Kup sobie chmurę i postaw ją na biurku, czyli jak będzie działał polski Sherlybox

Artykuł/Technologie 10.02.2014
Kup sobie chmurę i postaw ją na biurku, czyli jak będzie działał polski Sherlybox

Kup sobie chmurę i postaw ją na biurku, czyli jak będzie działał polski Sherlybox

Polski startup Sher.ly wprowadza nowe funkcje pozwalające na udostępnianie plików bezpośrednio z podpiętych do domowej lub firmowej sieci dysków NAS. Dla osób, które nie mają czasu lub odpowiedniej wiedzy, by samodzielnie skonfigurować sieciowy dysk, dostępne będzie też referencyjne urządzenie o nazwie Sherlybox. Sama usługa też przechodzi metamorfozę i obecnie jej twórcy określają ją jako “chat w grupie, ale z plikami”.

Sam pomysł na rozwiązanie jakim jest dziś Sher.ly ma już kilka lat, ale projekt ruszył z kopyta w dopiero pod koniec października zeszłego roku. Wtedy to jego twórcom udało się uzyskać finansowanie w ramach TechCrunch Disrupt. Twórcy Sher.ly mają ambicję uprościć zarządzanie i dzielenie się plikami online. Zamiast opierać się o chmurę i zewnętrzne serwery, użytkownicy mogą przesyłać pliki do odbiorców bezpośrednio z urządzeń, na których został zainstalowany klient usługi. Całość ma wyróżniać maksymalna prostota i automatyzacja.

Sher.ly nie jest konkurencją dla Dropboksa

sher.ly

O polskim startupie, który proponuje zupełnie inny model udostępniania plików niźli popularne dziś chmury, już kilkukrotnie pisałem na łamach Spider’s Web. Miałem okazję też testować jedną z wczesnych wersji aplikacji Sher.ly dla systemu Windows oraz zamienić kilka słów z twórcą projektu, czyli Błażejem Marciniakiem. Sam koncept wydaje się bardzo ciekawy i wbrew mojemu pierwszemu wrażeniu, nie jest on rozwijany jako bezpośrednia konkurencja dla popularnych dzisiaj usług w chmurze.

Wykorzystywany dziś przez miliony ludzi na całym świecie Dropbox dostępny jest na większość systemów operacyjnych, klasycznych i mobilnych. Oprócz tego rozwiązania takie jak Google Drive, SkyDrive i iCloud dostępne są out of the box na urządzeniach odpowiednio z Androidem i Chrome OS, Windows 8 i Windows Phone oraz sprzętach Apple z iOS i OS X. Te chmury różnią się pod względem założeń i możliwości, ale można wyróżnić jedną cechę wspólną: wszystkie wymagają do dzielenia się materiałami wcześniejszego uploadu danych na zewnętrzny serwer.

Dzielenie się plikami gromadzonymi lokalnie

sherly

W przypadku Sher.ly dane wysyłane są bezpośrednio z komputera użytkownika udostępniającego plik na komputer odbiorcy. Nie ma tutaj udziału zewnętrznych serwerów i nie trzeba czekać, aż dane zostaną w całości wysłane, aby zacząć je pobierać. W wielu przypadkach może być to znacznie wygodniejsze, niźli wspomniane chmury – zwłaszcza, jeśli odbiorcą danych jest tylko jedna osoba, a sam plik ma bardzo duży rozmiar.

Takie podejście ma oczywiście pewne wady. Chmury zapewniają w końcu nie tylko możliwość przesyłania plików, ale też automatyczny backup (co jest dobrym zabezpieczeniem danych na wypadek straty laptopa lub uszkodzenia dysku) i dostęp do nich przez przeglądarkę z dowolnego komputera podpiętego do sieci. Nie zawsze jednak wysyłanie danych do usługodawcy posiadającego siedzibę po drugiej stronie globu jest pożądane.

Co jest złego w chmurze?

sherly 2

Jeśli przechowyujemy w chmurze tylko stare zdjęcia z wakacji, aktualną kopię swojego CV i pracę magisterską na pamiątkę, to nie musimy się martwić prywatnością naszych danych. Gorzej, jeśli wysyłamy do innych osób za pomocą takiego Dropboksa, Google Drive, Skydrive czy iClouda poufne dane objęte NDA lub dokumenty fimowe – wtedy, pamiętając aferę PRISM, trzeba liczyć się z tym, że ktoś nieupoważniony zza Wielkiej Wody może do tych danych mieć dostęp.

Sam na Sher.ly patrzę dziś jak na rozwiązanie kierowane bardziej do firm, niźli użytkowników prywatnych. W końcu aby korzystanie z usługi miało sens, konieczne jest posiadane szybkiego łącza. Biorąc pod uwagę asymetryczność łącz u najpopularniejszych dostawców internetu w naszym kraju, szybkość transferu w górę rzadko kiedy przekracza wartość jednego megabita na sekundkę – gdzie w firmach tego problemu najczęściej nie ma.

Jak upodobnić Sher.ly do chmury?

sherlybox

Wydajność łącza to jednak nie wszystko, bo drugim ograniczeniem Sher.ly względem klasycznych chmur jest konieczność stałego podłączenia sprzętu do prądu. Zamknięcie klapy laptopa powoduje bowiem, że dostęp do danych przestaje być możliwy, a nawet stale włączony komputer PC może okazać się zawodnym rozwiązaniem, jeśli w domu lub firmie odłączony zostanie prąd. Aby zminimalizować problemy związane z odcięciem urządzenia, na którym gromadzone są pliki, Sher.ly wychodzi z pomysłem uruchomienia usługi na dyskach sieciowych, sieciowych serwerach itp. Wspierane mają być nawet mini komputerki RaspberryPI.

Jak przekazał mi w rozmowie Błażej Marciniak, twórcy usługi już nawiązali współpracę z kilkoma producentami NAS-ów. Sher.ly miałoby stać się “biznesową platformą do współpracy na różnych urządzeniach, oraz jako bezpieczną alternatywą dla publicznych chmur plikowych”. Sam NAS przedstawiany jest jako dobra alternatywa dla chmury z prostego względu – jednorazowy zakup urządzenia potrafi kosztować tyle, co miesięczny abonament na usługę o tej samej pojemności.

Sherlybox to urządzenie, nie usługa

sherlybox (2)

Tym, co ma wyróżnić Sher.ly instalowane na NAS-ie ma być prostota usługi i możliwość podpięcia dwóch dysków w celu wykonywania kopii zapasowej. Przy takim rozwiązaniu zamiast poświęcać czas na konfigurację wszystkim zajmie się aplikacja, a jedynym działaniem ze strony użytkownika będzie jednorazowe przekopiowanie danych z komputera na dysk zewnętrzny. Dla osób, które nie mają ochoty konfigurować usługi w najmniejszym stopniu, dostępny będzie referencyjny “NEST wśród NAS-ów”, czyli właśnie Sherlybox.

Wbrew temu, co końcówka “-box” mogłaby sugerować, Sherlybox nie będzie usługą w chmurze, a fizycznym urządzeniem do postawienia na biurku. Ma być przy tym oferowany “w atrakcyjnej cenie” – bez dysku ma kosztować docelowo 99 dolarów, podczas gdy wersja z dyskiem o pojemności jednego terabajta kosztować będzie 199 dolarów. Oprócz tego Sherlybox pozwoli na podłączenie kolejnych dysków kablem USB, a sercem urządzenia jest odpowiednio skonfigurowane RaspberryPI; posiada też wyjście HDMI dzięki czemu można podłączyć go bezpośrednio do telewizora.

sherlybox (3)

Czy takie rozwiązanie ma sens i czy Sherlybox może zastąpić Dropboksa? Zdecydowanie tak, ale pod pewnymi warunkami. Po pierwsze, użytkownik lub firma korzystająca z Sher.ly musi mieć stabilne i bardzo szybkie łącze internetowe, a po drugie przydałoby się… zapasowe zasilanie na wypadek przerw w dostawach prądu. Konieczna jest też zmiana wieloletnich przyzwyczajeń, bo od lat użytkownicy składowali przecież pliki lokalnie. Nie są to jednak przeszkody nie do przeskoczenia, a taki model dostępu do danych ma sporo korzyści.

Sam ekipie Sher.ly życzę dalszych sukcesów i trzymam kciuki, zwłaszcza że teraz trwają prace nad komercyjną wersją usługi dla komputerów z systemami Windows, Linux i OS X przeznaczonej dla firm.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji