Piotr Lipiński: JEDNOOSOBOWY SERWIS KOMPUTEROWY, czyli pstrykaj dopóki możesz

Felieton/Sprzęt 01.02.2014
Piotr Lipiński: JEDNOOSOBOWY SERWIS KOMPUTEROWY, czyli pstrykaj dopóki możesz

Piotr Lipiński: JEDNOOSOBOWY SERWIS KOMPUTEROWY, czyli pstrykaj dopóki możesz

Dawno temu zostałem jednoosobowym serwisem komputerowym. I założę się, że takim jest każdy czytające moje słowa.

Regularnie z telefonu wylewają się żale moich znajomych, którym coś przestało działać. Czy mógłbym im jakoś pomóc? Rzucając oczywiście moje zajęcia. Bo są to problemy – z ich punktu widzenia – na pograniczu życia i śmierci. Oczywiście więc fakt, że ja akurat zajmuję się swoją pracą, znaczy tak mało jak człowiek wobec bezmiaru Wszechświata.

Lata doświadczenia nauczyły mnie jednego – wszelkie urządzenia elektroniczne mocno zyskują na użyteczności, gdy są podłączone do prądu.

Gdy więc znajomy dzwoni z trwogą, że mu odmówiła posłuszeństwa drukarka albo nawet zamilkł Internet, nieodmiennie radzę zajrzeć, czy wtyczka nie wypadła z gniazdka. Dzięki temu przynajmniej na godzinę mam spokój.

Niestety, od kiedy pojawiły się urządzenia bezprzewodowe, reguła uległa modyfikacji. Bo choć one również domagają się prądu, to mają często taką nieprzyjemną cechę, że rozładowane, po podłączeniu do gniazdka, nie zawsze od razu dają znaki życia. Czasami trzeba odczekać chwilę, zanim „zaskoczą”. A w tym czasie człowiek odchodzi od zmysłów, co też stało się z jego elektromachiną. Dokładniej rzecz biorąc, to ja odchodzę od tych zmysłów, bo w momencie, kiedy znajomy powierzy mi swój problem, uznaje go za rozwiązany. Bierze się za swoją pracę, a ja pozostaję sam z opornym urządzeniem.

awaria komputera

Z perspektywy mojego jednoosobowego serwisu daje się doskonale zauważyć rosnącą popularność smartfonów – moi znajomi częściej domagają się wyjaśnień, dlaczego nie działa ich telefon, a nie co się zepsuło w komputerze. Bo dziś już trudniej żyć bez „komórki” niż bez „peceta”.

Niedawna rano obudziła mnie koleżanka lamentując, że od jakiegoś czasu ludzie nie mogą się do niej dodzwonić. Co wykręcą numer, słyszą sygnał zajętości. Dopiero jak się uprą i zadzwonią jeszcze raz, udaje im się połączyć.

Właściwie powinna się cieszyć, że nie każdy może jej zawracać głowę – ale ponieważ jest bizneswoman, to musi być w kontakcie, i takie tam różne głupoty.

Muszę jednak oddać sprawiedliwość, bo koleżanka, zanim do mnie zadzwoniła, już kilka razy atakowała biuro obsługi, uzyskując za pierwszym razem poradę, że może jej karta SIM jest zepsuta i trzeba się udać po wymianę do salonu. Rada kosztowała złoty pięćdziesiąt (czy jakoś tak), bowiem na tyle Orange wycenia wiedzę swoich konsultantów. Zanim jednak koleżanka udała się po nową kartę, zadzwoniła kolejny raz do biura obsługi. Tym razem usłyszała, żeby przełożyła kartę do innego telefonu, bo może jej iPhone jest zepsuty. Pomogło. Rada wydawała się więc warta kolejnego złoty pięćdziesiąt (czy jakoś tak).

Koleżanka zamierzała więc oddać iPhone’a do naprawy, wcześniej jednak postanowiła podręczyć mnie o wczesnorannej porze. Wybór godziny na telefon okazał się bardzo dobry, bowiem skłonił mnie do zapytania:
– A widzisz księżyc?

I wcale jej nie namawiałem, żeby wyjrzała przez okno, tylko żeby sprawdziła na wyświetlaczu iPhone’a, czy nie ma włączonego trybu „Nie przeszkadzać”. Zgodnie z przypuszczeniami okazało się, że nieświadomie uruchamiając ten tryb, uniemożliwiła kontakt ze sobą. Przy aktywnym „księżycu” do właściciela iPhone’a mogą się dodzwonić tylko osoby z listy ulubionych a reszta jedynie wówczas, gdy ponowi telefon w ciągu 3 minut. O czym informuje konsultantów Orange z przyjemnością oraz bezpłatnie, bo nie uważam, aby taka wiedza warta była nawet jednej złotówki. Choć dobrze ją posiąść, zanim zacznie się pracę w biurze obsługi.

problemy ze smartfonem

W południe odezwał się kolega, który miał problem również z iPhonem – co nie tyle znaczy, że akurat te smartfony są szczególnie zawodne, ale że coraz więcej moich znajomych z nich korzysta. Jego problem był znacznie poważniejszy – otóż przypadkowo skasował nagranie swojego małego dziecka, na którym mu bardzo zależało. To rzeczywiście istotny problem – z iPhone’a zbyt łatwo coś usunąć, a odzyskać trudno. Tym razem posiłkując się komputerowymi backupami daliśmy radę, ale zajęło nam to sporo czasu.

Popołudniowe zamówienie – podłączenie nowej laserowej drukarki. Rzecz dość prosta i banalna. Ale żeby sprawę utrudnić – czy da się ją przyczepić do neostradowego Liveboxa w taki sposób, aby ją widziały wszystkie komputery w domu? A skąd ja mam to wiedzieć? Ostatni raz korzystałem z Liveboxa z pięć lat temu. Nurkuję więc w odmęty Internetu w celu sprawdzenia, jak to zrobić.

Z tych wszystkich wydarzeń nasuwają się dwa wnioski – po pierwsze, jak masz coś ważnego do zrobienia, to nie odbieraj telefonów od znajomych, bowiem rośnie ryzyko, że zamiast zajmować się swoją pracą będziesz rozwiązywać ich cyfrowe problemy.

Po drugie – nasz codzienny sprzęt cyfrowy wciąż jest dość skomplikowany w obsłudze.

Producentom ciężko znaleźć granicę między łatwością obsługi a mnogością funkcji. Właśnie iPhone jest tu dobrym przykładem, bo Apple od dawna kojarzy się z urządzeniami wyjątkowo przyjaznymi w obsłudze. Jak jednak widać z powyższych przykładów, moi znajomi mają poważne argumenty przeciwko tej tezie. Zresztą ja też przez wiele lat marudziłem, że w iPhonie trzeba się napalcować, aby włączyć i wyłączyć bluetootha. W końcu firma udoskonaliła oprogramowanie i teraz dzięki poręcznemu centrum obsługi można owego bluetootha bardzo łatwo włączyć. Tyle, że przy okazji uda się niechcący uruchomić ów „księżyc” albo wyłączyć wi-fi. Wypośrodkowanie między wygodą obsługi a możliwością pełnego dopasowania urządzenia do fanaberii użytkownika jest dla wszystkich producentów niezmiernie trudne.

Czy to oznacza, że zawsze będą do nas dzwonić znajomi, prosząc o ratunek, bo nigdy nie uda się wyprodukować smartfona ani komputera, z którym każdy poradzi sobie bez problemu? Obawiam się, że czeka nas właśnie taka przerażająca przyszłość. Bo już od dawna nie tylko tak zaawansowane sprzęty jak komputery sprawiają problemy.

Pamiętam, jak w zamierzchłej epoce nagrywarek video znaczna część ludzkości miała problemy z ich zaprogramowaniem. I choć sam posiadłem ową nieziemską umiejętność, to zawsze mnie odrzucało, bo wszystko było udziwnione i trudne do zapamiętania.

instrukcja obsługi

Dziś z domowych sprzętów największym plugastwem pozostają amplitunery. Kiedy widzę na wyświetlaczu telefonu imię i nazwisko jednego z moich kolegów, od razu wpadam w panikę, że coś mu przestało działać w amplitunerze kina domowego. Te machiny mało, że ustawienia mają totalnie zakręcone, to co gorsze, rzadko się je przestawia. Przez co człowiek zapomina, gdzie i co trzeba uruchomić.

Przy okazji to też jedne z tych paskudnych urządzeń, z którymi prawie nic się nie da zrobić bez przeczytania instrukcji. A ta zwykle objętością konkuruje z przeciętną powieścią.

Przy okazji muszę się pochwalić, że całkiem niedawno nauczyłem się programowania. I to nie jakiegoś Pascala czy Visual Basica. Ja nauczyłem się programować pralkę automatyczną! Gdybym mógł ją obsługiwać przez smartfona albo przez komputer pewnie już dawno bym to umiał. Ale pralki na razie są dość odporne na takie udogodnienia, więc dręczyła mnie myśl, że na pewno coś źle zrobię i wkręci mnie wirówka.

Podobnie jak ja stawałem bezradny wobec pralki, tak moi znajomi czują się przytłoczeni przez komputery i smartfony. Kiedy coś odmawia posłuszeństwa, boją się samemu rozwiązywać problem, bo a nuż tylko pogorszą sprawę. Dzwonią więc do mnie o wczesnoporannej porze.

Strachu nie odczuwają tylko dzieci. Dzięki temu można łatwo ustalić, czy już jest się dorosłym. Dopóki pstrykasz we wszystko, co tylko się da, aby zobaczyć, co się stanie – jesteś dzieckiem. Jeśli jednak na widok kuszącego guzika cofasz ze strachem palec – obawiam się, że wydoroślałeś. I to niestety bezpowrotnie.

Piotr Lipiński – reporter, fotograf, filmowiec. Pisze na zmianę o historii i nowoczesnych technologiach. Autor kilku książek, między innymi „Bolesław Niejasny” i „Raport Rzepeckiego”. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Na przełaj”, „Polityce”. Wielokrotnie wyróżniany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i nominowany do nagród „Press”. Laureat nagrody Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich za dokument „Co się stało z polskim Billem Gatesem”. Bloguje na piotrlipinski.pl. Żartuje ze świata na Twitterze. Nowy ebook „Humer i inni” w księgarniach VirtualoEmpikAmazon oraz Apple iBooks.

Zdjęcia Concept of stressed busibnessman at workbright picture of woman shouting into smartphoneComputer technician in his laboratory is talking on the phone oraz construction worker with a tool belt and book pochodzą z serwisu Shutterstock. 

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement