Temat tygodnia: Autonomiczny samochód – za, czy przeciw?

Artykuł/Motoryzacja 01.06.2014
Temat tygodnia: Autonomiczny samochód – za, czy przeciw?

Temat tygodnia: Autonomiczny samochód – za, czy przeciw?

Auta potrafiące całkowicie zastąpić kierowcę to już nie marzenie miłośników technologii, ale przyszłość, która nadchodzi wielkimi krokami.

Tylko w tym tygodniu Google zaprezentowało pierwszy samochód, w którym prowadzący jest całkowicie zbędny, a Intel po raz kolejny udowodnił, że w tym wyścigu trzeba się liczyć również z nim. Czy jednak takiej przyszłości chcemy? Czy pozbawienie kierowcy kontroli nad pojazdem jest dobry i bezpiecznym rozwiązaniem? Czy nasze dzieci albo wnuki będą dziwiły się, jak w ogóle można było korzystać z pojazdów posiadających kierownicę?

grabiec nowePiotr Grabiec: O autonomicznych samochodach wypowiadam się jako osoba nie posiadająca prawa jazdy. Co więcej, nie planuję też starać się w przewidywalnej przyszłości o ten dokument i nie uważam, żeby każdy pełnoletni obywatel naszego kraju nadawał się na kierowcę. Co by nie mówić, transport samochodowy jest bardzo niebezpieczny nie tylko dla kierującego pojazdem i jego pasażerów, ale też dla innych uczestników ruchu drogowego, w tym rowerzystów i… pieszych.

Za kierownicą może usiąść ktoś pijany, niewyspany, poważnie chory (świadomy tego faktu, lub nie) i nawet jeśli druga osoba będzie miała oczy z tyłu głowy, to nie sposób uciec w porę przed kimś, kto stracił panowanie nad kierownicą. Tam, gdzie jest czynnik ludzki, bardzo łatwo o błąd, a w przypadku auta jadącego z dużą prędkością nawet najmniejsze niedopatrzenie lub przeoczenie, niezależnie od przyczyn, może doprowadzić do tragedii.

Nie uważam jednak, żeby autonomiczne pojazdy były rozwiązaniem tego problemu. Owszem, algorytm spięty z czujnikami nigdy nie będzie zmęczony, zdenerwowany lub pod wpływem środków odurzających. Zawsze będzie też podejmował decyzje w oparciu o logikę, a przy odpowiednim zaawansowaniu technologii samojężdżące auto będzie miało też szybszy czas reakcji od człowieka.

Niestety, technologia jest po prostu… zawodna. Nie sposób myśląc o autonomicznym samochodzie Google zobaczyć oczyma wyobraźni zobaczyć wyświetlanego nad deską rozdzielczą komunikatu “brakes process stopped, would you like to restart?”. Nie można też nie bać się tego, jak takie inteligentne samochody będą podatne na włamania i aktywność cyberprzestępców, którzy mogliby przejąć kontrolę nad dowolnym autem.

google pojazd autonomiczny

Wprowadzenie autonomicznych pojazdów do miast, gdzie obecne są klasyczne samochody, stwarza wiele dylematów natury moralnej. Podczas nietypowej sytuacji na drodze, kierowca musi w ułamku sekundy podjąć decyzję: czy wpaść na dziecko, które wybiegło na drogę, czy może uderzyć w przystanek pełen ludzi? Decyzję podejmuje jednak człowiek, który ma swoje sumienie. A co, jeśli w takiej samej sytuacji bez wyjścia postawić algorytm, jak on się zachowa? Kto będzie odpowiadał za wypadki spowodowane przez inteligentny samochód, właściciel, projektant, programista, nikt?

Pomijając jednak kwestie techniczne i dyskurs filozoficzny na temat decyzji podejmowanych przez algorytmy, to jeśli byłaby możliwość zbudowania futurystycznego miasta przyszłości, gdzie wszystkie auta podpięte są pod system zarządzania ruchem… chciałbym, żeby to się stało. Pomijając jednak to, czy chcielibyśmy takiego samochodowego Wielkiego Brata, i tak nie wierzę, że kiedykolwiek ludzkość dojdzie do poziomu, by centralnie zarządzać ruchem drogowym i wymienić każdego kierowcę na algorytm.

Jak na razie rozważania na temat samojezdnych aut traktuję jako czysto akademickie, ale jak wspomniałem na wstępie, nie jestem kierowcą i nie potrzebuję nim być. Czasu spędzonego w podróży komunikacją miejską nie uważam za zmarnowany, mogę wtedy chociażby przeczytać książkę lub popracować, co za kółkiem w mieście nie byłoby możliwe. Wierzę jednak na słowo wszystkim znajomym posiadaczom samochodów, dla których jazda autem nie jest tylko środkiem do celu pozwalającym na przemieszczenie się z punktu A do punktu B, ale też celem samym w sobie.

jaroszewski damianDamian Jaroszewski: Ja już pokrótce wyraziłem swoją opinię, pisząc tekst o nowym samochodzie Google’a. I zdania nie zmieniłem. Jestem jednocześnie za i przeciw.

Za – ponieważ ludzie, którzy nie mają prawda jazdy, mogliby spokojnie i bezpiecznie przemieszczać się po mieście, czy nawet z miasta do miasta. Oczywiście jest komunikacja miejska, PKS i PKP, ale nie każdy jest fanem podróżowania z innymi pasażerami. Mnie to akurat nie przeszkadza, ale nawet byłoby lepiej, gdyby niektórzy nie jeździli autobusami.

Poza tym, jak wspominał Piotr, samochód nie będzie pijany, zmęczony itp. Jeśli technologia będzie odpowiednio zaawansowana (a powinna być), to drogi będą dużo bezpieczniejsze.

Jestem przeciw – bo wciąż budzi to ogromne wątpliwości. Teoretycznie samochód Google’a widzi wszystko, co dzieje się odległości 200 metrów dookoła niego, więc powinien zapobiec większości wypadków i niebezpiecznych sytuacji. Ale co w momencie, w którym ktoś nagle wyjedzie zza rogu? Autonomiczny samochód nie mógł go zobaczyć, bo np. zasłaniał mu budynek. Dojdzie do wypadku. Co wtedy? Kto poniesie odpowiedzialność? Właściciel, który nie miał na to żadnego wpływu i nawet może nie mieć prawka czy producent?

autonomiczny-samochod-google1

Oczywiście idealną sytuacją byłoby, gdyby po drogach poruszały się tylko takie samochody. Wtedy byłoby bezpiecznie, bo mogłyby one się między sobą komunikować i stworzenie niebezpieczniej sytuacji byłoby praktycznie niemożliwe.

Jestem też przeciw, bo tak po prostu uwielbiam prowadzić samochód. Sprawia mi to ogromną frajdę.

Przy okazji zauważcie, jak cwane jest Google. Oni będą tylko dostarczać platformę, a produkcją zajmą się inni producenci. To tak samo, jak w przypadku Androida. Jeśli coś będzie nie tak, to pozywana będzie Mazda, BMW czy też Mercedes, a nie sam Google tak, jak pozwany przez Apple został Samsung. Internetowy gigant zarabia na czymś, ale nie bierze za to odpowiedzialności.

maciej gajewskiMaciej Gajewski: Nie mam wątpliwości, że „auta bez kierowcy” to przyszłość. Bo takiej przyszłości też oczekuje większość z nas. Prowadzenie samodzielne naszego pojazdu to wielka przyjemność. Ale w pewnych określonych sytuacjach. W podróży przez malownicze miejsca. Na torze wyścigowym. Ale nie w korkach i w trakcie szukania miejsca do parkowania.

Jednak tak jak jest to nieunikniona przyszłość, tak też jest ona bardzo odległa. Tego typu auta są skrajnie niebezpieczne. I nie z uwagi na wadliwe algorytmy. Jestem przekonany, że Google stworzy małe techniczne arcydzieło. Że system „świadomości” sytuacji na drodze to efekt dużej i ciężkiej pracy najmądrzejszych inżynierów jacy byli. Że to naprawdę działa. Ale na drodze trzeba podejmować decyzje nieprzewidywalne. Maszyna, nawet najbardziej wyrafinowana, potrafi podjąć słuszną decyzję jeżeli scenariusz został przewidziany przez jej twórców.

Wyobraźmy sobie prostą sytuację na polskiej drodze. Zdarza się ona, jak się domyślam, kilka razy w tygodniu. Jedziemy sobie naszym Google Car. Pasy zapięte, odpowiednia odległość od innych pojazdów zachowana, jazda zgodnie z przepisami, cycuś glancuś. Wtem zza zakrętu wyłania się „mistrzunio”. Wyprzedza na podwójnej ciągłej na trzeciego, sunąć swoim stuningowanym Oplem 180 km/h. Kierowca w Google Car dobrze wie, że nie ma żadnych szans na wyjście z tego bez szwanku. Wyminąć się nie da, hamulce nic nie dadzą. Doświadczony, niesparaliżowany strachem kierowca i napompowany adrenaliną wie, co trzeba robić. Rzucić się w rów. Wtedy zadziałają airbagi, więc tak jak samochód na złom, tak ów kierowca będzie żył. Google Car wciąż będzie się konsultował z chmurą co ma robić aż w końcu zamieni się w bezkształtną masę stali, plastiku i ludzkiego mięsa.

volvo autonomiczny pojazd

Dlatego autonomiczne samochody będą miały sens, kiedy cała droga będzie do nich przystosowana, a inne samochody również będą autonomiczne. Tak jak w tych wszystkich filmach science-fiction (pamiętacie „Raport Mniejszości” albo „Ja, Robot”?). Wtedy oddajemy ster komputerowi, relaksujemy się, podziwiamy widoki lub nawet… idziemy spać. I to spać spokojnie. Ale, przynajmniej na razie, praca Google’a, Intela i innych zainteresowanych jest nadal w powijakach. Mimo iż to, co owe firmy demonstrują, jest bez wątpienia fascynujące i robiące olbrzymie wrażenie.

piotr baryckiPiotr Barycki: Tutaj właśnie leży prawdopodobnie największy problem autonomicznych samochodów w wydaniu, które mają naprawdę sens. Żeby być w stanie zapobiec opisanym powyżej wypadkom, do tego typu pojazdów musiałaby zostać odpowiednio przygotowana cała (również inteligentna) infrastruktura, która zapobiegałaby właśnie “niewidocznym” autom wyjeżdżającym np. zza budynków czy innych przeszkód, z którymi czujniki obecnych samochodów Google nie są sobie w stanie poradzić.

To, co na razie testuje i prezentuje publicznie Google jest świetnym rozwinięciem obecnych rozwiązań wspomagających jazdę. Bez wsparcia ze strony samej drogi pozbawianie kierowców kontroli nad pojazdem, nawet jeśli byłaby to tylko “kontrola na żądanie”, nie ma sensu.

Innym problemem jest też to, że przy tworzeniu nowej infrastruktury, żeby była ona w stanie naprawdę zapewnić odpowiednie “podłoże” w pełni autonomicznym pojazdom, trzeba byłoby w jak największym stopniu zignorować istnienie klasycznych samochodów, a one nie znikną ani z dnia na dzień, ani pewnie też z dekady na dekadę.

Potencjalnie taka infrastruktura nowej generacji miałaby ogrom zalet (mniejsze drogi przy takiej samej przepustowości, etc.), ale jeśli trzeba by nadal utrzymywać w ruchu zwykłe auta, z myślą o tym, że za kilkanaście lat znowu trzeba będzie wszystko przebudować od początku, to czy ktoś dostrzeże w tym sens i czy ktoś się tego w ogóle podejmie

Jeśli nie, to jeszcze długo nie będziemy mogli w ogóle mówić o autonomicznych samochodach, a jedynie pojazdach, które są w stanie wyręczyć kierowcę w coraz większej liczbie sytuacji i na które kierowca w takich sytuacjach może coraz bardziej liczyć. Sprytniejszych, sprawniejszych, bezpieczniejszych i wygodniejszych w podróżach, ale nie autonomicznych. Taka sytuacja właściwie powinna utrzymać się jeszcze przez 10, może nawet więcej lat.

google samochod autonomiczny

I pomimo, że lubię sam mieć kontrolę nad moim autem (o ile można je autem nazwać), to bardzo podoba mi się przynajmniej ta część przyszłości. Sam komputer nie zawsze będzie lepszy od kierowcy (choć może kiedyś tak się stanie), ale jako asystent może okazać się doskonałym uzupełnieniem.

Cały czas skupiony, obserwujący bez przerwy drogę i jej otoczenie, potrafiący dokonać milionów kalkulacji w ułamku sekundy i w tak samo krótkim czasie zareagować. Niestety tego samego nie można powiedzieć o przeciętnym kierowcy, często nawet niezależnie od tego jak się stara i jak duże ma doświadczenie.

Co nie zmienia faktu, że nie mogę się doczekać kiedy mój następny samochód będzie w stanie podczas dłuższej podróży wyręczyć mnie na dłuższych odcinkach trasy, a w mieście poradzić sobie w korku bez mojego udziału. Tam gdzie będę chciał jechać sam, nacisnę odpowiedni przycisk.

W końcu jednak doczekamy się prawdopodobnie przyszłości jak z filmów S-F i wtedy pojawi się inny problem, który już teraz może nas zacząć martwić. Kto będzie kontrolował te wszystkie samochody? Jeśli mają być naprawdę autonomiczne, to muszą być połączone w jedną sieć, monitorującą ich ruch i tym samym zapewniając bezpieczną i szybką jazdę. Mogę jakoś przeżyć to, że mój komputer czy telefon przesyła gdzieś jakieś dane – trudno. Z zaufaniem w 100% komuś lub czemuś co zdalnie prowadzi mój samochód (pozbawiony kierownicy) pędzący np. 150 km/h, mógłbym mieć natomiast problem. Poważny problem – w końcu kto zabroni mu zrobić z nim cokolwiek, co mu się tylko wymarzy?

Marcin PołowianiukMarcin Połowianiuk: Świeżo po zdaniu egzaminu na prawo jazdy miałem ogromną przyjemność z każdej minuty spędzonej za kółkiem. Kilka lat później zacząłem zauważać, że czas za kierownicą (szczególnie ten spędzony w korkach…) to czas stracony. Chociaż lubię jeździć to irytuje mnie, że w trakcie kierowania mogę co najwyżej posłuchać muzyki lub audiobooka. Nie mogę pracować, nie mogę odpoczywać tak jak lubię, nie mogę poświęcać się zainteresowaniom. Z tego względu od jakiegoś czasu wolę być wożony jako pasażer.

Z punktu widzenia pasażera auto z prawdziwym kierowcą właściwie nie różni się od auta z inteligentnym sterującym algorytmem. W obu przypadku oddaje się swoje zdrowie (a także życie) w nie swoje ręce. Wszystko jest kwestią zaufania. Błąd za kółkiem może popełnić równie dobrze kierowca, jak i inteligentne auto.

A jeśli mam dzięki temu zyskać więcej czasu dla siebie to właściwie – czemu nie? Przecież już teraz w kierowaniu pomagają mi ABS, ESP, tempomat, asystent parkowania i pewnie jeszcze tuzin innych systemów, o których nawet nie wiem.

Paweł OkopieńPaweł Okopień: Nie wyobrażam sobie nie prowadzić samochodu. Rzadko kiedy lubię być pasażerem, wole siedzieć za kierownicą. Jednocześnie bardzo doceniam takie rozwiązania jak aktywny tempomat, asystent pasa ruchu czy nawet nawigacje z utrudnieniami ruchu w czasie rzeczywistym.

Na razie trudno jest mi wyobrazić sobie świat pełen autonomicznych pojazdów, choć z pewnością tych będzie na drodze coraz więcej. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem byłyby drogowe pociągi, czyli możliwość automatycznego podążania za ciężarówką na autostradach, czy tryb samojezdny w korkach. Chciałbym, aby technologia wspomagała kierowców, a nie ich wyręczała. Choć z drugiej strony patrząc na to ile na ulicach jest “miszczów” i zawalidróg to autonomiczne samochody czasem nie byłyby takie złe.

Jednak ja nadal chciałbym prowadzić samochód.

dawid kosińskiDawid Kosiński: Co prawda samochody to nie mój konik, ale jednego jestem pewien – jeśli Intel się w coś angażuje, to ma to przyszłość. Firma ta w ostatnich kilku dniach zaprezentowała całą platformę komputerową przygotowaną z myślą o układy Intel Atom. Cechuje się ona bardzo niskim poborem energii, ogromną odpornością i możliwością uruchomienia najpopularniejszego systemu operacyjnego świata, czyli Androida.

Co prawda na razie służy ona tylko do gromadzenia danych i przekazywania ich, ale jestem pewien, że ostatecznie komputery będą mogły przejąć władzę nad samochodem, co zresztą pokazuje zaprezentowany właśnie samochód Google. Czy to dobry kierunek rozwoju? Według mnie tak, ale dopiero, gdy rozwiązanie takie bardzo się upowszechni. Naprawdę wątpię, że komukolwiek będzie chciało budować się oddzielne pasy ruchu lub drogi dla autonomicznych samochodów. Oznacza to, że tak długo, jak będzie można samemu prowadzić auto, tak długo na drodze będzie istnieć pewne niebezpieczeństwo.

Jestem pewien, że w ciągu kilku lub kilkunastu lat autonomiczne samochody staną się czymś bardzo powszechnym. Czemu? Bo kochamy prostotę. Tak jak nie chcieliśmy mieć rozbudowanych komputerów i wolimy od nich łatwe w obsłudze tablety, tak samo nie będziemy chcieli marnować czasu w aucie, które jest urządzeniem niebezpiecznym i wymagającym dużej uwagi. Pieniądze, samochody, przedmioty nie są ważne – jedyną cenną rzeczą jaką mamy jest czas. To właśnie go powinniśmy w każdy możliwy sposób oszczędzać. I samochody autonomiczne to umożliwiają.

Autonomous Lexus

Jednak to, co podoba mi się najbardziej, to fakt, że autonomiczne samochody raz na zawsze wyeliminują problem pijanych kierowców. Ludzi, których szczerze nienawidzę. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jakim idiotą trzeba być, by dla kilku złotych oszczędności na taksówce lub przyjemności z jazdy ryzykować życie swoje i wielu postronnych osób. Sam często zabierałem pijanym znajomym kluczyki, którzy chcieli pod wpływem jechać do sklepu, do siebie lub gdziekolwiek indziej. Nawet najbardziej pijanej osobie z samochodem Google życzyłbym co najwyżej szerokiej drogi i upewnił się tylko, że jako celu swojej drogi nie podała dużego pokoju lub mieszkania byłej dziewczyny.

Dołącz do dyskusji