Wygląda na to, że w Mountain View już wiedzą, że Google+ osiągnął maksimum swoich możliwości

Felieton/Technologie 03.07.2014
Wygląda na to, że w Mountain View już wiedzą, że Google+ osiągnął maksimum swoich możliwości

Wygląda na to, że w Mountain View już wiedzą, że Google+ osiągnął maksimum swoich możliwości

Google Plus nie jest już oczkiem w głowie włodarzy największej wyszukiwarki internetowej świata. Dzisiaj na topie jest wszędobylski Android, technologia ubieralna i wszelkie inne, często futurystyczne projekty. Serwis społecznościowy wbrew nadziejom (lub obawom) jego oddanych użytkowników nie stanie się drugim Facebookiem. Ostatnio stracił też jedną z najciekawszych funkcji.

Wielokrotnie na łamach Spider’s Web wyrażałem swoją opinię na temat Google Plus, a moje przewidywania jak do tej pory się sprawdzają. W Mountain View znaczenie serwisu społecznościowego jest stopniowo marginalizowane, na co wskazuje coś więcej, niż nieobecność usługi podczas keynote konferencji Google I/O.

Facebook killer?

google plus

Wprowadzony kilka lat temu Google Plus przedstawiony został użytkownikom jako serwis społecznościowy, którego zestaw funkcji, stopniowo uaktualniany o kolejne moduły, mógł w teorii zastąpić Facebooka. Kręgi zamiast listy kontaktów, galeria zdjęć z edytorem oraz rozbudowane wydarzenia i społeczności są zresztą lepiej przemyślane, niż na portalu Zuckerberga.

Google Plus niestety nigdy nie stało się masowe, a w opinii obrońców tego portalu – nigdy nie miało takim być. Teraz zresztą to już nieistotne, czy ambicje twórców portalu od początku były niskie, czy też z czasem pogodzili się ze smutną rzeczywistością, w której Facebook dominuje światowe social media. Google Plus stał się (tylko i aż) swoistym hubem integrującym wszystkie usługi giganta, z którego aktywnie i świadomie (to ważne) korzysta zaledwie mały procent populacji internetu.

Szlachta odcina się od plebsu

Obywatele Google Plus wielokrotnie podnosili w dyskusjach ze mną argument, wywyższając się przy tym niezmiernie, o rzekomej elitarności serwisu. Okazuje się jednak, że nawet tutaj trafił tutaj internetowy, niezbyt rozgarnięty proletariat; wśród postów na topie coraz częściej znajduję zdjęcia nacechowane erotyzmem, wśród najczęściej obserwowanych profili przewijają się znane marki i celebryci, a do kręgów dodają mnie co i rusz spamerskie profile.

Owszem, wielokrotnie brałem udział w ciekawych dyskusjach. Są tutaj osoby, które są nieaktywne w innych sieciach, ale… to nie jest domena wyłącznie Google Plus. Rozsądnie dobrałem grupę obserwowanych osób i profili na Twitterze i Facebooku i w każdym z tych trzech serwisów social media czuję się jak u siebie, eliminując z mojego otoczenia treści, których nie chcę oglądać.

Twórcy nie poświęcają Google Plus już tyle uwagi, co kiedyś. Użytkownicy nie są zbytnio zainteresowani udostępnianiem swoich danych gigantowi z Mountain View. To, co ochoczo wrzucają na Facebooka, rzadko kiedy ląduje też na portalu giganta. Dobrym pomysłem było wciągnięcie komentarzy spod filmów na YouTube, ale to nadal za mało. Największym Google Plus jest to, że to serwis zamknięty, hermetyczny. Google nie chce wpuszczać tam treści, które użytkownicy udostępniają też w innych serwisach – a brak treści jest przyczyną małej liczby interakcji.

Meanwhile_On_Google_

W aplikacjach firm trzecich do udostępniania treści próżno szukać przycisku +1, a króluje Facebook i Twitter. Zrobię fajne zdjęcie na Instagramie, odwiedzę ciekawą lokację i zrobię check-in w Foursquare/Swarm, znajdę fajny kawałek na Spotify? Na Facebooka i Twittera wrzucę to w trymiga – na Google Plus już nie. To zresztą tylko wybrane przykłady – to samo z wpisem o restauracji na Yelp, treningiem na Endomondo, recenzją książki na Goodreads, oceną filmu na IMDb…

Wymienione wyżej rodzaje udostępnianych statusów często nazywane są treściami śmieciowymi, ale to nie tak. To normalne typy postów, którymi oprócz statusów, zdjęć i linków dzielą się użytkownicy serwisów społecznościowych. Ich brak nie sprawia, że Google Plus staje się lepszym miejscem. Brak aktywności (a co za tym idzie późniejszych “plusjedynek” i komentarzy) sprawia natomiast, że informacje, którymi ludzie chcą się dzielić, lądują gdzie indziej. To prawdziwy problem dla Google, które w końcu chce wiedzieć o nas wszystko. Google najwyraźniej się przeliczyło, bo chciało zatrzymać wszystko “in house”.

Zamiast wpuszczać na swoją platformę inne podmioty, oferuje swoje usługi, przyznaję, kompleksowo. Owszem, restaurację mogę oceniać w Google Places, zdjęcie wrzucić bezpośrednio do galerii Google Plus, film obejrzeć w Google Play Filmy, a muzyki słuchać w Google All Access. Problem w tym, że tego nie robię, nie ograniczam się wyłącznie do niszowych projektów spod jednej bandery. Co więcej, moi znajomi też korzystają z najróżniejszych usług od różnych dostawców. Nie jestem tym samym bardziej aktywny na Facebooku bo jest lepszy, tylko dlatego, że jest bardziej uniwersalny.

Kto naprawdę potrzebuje Google Plus?

facebook-chrome-talk-google-plus-android-stock

Prawda jest taka, że mając multum narzędzi do tworzenia w sieci mniejszych i większych społeczności, Google Plus jest tak naprawdę użytkownikom… zbędny. Nie licząc małej grupy prawdziwych fanów tego miejsca, niedzielni użytkownicy nie płakaliby po jego zamknięciu. Tak naprawdę dzisiaj najbardziej Plusa potrzebuje Google, aby wyżebrać od użytkowników jak nie wszystkie, to przynajmniej trochę danych.

Druga grupa osób zainteresowanych Google Plus to natomiast… autorzy piszący w sieci i webmasterzy. Nie jest tajemnicą, że dobra konfiguracja strony pod Plusa i +1 dodane przez użytkowników pozwala na wyskoczenie na nieco lepszej pozycji w wynikach wyszukiwania. Sam zresztą byłem bardzo z tego zadowolony, bo dzięki integracji z Google Plus autorzy artykułów, które znajdowałem w sieci, byli podpisani z nazwiska, z miniaturą awatara.

To się zmieniło

google plus wyniki

google plus wyszukiwanie

Co ciekawe, usunięcie awatarów z wyników wyszukiwania ma poprawić klikalność linków. Szkoda, bo tak jak do Google Plus mam dużo uwag, tak dołączenie do tytułu zdjęcia twarzy autora nadawało czytanej przez mnie treści znalezionej przez wyszukiwarkę nieco bardziej osobisty charakter. Niestety, Google zdecydowało się na zmianę strategii, a zdjęcia i liczba osób mających w kręgach autora znika ze strony wyników.

Efekt wprowadzenia tego dodatku był najwidoczniej odwrotny, niż początkowo zakładano. Ta zmiana jest dość istotna przy predykcjach związanych z dalszymi losami Plusa. Google już nie raz udowodniło, że jest w stanie ubić projekty, które nie pasują do wizji firmy z Mountain View. Ostatnio pod nóż poszedł Orkut i QuickOffice, a jednym z najgłośniejszych zamknięć była kasacja używanego przez miliony użytkowników Google Readera.

Dla Google nadal główną gałęzią jest wyszukiwarka. Wśród udanych produktów wymienić można z pewnością YouTube’a, Gmaila, Dysk, Mapy, system Android oraz przeglądarka Chrome z przytulonym do niej Chrome OS. Google Plus dziś jest bardziej kulą u nogi giganta, która przypomina o tym, że próba zbufowania internetowej społeczności przez gigant po raz kolejny zakończyła się fiaskiem.

Przykład usunięcia profilu autora w wyników wyszukiwania daje jasno do zrozumienia, że Google Plus nie jest już priorytetem dla Mountain View.

Dołącz do dyskusji