Jeśli mam ubrać smartfona w etui, to tylko na wyjazd. Mophie i Lifeproof Nuud dla iPhone’a – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 09.08.2014
Jeśli mam ubrać smartfona w etui, to tylko na wyjazd. Mophie i Lifeproof Nuud dla iPhone’a – recenzja Spider’s Web

Jeśli mam ubrać smartfona w etui, to tylko na wyjazd. Mophie i Lifeproof Nuud dla iPhone’a – recenzja Spider’s Web

Nigdy nie rozumiałem mody na dokupywanie do telefonów wymyślnych etui i case’ów. Dodatkowe obudowy, folie na ekran i wszelkie inne akcesoria powiększające gabaryty i tak ogromnych dziś smartfonów uznaję za zbędny gadżet, ale paradoksalnie sam korzystam teraz z dwóch dodatków tego typu. Sęk w tym, żeby etui spełniało inną funkcję, niż tylko modyfikującą wygląd. Co Wy na dodatki zapewniające dodatkowy czas pracy na baterii lub wodoodporność?

Jeszcze przed erą smartfonów był boom na wymienne obudowy w telefonach, a na pierwszym lepszym bazarze można było za kilka złotych spersonalizować swoją Nokię 3310 za pomocą kolorowej, fikuśnej klapki. Dzisiaj telefony komórkowe zwykle są wykonane w technologii unibody, więc osoby chcące wyróżnić swoje urządzenia muszą stosować dodatkowe obudowy, zakładane już na smartfon.

Nie ma w tym oczywiście nic złego.

iphone 5s case

Każdy z dziesiątek milionów sprzedanych iPhone’ów i kolejnych Galaxy S wygląda tak samo, a użytkownicy chcąc być “different” dokupują do swoich urządzeń dodatkowe case’y. Niektóre mniej, inne bardziej gustowne, nic mi do tego – ważne, żeby podobały się właścicielom. Nie sposób też odmówić takim etui funkcji ochronnej, bo po założeniu kawałka gumy lub plastiku obudowa urządzenia mobilnego jest mniej narażona na uszkodzenia mechaniczne.

Sam jednak tego nie kupuję – dosłownie. Dzisiejsze topowe smartfony są ogromne, więc korzystając z Androida robię wszystko, żeby nie powiększać jego rozmiarów. Jako posiadacz iPhone’a wolę cieszyć się (przynajmniej do premiery szóstki…) niewielkimi gabarytami tego telefonu. Mam w szufladzie kilka “zwykłych” etui, niektóre są nawet minimalistyczne, ale i tak wolę się narazić na rysę na obudowie, niźli powiększać gabaryty urządzenia.

Są jednak przypadki, w których dodatkowe etui jestem w stanie zaakceptować.

han-solo-carbonite-iphone-case

Bardzo podoba mi się trend widoczny u takich firm jak LG i HTC, gdzie tegoroczne sztandardowe smartfony otrzymały naprawdę fajne gadżety. W przypadku LG G3 zamykany case ma wycięcie w kształcie koła pokazujące zegar, a HTC One M8 ma bardzo ciekawy DotCase, który chroni ekran i wyświetla w rozpikselowanej formie podstawowe informacje. Jako posiadacz tych smartfonów może nie korzystałbym stale z tych dodatków, ale znalazłbym dla nich zastosowanie.

Sam mam teraz w szufladzie dwa zestawy zupełnie różnych etui, o których chciałem Wam dziś opowiedzieć – a dokładniej je pochwalić, bo spradzwiły się świetnie w mało sprzyjających warunkach. Podczas ostatniego wyjazdu na festiwal zdecydowałem się po raz pierwszy zabrać ze sobą nie Samsunga Solida, który do tej pory wiecznie mi służył, a smartfona. Co prawda pakowałem go z ciężkim sercem ze względu na mało sprzyjające warunki na miejscu, ale już teraz dam spoiler: iPhone wrócił w całości.

Pierwszym z etui zabranych na wyjazd było Mophie, będące tak naprawdę powerbankiem w formie obudowy.

mophie 4

Mophie to dość znana firma, która tworzy swoje obudowy nie tylko do iPhone’a, ale też do wybranych telefonów z Androidem. Mój model to konkretnie Juice Pack Air, który przygotowany był z myślą o iPhonie 5, ale bez problemu współpracuje też z 5s. To jeden z wielu powerbanków-etui w ofercie, a ten konkretny wybrałem ze względu na niezły stosunek gabarytów do pojemności wbudowanej baterii. Mój Juice Pack Air zapewnia dodatkowe 1700 mAh prądu, co w przypadku telefonów Apple wystarcza średnio na niemal pełne ładowanie cały czas użytkowanego telefonu.

Obudowa składa się z dwóch części. Do głównej wsuwany jest telefon, który opiera się na kilku gumowych wypustkach, co zapobiega rysowaniu się obudowy. Obecne są też nakładki na przyciski głośności i blokady, które pozwalają w pełni wykorzystać urządzenie. Druga część Mophie jest mniejsza i ma wystający od środa port Lightning, która odpowiada za dostarczanie prądu z obudowy do telefonu. Po założeniu naładowanego etui ładowanie iPhone’a można rozpocząć poprzez przesunięcie włącznika ładowania.

To bardzo dobre rozwiązanie.

Etui może być założone na telefon cały czas, ale to użytkownik decyduje, kiedy chce dostarczać prąd do telefonu – powerbank nie będzie przetracał prądu na telefon, który jest naładowany w 99%, a można włączyć je dopiero, gdy wskaźnik naładowania spadnie poniżej 50%.

Stan naładowania samego etui można sprawdzić natomiast poprzez naciśnięcie przycisku na obudowie i informują o nim cztery diody. Prąd do etui dostarczany jest natomiast przez port microUSB, i tak samo można sprawdzić przyciskając przycisk stan naładowania. Wykorzystanie portu microUSB, a nie Lightning, ma kilka zalet.

Najważniejsze jest to, że samo etui można ładować za pomocą niemal dowolnej ładowarki.

Mophie z portem microUSB ozwoli też na ładowanie iPhone’a bez zabierania ze sobą z domu dedykowanego kabla od Apple. Co ważne, jeśli do prądu podłączone zostanie etui z telefonem w środku, to w pierwszej kolejności prąd dostarczany jest do telefonu, a dopiero po jego pełnym naładowaniu, do powerbanka. Jedyny minus jest taki, że do synchronizacji urządzenia z komputerem i iTunes trzeba będzie użyć oryginalnego kabla, ale na szczęście żyjemy w czasach chmury i wiele rzeczy można przenieść z i na urządzenie przez Wi-Fi.

Przyznam, że z etui jestem bardzo zadowolony. Nie był to tani gadżet, zwłaszcza ze względu na to, że chciałem koniecznie wersję w kolorystyce product(RED). Czarną lub białą wersję można znaleźć za to w cenie około 200 złotych. Co prawda powerbanki o pojemności 1700 mAh są znacznie tańsze, ale Mophie jest wygodniejsze i chroni obudowę telefonu. Juice Pack Air mogę polecić je wszystkim użytkownikom iPhone’a, którzy do tej pory narzekali na (beznadziejną, niestety) baterię w telefonie Apple. Co istotne, mimo sporych gabatytów etui nadal można używać w nim iPhone’a 5/5s jedną dłonią.

Inny typ etui zapewnił mojemu urządzeni wodoodporność.

otterbox 3

Po przesiadce z Sony Z1 Compact na iPhone’a najbardziej brakowało mi odporności urządzenia na wodę. Możliwość sprawdzenia bez stresu rozkładu jazdy autobusu w trakcie deszczu i brak obaw o wodę w namiocie o poranku jest nie do przecenienia. Niestety, w przypadku telefonu Apple nawet aktualizacja oprogramowania nie jest w stanie pomóc i trzeba ratować się dedykowanymi obudowami.

Na ostatni wyjazd zabrałem ze sobą etui o nazwie Lifeproof Nuud. Producent zapewnia, że zapewni ono ochronę iPhone’a przed wilgocią (w środku do przeprowadzenia testów szczelności jest umieszczona nawet atrapa iPhone’a). Akcesorium składa się z dwóch plastikowych elementów, które zamykane są z wykorzystaniem zatrzasków, a w strategicznych miejscach umieszczone zostały uszczelki. W moim przypadku po poprawnym zamknięciu etui faktycznie ani kropla wody nie dostała się do środka.

Nieco zawiodłem się tym, że etui nie chroni ekranu.

W przypadku Lifeproof Nuud ekran jest uszczelniony przy każdej krawędzi i nie chroni go niestety żadna szybka lub klapka. To zarówno wada, jak i… zaleta. Wada, bo ekran narażony jest na uszkodzenie – pozostałą część telefonu etui chroni nie tylko przed wodą, ale też przed rysami. Z drugiej strony obsługa telefonu jest bardzo komfortowa, a ekran nie traci na czułości. Dla osób, które boją się rys, producent dorzucił do zestawu dobrze spasowaną folię ochronną. Uwaga! Zakłada się ją dopiero po zamknięciu etui, aby krawędź folii nie trafiła pod uszczelkę.

Telefon w Lifeproof Nuud oczywiście stał się mniej poręczny, ale po kilku godzinach można się do etui przyzwyczaić. Co istotne, nie przeszkadza ono w korzystaniu z przycisków, nie zasłania obiektywu aparatu, a nawet dzięki użyciu szczelnej i cienkiej folii można korzystać z czytnika linii papilarnych Touch ID.

Port minijack jest zakręcany, a port Lightning przykrywa szczelna klapka.

Co prawda złośliwie dodam, że Lifeproofowi napędza biznes tutaj samo Apple, które zostało z tyłu jeśli chodzi o rozwój smartfonów, bo iPhone 5s w przeciwieństwie do nowych smartfonów Sony i Samsunga nie jest odporny na zalanie. Niemniej jednak wiem, że dzięki temu gadżetowi na następny spływ kajakowy też będę mógł wreszcie zabrać ze sobą smartfona, zamiast – również wodoodpornego – Samsunga Solida.

Oprócz opisanych wyżej etui oczywiście niezbędnym wyposażeniem na moim ostatnim wyjeździe były wszelkiego rodzaju powerbanki. Na szczęście dzięki Mophie i wyciągniętym z szuflady innym bankom energii udało mi się przetrwać niemal tydzień bez dostępu do gniazdka – i to bez upośledzania mojego telefonu przez wyłączanie jakichkolwiek funkcji.

O samych powerbankach, które sprawdziły się świetnie, napiszę jednak już przy innej okazji.

Dołącz do dyskusji