapkę – skoro wszystko wygląda dokładnie tak jak HTC One, to w jaki sposób jest on tak naprawdę wyjątkowy?

Dołącz do dyskusji