Smakowity sukces polskiej aplikacji – Cooklet kolonizuje Samsunga

Artykuł/Technologie 13.05.2014
Smakowity sukces polskiej aplikacji – Cooklet kolonizuje Samsunga

Smakowity sukces polskiej aplikacji – Cooklet kolonizuje Samsunga

W dzisiejszych czasach stworzenie aplikacji mobilnej, która będzie w stanie przetrwać długie miesiące – wielokrotnie przeżywając przypadkowe hity w stylu Flappy Bird – jednocześnie gromadząc wokół siebie zaangażowaną społeczność, zdecydowanie nie należy do łatwych zadań. Udało się to jednak twórcom wrocławskiej aplikacji Cooklet, która została nagrodzona po raz kolejny, tym razem przez Samsunga podczas Samsung Smart App Challenge.

Sukces nie przyszedł jednak znikąd i jest efektem wieloletnich prac. Grzegorz Trubiłowicz, pomysłodawca i jeden z głównych autorów aplikacji i serwisu, podczas rozmowy z nami wspomina początki, które sięgają wiele lat wstecz, współpracy z Adobe i… zwycięstwa w jednym z konkursów. Na pytanie o to, którą z kolei nagrodą jest ta otrzymana przez Samsunga, stwierdza żartobliwie:

Z wolna tracimy rachubę. A tak zupełnie na poważnie – konkursy tego typu są świetnym otwarciem relacji z dużymi firmami. One potrzebują dobrych treści, szczególnie przy uruchamianiu nowych technologii czy urządzeń.

Szybko jednak dodaje:

To fakt mamy dobrą rękę do konkursów, ale też starannie wybieramy te, w których startujemy – zaznaczając przy tym, że zajęcie trzeciego miejsca w konkursie organizowanym przez koreańskiego giganta może być jednym z najważniejszych wydarzeń w historii Cookleta, jeśli chodzi o możliwości popularyzacji ich produktu. Samsung posiada 1/3 rynku smartfonów i sprzedaje dziesiątki milionów urządzeń mobilnych co kwartał. Już jesteśmy mocno przez nich promowani, a to dopiero początek.

Wśród możliwości, jakie mogą otwierać się po takim sukcesie Trubiłowicz wymienia rozwiązania, które z całą pewnością są marzeniem niejednego programisty. Oprócz promocji w Samsung Apps czy ich kanałach marketingowych i społecznościowych rozważana będzie również preinstalacja.

Polska aplikacja fabrycznie instalowana na smartfonach Samsunga? Poprosimy co najmniej raz!

To jednak nie koniec ambicji wrocławskiego zespołu. Tak, jak teraz najwięksi producenci oprogramowania i smartfonów starają się odnaleźć na rynku „połączonych urządzeń”, a nie tylko smartfonów czy tabletów, tak samo planem Cookleta jest dotarcie również tam, gdzie do tej pory dotarła mało która aplikacja.

Tak naprawdę największe nadzieje wiążę z inwestycją Samsunga (Samsung Venture Investment Corporation) w naszą spółkę – to dałoby ogromną skalę naszej platformie na rozwój, nie tylko ze względu na mobile, ale także AGD, którego Samsung jest producentem.

Lodówki i inne domowe sprzęty z polską aplikacją? To brzmi nawet lepiej niż smartfony i tablety.

Myśl o byciu wielkim – od samego początku

Nasze pytanie o największe problemy, z jakimi Cooklet musiał się zmierzyć w trakcie swojego rozwoju, Trubiłowicz odpowiada bez dłuższego zastanowienia:

Problemów Ci u nas bez liku. Największe dotyczyły rozbudowy back-end’u bo jak go projektowaliśmy to po prostu system miał działać i nie myśleliśmy o tym jak to się będzie skalować. Obecnie jesteśmy w trakcie migracji z rozwiązań Microsoft (.net) na Open source (Python).

A gdyby tego było mało, startup, jak prawdopodobnie większość startupów z ogromnymi ambicjami, borykał się z bardziej przyziemnymi problemami niż napływ nowych użytkowników czy treści.

Swego czasu mieliśmy też spore problemy z płynnością finansową – z jednej strony budujemy ambitne rozwiązanie międzynarodowe, mamy dużą wizję na nasze miejsce w świecie, mamy świetny zespół, ale to wszystko kosztuje. Było z tym związanych kilka trudnych chwil, ale na szczęście to już za nami.

cooklet

Co pomogło wyjść na prostą i sprawić, że polska aplikacja stała się jednym z popularniejszych tego typu produktów na świecie?

Do tej pory były to relacje z producentami sprzętu (Sony, Toshiba, BlackBerry, ale też Google czy Apple), blogerami kulinarnymi, oczywiście konkursy oraz dobra prasa.

Główny „kucharz” Cookleta nawiązuje jednak do wspominanych wcześniej problemów czysto technicznych, wynikających z gwałtownych wzrostów popularności.

Po publikacji na TechCrunch serwer się przewrócił i jak tylko udało się go przywrócić to kładł się znowu. Nie wiedzieliśmy wówczas zbyt wiele o load balancer’ach i innych rozwiązaniach pod duży ruch.

Zwycięstwa w międzynarodowych konkursach i bezpośrednia współpraca z największymi producentami na rynku mobilnym to jednak nie wszystko. Cooklet, jako aplikacja polegająca w dużej mierze na skupionej wokół niej społeczności, musi żyć, zmieniać się i dopasować do obowiązujących trendów.

Ostatni rok to koncentracja na produkcie ze względu na zmiany w technologii – musieliśmy się przesiąść z cross-platformowego Flash’a na rozwiązania natywne. Przy okazji przebudowaliśmy interfejs i dostosowaliśmy go do bieżących trendów (flat design). Na pierwszy ogień poszła aplikacja Androidowa.

Oczywiście nie tylko samym atrakcyjnym interfejsem można zachęcać do siebie kolejnych użytkowników i utrzymywać dotychczasowych.

Oprócz ładnego wyglądu ważnym jej [aktualizacji – dop. red.] punktem jest moduł do sterowania głosem, dzięki czemu np. łatwo można przemieszczać się po kolejnych krokach przepisu czy przywołać listę składników. Zmiany dotyczyły też części serwerowej, gdzie oprócz zwiększenia wydajności API wdrożyliśmy moduł rekomendacji – Cooklet poznaje i uczy się Twoich preferencji dzięki czemu proponuje Ci codziennie nowe przepisy do wypróbowania.

cooklet 2

I nawet to nie oznacza możliwości odpoczynku i patrzenia spokojnie na to, jak mobilna książka kucharska, przystosowana do wymagań dzisiejszych użytkowników, bije kolejne rekordy popularności. Trubiłowicz nie kryje, że jest jeszcze sporo do zrobienia.

Na pewno Cooklet.com jako strona wymaga sporej pracy – chcielibyśmy aby była taka ‘sleek’ jak nasza aplikacja.

Oprócz tego, w związku z faktem, że sukces ma mieć wymiar globalny, a nie lokalny, wciąż trwają prace nad treściami w języku angielskim, bez których w dzisiejszych czasach ani rusz.

Po wielu nieudanych próbach opracowania właściwego rozwiązania do tłumaczeń korzystamy z usług profesjonalnego tłumacza. Tak więc angielska wersja wymaga pracy, ale to jest ‘work-in-progress’.

Przy tym wszystkim, choć mogłoby się wydawać, że tak uznana marka, z takim doświadczeniem i sporą popularnością, wspierana przez licznych producentów, powinna przynosić jej twórcom ogromne dochody, rzeczywistość jest nieco inna, częściowo ze względu na wspominane już wcześniej ambicje twórców. Na tym etapie mocno inwestujemy w spółkę, bo potencjał jest ogromny. Na break-even przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać.

Przepis na sukces

Jeśli chodzi o ruch to dopiero teraz, z gotowym produktem będziemy nad nim mocno pracować. Do tej pory wszystkie aplikacje Cooklet zostały pobrane prawie milion razy. Dla nowej wersji chcemy osiągnąć min. 1 milion pobrań do końca tego roku.

Plan zespołu pracującego nad wrocławską aplikacją jest więc co najmniej bardzo ambitny, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie wszyscy użytkownicy urządzeń mobilnych są ich grupą docelową. Nie mówimy w końcu o 2048, Angry Birds podobnych produktach, które pobrać może każdy z nudów, po czym po 10 minutach zapomnieć o tym, że kiedykolwiek w ogóle z nich korzystał.

cooklet 3

Gdzie więc leży siła Cookleta? Trubiłowicz twierdzi, że w nowych technologiach i pomysłowości.

Spędzamy sporo czasu na R&D i dzięki temu powstał m.in. Cook’d – mały przycisk na strony kulinarne, który umożliwia dodanie zdjęcia do przepisu. Bloger dzięki temu widzi, że jego przepis jest gotowany, ma satysfakcję i motywację do dalszej wytężonej pracy nad blogiem. Z kolei dla użytkowników to jest też sposób na podzielenie się swoimi uwagami z autorem oraz też pewnego rodzaju walidacja – komuś wyszedł ten przepis, mi wyjdzie.

I nie są to wyłącznie „innowacje dla innowacji”.

W chwili obecnej Cook’d jest dostępny na ponad 15.000 przepisów i szybko się rozprzestrzenia. Dla nas to jest taki social network kulinarny poza samym Cookletem i jednocześnie część naszego projektu Food-Graph.

Food-Graph, Cook’d czy sam Cooklet to jednak nie koniec pomysłów wrocławskiego zespołu. W najbliższym czasie planuje on wprowadzić na rynek kolejną aplikację, związaną oczywiście z odżywianiem, jednak tym razem nie tyle z przygotowywaniem posiłków, co ich odpowiednim doborem oraz… spożywaniem.

Future is bright. Ja jako niepoprawny optymista zawsze widzę tę lepszą stronę i do niej dążę. Wkrótce uruchomimy nasz najnowszy produkt, nad którym pracowaliśmy od roku, tutaj jest taki mały ‘sneak peek’ . Happie w nowatorski sposób podchodzi do sposobu odżywiania i mocno redefiniuje to co w głowach wielu z nas znaczy ‘dieta’.

W realizacji tego celu mają pomóc doświadczenia, oraz dane będące efektem pracy przy dotychczasowych projektach.

Oprócz technologii mamy ogromną wiedzę odnośnie połączeń składników, ich wartości odżywczych czy popularności. Na tym możemy i będziemy rozwijać Cookleta i kolejne produkty. Mamy wiele do zrobienia, a celem jest organizacja pokroju tokijskiej spółki Cookpad.

Sukces? W Polsce?

Patrząc na to, jak ambitne są plany Cookleta i jak wiele udało się osiągnąć do tej pory, aż trudno uwierzyć, że cały czas mówimy o polskiej firmie. Pytanie o to, czy rzeczywiście można w naszym kraju myśleć o globalnym sukcesie na rynku mobilnym znajduje jednak dość szybko odpowiedź.

Tak. Mamy masę bystrych i rzutkich ludzi w Polsce, dzięki którym tworzenie globalnych produktów jest możliwe. Cieszę się, że kilkanaście z nich mocno pracuje w Cooklet Dream Team. Wszystko to nie byłoby możliwe bez mocnego zespołu, pracującego w pocie czoła – począwszy od koncepcji, interakcji i grafik, poprzez treści i komunikację, a kończąc na mistrzach technologii, dzięki którym to wszystko ożywa.

Prace w Polsce trwają oczywiście na obydwu frontach – zarówno technologicznym, jak i biznesowym.

Naszą mocną stroną są też zaangażowani inwestorzy m.in. Marcin Michnicki, Łukasz Misiukanis czy Jacek Szlendak. Mamy dream team po stronie właścicielskiej gdzie każdy jest doświadczony w jakimś komplementarnym elemencie (m.in. finanse, social media, e-commerce czy TV).

cooklet 4

Niestety równie krótko musimy czekać na drugą część odpowiedzi.

Stworzenie [produktu z szansą na globalny sukces – dop. red.] jest możliwe, ale rozwój to już trochę inna para kaloszy. Międzynarodowy biz-dev wymaga wyjazdów i kontaktów z firmami w różnych zakątkach świata i tu warto mieć know-how oraz lokalnych przedstawicieli czy menedżerów. Prawdziwie globalny biznes jest jeszcze przed nami, ale damy radę!

Nie pozostaje nam więc nic innego, niż trzymać kciuki, aby Cooklet i wszystkie powiązane z nim projekty oraz pracujący nad tym ludzie faktycznie dali radę.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement